Tu, gdzie pieniądze wyławia się z Wisły

Redakcja
Potężne turbiny robią wrażenie; są takie trzy, każda o mocy ok. 1 MW Fot. Piotr Subik
Potężne turbiny robią wrażenie; są takie trzy, każda o mocy ok. 1 MW Fot. Piotr Subik
- Możemy myśleć o zachciankach, możemy planować, że zrobimy to albo tamto. Elektrownia daje nam poczucie bezpieczeństwa - mówi z uśmiechem ksiądz Bronisław Sieńczak CM, prezes Fundacji im. ks. Siemaszki. Od 2003 roku na Wiśle pracuje mała elektrownia wodna (MEW), która zapewnia fundacji pieniądze na działalność.

Potężne turbiny robią wrażenie; są takie trzy, każda o mocy ok. 1 MW Fot. Piotr Subik

REPORTAŻ. Elektrownia zarabia na działalność Centrum Edukacyjnego Radosna Nowina 2000

Zaczęło się to wszystko... w Zakopanem. Tam, na Olczy, w 1992 r. ks. Tadeusz Lubiatowski, także ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo, zbudował małą elektrownię wodną dla potrzeb lokalnej społeczności. Pomysł się spodobał, nie tylko pod Tatrami.
- Kilka lat później padło hasło, żeby podobną elektrownię zbudować na Wiśle. Usłyszawszy to, pojechałem na stopień wodny Kościuszko zastanawiać się, gdzie można by zamontować turbiny. Nie wątpiłem, że to się uda, bo woda ostro przelewała się przez próg - wspomina ks. Bronisław Sieńczak.
Trzeba było tylko zdobyć stosowne zezwolenia, a co najważniejsze - pieniądze na inwestycję. Nad tym akurat trzeba się było nagłowić, bo trwała już inna budowa - ośrodka dla dzieci i młodzieży w Piekarach.
Pomogła Josephine Gebert, poznana przez ks. Sieńczaka wiele lat wcześniej w Lourdes, dokąd przyjechała, żeby wymodlić sobie starość.
Fundacja Praxedis, powołana do życia w Szwajcarii właśnie przez Josephine Gebert, na pomoc kontynuatorom dzieła ks. Kazimierza Siemaszki postanowiła przekazać 10 milionów dolarów. Osiemdziesiąt procent kwoty miało być przeznaczone na budowę ośrodka edukacyjnego pod Krakowem, pozostała część później na jego funkcjonowanie. Udało się jednak przekonać donatorkę, że te pieniądze przydadzą się właśnie teraz - na budowę elektrowni.
Ta ruszyła jesienią 2001 roku przy ul. Kolnej w Krakowie. Pochłonęła ok. 17,4 mln zł. W kwietniu 2003 r. "pierwsza energia poszła w druty". I odtąd płynie nimi niemal nieprzerwanie, z większym lub mniejszym natężeniem.
A to natężenie zależy od stanu rzeki.
- Najlepsza jest średnia woda - tłumaczy Bogumił Dolik, zastępca kierownika MEW. - Bo kiedy jest niska, to nie ma potrzebnego przepływu, a kiedy za wysoka, zalewa elektrownię.
Inżynier Dolik pamięta, jakie były nadzieje wobec hydroelektrowni: - Że będzie to energia zielona, że będzie prąd, że pieniądze z prądu będą szły na utrzymanie fundacji. I się spełniło: teraz to jeden z jej sponsorów.
\\\*
Potężne turbiny robią wrażenie. Są tu trzy, każdy po około megawacie mocy. Tyle że dotąd nie pracowały na pełnych obrotach, nigdy bowiem kanałem energetycznym zasilającym elektrownię obok stopnia Kościuszko nie popłynęło 115 kubików wody na sekundę. Zdarza się nawet, zwłaszcza w suche lata, że przepływ wody wynosi zaledwie kilkanaście metrów sześciennych i trzeba się nią jeszcze podzielić z sąsiadem - Torem Kajakarstwa Górskiego.
MEW to przede wszystkim ekologia - gdyby chcieć wyprodukować taką ilość prądu tradycyjnymi metodami, do atmosfery przez rok trafiłoby m.in. 100 ton dwutlenku siarki i nawet 3 tony rakotwórczego benzoalfapirenu. - Czyścimy też Wisłę. Trawa, puszki, folie, różne inne śmieci, obgryzione przez bobry konary; wszystko zatrzymuje się na kratach - wylicza Bogumił Dolik.
Prąd z elektrowni odkupuje zakład energetyczny, a pieniądze trafiają do kasy fundacji. Ile rocznie?
Wystarcza na działalność Centrum Edukacyjnego Radosna Nowina 2000 w Piekarach. A to m.in. liceum ogólnokształcące dla 380 uczniów, internat dla większości z nich, obiekty sportowe i rekreacyjne. Wszystko pod opieką Fundacji im. ks. Siemaszki, która od 1991 r. niesie pomoc duchową i materialną gorzej sytuowanym młodym ludziom.
Ks. Sieńczak mówi: - Zarobek z elektrowni to czysty pieniądz. Centrum ciągle się wyposaża, pomagamy uczniom, zostają pieniądze nawet na inwestycje. Nie słyszałem, żeby gdziekolwiek w Polsce była taka szkoła z takimi możliwościami.
Teraz, po latach, nie ukrywa, że mała elektrownia wodna była strzałem w dziesiątkę. Ale wie też, że ciężko byłoby ten plan wcielić w życie bez pomocy finansowej ze Szwajcarii.
- Tak, łowimy pieniądze z wody, ale żeby je łowić, trzeba było mieć te siedemnaście milionów. To duże pieniądze, tak na tamte, jak i na te czasy. Gdybym wówczas wziął kredyt, to bym go jeszcze nie spłacił do dzisiaj. A teraz zbudować elektrownię udałoby się chyba tylko bogatym - mówi ks. Bronisław Sieńczak.
PIOTR SUBIK
piotr.subik@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie