Turystyczny hit PRL w Starym Czorsztynie: domki kempingowe z wielkich dębowych beczek po piwie

Aurelia Lupa
Z archiwum rodziny państwa Semczuk/www.staryczorsztyn.pl
Kto dziś walczy o turystę, musi ścigać się, by zaoferować gościom jak największy luksusu. Popularne są więc apartamenty, luksusowo wykończone, najlepiej z sauną i jacuzzi. Dawniej takim hitem były… dębowe beczki po piwie. W takich „luksusowych” domkach wypoczywali turyści nad Dunajcem w Pieninach. Ośrodek „Na Beczkach” cieszył się ogromnym zainteresowaniem letników. Był ewenementem na skalę krajową.

Wielkie, dębowe beczki zamienione na domki kempingowa były nieodłącznym obrazem Podzamcza w Starym Czorsztynie w latach 60 i 70 XX. w. Stanęły pod zamkiem, blisko Zielonych Skałek, w sąsiedztwie dawnego dworu Drohojowskich.

Beczki - tzw. kufy - służyły wcześniej do „leżakowania” piwa. Sprowadzone zostały z browaru w Okocimiu lub Tymbarku i dostosowane do celów mieszkaniowych. Zrobiono na nich daszki, wstawiono drzwi i okno. Standardowa beczka kempingowa była wyposażona w dwa łóżka pomiędzy którymi znajdował się stolik. Do każdej z beczek był doprowadzony prąd i podłączona lampa. Z jednej strony beczki były drzwi, natomiast z drugiej okno. W ośrodku było 29 beczek.
Miejscem tym zarządzał Klub Sportowy „Pieniny” ze Szczawnicy, który w Czorsztynie miał swoją filię i prowadził tutaj prężnie działająca szkółkę kajakarską. Ponadto swoje beczki na terenie ośrodka miały także dwie krakowskie firmy: Zakłady Tytoniowe i Spomasz. Tu odpoczywali pracownicy z rodzinami.

Ośrodek „Na beczkach” zaczął działać 10 czerwca 1973 roku. Powstał jako jeden ze stu campingów na 100-lecie Turystyki Polskiej. Zbudowano go w czynie społecznym. Do dyspozycji turystów w ośrodku było pole namiotowe oraz pawilon gospodarczy, w którym znajdowała się kuchnia z piecem kaflowym, a potem gazowym. Była także świetlica z telewizorem.

W pawilonie zaś znajdowała się recepcja i magazyn pościeli, obok były prysznice i toalety, oraz bojler na 100 litrów wody. Ciepłej wody nie starczało dla wszystkich. Kto się nie załapał, czekał aż woda się nagrzeje. Warunki sanitarne były spartańskie, było skromnie, ale czysto. Przed zalaniem doliny pawilon został rozebrany i przeniesiony do Mizernej, podobno stoi tam do dziś.
W jednej z beczek był sklepik, zaopatrywała się w nim cała wioska. Cieszył się popularnością ze względu na asortyment jaki w nim był. W sprzedaży były lizaki, cukierki, zupki, konserwy i niezapomniane soczki w woreczkach oraz - znany z czasów PRL - wyrób czekoladopodobny.

Miejsce, w którym stały beczki, dawało wiele możliwości aktywnego wypoczynku. Ośrodek znajdował się przy kamiennej plaży nad brzegiem Dunajca. Można było popływać w wodzie, na tratwach i pontonowych kajakach, można było łowić ryby.
Ośrodek – mimo spartańskich warunków – cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Rezerwować miejsca na wakacje trzeba było już lutym. W maju pojawiały się wycieczki szkolne, w czerwcu zaczynały się wakacje i przyjeżdżali wczasowicze z rodzinami, we wrześniu zjawiali się studenci. Gośćmi ośrodka byli także wędkarze. Sezon dla nich zaczynał się wczesną wiosną i trwał do późnej jesieni. W prowizoryczne wędzarni wędzili złowione ryby i dzielili się nimi z wczasowiczami. Ludzie widząc beczki przychodzili do recepcji i pytali o możliwości przenocowania chociaż na jedną noc w takich warunkach.

Prowadzeniem kempingu zajmował się pan Adolf Semczuk z żoną Danutą. On zajmował się recepcją, ona dbała o utrzymaniem czystości i porządku. W połowie lat 80. XX państwowa Semczuk przekazali ośrodek synowi Zbigniewowi i jego żonie Elżbiecie. Młodzi poznali się w ośrodku „na Beczkach”, tu mieli wesele. Zbigniew Semczuk w tamtym czasie prowadził także bardzo popularną szkółkę kajakarstwa.

„Na beczki” ludzie wracali latami. Najpierw jako młodzi, potem z już własnymi rodzinami. Gośćmi ośrodka byli też tzw. turyści dewizowi, czyli goście zza granicy. Ponoć byli zachwyceni pomysłem i atmosferą ośrodka.
Mimo ogromnej popularności, ośrodek powstał w złym czasie i miejscu. W związku z budową zapory i elektrowni wodnej w Niedzicy, od lat planowano zalać ten rejon. W 1976 roku zamknięto przystań flisacką i powoli Czorsztyn zaczął zamierać, a z nimi ośrodek. W otoczeniu widoczne były coraz większe zmiany związane z budową zapory.

W 1990 roku po 17 latach ośrodek campingowy zakończył swoją działalność. W tym czasie krakowskie firmy oraz KS „Pieniny” zaczęły sprzedawać swoim pracownikom beczki. Część kupili miejscowi przedsiębiorcy. Ostatnie beczki wyjechały z Czorsztyna w 1995 roku.

Ponoć jest plan, by beczki znów zaadaptować dla turystów. Gdyby taki ośrodek wrócił, były turystycznym hitem Pienin.

Artykuł opracowany w oparciu o informacje z serwisu www.staryczorsztyn.pl.

Podatek od psa

Wideo

Materiał oryginalny: Turystyczny hit PRL w Starym Czorsztynie: domki kempingowe z wielkich dębowych beczek po piwie - Gazeta Krakowska

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
grzeg
Przeczytałem z wielką sympatią. Autentyczni ludzie, autentyczne życie.
j
jola lojalna !
Po prostu wtedy ludzie myśleli (może dlatego, ze nie było wtedy tzw. gimnazjów tylko prawdziwa nauka w szkołach). Po prostu wtedy ludzie byli szczęśliwi (nie rządzili nimi [wulgaryzm]e, ani tchórze). Po prostu wtedy się ludziom chciało (nie mieli złachanego życia przez jakieś świńskie sekty, czy zakłamanych pasożytów). I jeszcze jedna uwaga. Ten wyrób czekolado-podobny, to teraz byłby uznany za arcy smakołyk (akurat mieszkałem koło zakładów "Wawel", gdzie pracownicy wynosili ze zmiany, takie jeszcze ciepłe pierniki, z naturalnej czekolady i masła kakaowego). Autor artykułu, biedaczyna, nie ma pojęcia o czym pisze.
Dodaj ogłoszenie