Tomasz Sikora: Zbieram się, żeby w końcu wyskoczyć na biegówki. Uwielbiam taką zimę

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Tomasz Sikora ma 47 lat. Karierę sportową zakończył w 2012 roku
Tomasz Sikora ma 47 lat. Karierę sportową zakończył w 2012 roku
Tomasz Sikora 16 lutego 1995 roku jako pierwszy Polak - i jedyny do tej pory - wywalczył tytuł mistrza świata w biathlonie. Do tamtego wydarzenia nawiązuje wyprodukowana niedawno seria sportowych skarpet. A dziś, w rocznicę zdobycia złotego medalu, Sikora jako ekspert Eurosportu skomentuje bieg kobiet na 15 km podczas mistrzostw świata 2021 w słoweńskiej Pokljuce. - Nie będę nikomu wmawiać, że sezon jest super. Ale Monika złapała rytm i stała się tą strzelczynią, jaką pamiętamy z ubiegłego sezonu. Więc jestem dobrej myśli - mówi.

Czeka nas coś dobrego we wtorek na mistrzostwach świata?

Mam nadzieję, bo bieg pościgowy był już w wykonaniu Moniki zupełnie inny niż bieg sprinterski. Poza tym Monika wydaje mi się bardzo pewna na strzelnicy. Oczywiście, zdarzyła jej się ostatnio ta jedna runda karna czy w biegu sprinterskim dwie, ale widać już od dłuższego czasu po Monice, że złapała ten rytm i stała się tą strzelczynią, jaką pamiętamy z ubiegłego sezonu. Więc jestem ogólnie dobrej myśli. Choć... oczywiście gdzieś z tyłu głowy jest myśl i wspomnienie ze swojego doświadczenia, że w biathlonie wystarczy jedno nieudane strzelanie, można trafić na gorsze warunki i cały plan może się pokrzyżować. Niemniej, jeśli te warunki będą stabilne, to jestem dobrej myśli.

Ale nie jest to sezon, który na te mistrzostwa świata nastrajałby optymistycznie. Oczywiście, Monika Hojnisz-Staręga i Kamila Żuk pojechały na nie jako mistrzynie Europy, ale doskonale wiemy, że tam nie było takiej konkurencji jak na MŚ, a wcześniejsze starty Polek w Pucharze Świata generalnie nie były udane.

Nie będę tu nikomu wmawiać czy kogoś czarować, że sezon był super. Oczywiście, sezon do mistrzostw świata był słaby, na razie mistrzostwa świata również. Ale dopiero po mistrzostwach będziemy mogli rozliczać to, co się wydarzyło. Trzeba więc jeszcze co najmniej tydzień spokojnie poczekać.

Biathlon. Sport pełen pięknych kobiet. Poznajcie zjawiskowe ...

Może w przypadku Moniki Hojnisz-Staręgi będzie podobnie jak na ubiegłorocznych mistrzostwach świata? Wtedy też w sprincie i biegu na dochodzenie była daleko za czołówką, po czym "odpaliła" w biegu długim. Blisko medalu była także w biegu ze startu wspólnego.

Tak, tylko że sezon sezonowi nierówny. W obecnym było bardzo dużo odpuszczanych startów; jest trochę niedosyt, bo w momencie, w którym Monika prezentowała już naprawdę dobrą dyspozycję i jej forma rosła, no to niestety zrezygnowała ze startów, by przygotować się do mistrzostw świata. W zeszłym sezonie Monika przed mistrzostwami świata przyzwyczaiła nas już do pewnej solidności. Później na mistrzostwach też pierwszy start, jak teraz, miała nieudany... Ja nie do końca jestem za tym, żeby odpuszczać występ w pierwszej konkurencji na mistrzostwach świata (bieg sztafet mieszanych - przyp. boch). Ja wiem, że zawodniczki myślą o tym, by oszczędzać siły, bo startów w mistrzostwach świata jest dużo, ale pierwszy bieg to jest zawsze jakby sprawdzian samego siebie. I jeżeli ma być jakieś niepowodzenie, to z tego niepowodzenia można wyciągnąć wnioski. Tym bardziej w tym sezonie nie widzę powodów, by Monika miała odpuszczać ten bieg, bo i tak już odpuszczała bardzo dużo... Myślę, że nieudany bieg, który zdarzył się w sprincie, mógł się już wydarzyć w tej sztafecie mix. Dla mnie to trochę niezrozumiałe decyzje, ale trzeba zaufać trenerowi, to on zna zawodniczki, pracuje z nimi na co dzień i zna ich dyspozycję w danym momencie.

Sezon jest nietypowy, rzecz jasna, przede wszystkim ze względu na covidową rzeczywistość, nie ma publiczności na zawodach. Panu też zdarzało się występować w zawodach z podobną otoczką. Jakie to ma znaczenie dla zawodnika?

Mnie lepiej startowało się przy publiczności, ale są zawodnicy, u których okrzyki na strzelnicy wywołują stres, dodatkowy stres. Ja uważam, że startuje się dla ludzi, tak naprawdę te nasze biegi mają przede wszystkim u publiczności wzbudzać emocje. I jeżeli ta publiczność jest, ona motywuje w tych najtrudniejszych momentach - w najbardziej wymagających momentach na trasie, ale również w trudnych momentach dla zawodnika. Z drugiej strony, w momentach euforii, kiedy dobiega się do ostatniego strzelania na pozycji medalowej, czy walczy się o ten medal, trzeba radzić sobie z tą presją publiczności. Dla mnie było to o wiele ciekawsze, no i nie wyobrażam sobie, żebym mógł startować całkiem bez publiczności. Ale rzeczywistość jest inna i muszą sobie zawodnicy z tym radzić.

A czy to jest taki czynnik, który może mieć wpływ na to, jak się rywalizacja układa? Są być może zawodnicy - mniej odporni psychicznie - dla których brak ludzi wokół to coś pozytywnego. Nie ma okrzyków, wiedzą, że na stadionie prawie nikt im się przygląda podczas strzelania...

Zdecydowanie tak, właśnie o tym mówię. Nawet patrząc przez pryzmat Moniki jest to jakby na plus. Na pewno gdyby na niedawnych mistrzostwach Europy była polska publiczność, byłaby też większa presja, bo byłyby okrzyki, oczekiwania i na trasie byłoby to słychać. To samo jest w Pucharach Świata, mistrzostwach świata. Kiedy dobiega się na strzelnicę, są okrzyki publiczności, to łatwiej radzą sobie ci zawodnicy, którzy regularnie stają na podium czy regularnie, w każdym tygodniu walczą o zwycięstwo. A o wiele trudniej jest zawodnikom, którzy sporadycznie znajdują się w takiej sytuacji czy też jest to dla nich nowość.

Z historii, które wydarzyły się do tej pory na mistrzostwach świata w Pokljuce, chyba zwycięstwo Szweda Martina Ponsiluomy w sprincie jest największą niespodzianką?

Dla mnie jednak brązowy medal Białorusinki Soli jest większą sensacją. Bo Szwed bardzo dobrze w tym sezonie biegał, bywało, że miał najlepsze czasy biegowe. Nie zawsze sprawdzał się na strzelnicy, mimo to stanął już w tym sezonie na podium. Więc była to niespodzianka, że to złoty medal, jednak brąz Białorusinki jest większą. Sola w ostatnim czasie pokazywała dobrą formę, ale nie stała jeszcze na podium. Wytrzymać w mistrzostwach świata strzelanie, gdy walczy się o medal - no, to już jest coś.

Skarpety od Tomasza Sikory. Na pamiątkę złotego medalu mistr...

A pan, jak spędza czas, oprócz komentowania biathlonu w telewizji?

Oprócz komentowania, jestem współwłaścicielem przychodni...

O!

...no i wszedłem trochę w biznes skarpetkowy (uśmiech).

Pewnie cała produkcja już się sprzedała. Seria była krótka, limitowana.

Powiem szczerze, że ja nad tym nie mam pieczy. Moim zadaniem było testowanie tych skarpet, by były odpowiednie, żebyśmy mogli z nich być zadowoleni - my, jak i ludzie, którzy je kupują. A marketing i całą otoczkę powierzyłem fachowcom, bo ja w tej dziedzinie nie jestem najlepszy.

Widział pan już kogoś biegającego bądź chodzącego w skarpetach z pana nazwiskiem?

Tak, tak. Ludzie wysyłają wręcz zdjęcia - z treningów, z momentów, gdy ubierają się na trening. Był też telefon ze Szwecji, od zainteresowanych zakupem, czy może być wysyłka do tego kraju.

Jest plan na to, żeby gamę odzieży poszerzyć? Żeby od Sikory były nie tylko skarpety?

Być może. Tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak to, co zrobiliśmy teraz, zostanie przyjęte. Powiem szczerze, my nie nastawialiśmy się z tymi skarpetkami na jakiś wielki biznes. Bardziej chcieliśmy znaleźć fajną niszę, no bo nie było takiego polskiego produktu dobrego, jakościowego. Tą są skarpetki nie tylko dobre do biegania na nartach, ale i do pójścia w góry, bo są bardzo komfortowe. Jeżeli zostaną przyjęte pozytywnie i oddźwięk będzie pozytywny, to kto wie, może coś tam będzie jeszcze w przyszłości.

Sam uprawia pan jeszcze sport, rekreacyjnie?

Staram się biegać. W lecie staram się jeździć na rowerze, choć powiem szczerze, że w ubiegłym roku nie miałem zbytnio czasu na rower, więc częściej wychodziłem pobiegać. Teraz całą zimę się zbieram do tego, żeby w końcu pojechać na biegówki, żeby z tej zimy skorzystać. No, ale komentuję Puchar Świata w biathlonie i weekendy mam zajęte. Więc cały czas czekam na wolny weekend i wtedy wyskoczę na narty, żeby sobie pobiegać.

Zima jest wyjątkowa.

Ja uwielbiam taką zimę, uwielbiam jak jest biało. Mieszkam na Śląsku, zazwyczaj zimą było tak, że jak spadł śnieg, to następnego dnia już robiła się chlapa. A teraz mam dużo radości i przyjemności z tego, że każdego ranka jak wstaję, jest mroźno, rześko i przede wszystkim biało.

A nie trzeba już ubierać kombinezonu i zasuwać na trening!

Powiem szczerze, że kiedyś, jakie mrozy by nie były, to biegałem w samym kombinezonie. Ale lata uciekają, teraz już jestem zmarzluchem i wolę się cieplej ubrać.

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Sikora: Zbieram się, żeby w końcu wyskoczyć na biegówki. Uwielbiam taką zimę - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie