Trudna sytuacja na granicy z Ukrainą. "Trzeba pomagać, ale musimy robić to z głową" apeluje Przemysław Miśkiewicz

Marcin Śliwa
Marcin Śliwa
Uchodźcy z Ukrainy w punkcie recepcyjnym w Przemyślu.
Uchodźcy z Ukrainy w punkcie recepcyjnym w Przemyślu. K.Kapica / Polska Press
Udostępnij:
Jak pomóc uchodźcom z Ukrainy? Od kilku dni z całej Polski nieprzerwanie płynie pomoc humanitarna do Ukrainy. W naszym regionie dużą zbiórkę prowadzi m.in. Stowarzyszenie Pokolenie, które wspierało naszych wschodnich sąsiadów w trakcie "Euromajdanu". Osoby związane z tym środowiskiem, które teraz również zaangażowane są w akcje pomocowe, relacjonują dla nas, jak wygląda sytuacja w Przemyślu i na granicy polsko-ukraińskiej.

- Robimy swoją robotę. Potrzeby są ogromne. Jestem cały czas w kontakcie z Przemyślem i Medyką, wiem, czego tam potrzeba. Teraz musimy to wszystko odpowiednio poukładać, bo dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Jeżeli zaczniemy to za szybko, to wszystko się może rozejść - tłumaczy Przemysław Miśkiewicz.

Jak dodaje członek Stowarzyszenia Pokolenie, działa już dedykowane pomocy dla Ukrainy konto (ING Bank Śląski: 46 1050 1214 1000 0023 2833 5191) "To jest też moja wojna" i w pierwszej kolejności najbardziej potrzebne są wpłaty. Są też wstępne ustalenia, jaki typ pomocy rzeczowej jest obecnie najpilniejszy.

- Tam trzeba pomóc. W tej chwili trzeba dostarczać tu koce, soczki dla dzieci, papiery toaletowe i inne artykuły higieniczne. Przez najbliższy dzień, dwa idźmy z pomocą w tym kierunku, póki to się nie poukłada - sugeruje Miśkiewicz.

Konwoje z pomocą rzeczową to jeden aspekt wsparcia. W ostatnich dniach wiele mówiło się również o przyjmowaniu uchodźców. Okazuje się, że w tym wymiarze sytuacja jest bardziej skomplikowana niż zakładano na początku.

- To co możemy na miejscu zrobić, to pomóc osobom, które wjeżdżają do Polski i tu się zaczyna problem. Do Przemyśla docierają już dziesiątki tysięcy osób. W województwie śląskim jest kilkadziesiąt tysięcy miejsc, w których można zakwaterować tych ludzi. Z relacji osób będących na miejscu okazało się jednak, że nikt nie chce stąd wyjechać. Wszyscy uważają, że to jest przejściowa sytuacja i zostają w Przemyślu, a tam "załadowane" jest już wszystko, wszystkie ośrodki, a na parkingach stoją samochody i śpią w nich ludzie. Równocześnie, brakuje towarów w sklepach, po drugiej stronie też nie ma nic w sklepach, a kolejka do granicy z Polską ma już 60 kilometrów, czyli zaczyna się na przedmieściach Lwowa - relacjonuje Przemysław Miśkiewicz.

Prywatna firma budowlana, która współpracuje ze Stowarzyszeniem Pokolenie, postanowiła wysłać dwa busy po ludzi koczujących w Przemyślu.

- Gdy dojechaliśmy na miejsce okazało się, że 99 procent Ukrainek z dziećmi, które dostały się do Przemyśla, nie chcą stamtąd wyjeżdżać. Są przekonane, że za 2, 3 dni wszystko wróci do normy - opowiada Zdzisław Szyler, właściciel firmy przewozowej, która wyruszyła pomagać na granicy.

W obliczu braku chętnych do tymczasowego zakwaterowania w innych częściach Polski, dalszym celem prywatnej akcji było wsparcie ludzi po ukraińskiej stronie granicy, poprzez rozwożenie żywności, napojów, artykułów higienicznych i ręczników, które od kilku dni z całej Polski spływają do Przemyśla.

- W sobotę zapewniano nas, że wjedziemy do Ukrainy bez paszportów, specjalnym trybem. Z relacji obecnych w Przemyślu osób, dowiedzieliśmy się, że w piątek rzeczywiście tak się działo. W ten sposób pewna część zebranych darów, jadąc z konwojem z Medyki, dotarła do Mościc. Sobotnia zmiana strażników po ukraińskiej stronie przyniosła jednak radykalną zmianę - przepuszczani byli jedynie kierowcy z paszportami. Niestety, prawdopodobnie oczekiwano od nas łapówki - mówi Zdzisław Szyler.

Nie przeocz

Możliwe, że zachowanie ukraińskich strażników ma związek z zaleceniami ich przełożonych, podyktowanych ustaleniami urzędowymi, do których na razie nie mamy dostępu. Jak jednak dalej tłumaczy nasz rozmówca, jego przypuszczenia zrodziły się po wysłuchaniu historii Ukrainki, której w miniony weekend udało się dostać z Kijowa do Przemyśla.

- Wczoraj rozmawiałem z dziewczyną, która powiedziała, że Polacy mają wielkie serca i bardzo pomagają. Powiedziałem, jej że wszyscy tak robią. Zaprzeczyła i opowiedziała mi historię swojej ucieczki. Jechała z Kijowa i ostatnie 35 kilometrów do granicy z Polską szła już pieszo, bo na tym odcinku został wstrzymany ruch samochodów. Maszerowała z dzieckiem, miała ze sobą mleko i termos. Mówiła, że gdy w okolicznych wsiach prosiła o podgrzanie mleka dla dziecka, nikt tego nie zrobił. Jak to usłyszałem, szczęka mi opadła. Po wysłuchaniu jej historii myślę, że niestety straż graniczna mogła chcieć zarobić na tych transportach - tłumaczy Zdzisław Szyler.

Dzięki dużemu zaangażowaniu mieszkańców i mieszkanek Przemyśla, a także ludzi dobrej woli przyjeżdżających tam z całej Polski, pomoc, mimo chaosu i trudnej sytuacji, idzie do przodu.

- W sobotę przez całą noc do Przemyśla przyjeżdżali ludzie i spływała pomoc materialna - zabawki, koce, kosmetyki, jedzenie - ludzie od serca dają wszystko. Tych rzeczy przy granicy z Ukrainą jest multum. Były auta z Koszalina, Gdańska, Warszawy, Czech, Niemiec, na prawdę z wielu miejsc - relacjonuje Zdzisław Szyler.

Ostatecznie panu Zdzisławowi i pracownikom jego firmy, mimo początkowych kłopotów na granicy, udało się dorzucić swoją cegiełkę do wsparcia Ukrainy. Dwa busy zostały wypełnione po brzegi artykułami pierwszej potrzeby, które później udało się załadować do pociągu jadącego do Lwowa.

- Chciałbym podkreślić wspaniałą postawę młodzieży licealnej z Przemyśla, chłopaki i dziewczyny rwą się do pomocy. Dwa moje busy, które były maksymalnie wypełnione, zostały przez nich rozładowane w 5 minut. To chyba najlepiej świadczy o ich zaangażowaniu - dodaje Zdzisław Szyler.

Osób prywatnych, które we współpracy ze Stowarzyszeniem Pokolenie, w różny sposób chcą pomagać w Ukrainie, jest znacznie więcej. To nie pierwszy raz, kiedy ludzie skupieni wokół tego środowiska wspierają naszych wschodnich sąsiadów. Na przełomie 2013 i 2014 roku przekazali olbrzymie wsparcie protestującym na Majdanie.

Działacz stowarzyszenia, Przemysław Miśkiewicz, zwraca uwagę, że sytuacja jest wyjątkowa i trzeba zrobić wszystko, aby wielki wysiłek włożony w niesienie pomocy, był skuteczny. W jego ocenie, będzie to możliwe w momencie, w którym uda się wypracować systemowe metody.

- Mamy kilkanaście adresów na terenie Śląska i Zagłębia, w których działamy na rzecz Ukrainy. Nie chcę wychodzić "przed orkiestrę", ponieważ uważam, że jest to zupełnie inna sytuacja niż na Majdanie i teraz musimy podporządkować się władzom, by funkcjonować systemowo. Jak to będzie nieskoordynowane i chaotyczne to okaże się, że potrzeba 1000 pampersów, a przywieziemy 2000. Ktoś musi tym zarządzać. Zbierane przez nas pieniądze na pewno trafią do centralnej puli. Wszystko dzieje się na bieżąco - tłumaczy Przemysław Miśkiewicz.

Sytuacja jest dynamiczna nie tylko w kwestii tego, co dzieje się na granicy polsko-ukraińskiej, ale przede wszystkim, na niwie politycznej.

- Słuchałem przemówienia premiera Morawieckiego z Berlina, jestem dumny. To nie był język polityki. Powiedział jasno: "pięć tysięcy hełmów? To chyba jakiś żart". Ja powiem tak: pięć tysięcy hełmów? My w 2014 roku zrobiliśmy dużo więcej. Trzeba naciskać na kraje Unii Europejskiej, żeby rzeczywiście załatwić sprawę SWIFT-u i innych sankcji. Wołodymyr Zełenski powiedział o przyjęciu do Unii Europejskiej, powtórzył to Andrzej Duda - musimy na to naciskać. A my, zwykli obywatele róbmy swoje. Nie robimy tego tylko dla Ukrainy, ale też dla siebie - przypomina Przemysław Miśkiewicz.

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Jakie znaczenie ma wejście Finlandii i Szwecji do NATO

Wideo

Materiał oryginalny: Trudna sytuacja na granicy z Ukrainą. "Trzeba pomagać, ale musimy robić to z głową" apeluje Przemysław Miśkiewicz - Dziennik Zachodni

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie