Trzeba mieć w sobie drive. Tylko tak można przekraczać...

Trzeba mieć w sobie drive. Tylko tak można przekraczać granice

Katarzyna Kachel

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Prof. Ryszard Gryglewski. Człowiek nazywany Królem Nauki Polskiej

Prof. Ryszard Gryglewski. Człowiek nazywany Królem Nauki Polskiej ©fot. Andrzej Banaś

Stare, utarte szlaki badawcze są bezpieczne. Ale nowo odkryte ścieżki o wiele ciekawsze - lubi mówić Prof. Ryszard Gryglewski, geniusz farmakologii, współodkrywca prostacykliny. I takich dróg szukał, bez chodzenia na skróty. Za osiągnięcia dla nauki został odznaczony Orderem Orła Białego.
Prof. Ryszard Gryglewski. Człowiek nazywany Królem Nauki Polskiej

Prof. Ryszard Gryglewski. Człowiek nazywany Królem Nauki Polskiej ©fot. Andrzej Banaś

Był detektywem. Szukał tropów, analizował i szedł ich śladami. Konsekwentnie, aż do celu. Do wyjaśnienia zagadki. Mówił: trzeba cały czas mieć w sobie drive, pęd do eksperymentowania i ciekawość nowych rzeczy. Tylko tak prze-kracza się granice. Dlatego nie interesowały go schematy. Chciał podążać za czymś nowym. - I to mu się udawało - przyznaje prof. Rafał Olszanecki, ostatni doktorant prof. Ryszarda Gryglewskiego, geniusza farmakologii, lekarza, który zamienił praktykę medyczną na laboratorium. Bo w nim mógł pracować nad mechanizmami działania leków, które pomagają ludziom.

Pionierskie odkrycia, międzynarodowe kontakty, niebywale analityczny umysł. To fascynowało studentów, frapowało doktorantów, inspirowało światowych naukowców. - Legenda. Każdy chciał być w grupie wybranych przez profesora Gryglewskiego - opowiada Olszanecki, dziś prodziekan Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UJ. Bo byli elitą. - Mieliśmy w głowie marzenia o rewolucji, naukowych przewrotach. Przychodziliśmy do profesora z pakietem wyników, które, naszym zdaniem, miały być przełomem. Przeglądał je i odrzucał te najbardziej efekciarskie i przyczynkarskie, zostawiając wyłącznie takie, które nam z kolei wydawały się niekiedy najmniej istotne. To była niezastąpiona szkoła dyscypliny naukowej.

Słuchał, analizował, a potem padało kardynalne zdanie: „czy to coś ma szansę stać się czyjąś prostacykliną?”. - To pytanie dotyczyło znaczenia wyników dla zrozumienia natury - tłumaczy prof. Stefan Chłopicki, uczeń i wieloletni współpracownik prof. Gryglewskiego, dziś profesor w Katedrze Farmakologii Wydziału Lekarskiego CMUJ oraz dyrektor JCET (jednostki UJ o charakterze badawczym). - I jeśli odpowiedź i perspektywy dalszych badań były przekonujące, można było liczyć na nieocenione wskazówki, rady, wielkie zainteresowanie i wsparcie, a potem na ciekawą współpracę. Bo profesor miał naukową intuicję, szeroką wiedzę i niezwykłą umiejętność kojarzenia niepowiązanych, wydawałoby się, faktów.

I choć nie było łatwo zbawiać przy nim świat, każdemu dawał na to szansę. Często powtarzał myśl Johna Vane’a „obserwuj i nigdy nie ignoruj tego, co niezwykłe”. Bo takie obserwacje są najciekawsze.

To musi być wejście smoka

Poszukiwanie odpowiedzi na trudne pytania siedziało w jego głowie od gimnazjum. - Fascynowało mnie pytanie, jak działa tak złożona maszyneria, jaką jest człowiek - pisał prof. Gryglewski we wspomnieniach. - Z typową dla gimnazjalisty zapalczywością rzuciłem w kąt przepiękną książkę pt. „Historia naturalna pantofelka”. Chciałem poznać od razu wszystko, co dotyczy człowieka, a co mi tam jakieś pierwotniaki. Znacznie później zrozumiałem, że dla eksperymentatora każdy okruch żywej materii może stanowić ciekawe źródło wiedzy o człowieku.


Lubił się dzielić. Ryszard Gryglewski junior dobrze pamięta, jak ojciec rysował mu tętnicę, schemat komórek, krwiobieg, serce. Na kartkach powstawały pomoce, dzięki którym syn poznawał zawiłości biologii czy chemii. - Nie było dla niego głupich czy niepotrzebnych pytań - przypomina. - Do każdego podchodził poważnie, niezależnie, czy chodziło o sprawę błahą, czy filozoficzną. Cierpliwie tłumaczył świat i jego zawiłości. I choć w domu językiem porozumienia był głównie język chemii, ojciec miał wyrozumiałość dla mojej niewiedzy.

Stefan Chłopicki dobrze z kolei pamięta wykłady ilustrowane przez profesora slajdami. Zawiłe reakcje biochemiczne zamieniały się na nich w alegorie anioła, diabła, Kaina i Abla. Stawały się symbolami złego i dobrego oddziaływania na organizm. - Imponował nam swoją umiejętnością prostego tłumaczenia złożonych mechanizmów i prowadzeniem pionierskich badań na światowym poziomie. To mnie urzekło i zaważyło na wyborach życiowych. Parę lat później, przed konferencją naukową, na którą pod Wawel przyjechało trzech noblistów i podczas której miałem wygłosić swój pierwszy referat, usłyszałem: „To musi być jak wejście smoka”. Poprzeczka zawsze postawiona było wysoko - wspomina.

- Bywało, że prowadziliśmy badania do czwartej rano. Długotrwałe eksperymenty, które miały zweryfikować postawione hipotezy. Wymykaliśmy się przed świtem z uczelni, przeskakując przez wysoki płot. Może wtedy, przez chwilę wydawało nam się, że jesteśmy bogami - uśmiecha się profesor Olszanecki.

„Śródbłonek, Mon Amour”

Gdyby próbować wytłumaczyć fenomen odkryć krakowskiego profesora, trzeba byłoby zacząć od badań nad chemiczną syntezą i nad mechanizmami działania hipoglikemicznego leków przeciwcukrzycowych. Roi się w nich od trudnych i skomplikowanych terminów. Ważne, by wiedzieć, że krakowski naukowiec otworzył nowe horyzonty w badaniach nad substancjami wydzielanymi przez śródbłonek naczyniowy, nad mechanizmami leków stosowanych w miażdżycy i innych chorobach układu krążenia.

Najważniejszym dokonaniem profesora było odkrycie prostacykliny (z trzema innymi naukowcami). - Te badania stworzyły nowe perspektywy leczenia powikłań miażdżycy - podkreśla prof. Stefan Chłopicki i dodaje: -Trudno opisać wszystkie ważne osiągnięcia profesora, które zyskały najwyższe uznanie w Polsce i za granicą, uwiecznione ośmioma doktoratami honorowymi. Nie na darmo w 2002 roku został ogłoszony Królem Nauki Polskiej i najczęściej cytowanym uczonym w Polsce - przypomina.

Co ważne, zapoczątkował nową dziedzinę farmakologii, tzw. śródbłonka, której rozwój jest dziś misją JCET, a wówczas był sprawą absolutnie pionierską. Profesor Chłopicki: - Śródbłonek tak bardzo fascynował profesora, że zwykł mawiać na wykładach „Śródbłonek, mon amour”.

Nobla nie dostał. Nigdy tego nie żałował.

Szczęka profesora idzie na sztorm

Stypendia zagraniczne i praca w międzynarodowych laboratoriach pozwalały mu konfrontować się z najnowocześniejszymi osiągnięciami nauki, lepiej wyposażonymi laboratoriami i większymi środkami finansowymi. - Nie miał jednak kompleksów, zdawał sobie sprawę z tego, że poziom myślenia, który reprezentuje, jest na absolutnie światowy - podkreśla prof. Olsza-necki. - Nas zresztą też nie oszczędzał, nie prowadził za rękę, ale rzucał na głęboką wodę. Potrafił się zdenerwować. Mówiliśmy wówczas, że szczęka profesora idzie na sztorm - wspomina z uśmiechem.

W domu był po prostu tatą. Bo choć Ryszard Gryglewski junior dobrze pamięta długie rozmowy rodziców, w których językiem porozumienia była chemia (mama była chemiczką), nigdy nie czuł się przytłoczony osobowością wielkiego ojca. - Pamiętam walizki, rozmowy po angielsku i to, że z zagranicznych wyjazdów tato przywoził mi samochodziki na resorach, gumy do żucia i dżinsy - wspomina. Tylko płyty z muzyką junior kupował sobie sam. Na rock and rolla profesor trochę się krzywił. - Ale nie pouczał, myślał pewnie, że mi przejdzie - zaznacza dr Ryszard Gryglewski, dziś szef Katedry Historii Medycyny.

Wokół imienia Ryszard na pewno były jakieś przepychanki. Zawirowania. Bo syn profesora miał być Witoldem, a został Ryszardem juniorem. Nie było w tym jednak żadnej kalkulacji, by syn przejął po ojcu duchową czy naukową spuściznę. - Nigdy nie czułem żadnego nacisku, sugestii, jaką drogą powinienem pójść - mówi Ryszard Gryglewski. - Tylko czasami ojciec uśmiechał się i mówił: Może ty byś na leśnictwo poszedł.

Do dziś dokładnie nie wie, czy był to żart, czy autentyczne pragnienie taty.

***

Ryszard Gryglewski emerytowany profesor Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum UJ, członek Polskiej Akademii Nauk, doktor honoris causa ośmiu Uniwersytetów w kraju i za granicą. Jego mistrzem był wybitny polski farmakolog, prof. Janusz Supniewski, po którym objął kierownictwo Katedry Farmakologii dzisiejszego CM UJ.

Współodkrywca prostacykliny, pionier farmakologii doświadczalnej i klinicznej śródbłonka, światowej sławy farmakolog, nagrodzony wieloma nagrodami. 26 stycznia 2017 r. odznaczony przez Prezydenta RP Orderem Orła Białego, najwyższym odznaczeniem państwowym za znamienite zasługi dla rozwoju farmakologii i medycyny klinicznej oraz osiągnięcia w pracy naukowo-badawczej. Lubi odpoczywać w górach, potrafi zboczyć z drogi dla ładnego widoku. Relaksują go także książki, zwłaszcza poezja, muzyka klasyczna, piosenki Ewy Demarczyk i Wojciecha Młynarskiego.

Rachunki, porządki i gotowanie nigdy nie były w zasięgu jego zainteresowań. Naturalnym środowiskiem profesora były książki, praca naukowa i długie nocne dyskusje naukowców.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo