Tomasz Bomba, kapitan Popradu Muszyna: Widziałem miny chłopaków z Wieczystej. Oni byli naprawdę zdenerwowani

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Tomasz Bomba (w środku, w ciemnym stroju) zawodnikiem Popradu Muszyna jest od 2010 roku
Tomasz Bomba (w środku, w ciemnym stroju) zawodnikiem Popradu Muszyna jest od 2010 roku Wojciech Matusik
Udostępnij:
- Strzelając cztery bramki nie wygrywamy meczu… Ale satysfakcja jest - przyznaje Tomasz Bomba, kapitan Popradu Muszyna, który w 1/4 finału Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim stoczył sensacyjnie zacięty bój z Wieczystą. Po 90 minutach z dogrywką było 4:4, w rzutach karnych krakowianie wygrali 4:3, w otoczce kontrowersji. - Moim zdaniem noga Daniela była styczna do linii i sędzia powinien był uznać jego interwencję, kiedy obronił strzał Moulina. Byłoby 2:0 dla nas po dwóch seriach, inna sytuacja - komentuje 32-letni piłkarz.

Co pan robił w środę do 17.30? Jestem ciekaw, jak wyglądał pana dzień do momentu rozpoczęcia meczu.

Tomasz Bomba: Ósma rano – szkoła, bo ja jestem nauczycielem wf. Musiałem się zwolnić z dwóch godzin, bo zajęcia miałem do piętnastej, a z Muszyny wyjeżdżaliśmy o trzynastej. Szybki obiad, no i Kraków.

Obiad zjadł pan przed wyjazdem?

Nie, w autobusie. Przygotowałem sobie wcześniej. Wszystko było w biegu. Ale ja mam taką pracę, że jeszcze jestem w stanie się zwolnić w ciągu dnia. A niektórzy z chłopaków mieli ten wyjazd pod znakiem zapytania, bo meczów w środę już wcześniej trochę było.

Pytam, bo chcę jakoś zestawić was z drużyną, która funkcjonuje na zasadach ekstraklasowych, a zagraliście z nią mecz z dogrywką i karnymi.

No, tak. Nie wiem, czy da się nas zestawić. Do gry było nas dwunastu… Nie spodziewaliśmy się, że tak to wszystko na boisku się poukłada. Chcieliśmy grać piłką, i wyszło fajnie - graliśmy piłką, mieliśmy sytuacje. Wiadomo, że byliśmy cofnięci, bo taką obraliśmy taktykę, nie mogliśmy sobie pozwolić na zupełnie otwartą grę w takim składzie liczebnym. Nie wiem, jak to wyglądało dla osób postronnych, ale ja analizowałem już ten mecz pod kątem trenerskim – jestem w trakcie robienia licencji UEFA A – no i obejrzałem go na YouTube. Mieliśmy grać blisko siebie, formacjami i szukać okazji do kontr. To się udawało, byliśmy też bardzo dobrze przygotowani do stałych fragmentów Wieczystej. W pierwszej połowie więcej piłką graliśmy, bo trochę więcej sił było. Zmiany zrobiliśmy dopiero w dogrywce.

Wieczysta Kraków - Poprad Muszyna

Wieczysta Kraków. Kibice na meczu z Popradem Muszyna. Mieli ...

Dokładnie to zrobiliście jedną zmianę.

Tak, posypał nam się skład. Sebastian Szczepański miał we wtorek operację. A Mateusz Wilk z powodu problemów z sercem podjął decyzję o rezygnacji z gry w piłkę. O jego problemach wiedzieliśmy wcześniej, nie grał od trzech miesięcy, robił badania, myśleliśmy, że wróci. Po naszym ostatnim meczu w Muszynie, w sobotę z Jarmutą Szczawnica, wszedł do szatni i bardzo to przeżywając przekazał nam, że dziękuje nam za wszystko, ale dalsza gra byłaby dla niego ryzykiem… I ten mecz zagraliśmy też dla tych chłopaków, nie ma co ukrywać.

Sebastian po zabiegu wróci pewnie za dwa tygodnie. A reszta? Paweł Szczepanik nie mógł grać, bo w meczu z Metalem (w poprzedniej rundzie Pucharu Polski – przyp. boch) dostał czerwoną kartkę, ale był na meczu w Krakowie, pojechał. Kontuzjowany Wojtek Janur był na ławce, żebyśmy wyglądali jak drużyna, żeby ktoś na tej ławce siedział. Patryk Janik – to samo. Zdjął szynę tydzień temu, więc też pojechał tylko po to, żeby być. No i co ja panu więcej mogę powiedzieć…?

To ja panu powiem, że jak na drużynę, którą ledwo co udało się uskładać, zaprezentowaliście się znakomicie.

Tak jak mówię - chcieliśmy grać piłką. Byliśmy przekonani, że będziemy mieli swoje szanse i rzeczywiście tak było. Nie ukrywam - cieszę się, że tak się to potoczyło, że taki przekaz idzie teraz o Popradzie Muszyna. Nie oszukujmy się, my zarabiamy po 1500 złotych, a w Wieczystej zarobki sięgają 70-80 tysięcy. Tak to wygląda.

Wieczysta Kraków - Poprad Muszyna (11.05.2022 r.)

Wieczysta - Poprad Muszyna. Niesamowity mecz, rzuty karne de...

Dwa razy zniwelowaliście dwubramkową stratę - najpierw przegrywając 0:2, potem 2:4. Zaimponowaliście hartem ducha.

Moim zdaniem, dużo daje też trener – Piotr Kapusta. Potrafi ułożyć ten zespół i też odgrywa kluczową rolę, bo chłopaki także dla niego zasuwają, trzeba sobie to powiedzieć. Trener Kapusta żyje tym wszystkim, wkłada w tę pracę kawał serca. I cieszę się, że taki wynik zrobiliśmy też dla niego. Mógł poczuć, że robi dobrą robotę, nawet w takim składzie personalnym. Na pewno ma z tego meczu na Wieczystej jakąś uciechę, zwłaszcza że jest ze środowiska krakowskiego.

A szkoda tych karnych… Oglądałem je. Moim zdaniem noga Daniela była styczna do linii i sędzia powinien był uznać jego interwencję, kiedy obronił strzał Moulina. Byłoby 2:0 dla nas po dwóch seriach, inna sytuacja, oni by mniej pewnie podchodzili. A tak, potem była loteria.

Rzeczywiście, w przypadku tego rzutu karnego, o którym pan mówi, są spore kontrowersje.

Ja powiem tak: gdybym był sędzią takiego meczu, to bym chorągiewki w takiej sytuacji nie podniósł. Nawet jakby bramkarz trochę wyszedł przed linię. No bo, nie oszukujmy się, oni powinni wygrać ten mecz bez żadnych karnych… Przy takim naszym składzie personalnym… Sędzia nie powinien w taki sposób podchodzić do sprawy w tych rzutach karnych.

No nie, sędzia miał po prostu podjąć właściwą decyzję. No i co do tego mamy wątpliwości: czy rzeczywiście były podstawy do powtórki rzutu karnego, gdy pana brat obronił strzał Thibaulta Moulina.

No, nic... Nam pozostaje skupić się już na meczu z Kolejarzem Stróże, na lidze.

Wieczysta w Pcimiu. Święto! Kibice, dym, sektor przy zakopia...

Dużą satysfakcję dał panu gol strzelony Wieczystej? Wyrównujący, na 2:2.

Czułem w tym meczu, że mogę strzelić bramkę. Czy dała satysfakcję? Bardziej iskrę, że jest szansa zrobić w tym meczu jeszcze coś więcej. Wcześniej bardzo męczyła mnie zmarnowana sytuacja z pierwszej połowy. W głowie długo mi tkwiła, ale w drugiej połowie pomyślałem sobie – będzie jeszcze na pewno okazja, coś uda się strzelić. I tak się stało.

Jak czuł się pan na boisku rywalizując ze Sławomirem Peszko? Jak to jest, kiedy rywalizuje się z zawodnikiem z takim dorobkiem, tak znanym?

Ja mam 32 lata, chłopak osiemnastoletni być może miałby na to pytanie inną odpowiedź. Ja powiem tak: mnie się w piłce nie udało, jemu tak - i fajnie, osiągnął coś. Podszedłem do niego z dużym szacunkiem, bo to jest bardzo dobry zawodnik, reprezentant Polski. Jak była chwila, zamieniliśmy parę słów, on podobnie jak ja jest w trakcie robienia licencji trenerskiej UEFA A. Tak jak mówię: duży szacunek, ale też chciałem coś pokazać. Nie grać statycznie, nie ograniczać się do przeszkadzania, ale coś dodatkowo zrobić do przodu.

Wiadomo, że w Wieczystej są piłkarze z nazwiskami, z przeszłością. Choćby Moulin, który bramkę w Lidze Mistrzów strzelił Realowi. Ale my w szatni powiedzieliśmy sobie: wychodzimy na mecz, nas jest jedenastu, ich jest jedenastu. No i grajmy, grajmy to, co lubimy grać, cieszmy się tym. A sytuacja tak się rozwinęła, że trener powiedział nawet żartobliwie: „Słuchajcie, musimy w dogrywce strzelić bramkę, bo strzelać karnych niestety nie umiemy”… No i przyszły te karne, był problem, kto ma strzelać. Bo my nawet w lidze nie mamy takiego pewnego chłopa, który by te karne strzelał, naprawdę.

Kapitalny mecz zagrał pana brat - bramkarz, dojście do tych rzutów karnych to w dużej mierze jego zasługa. W kilku sytuacjach popisał się świetnymi interwencjami, ratując was od utraty gola.

Tak, zdecydowanie. Daniel miał swój moment w I lidze w Sandecji. Uważam, że spokojnie mógłby teraz bronić w pierwszej lidze, na dobrym poziomie.

Strzeliliście Wieczystej cztery gole. A dodam, że na jej stadionie wszystkie inne drużyny z IV ligi zdobyły w tym sezonie łącznie trzy bramki.

Strzelając cztery bramki nie wygrywamy meczu… Ale satysfakcja jest. Widziałem miny chłopaków z Wieczystej czy nawet trenera Smudy i oni byli po tym meczu naprawdę zdenerwowani. Dla nas jest to jakiś powód do satysfakcji.

Jakie w waszej ekipie dominowały odczucia po tym meczu? Jaka była atmosfera w autobusie? Na pewno jakiś niedosyt – zawsze jest, gdy przegrywa się w karnych, ale z drugiej strony osiągnęliście tak dobry wynik, jakiego nikt z was przed meczem się nie spodziewał.

No, tak. Zwłaszcza że graliśmy w 11 osób. My tylko chcieliśmy przetrwać ten mecz i pokazać się z dobrej strony. Ale poczuliśmy, że to jest taki mecz, w którym możemy coś więcej zrobić. Nikt nam nie może zarzucić, że strasznie się cofnęliśmy i wybijaliśmy piłkę na oślep. Może druga część dogrywki tak wyglądała, bo wtedy już ledwo chodziliśmy po boisku. A jak było w autobusie? No, wszyscy zadowoleni, chociaż ledwo doszliśmy na obiad do Słoneczka.

Do Słoneczka?

Tak, bo zatrzymaliśmy się jeszcze w Wieliczce na obiad. W domu byłem po pierwszej w nocy. A rano trzeba było wstać o szóstej - i do pracy. Ale cieszę się, że dzięki temu meczowi poszedł przekaz, że w Muszynie dzieje się coś dobrego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Bomba, kapitan Popradu Muszyna: Widziałem miny chłopaków z Wieczystej. Oni byli naprawdę zdenerwowani - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie