Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice: Kontrolowany chaos. Staramy się z niego wyciągnąć jak najwięcej

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Tomasz Tułacz, mielczanin, trenerem Puszczy jest od sierpnia 2015 roku. Dwa lata później wprowadził zespół do I ligi; w tym sezonie "Żubry" są rewelacją tych rozgrywek.
Tomasz Tułacz, mielczanin, trenerem Puszczy jest od sierpnia 2015 roku. Dwa lata później wprowadził zespół do I ligi; w tym sezonie "Żubry" są rewelacją tych rozgrywek. Wojciech Matusik
- Najważniejsze, żeby rozwiązywać problemy, a nie sobie je stwarzać - mówi trener Tomasz Tułacz, który już ósmy rok prowadzi Puszczę Niepołomice. Jesień 2022 okazała się najlepszym okresem w całej historii klubu - zespół zajmuje po niej 2. miejsce w tabeli I ligi. - Środki, które podjęliśmy, po prostu zaprocentowały. Graliśmy bardzo bezpośrednio, bardzo agresywnie, często sprawialiśmy kłopot przeciwnikom tą naszą intensywnością i nieustępliwością. A jako jedyny zespół w lidze nie przegraliśmy meczu u siebie - analizuje szkoleniowiec.

Usłyszę od pana twarde: „Tak, gramy o ekstraklasę”?

Gramy o spełnienie marzeń. Swoich, zespołu, kibiców. Nikt nas nie stawiał w roli faworytów tej ligi i nadal nie stawia. Do tej pory są głosy, które powątpiewają w możliwość osiągnięcia tego najwyższego celu przez nasz zespół. Ale OK, to tylko opinie. My skupiamy się na tym, żeby wiosną tak funkcjonować, jak w pierwszej rundzie. Pewnie będzie dużo, dużo trudniej, bo już na pewno nikt nas nie zlekceważy, nie podejdzie do meczu na zasadzie: „no, z kim jak nie z Puszczą zdobywać punkty?”. A my, tak jak mówię, robimy swoje.

W minionej rundzie strzeliliście bramkę w pierwszej minucie pierwszego meczu i strzeliliście w ostatniej akcji ostatniego meczu. To kwintesencja gry Puszczy jesienią: walczyła od samego początku do samego końca.

O tym samym mówiłem sztabowi, kiedy analizowaliśmy tę rundę. Te dwie bramki to spięcie klamrą rundy. I powiedziałbym więcej: ostatni gol w Łęcznej to klamra spinająca cały rok, w którym ten zespół się hartował, tworzył. Bo w ubiegłym roku było bardzo dużo zmian. I mamy ogromną satysfakcję, że te wszystkie działania albo większość z nich przyniosło taki efekt - drugie miejsce na koniec jesiennej części sezonu.

To drugie miejsce zajmuje zespół, który w ubiegłym sezonie dopiero w przedostatniej kolejce zapewnił sobie utrzymanie w I lidze. A latem drużyna wcale nie dostała jakiegoś zastrzyku wzmocnień. OK, pojawił się Michał Koj, ale kto poza nim wskoczył do składu? Bramkarze-młodzieżowcy i Lucjan Klisiewicz, który grał wiosną w IV lidze.

W poprzedniej rundzie chyba pierwszy raz odkąd pracuję w Niepołomicach byliśmy tak bezpośrednio zaangażowani w grę o utrzymanie. Ale to, w jaki sposób sobie poradziliśmy, zbudowało zespół pod względem mentalnym i sportowym także. Działając w skrajnie stresowych sytuacjach, zawodnicy przekonali się, jakie środki na boisku przynoszą efekt. Nabrali pewności, że to jest coś, co przy odpowiednim nastawieniu mentalnym są w stanie realizować. Dostrzegli, że wiele małych rzeczy pomaga osiągnąć te większe, zrealizować cele. I to dzisiaj przynosi efekty, bez dwóch zdań. Ważnym aspektem jest też zespołowość, scalenie drużyny, poczucie tej jedności, która pomogła zawodnikom wiosną zrealizować ten podstawowy cel. A dzisiaj jesteśmy tam, gdzie jesteśmy i bardzo się z tego cieszymy.

Mam wrażenie, że przez jesień przeszliście bez kryzysu - nie było kilku z rzędu słabszych meczów. Uniknęliście kryzysu formy, ale też kryzysu kadrowego, bo w zdecydowanej większości meczów miał pan do dyspozycji mocny skład.

Zdecydowanie tak. My z powodu niestabilności kadrowej, szczególnie w linii obrony, cierpieliśmy w tamtym roku. Przypomnę: Diego Bardanca bardzo późno dołączył do zespołu i zaraz złapał kontuzję. W trakcie jesieni 2021 sięgnęliśmy po Tomka Wojcinowicza i Aleksa Dytiatjewa. Formacja defensywna kompletnie nie była zgrana, nie funkcjonowała. Zawodnicy mieli problemy zdrowotne i to też rzutowało na stabilność formy, mnóstwo bramek traciliśmy po indywidualnych błędach. Teraz, jak już zahaczamy o szczegóły, to błędów było dużo, dużo mniej. A czy były momenty kryzysu? No, myślę, że mieliśmy jeden taki moment.

Kiedy?

Mecz z Resovią. Mieliśmy wtedy zawodników po chorobach i pojechaliśmy do Rzeszowa w troszkę słabszym zestawieniu personalnym. Dostali szansę zawodnicy, którzy mniej grali, i trochę uderzyło to w nich pod względem fizycznym. W tym meczu wyglądaliśmy najsłabiej, biorąc pod uwagę wszystkie rozegrane jesienią. Szybko jednak pozbieraliśmy się i uważam, że już do końca, mimo porażki w Głogowie, poniżej pewnego poziomu nie schodziliśmy.

W którym momencie uwierzył pan w to, że jesteście w stanie być w I lidze tak mocni? Że znajdziecie się w strefie awansu do ekstraklasy?

Cały czas wierzyłem i wierzę w ten zespół. W nasze pomysły, które dobieramy do zawodników, których posiadamy. Zaznaczę: to nie oznacza, że zawodnicy nie mają potencjału czy możliwości rozwoju, ale w wielu przypadkach to piłkarze, którzy przyszli do nas z lig niższych i potrzebują trochę czasu na dostosowanie się do wymogów I ligi. A wiadomo, w jakiej roli stawiano nas przed sezonem – byliśmy przez ekspertów wymieniani jako jeden z zespołów, który opuści szeregi I ligi.

Ja to przyjmuję bardzo spokojnie, każdy ma prawo do oceny, do spostrzeżeń. Ale analizując w sztabie możliwości zawodników, my akurat liczyliśmy na rozwój, postęp, na to, że będziemy mocniejszą ekipą. I tak się też stało. A przypomnę, że z powodu kontuzji wypadli dwaj kluczowi zawodnicy - Konrad Stępień i Rok Kidrić. Do tego latem odeszli Kamil Kościelny, Gabriel Kobylak i Szymon Kobusiński – innymi słowy: podstawowy stoper, który dawał też dużo drużynie mentalnie, podstawowy bramkarz oraz nasz najlepszy strzelec. Straciliśmy więc prawie pół zespołu, pięciu zawodników z podstawowego składu. Jednak większość z tych, która trenowała z nami cały czas, zrobiła postęp i stąd to miejsce, które zajmujemy.

Słysząc „postęp”, w pierwszej kolejności myślę o Wojcinowiczu i Klisiewiczu. Pierwszy gra zdecydowanie pewniej niż wtedy, gdy przyszedł do Puszczy, drugi został rzucony na głęboką wodę i daje radę w I lidze.

Tomek jest mocny w pojedynkach powietrznych, poprawił wiele elementów w swojej grze. I mam nadzieję, że ta dobra runda będzie go inspirować do dalszego rozwoju. Ma potencjał, zdecydowanie, ale nie ustrzegł się też meczów, które mogłyby być lepsze - choćby w Pucharze Polski z Wisłą, przeciwko której rozegrał świetny mecz ligowy, czy ostatnio w Łęcznej. Ale zgadzam się: większość meczów to duży postęp i myślę, że będzie szło to do przodu. Przy czym Tomek musi zdecydowanie pracować, aby mieć więcej argumentów jakościowych. Stać go na bardzo dużo.

Natomiast Lucek to jest zupełnie inna historia. Zawodnikiem Puszczy jest od kilku lat, ale wcześniej w zderzeniu z innymi napastnikami miałby małe szanse na grę, wypożyczaliśmy go do innych klubów. W ubiegłym sezonie strzelał w IV lidze, był skuteczny i zapadła decyzja, że to jest moment, w którym na niego postawimy. I na ile może, na ile pozwalają mu umiejętności stara się pomóc. Jest bardzo zaangażowany, pracowity. I chcę go pochwalić, tak jak i Tomka.

Nie chcę jednak indywidualnie wyróżniać, nie chcę zawodnikom wystawiać laurek, bo ciepłe słowa należą się wszystkim zawodnikom. Ja bardzo się cieszę, że ta mieszanka doświadczenia z młodością daje efekt.

Przy dwóch piłkarzach chciałbym się zatrzymać. Piotr Mroziński miał kapitalną rundę, okazał się najlepszym strzelcem wśród obrońców w I lidze. Ma ekstraklasową przeszłość, ale do Puszczy przyszedł z III ligi.

Piotrka znam od 13.-14. roku życia, pochodzi z Nakła pod Przemyślem. Wyróżniał się na tle rówieśników, grał w ofensywie, strzelał dużo bramek. Gdy do nas przychodził, bardzo na niego liczyliśmy, chociaż miał moment, w którym wdrażał się w zespół i trzeba było – że tak powiem - na niego poczekać.

Rafał Boguski. Dziś jest jednym z najstarszych piłkarzy w polskiej zawodowej piłce, a okazało się, że w dalszym ciągu jest w stanie dawać coś wartościowego waszej drużynie – chyba więcej niż wiosną.

Trochę czasu zabrało Rafałowi zafunkcjonowanie w trochę innych warunkach niż miał w Wiśle, w ekstraklasie. Ale ocena jest pozytywna, jak najbardziej. Kiedy Rafał jest dobrze przygotowany fizycznie i czuje się dobrze fizycznie, to w każdym momencie jest w stanie pomóc zespołowi, swoją obecnością wpłynąć na jakość gry. A oprócz tego, że wkłada do drużyny tę jakość, to wspiera młodszych zawodników.

Przygotowanie fizyczne było kluczem do osiągnięcia wyników, o których mówimy. Bo pod względem motorycznym piłkarze Puszczy prezentowali się bardzo dobrze przez całą rundę.

Zmieniliśmy trochę sposób gry, jeżeli chodzi o aspekt bronienia i wywierania presji na przeciwniku. I to zagrało. Do tego była nam potrzebna dobra organizacja gry, a z drugiej strony - dobre przygotowanie motoryczne. Myślę, że te środki, które podjęliśmy wspólnie ze sztabem, po prostu zaprocentowały. Graliśmy bardzo bezpośrednio, bardzo agresywnie, często sprawialiśmy kłopot przeciwnikom tą naszą intensywnością i nieustępliwością.

Działał też element zaskoczenia. Nigdy nie było wiadomo, kiedy piłkarze Puszczy doskoczą do rywali, przejdą do bardzo wysokiego pressingu.

Dokładnie tak. Możemy mówić o nieodczytywalności naszych zachowań. Ktoś spodziewa się, że w danych fazach meczu będziemy reagować w określony sposób, ale nie - my mamy właśnie taki pomysł, żeby wprowadzać ten kontrolowany chaos i z tego kontrolowanego chaosu wyciągnąć jak najwięcej dla naszego zespołu. Bo on jest najmniej czytelny, najmniej przewidywalny dla przeciwnika.

Wie pan, że właśnie podsunął tytuł wywiadu.

I nie mam z tym żadnego problemu.

Co było również cenne: kiedy Puszcza pierwsza traciła bramkę, potrafiła się podnieść – zwyciężyć, zremisować. A gdy obejmowaliście prowadzenie, to nie przegraliście.

To prawda. I jeszcze jedna rzecz: my jako jedyny zespół w lidze nie przegraliśmy meczu u siebie. Potrafiliśmy zrobić to, żeby przeciwnik dalej obawiał się meczów u nas. Żeby nadal szukał problemów w bliskości trybun, w tym, że trawa jest za wysoka albo za niska, że boisko nie jest takie jak mu odpowiada, że nie ma stadionu 20-tysięcznego... No, jak rywal szuka w takich rzeczach przyczyn niepowodzeń, to długo nie znajdzie rozwiązania na rywalizację z nami... Oczywiście, my zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy faworytem rozgrywek - ktoś powie wręcz, że jesteśmy kopciuszkiem w porównaniu z markowymi drużynami, z którymi gramy - ale potrafimy być skuteczni u siebie. I parę razy też ukąsiliśmy na wyjazdach, niekoniecznie stawiając jakiś autobus na „szesnastce”, tylko grając w sposób racjonalny, a co najbardziej mnie cieszy - skuteczny, wykorzystując stałe fragmenty gry, ale także inne środki.

Jest pan pewien, że uda wam się zimą utrzymać skład?

Nie, nie jestem pewien. Nie jesteśmy krezusami, to nie jest tajemnica. Zawodnicy mają zapisane kwoty odstępnego. Kwoty, które na nas robią wrażenie, ale nawet pierwszoligowe kluby są w stanie wyłożyć te pieniądze. I stwarzając piłkarzowi lepsze warunki finansowe, wyrwać go z Puszczy. Ale ja nie zaprzątam sobie tym głowy, zresztą my cały czas tak pracujemy, że jesteśmy na to przygotowani. Oczywiście, chciałbym, żeby odejścia z zespołu były tylko takie, aby pomóc w rozwoju zawodnikom, którzy mniej grają, żeby poszli do klubów, w których mieliby szansę grać regularnie. No i chciałbym, żeby przyszedł do nas jeden czy dwóch zawodników, aby podnieśli jakość. A jako trener nie mam wpływu na to, że przyjedzie dziś ktoś z ekstraklasy, wyciągnie kwotę odstępnego zapisaną w umowie i zapłaci za naszego zawodnika.

W niedzielnym meczu z Górnikiem Łęczna wrócił do gry Kidrić. Stępień też już wraca do zdrowia? Rozpocznie z wami przygotowania?

Konrad już z nami trenuje, chyba nawet dłużej niż Rok, ale jeszcze nie bierze udziału w grach. Rok przed meczem z Górnikiem podjął decyzję, że spróbuje. Byliśmy pełni obaw, czy poradzi sobie przede wszystkim pod względem fizycznym. Jednak grając w taki sposób jak w Łęcznej dał dużą nadzieję na to, co będzie później... A wracając do Kondzia: myślę, ze od początku grudnia będzie już trenować z normalnymi obciążeniami.

Teraz jeszcze trenujecie. A jaki jest plan przygotowań na zimę?

Duże znaczenie będą miały wyniki badań, które zawodnicy przejdą w tym tygodniu. One dadzą nam odpowiedź na pytanie, nad czym będziemy pracować w tym okresie, szczególnie w grudniu. Teraz trenujemy do 25 listopada, na koniec zagramy sparing z Bruk-Betem, ale w nim raczej wystąpią zawodnicy, którzy jesienią mniej grali oraz tacy, którym przyglądamy się od dłuższego czasu. Nie ukrywam, że przymierzamy się przynajmniej do dwóch transferów zawodników bardzo młodych, z rocznika 2005. Jeśli chodzi o przygotowania, to zawodnicy dostaną dwa tygodnie na odpoczynek, do 5 grudnia. Wtedy wznowimy treningi i będziemy pracować do 22 grudnia. Następnie przerwa świąteczna i od 5 stycznia zaczniemy drugą część okresu przygotowawczego.

Kewin Komar i Lucjan Klisiewicz, powołani na najbliższy mecz reprezentacji Polski U-20, uczestniczą teraz w treningach?

Nie, w środę wyjeżdżają na zgrupowanie kadry. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tych powołań, dumni z chłopaków. Myślę, że satysfakcję mają nie tylko trenerzy, nie tylko Kewin i Lucek, ale też pozostali zawodnicy, dzięki wsparciu których się rozwijają... A ja wszystkim chłopakom chcę podziękować za ten rok, za osiągnięty wynik, za to, jak Puszcza realizowała cele w tym roku.

Po meczu w Łęcznej powiedział pan, że wynik osiągnięty w tej rundzie to kosmos.

Tak to ująłem w emocjach, ale dla tak małego środowiska i tak małego klubu miejsce dające awans do ekstraklasy to duża sprawa. I wykorzystam okazję, żeby podziękować nie tylko zawodnikom. Sztabowi – Mariuszowi Łucowi, Kubie Kuli, Bartkowi Dydo, kierownikowi drużyny, sztabowi medycznemu. Chciałbym także podziękować kibicom, bo tak jak zespół się rozwijał, tak i doping, wsparcie dla niego też było coraz większe - my naprawdę to bardzo doceniamy. Dziękuję pracownikom w klubie, a także osobom, które mają bezpośredni wpływ na to, jak jest u nas pod względem organizacyjnym. Że spokojnie możemy trenować, pracować. Mam na myśli prezesa Bartoszka, prezesa Pieprzycę, prezesa Karasińskiego, ale także burmistrza, pana Ptaka, dzięki któremu to wszystko dzieje w tej niepołomickiej społeczności. Ta przychylność ma wpływ nie tylko na rozwój piłki seniorskiej, bo rozwija się też piłka młodzieżowa, w akademii trenuje sporo dzieci... Ja po tych już siedmiu latach w klubie mogę powiedzieć, że były różne chwile, ale zawsze szacunek do tego, co robimy. I najważniejsze jest, żeby rozwiązywać problemy, a nie sobie je stwarzać – to jest klucz do funkcjonowania na takim poziomie, na jakim jesteśmy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

kup najtaniej

TCL

TCL 32ES570F

969,00 zł

kup najtaniej

Telefunken

Telefunken 40FG6010

829,00 zł

kup najtaniej

LG

LG 43UQ80003LB

1 689,00 zł

kup najtaniej

Philips

Philips 50PUS7657/12

1 799,00 zł

kup najtaniej

Toshiba

Toshiba 32LA2063DG

939,00 zł

kup najtaniej

United

United 50DF58

1 149,00 zł
Materiały promocyjne partnera

Z Gwiazdami - Marcin Możdżonek - zajawka

Materiał oryginalny: Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice: Kontrolowany chaos. Staramy się z niego wyciągnąć jak najwięcej - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie