Tomasz Wojcinowicz: Trzecia, druga, pierwsza… Krok po kroku musiałem udowadniać swoją wartość

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Tomasz Wojcinowicz w tym sezonie zagrał we wszystkich meczach  Puszczy po 90 minut. Zabrakło go raz, gdy musiał pauzować za kartki.
Tomasz Wojcinowicz w tym sezonie zagrał we wszystkich meczach Puszczy po 90 minut. Zabrakło go raz, gdy musiał pauzować za kartki. Puszcza Niepołomice / Overlia Studio
Pochodzi z Białogardu na Pomorzu. Do gimnazjum wyjechał do Szczecina – bo była to szkoła piłkarska. Potem przeniósł się do Wronek, do akademii Lecha Poznań... - To, że ktoś ma osiągnięcia w kadrach „U-ileś tam” nie oznacza, że potem się przebije. No i tak właśnie było ze mną. Inni zaczynali grać z seniorami, łapali minuty. Ja musiałem na to poczekać – mówi Tomasz Wojcinowicz, 26-letni dziś piłkarz Puszczy Niepołomice, środkowy obrońca.

12 kwietnia 1996. Kto jeszcze urodził się w tym samym dniu, co pan?

Tomasz Wojcinowicz: - Na myśl przychodzą mi od razu dwie osoby. Z jedną z tych osób byłem w szkole, a z drugą potem w klubie. Pierwszą jest Jan Bednarek, a drugą – Przemek Rybkiewicz, kolega z czasów gry w Legionovii.

Domyśla się pan, że zahaczam o Bednarka. Zdarzyło wam się wspólnie świętować jakieś urodziny?

Nie, nie zdążyłem. Jan Bednarek zawsze był bardzo profesjonalnym zawodnikiem. Nigdy nie świętowaliśmy razem.

Ale zdarzyło się wam razem grać, w juniorach Lecha Poznań.

Tak, zdarzyło się.

Wspominam o tym, bo do Małopolski, do Hutnika, trafił pan z klubu trzecioligowego, jednak w swoim życiu kręcił się pan wokół poważnej piłki.

Można tak powiedzieć. Jako młody zawodnik byłem w poważnych klubach, ale nie przebiłem się w nich do regularnego grania w seniorskiej piłce. Musiałem się cofnąć do trzeciej ligi, potem przejść do drugiej, teraz jest pierwsza. Krok po kroku musiałem udowadniać swoją wartość.

Trafiłem na listę zawodników powołanych na konsultację którejś z juniorskich reprezentacji Polski, sprzed dobrych paru lat. Większość z tamtych chłopaków oczywiście później przepadła. Ale był na tamtej liście Grzegorz Tomasiewicz, był Oskar Zawada, no i był Tomasz Wojcinowicz.

Tak, tak, potencjał był. Grałem cały czas w kadrach województwa, parę razy rzeczywiście też pojawiłem się w reprezentacji Polski. Ale to, że ktoś ma nawet osiągnięcia w kadrach „U-ileś tam” nie oznacza, że potem się przebije. No i tak właśnie było ze mną. Inni zaczynali grać z seniorami, łapali minuty. Ja musiałem na to poczekać.

Dziś, jak na 26-latka, ma pan już sporo klubów w CV. Jeśli dobrze liczę, Puszcza jest dziesiątym.

Rzeczywiście, sporo, sporo. Ale ja akurat jestem z tego zadowolony. Zwiedziłem wiele miast, poznałem wielu ludzi. Traktuję to jako coś pozytywnego.

Wronki plus Poznań, potem Gdynia, Warszawa, jeszcze kilka innych miejsc. Kariera pod hasłem „poznaj swój kraj”.

Dokładnie, tak to wygląda.

Dlaczego nigdzie jeszcze nie został pan na dłużej?

Proszę prześledzić, gdzie grałem, skąd odchodziłem. Tak naprawdę w żadnym z dotychczasowych klubów nie chciałem zostawać dłużej. Zacznijmy od Lecha – to były juniorskie zespoły, w moim przypadku bez możliwości zrobienia dalszego kroku, czyli gry w seniorach. Podobnie w Arce Gdynia: niby ocierałem się o pierwszy zespół, trenowałem z nim, ale w pierwszym zespole w ogóle nie grałem, jedynie w rezerwach. I to w sumie z inicjatywy Arki zostałem wypożyczony do zespołu z trzeciej ligi. Po roku w Nowym Mieście Lubawskim odezwał się klub z drugiej ligi – no to siłą rzeczy nie chciałem w Drwęcy zostawać. Odszedłem do Legionovii, ale po sezonie spadliśmy do trzeciej ligi. Więc znów sytuacja, że nie widzisz dla siebie dobrych perspektyw... Z kolei kiedy byłem w Wiśle Sandomierz, dostałem ofertę z Hutnika, z wyższej ligi, no i nie mogłem jej odrzucić. I tak samo było, kiedy będąc w Hutniku przyszła propozycja z Puszczy. Dlatego mówię: zmieniałem kluby, bo byłem w miejscach, w których pozostanie dłużej nie byłoby dobre dla mojego rozwoju.

W Puszczy jest pan ponad rok, to pana pierwszy rok w I lidze. Jakie wrażenia były na początku – w porównaniu z drugą, trzecią ligą?

Do Puszczy przyszedłem prawie w połowie rundy jesiennej. Pod koniec sierpnia jeszcze zagrałem mecz w drugiej lidze, a po dwóch tygodniach już w pierwszej. I tak naprawdę od razu zaadaptowałem się do tej ligi. Na pewno w pierwszej są lepsi piłkarze, więcej zawodników „z nazwiskami”. Ale ja nie odczułem tak bardzo tego skoku. Bo ja czułem się w drugiej lidze mocnym zawodnikiem.

Mocny, mam wrażenie, jest pan fizycznie.

Też mam takie wrażenie.

W wywiadzie dla telewizji klubowej Hutnika opowiadał pan, że w dzieciństwie trenował zapasy.

Tak, ale to był dosłownie epizodzik. Nic poważnego. Miłość do piłki wygrała, wróciłem do piłki.

Do sportów walki pana nie ciągnie?

Mam takie pomysły, ale trudno byłoby to połączyć z zawodowym uprawianiem piłki. Treningi są codziennie, a wiadomo, że trenowanie innego sportu dodatkowo obciążałoby mój organizm, co mogłoby powodować kontuzje. W stu procentach skupiam się na piłce i nie chciałbym sobie zaszkodzić. Aczkolwiek... był ostatnio w szatni rzucony pomysł, żebyśmy wprowadzili sobie dosłownie raz w tygodniu dodatkowe zajęcia. Jednak na razie nic takiego nie ma.

Trener o tym wie? Bo rozumiem, że to pomysł pana i kolegów?

To nasz pomysł. Ale obawiam się, że jak trener o tym przeczyta, wybije nam to z głowy.

Też tak sądzę.

No to mam nadzieję, że tego nie przeczyta (śmiech).

Dobra, wróćmy do pana początków w pierwszej lidze, do jesieni 2021. Był gol w debiucie, ale też parę nieudanych zagrań, po których Puszcza traciła bramki.

W pierwszym meczu rzeczywiście pojawił się błąd przy prostym podaniu. W kolejnych meczach to były jakieś przypadkowe zdarzenia – np. piłka odbiła się ode mnie i po rykoszecie wpadła do bramki. Później byłem zamieszany w utratę jednej, maksymalnie dwóch bramek. To nie były jakieś przerażające liczby, ale się pojawiały – tak, tu się zgodzę. Jak mówię jednak, to nie były jakieś wolty bardzo znaczące, tylko takie małe: w łańcuchu błędów gdzieś tam moja część się pojawiła.

A pod koniec poprzedniego roku dopadły pana problemy zdrowotne, z powodu których stracił pan prawie całą wiosnę.

Tak, zmagałem się z chorobą, musiałem przejść terapię. Problemy zaczęły się w grudniu, trwały do marca-kwietnia. Potrzebowałem też trochę czasu, żeby się odbudować. Wróciłem mniej więcej w połowie rundy, kiedy walczyliśmy o utrzymanie, drużyna dobrze punktowała i ja dopiero w końcówce sezonu zacząłem wchodzić do gry.

W nowym sezonie jest pan jak młody bóg. Sto procent formy.

Dobrze przepracowałem cały okres przygotowawczy, to było bardzo ważne. Bo kiedy wracałem po chorobie, odczuwałem mikrourazy, po treningach czułem delikatne rwanie w mięśniach. I dopiero po przygotowaniach do nowego sezonu byłem w pełni zdrowy, w pełni gotowy do treningu. Dbam też o dietę. Doszedłem do bardzo dobrego poziomu fizycznego, poza tym wchodzę teraz w idealny wiek, jeśli chodzi o moją formę fizyczną, wydolność organizmu.

Puszcza w tej rundzie chyba najbardziej zwróciła na siebie uwagę w meczu z Wisłą – wiadomo, 17 tysięcy ludzi na stadionie, markowy rywal. Wiele osób pierwszy raz zobaczyło pewnie wtedy fruwającego przy stałych fragmentach gry Wojcinowicza. Zawsze miał pan tak potężny wyskok do piłki?

Tak, dobry wyskok miałem zawsze. Ale przez wiele lat nie miałem takiego soczystego uderzenia piłki głową. Zacząłem nad tym pracować dopiero jakieś trzy lata temu w Wiśle Sandomierz. Zostawałem po każdym treningu i prosiłem któregoś z kolegów, żeby zagrywał mi piłkę na głowę. Nabieg i doskok już miałem, brakowało mi uderzenia. I tak trenując, za każdym razem starałem się trafić w bramkę. Te treningi naprawdę przyniosły efekt, dzięki nim były m.in. te uderzenia na Wiśle.

Wisła Kraków - Puszcza Niepołomice. Tomasz Wojcinowicz kontra Angel Rodado
Wisła Kraków - Puszcza Niepołomice. Tomasz Wojcinowicz kontra Angel Rodado Wojciech Matusik

Już w Hutniku w drugiej lidze się pan tym wyróżniał. Być może gra głową była jednym z argumentów dla Puszczy, by po pana sięgnąć.

Tak jak mówię – to zaczęło się w Sandomierzu, potem było w Hutniku, to samo jest w Puszczy. Cały czas tę grę głową doskonalę, a zdobywanie bramek jest na pewno dodatkowym atutem dla środkowego obrońcy. I myślę, że trener Tułacz też na to zwrócił uwagę.

Trener Tułacz jest koneserem stałych fragmentów gry. I pan główkując w Puszczy niekoniecznie ma kończyć akcje, ale też głową zagrywać piłkę partnerom.

Tak, u nas każdy ma swoje zadania, pracujemy nad pewnymi schematami. I czasami się uderza, czasami się zgrywa piłkę. Trzeba swoje atuty wykorzystywać jak najlepiej.

Idzie wam świetnie, jesteście rewelacją I ligi. Jaki jest odbiór waszych wyników wewnątrz zespołu: zaskoczenie, a może właśnie nie? Może czujecie się tak mocni?

Jasne, że czujemy się mocni. I na pewno zasługujemy na swoją pozycję w tabeli. Jest efektem naszej ciężkiej pracy, zarówno w okresie przygotowawczym, jak i w trakcie sezonu. A czy jesteśmy zaskoczeni? Nie wiem, jeśli ktoś jest, to pozytywnie. Na pewno wszyscy twardo stąpamy po ziemi i czujemy, że zapracowaliśmy na to miejsce, na którym jesteśmy.

W poprzednim sezonie niemal do końca walczyliście o pozostanie w I lidze. I, prawdę mówiąc, spodziewałem się, że w tych rozgrywkach też Puszcza będzie grała o utrzymanie. Tymczasem jak dobrze pójdzie, to już za chwilę je sobie zapewnicie.

Przed sezonem wiele osób skazuje Puszczę na spadek. I wydaje mi się, że tak jest co roku, odkąd w ogóle Puszcza zaczęła grać w I lidze. Przed tym sezonem ja czułem, że jesteśmy dobrą drużyną, jednak wiadomo, że w piłce różnie bywa – coś pójdzie nie tak, ktoś popełni jakiś błąd i zaczynają się problemy. W tym sezonie nie popełniamy prostych błędów, nie tracimy „głupich” bramek. Dzięki temu cały czas zdobywamy punkty.

Pan po transferze z Hutnika przeprowadził się do Niepołomic?

Nie, nadal mieszkam w Krakowie. Nawet w tym samym mieszkaniu.

A co się w pana życiu zmieniło po zamieszkaniu w Krakowie? Zimą miną dwa lata…

Co się zmieniło? Przede wszystkim urodziło się mi się dziecko. Bardzo się z tego cieszę, synek ma cztery miesiące. Na pewno zmieniła się też jakość życia. Kraków jest bardzo ładny. Moim zdaniem ładniejszy jest latem, ale kiedy przyjechałem zimą, to już mi się bardzo spodobał. Jest dużo miejsc na spacery, wiele miejsc wartych odwiedzenia, przepiękne Stare Miasto. Często przyjeżdżają do mnie znajomi i też są zachwyceni Krakowem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pudzian i Chalidov zdradzają tajemnice. Jest już nowy Fight Raport

Materiał oryginalny: Tomasz Wojcinowicz: Trzecia, druga, pierwsza… Krok po kroku musiałem udowadniać swoją wartość - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie