Transakcja wiązana

Redakcja
Na 79 stronach prokurator Mariusz Boroń z krakowskiej Prokuratury Okręgowej szczegółowo uzasadnia, dlaczego śledztwo, w którym kilka lat temu zarzuty postawiono dziesięciu byłym członkom zarządu i rady nadzorczej BWR Real Banku, trzeba umorzyć. W jego opinii w działaniach bankowców nie można się dopatrzyć "znamion czynu zabronionego". Prokurator wyjaśnia, iż rzekome działania na szkodę różnych podmiotów - w tym Narodowego Banku Polskiego, którego strata miała wynieść "co najmniej 25 mln zł" - były w istocie przejawem zwykłej działalności gospodarczej.

Kilkaset milionów złotych strat, zawiłe operacje finansowe, dzięki którym wybrane osoby zarabiały w kilka dni krocie, wreszcie - łapówki i haracze... Przez 7,5 roku prokuratura prowadziła śledztwo związane z największą katastrofą w historii krakowskiej bankowości: upadkiem BWR SA i BWR Real Banku. Uznała, że... afery nie było.

Kulisy upadku BWR SA i BWR Real Banku opisaliśmy cztery lata temu w cyklu "Korupcja z ludzką twarzą". Prokuratura próbowała wtedy wyjaśnić, czy powodem tej katastrofy mogły być nadużycia bądź niegospodarne działania kierownictwa banków. Media okrzyknęły sprawę mianem "największej afery w historii krakowskiej bankowości" i "skandalu korupcyjnego na skalę wielokrotnie większą niż afera Rywina".
Oburzeni zarzutami bankowcy twierdzili od początku, że ścigający ich śledczy "nie rozumieją mechanizmów gospodarki" i dają się wodzić za nos dłużnikom obu banków, którzy za pomocą spraw karnych próbują hamować egzekucję długów.

Niewinne straty

BWR-y znalazły się w dramatycznej sytuacji w drugiej połowie lat 90. W październiku 1999 r. wprowadzono w nich zarząd komisaryczny. Znana firma audytorska określiła straty BWR SA na ponad 150 mln zł, a w zależnym od niego Real Banku na 137 mln zł. Bankowy Fundusz Gwarancyjny wpompował w 2000 r. w BWR 185 mln zł. Wcześniej do BWR trafiły inne korzystne pożyczki: 25 mln zł z NBP i 20 mln z BFG. To nie wystarczyło: kolejne 300 mln zł wyłożył Deutsche Bank, wskazany przez NBP jako inwestor strategiczny.
Prokuratura sprawdzała, czy powodem niebotycznych strat były jedynie - jak utrzymywali oskarżani bankowcy - nietrafione kredyty, czy też doszły do tego inne przyczyny. Badała również wątek rzekomego wymuszania przez część podejrzanych łapówek za przyznanie kredytów. Obciążające bankowców zeznania złożyło kilku znanych biznesmenów. Krakowski hotelarz Marian Demel twierdził w rozmowie z "Dziennikiem Polskim" - a potem również przed kamerami ogólnopolskiej telewizji - że zmuszony był dać 10 proc. udziałów w swoim hotelu żonie prezesa banku. W doniesieniu do prokuratury twierdził, że przy każdej rozmowie prezes banku żądał od niego różnych kwot; na dwie (w sumie 100 tys. zł) ma nawet pokwitowania...
Wszystkie prokuratorskie postępowania zakończyły się umorzeniem z powodu niestwierdzenia przestępstwa, braku dowodów lub z uwagi na przedawnienie. W zeszłym roku kontynuowane było tylko jedno śledztwo. Teraz i ono zostało umorzone, choć na razie nie ostatecznie - zażalenie na decyzję prokuratora złożył pokrzywdzony Demel.

Biegły podważa biegłego

Śledztwo toczyło się w wyniku doniesień, jakie osiem lat temu złożyli w prokuraturze Marian Demel oraz Jan Komala, współzałożyciel Krakowskiego Banku Mieszkaniowego Interkrakbank, przemianowanego w 1996 r. na BWR Real Bank.
Komala posiadał spółkę Interkrak, która wybudowała wytwórnię tynków w Ostrowcu Świętokrzyskim. 1,6 mln zł pożyczki na ten cel przyznało na początku lat 90. m.in. Ministerstwo Budownictwa. Gwarancji bankowej udzielił Interkrakbank, który Komala założył w 1990 r. wspólnie z Polservisem, Montinem i Krakbudem. Bank kredytował też budowę fabryki.
16 proc. udziałów w wytwórni objęła gmina Ostrowiec Świętokrzyski. We wrześniu 1994 r. ruszyła produkcja. Jak twierdził Komala, fabryka została wówczas wyceniona na 5,571 mln zł. Pojawiły się jednak kłopoty ze spłatą kredytów i rat za licencję. W styczniu 1996 r. austriacki koncern Terranova oferował za wytwórnię ponad 5,5 mln zł. Komala odmówił. Kolejna propozycja brzmiała: 51 proc. akcji za 3,27 mln zł. Komala dostał jednak ultimatum z BWR Real Banku (poprzednio IKB), który cofnął kredyt, zablokował konta i zażądał przewłaszczenia wytwórni na rzecz banku.
Komala zgodził się na przewłaszczenie. Umowa z 31 marca 1996 r. gwarantowała mu dzierżawę wytwórni do 2002 r. Jednak już cztery miesiące później umowę zerwano, zakład wydzierżawiono Terranovie, a po pół roku sprzedano za 3,144 mln zł, czyli mniej, niż Austriacy oferowali wcześniej za 51 proc. akcji.
Po doniesieniu Komali sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa dla Krakowa-Krowowodrzy. Ówczesnemu prezesowi BWR Real Banku zarzucono nadużycie uprawnień i działanie na szkodę spółki. Biegli oszacowali szkody na ok. 2,7 mln zł. Stracić miała też gmina Ostrowiec. Po 9 miesiącach sprawę umorzono. Po zażaleniu pokrzywdzonych sąd zwrócił ją prokuraturze. Organy ścigania dysponowały już wówczas doniesieniem Demela.
6 listopada 2002 r. prokurator Piotr Święchowski postawił 10 członkom byłego kierownictwa BWR RB zarzuty wyrządzenia znacznej szkody w wyniku nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków. Dodatkowo były prezes BWR RB Józef M. i jego zastępca Marian Ł. usłyszeli zarzut przyjęcia łapówki w związku z pełnieniem funkcji publicznej.
Podejrzani podważali zarzuty i ustalenia biegłych. Twierdzili, że oskarżenia to zemsta dłużników, którzy nie spłacali kredytów. Jednak Święchowski zapowiadał rychłe skierowanie do sądu aktu oskarżenia. Było to w 2004 r.
Wkrótce potem śledztwo - "z uwagi na złożoność sprawy" - przejęła Prokuratura Okręgowa. Powołała kolejnych biegłych. Specjaliści z wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, po zapoznaniu się z aktami, odmówili wydania opinii, zasłaniając się nawałem pracy. Przez kilka miesięcy prokuratura szukała innych ekspertów. W czerwcu 2005 r. znalazła ich w stolicy. Półtora roku temu Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej, informowała, że opinia powinna być gotowa "do stycznia 2006".
Ostatecznie biegły mgr Jacek Pawlik z Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego zakończył pracę 31 marca 2006 r. W swojej liczącej 26 stron opinii, odpowiadając na 29 szczegółowych pytań prokuratury, podważył wszelkie wcześniejsze ustalenia biegłych, które stały się podstawą do postawienia zarzutów, natomiast poparł wnioski przemawiające za niewinnością podejrzanych. Nie zgodził się zwłaszcza z opinią prof. Eugeniusza Kulwickiego, który analizując kilka lat temu transakcje z udziałem członków kierownictwa banków, uznał, że działali oni na szkodę m.in. Demela i BWR Real Banku.
Oprócz korzystnych dla bankowców ostatnich opinii, do umorzenia sprawy przyczyniły się również świeże zeznania Komali, który odnosząc się do zarzutu stawianego jednemu z podejrzanych ("wyłudzenie usługi budowlanej"), wyznał, iż w ostatnim czasie strony dogadały się w tej sprawie.

Seria umorzeń

Nie były to jedyne postępowania związane z działalnością krakowskich banków. Śledztwo w sprawie wyłudzenia z IKB w latach 1991-1993 ponad 7 mln zł kredytów i gwarancji bankowych przez prezesa i wiceprezesa banku oraz 9 kredytobiorców wszczęto w 1995 r. w Wydziale Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Umorzono je po dwóch latach, bo przepisy pozwalające ścigać opisane czyny (oszustwo kredytowe) weszły w życie dopiero w październiku 1994 r.
"Nieprawidłowości w zachowaniu" członków zarządu IKB, przez które bank miał stracić 2,8 mln zł, badała prokuratura w Nowym Sączu. To jedyna sprawa, w której akt oskarżenia trafił do sądu: Jacek P., były prezes IKB, i jego zastępczyni Ewa R. zostali skazani na kary w zawieszeniu.
Przedsiębiorca Andrzej Gocman oskarżył eksprezesa RWR RB o wymuszanie haraczy pod groźbą wypowiedzenia umów kredytowych. Sprawę umorzono w 1999 r. Prokuratura uznała, że prezes banku, w którym firmy państwowe miały znikome udziały, nie pełnił funkcji publicznej, a więc ewentualna łapówka nie była przestępstwem. Pogląd ten podzieliła Prokuratura Apelacyjna.
Kolejne śledztwo w "aferze bankowej" umorzono w grudniu 2004 r. Chodziło w nim o nieprawidłowości związane z IV i V emisją akcji BWR SA. Wyszło na jaw, że jeszcze przed podjęciem decyzji o emisji akcji członkowie zarządu i rady nadzorczej BWR zaciągnęli kredyty na zakup akcji w kontrolowanym IKB. Ponieważ BWR SA zajmował się wówczas ratowaniem IKB, podejrzewano, że kredyty te sfinansował sam BWR SA. Prokuratura nie potwierdziła ani tego, ani zarzutu rzekomej machinacji akcjami. Miała ona polegać na tym, że w grudniu 1994 r. BWR SA udzielił na ich zakup zaprzyjaźnionym firmom ok. 17 mln zł pożyczek; Gocman twierdzi, że pieniądze dostał... w nocy, co w toku śledztwa okazało się prawdą. Prokuratura uznała to za nieco dziwne, ale - zgodne z prawem.

Korupcja bez twarzy

Najgłośniejszym echem w Krakowie (i nie tylko) odbiło się śledztwo związane z finansowaniem budowy hotelu "Demel" - zwłaszcza po tym, jak Marian Demel wyznał publicznie, iż zmuszony był dawać bankowcom łapówki. Potem wiele razy twierdził, że za ujawnionymi przezeń operacjami finansowymi w bankach kryje się "afera, o jakiej Kraków nie słyszał".
W 1991 r. bank w słoweńskiej Lublanie udzielił Demelowi 10 mln marek kredytu na budowę hotelu. Kredyt wymagał gwarancji polskiego banku. Dał je Interkrakbank, podpisując z Demelem umowę o wspólnym przedsięwzięciu i przejmując 15 proc. udziałów w hotelu za 1,5 mln DEM. Za wystawienie poręczenia wekslowego - jak twierdzi Demel - IKB pobrał od niego 100 tys. marek w gotówce.
Zgodnie z umową, spłata kredytu rozłożona była na 16 rat. Zabezpieczenie każdej z nich stanowił weksel. Ponieważ Demelowi brakowało pieniędzy, wystąpił do IKB o kredyt uzupełniający. Dostał go - jak twierdzi - w zamian za łapówkę, którą miał na hotelarzu wymusić ówczesny prezes IKB. Było to 10 proc. udziałów w hotelu - "dla Madzi", żony prezesa. Równocześnie w ramach rozliczeń IKB przejął dalsze 24 proc. udziałów hotelu.
Zarząd IKB doszedł jednak wkrótce do wniosku, że nie miał prawa udzielać gwarancji na spłatę zagranicznego kredytu, bo wymaga to zezwolenia Narodowego Banku Polskiego. Kiedy Demel miał problemy ze spłatą kredytu, Lublana zażądała pieniędzy od poręczyciela, czyli IKB. Ten odparł, że weksle są nieważne, a wraz z nimi poręczenie. Sąd przyznał jednak rację Słoweńcom.
Łączny koszt budowy hotelu "Demel" przekroczył 10,3 mln DEM. Do końca 1996 r. Demel oddał ponad 2 mln marek, do spłacenia pozostało blisko 8,3 mln DEM. Po wyroku krakowskiego sądu wyszło na to, że IKB, jako gwarant, będzie musiał oddać Lublanie te pieniądze. Jak zauważył jeden z biegłych, łatwiej ścigać instytucję finansową niż dłużnika w tarapatach.
W tym miejscu twierdzenia Demela i części biegłych zaczynają się znacząco różnić od ustaleń biegłego Jacka Pawlika i prok. Boronia. Demel uważa, że podejrzani wykorzystali sytuację, by się osobiście wzbogacić - kosztem hotelarza i Real Banku. Pawlik przekonuje, że bankowcy znaleźli korzystne dla banku wyjście z groźnej sytuacji - i nikt na tym nie stracił.
Chodzi o wykup długu Demela od Słoweńców. W zasadzie każdy stary dług można kupić taniej, czyli poniżej nominalnej wartości. Dług Demela kupił pod koniec listopada 1996 r. BWR SA, który od października 1994 r. - na mocy porozumienia z NBP - realizował program naprawczy w IKB, znanym później jako BWR Real Bank.
Za dług wart 8,3 mln DEM BWR zapłacił 5,5 mln DEM. Następnie 60 proc. tego długu sprzedał zależnemu od siebie BWR Real Bankowi, ale - uwaga - po cenie nominalnej: 4,925 mln DEM. BWR zyskał na tym blisko 1,66 mln DEM. Pozostałe 40 proc. długu trafiło - po cenie obniżonej - do sześciu osób; BWR Real Bank został zobowiązany do odkupienia od nich wszystkich wierzytelności - już po cenie nominalnej.
Prof. Eugeniusz Kulwicki, który kilka lat temu na zlecenie prokuratury analizował tę transakcję, wykazał, że prywatni nabywcy długu Demela - kupując go taniej od BWR SA i sprzedając drożej Real Bankowi - w ciągu kilku dni zarobili w sumie ponad 1,13 mln DEM (ponad 2 mln zł). Wśród szczęśliwców byli m.in. trzej członkowie rady nadzorczej BWR Real Banku...
"Przedsięwzięcie (...) było dla BWR Real szkodliwe, bowiem znajdował się on w okresie naprawczym i każde obciążenie kapitałowe (...) mogło być generatorem strat, które przeniosły się na wspólną inwestycję realizowaną wraz z Demelem, a więc było działaniem na jego szkodę" - dodał profesor.
Do podobnych wniosków doszedł inny biegły, Wiesław Jurczak, który zwrócił uwagę na wykorzystanie przez bankowców stanowisk i związanej z nimi wiedzy do spekulacyjnych operacji.
Podejrzani od początku kwestionowali te i podobne tezy biegłych, twierdząc, że w opisanej operacji chodziło o podniesienie kapitału. Dowodzili, że majątek Real Banku nie doznał na tym uszczerbku. Przeciwnie - został powiększony. Po kilku latach rację przyznał im biegły Jacek Pawlik, który "zauważył zbyt emocjonalne zaangażowanie prof. Eugeniusza Kulwickiego w niniejszą sprawę".
Zdaniem Pawlika, gdyby bank nie wykupił długu Demela, to Słoweńcy egzekwowaliby całość (przeszło 8 mln marek) od gwaranta, czyli BWR Real Banku. Ten nie miał takich pieniędzy, więc po prostu by nie zapłacił. Słoweńcy "uruchomiliby tryb egzekucyjny, co dla banku równoznaczne byłoby z jego upadłością" - uważa Pawlik. W jego opinii decyzja o wykupie długu Demela była zatem uzasadniona ekonomicznie. W interesie obu banków (BWR-u i Real Banku) była też, jego zdaniem, napiętnowana przez prof. Kulwickiego transakcja sprzedaży długu przez BWR osobom prywatnym.
"Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że skoro ťosoby trzecieŤ osiągnęły zysk [ponad 2 mln zł - przyp. ZB] na tych transakcjach, to odbyło się to kosztem BWR SA (bo sprzedał po cenie niższej, niż powinien był sprzedać) albo BWR Real Banku (bo kupił po cenie równej wartości nominalnej, a mógłby wynegocjować cenę niższą)" - przyznaje biegły.
Jednak poddając operację "głębszej analizie", doszedł do wniosku, że to tylko pozory, gdyż tak naprawdę była to - często występująca w biznesie - "transakcja wiązana": zgodnie z zawartymi umowami, osoby trzecie, które uczestniczyły w wykupie, musiały przeznaczyć cały "zysk" z owej operacji na objęcie akcji BWR Real Banku po cenie wyższej od ich ceny nominalnej. "W sensie przepływów finansowych" ekstra środki "zasiliły więc ostatecznie kapitał BWR Real Banku" - ustalił biegły.
Odnosząc się do "zrozumiałego rozgoryczenia Mariana Demela", Jacek Pawlik stwierdził, że "nie może on swoich niepowodzeń gospodarczych (nietrafiony kredyt, zły biznesplan) przerzucać na bank (...)". W opinii biegłego źródłem problemów z długiem Demela było "zbyt pochopnie udzielone poręczenie kredytu w 1991 r. przez jugosławiańską formę IMOS" (wykonawcę hotelu).

To nie koniec?

Marian Demel pokazuje zażalenie, jakie złożył niedawno w prokuraturze. I opinię sporządzoną przez Edwarda Kostrę, znanego warszawskiego radcę prawnego, redaktora naczelnego miesięcznika "Prawo Bankowe", wykładowcę Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Głównej Handlowej. Ustalenia w niej zawarte są w wielu punktach skrajnie odmienne od opinii Jacka Pawlika. Na 23 stronach ekspert wskazuje liczne przepisy, które - w jego mniemaniu - złamali bankowcy, "działając na szkodę Mariana Demela" oraz BWR Real Banku.
We wrześniu zeszłego roku Demel przesłał tę opinię - jako "wniosek dowodowy" - do Prokuratury Okręgowej z wnioskiem o przesłuchanie autora ekspertyzy "na okoliczność przytoczonych tez". - Bez echa - twierdzi.
Ma nadzieję, że opinię tę przeczyta Prokuratura Apelacyjna, która ma zdecydować o dalszych losach śledztwa. W przesłanym jej zażaleniu hotelarz zarzuca prokuratorowi Boroniowi "tendencyjność": "Odrzucił zeznania wszystkich świadków zawierające relacje o okolicznościach obciążających podejrzanych. Bezkrytycznie przyjął zeznania i opinię biegłego Jacka Pawlika, nastawionego na usprawiedliwienie wszelkich poczynań podejrzanych" - pisze Demel.
I zwraca uwagę, że o ile prokurator zajął się "na swój sposób" operacjami finansowymi, to "bez wyjaśnienia pozostawił wątek korupcyjny". - Korupcja pozostaje więc bezkarna i anonimowa, bez twarzy - mówi Demel.
Czy w kilkanaście lat po zdarzeniach, będących przedmiotem śledztwa, mamy jeszcze szansę poznać prawdę?
ZBIGNIEW BARTUŚ

Handlowcy w galeriach rezygnują z pozwu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie