Topienie Putina

Redakcja
Korespondencja "Dziennika" z Moskwy Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział wczoraj w telewizji, że od początku, zaraz po wypadku na "Kursku", były "niezwykle małe szanse" na uratowanie załogi. Prezydent skrócił wczoraj pobyt na Jałcie i wrócił do Moskwy.

Prezydent odpiera zarzuty mediów

Prezydent odpiera zarzuty mediów

Korespondencja "Dziennika" z Moskwy

 Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział wczoraj w telewizji, że od początku, zaraz po wypadku na "Kursku", były "niezwykle małe szanse" na uratowanie załogi. Prezydent skrócił wczoraj pobyt na Jałcie i wrócił do Moskwy.
 - Uważam, że postąpiłem słusznie wstrzymując się od wylotu na miejsce katastrofy - powiedział wczoraj Putin w pierwszej obszernej wypowiedzi dotyczącej losów zatopionego okrętu podwodnego.
 Putin stwierdził, że dla niego, który osobiście znał komendanta tego okrętu, wszystko to ma "mocno emocjonalne zabarwienie". - W pierwszym odruchu natychmiast chciałem być na miejscu zdarzenia, ale obecność wysokich urzędników w rejonie dotkniętym nieszczęściem raczej przeszkadza niż pomaga - mówił Putin. Prezydent twierdzi, że o katastrofie powiadomiony był natychmiast przez ministra obrony, który zapewnił go, że radiacja jest pod kontrolą i nie ma zagrożenia skażenia otoczenia.
 Przed kamerami telewizji wystąpił również lider Sojuszu Prawicy Borys Niemcow, który postępowanie prezydenta ocenił jako amoralne. Niemcow napiętnował jego "znieczulicę, zbyt późną zgodę na pomoc i obojętność w stosunku do rodzin", które do Murmańska muszą jechać na własny koszt (czasem na bilet zbiera cała wieś). W takim tonie także oceniają rosyjską głowę państwa i dziennikarze zagraniczni, nie mogąc pojąć tego, że po katastrofie Putin pojawił się przed kamerami opalony - i w stroju wczasowym.
 Norweskie centrum sejsmiczne zanotowało w minioną sobotę dwa wybuchy. Silniejsza eksplozja miała siłę trzęsieniem ziemi o sile 3,5 stopnia w skali Richtera. Istnieją więc podejrzenia, że doszło do wybuchu reaktora lub torped. Norwegowie zapewniają jednak, że na razie na Morzu Barentsa promieniowanie pozostaje w normie, nie doszło więc do radioaktywnego wycieku.
 Badająca przyczyny tragedii rosyjska komisja pod kierownictwem wicepremiera Ilji Kliebanowa orzekła, iż najprawdopodobniej "Kursk" zderzył się z innym okrętem podwodnym. Na to ponoć wskazują uszkodzenia, co ma dowodzić - nieujawniona prasie - dokumentacja filmowa.
 Dopiero wczoraj wieczorem dowódca rosyjskiej Floty Północnej Wiaczesław Popow przyznał, że przyczyną katastrofy mógł być wybuch wewnątrz jednostki.
 Amerykanie i Anglicy uważają, że na okręcie najprawdopodobniej wybuchł przygotowany do odpalenia pocisk, a to spowodowało drugą eksplozję w przedniej części okrętu. Najprawdopodobniej na ten temat toczyła się telefoniczna rozmowa między prezydentami USA i Rosji. Prasa przypuszcza, że z tym związana była także wczorajsza wizyta szefa CIA w Moskwie. Rosjanie utrzymują jednak, że zaplanowano ją już dawno.
 W Murmańsku ukazało się wczoraj specjalne wydanie "Komsomolskiej Prawdy" z listą załogi "Kurska", kupioną od urzędnika marynarki wojennej za 18 tys. rubli (ok. 600 dolarów).

KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie