Tonący brzytwy się chwyta

Redakcja
Kornelia Marek wczoraj po przylocie do Balic Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Kornelia Marek wczoraj po przylocie do Balic Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
Po ogłoszeniu wyników badań próbki A z igrzysk w Vancouver, które wykazały obecność erytropoetyny (EPO) w organizmie Kornelii Marek, biegaczka została wycofana z zawodów Pucharu Świata w norweskim Drammen.

Kornelia Marek wczoraj po przylocie do Balic Fot. PAP/Jacek Bednarczyk

DOPING. Podejrzana o stosowanie EPO Kornelia Marek nie przyznaje się do winy

Wczoraj wylądowała na lotnisku w Balicach. - Nie mam sobie nic do zarzucenia, wiem, że wszystko się wyjaśni po zbadaniu próbki B. Mam nadzieję, że wynik będzie negatywny - powiedziała dziennikarzom. Na pytanie, czy w trakcie igrzysk wzięła niedozwolony środek odparła: - Nie. Dopytywana, czy coś ją wtedy niepokoiło, dodała: - Nie wiem. Nie mogę nic więcej powiedzieć, jestem strasznie zmęczona.

- Zarząd FIS będzie zajmował się sprawą polskiej biegaczki w momencie otrzymania informacji ze Światowej Agencji Antydopingowej, w której zawarte zostaną wyniki przebadania próbki B - powiedział PAP dyrektor biegów narciarskich FIS, Szwajcar Juerg Capol. - Jeśli okaże się, że próbka B będzie identyczna z pierwszą, zarząd FIS ukarze sportsmenkę dyskwalifikacją. Zwykle jest to okres dwóch lat.

Dr Dariusz Błachnio z Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie nie chce przesądzać winy Kornelii Marek. Opierając się na 18-letnim doświadczeniu, stwierdza jednak, że przyłapani zawodnicy z reguły mówią o swojej niewinności. - Chwytają się brzytwy jak tonący. Spotkałem się z ogromną paletą motywacji tych, którzy sięgali po zakazany środek. Z reguły do końca idą w zaparte, tylko niektórzy przyznają się, ale dopiero po zbadaniu próbki B - opowiada. - Poczekajmy bez emocji do czasu, aż zostanie przebadana próbka B. Jest jeszcze mały promyk nadziei dla Kornelii Marek.

Dr Błachnio dodaje, że wśród setek przypadków, z jakimi miał do czynienia w Komisji, tylko dwu-, trzykrotnie wyniki z próbki B różniły się od pierwotnego badania.

- Może się zdarzyć, że obecność niedozwolonej substancji w próbce A jest minimalnie nadprogowa, a w drugiej próbce, która zostaje otwarta kilka tygodni później, wyniki są w normie. Albo próbka B jest zanieczyszczona florą bakteryjną i nie ma możliwości zweryfikowania wyniku, co jest interpretowane na korzyść zawodnika. Czasem nastąpi błąd kontrolerów, bo na przykład w próbce A było za mało moczu albo zostaną pomylone numery kodowe, ale taki przypadek mieliśmy jeden lub najwyżej dwa. Szanse na rozstrzygnięcie korzystne dla zawodnika jest minimalne, choć 80 procent sportowców liczy na cud i proszą o przebadanie drugiej próbki - tłumaczy.

Są też przypadki, gdy niedozwolone środki dostają się do organizmu przypadkiem lub wskutek niewiedzy zawodnika. Tak wpadkę dopingową przed kilku laty tłumaczyła np. Justyna Kowalczyk.

- Według badań przeprowadzonych w Europie Zachodniej 14 procent legalnych odżywek było zanieczyszczonych substancjami, które znajdują się na liście środków zakazanych. To jednak nie dotyczy tzw. "twardych" środków jak EPO, o zażywanie których jest podejrzewana Kornelia Marek - tłumaczy ekspert Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. - EPO nie może dostać się do organizmu przypadkiem, w odżywkach bądź żywności. Tego nie można podać zawodnikowi i zapomnieć. To bardzo wyszukany, perfidny sposób dopingowania. EPO trzeba podawać ostrożnie, monitorując pracę układu krążenia, serca. Z informacji, które uzyskałem od specjalistów wynika, że EPO podaje się krótko przed startem, tydzień do 10 dni. I dosyć szybko można go usunąć, by uniknąć wpadki.
Dariusz Błachnio ma nadzieję, że, jeśli zarzuty się potwierdzą, winny procederu zostanie ujawniony i ukarany.

- Prezes PKOl Piotr Nurowski i prezes PZN Apoloniusz Tajner będą szukać winnych i mam nadzieję, że im się uda. Musimy ich znaleźć za wszelką cenę, nawet jeśli efektem będzie spadek poziomu sportowego dyscypliny i odwrócenie się sponsorów, tak jak to miało miejsce po głośnej aferze dopingowej u fińskich biegaczy w 2001 roku - mówi ekspert. - Znalezienie EPO w organizmie polskiego sportowca to ważny sygnał dla Komisji, tym bardziej, że przed igrzyskami wykryto tę substancję u kilku rosyjskich biegaczek. Trop prowadzi na Wschód, nie wykluczam, że na czarnym rynku w Polsce pojawiła się zanieczyszczona substancja.

Jakby na potwierdzenie tych słów, wczoraj dotarła wiadomość, iż na stosowaniu EPO zostali przyłapani dwaj inni Polacy -młodzieżowy mistrz świata w kolarstwie przełajowym Paweł Szczepaniak i jego młodszy brat Kacper, wicemistrz świata w tej kategorii. Badanie przeprowadzono 30 stycznia podczas MŚ w czeskim Taborze. - Jestem w szoku. Przed mistrzostwami mieliśmy rozmowę ze wszystkimi zawodnikami na temat dopingu i każdy zapewniał, że jest czysty - powiedział PAP trener kadry Jan Antkowiak.

- Nie przypominam sobie, by polscy sportowcy stosowali EPO. Jak sięgam pamięcią, nasi zawodnicy byli karani za sterydy, amfetaminę, męskie hormony czy nawet marihuanę. Ale erytropoetyna dotąd się nie pojawiała. Nie wiem, czy mamy do czynienia z jakimś "nowym otwarciem", ale daje nam to dużo do myślenia - podsumował prof. Jerzy Smorawiński, przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Krzysztof Kawa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie