Turystyka w Krakowie i Małopolsce: dokąd pędzi rollercoaster? Hotele, restauracje, lotnisko, kolej w epoce kolejnych kryzysów. Damy radę?

Akcja specjalna Debata: Turystyka w Krakowie i Małopolsce
Pandemiczny kryzys z wiosny 2020 roku nie dotknął równomiernie wszystkich.Podhale ostatecznie zyskało. W sporej mierze przyczynił się do tego bon turystyczny, dzięki któremu do Zakopanego i okolic wyprawiło się mnóstwo rodzin z dziećmi.
Pandemiczny kryzys z wiosny 2020 roku nie dotknął równomiernie wszystkich.Podhale ostatecznie zyskało. W sporej mierze przyczynił się do tego bon turystyczny, dzięki któremu do Zakopanego i okolic wyprawiło się mnóstwo rodzin z dziećmi. Fot. Halina Kraczyńska
W 2018 i 2019 roku mówiliśmy o dynamicznym rozwoju turystyki w Małopolsce i planowaliśmy spokojnie jej dalszy wzrost. Tymczasem w efekcie dwóch lat pandemii, a obecnie rosyjskiej agresji w Ukrainie, znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której nie wiemy, co czyha za rogiem. Szef Małopolskiej Organizacji Turystycznej (MOT) zatytułował swe podsumowanie lat 2018-2022 w turystyce wręcz symbolicznie: „Turystyczny rollercoaster”. Na owej szalonej kolejce górskiej znalazły się - i nie mogą zejść - nie tylko hotele czy restauracje, ale też przewoźnicy, w tym krakowskie lotnisko i kolej. W pandemii przekonaliśmy się, jak liczne sektory gospodarki są ze sobą ściśle powiązane. Od sytuacji w turystyce zależy los mieszkańców wielu gmin i powiatów. Co nas czeka dalej? Jak pokonać kolejne zakręty i pętle rollercoastera? Rozmawiają o tym: Grzegorz Biedroń, prezes MOT, Radosław Włoszek, prezes Kraków Airport, Andrzej Siemieński, dyrektor małopolskiego oddziału Polregio i Kazimierz Barczyk, Przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski.

- Kiedy 32 lata temu zostałem przewodniczącym Rady Miasta Krakowa, w obrębie plant działały trzy kawiarnie i cztery restauracje. A tuż przed wybuchem pandemii było ich tam już pięćset. To pokazuje, jak wielu ludziom turystyka dała źródło dochodu. Przecież restauracje to odbiorcy żywności, ale też usług, ktoś je wybudował, wyposażył itp. Dlatego myśmy jako samorząd gminny, a potem także jako samorząd wojewódzki, zawsze wspierali inwestycje w obszarze turystyki. One pobudzają rozwój innych dziedzin gospodarki. Z tego samego powodu samorząd wojewódzki zawsze wspierał rozwój krakowskiego lotniska, bo to jest nie tylko nasze okno na świat, ale i drzwi ze świata do nas

– mówi Kazimierz Barczyk, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski i radny małopolskiego sejmiku.

Grzegorz Biedroń, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej i również radny Małopolski, wspomina, jak w 2018 i 2019 roku mówiliśmy o dynamicznym rozwoju turystyki w Małopolsce i planowaliśmy spokojnie jej dalszy wzrost. Tymczasem w efekcie dwóch lat pandemii, a obecnie rosyjskiej agresji w Ukrainie, znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której nie wiemy, co czyha za rogiem. Swą prezentację dotyczącą lat 2018-2022 w turystyce w regionie i jego stolicy prezes MOT zatytułował symbolicznie: „Turystyczny rollercoaster”.

Jak przyznaje, pandemiczny kryzys z wiosny 2020 roku nie dotknął równomiernie wszystkich. Najbardziej ucierpiał Kraków, który do dziś nie wylizał ran po lockdownach. Z drugiej strony Podhale ostatecznie zyskało. W sporej mierze przyczynił się do tego bon turystyczny, dzięki któremu do Zakopanego i okolic wyprawiło się mnóstwo rodzin z dziećmi.

Na rollercoasterze znalazł się także Kraków Airport. Największy w Polsce regionalny port lotniczy świętował w minionej dekadzie kolejne rekordy liczby obsłużonych podróżnych, by w 2019 roku ustanowić nowy: 8,4 mln i od początku 2020 jeszcze poprawiać wynik. Kilka miesięcy później, gdy niebo nad światem zostało zamknięte, a wraz z nim większość lotnisk, siedzieliśmy z prezesem Radosławem Włoszkiem w dojmująco pustym terminalu. W kwietniu 2020 przewinęło się przez Kraków Airport 52 pasażerów, gdy kilka miesięcy wcześniej – 700 tys.

Szczęśliwie w ostatnich miesiącach jest to znów ponad 700 tys., a w całym roku 2022 jest szansa na 7 mln (co byłoby drugim najlepszym wynikiem w dziejach), ale – jak podkreśla prezes – zmieniła się struktura podróżnych: więcej wylatuje od nas niż przyjeżdża do nas, co oddziałuje głównie na Kraków. Równocześnie branża lotnicza, która ledwie uporała się z wyzwaniami pandemii, przeżywa te same niepokoje, co cała reszta turystyki - związane z wojną w Ukrainie, inflacją oraz szalejącymi cenami paliw i energii.

- Nasz sektor jest niezwykle wrażliwy na gwałtowne zmiany w polityce i gospodarce. Turystyka potrzebuje pokoju

– podkreśla Radosław Włoszek. Wierzy przy tym, że dzięki coraz lepszej współpracy wielu instytucji zainteresowanych rozwojem turystyki w Krakowie i Małopolsce, uda nam się szczęśliwie pokonać kolejne pętle i zakręty rollercoastera.

Wiarę tę w pełni podziela Andrzej Siemieński, dyrektor małopolskiego oddziału spółki Polregio - Przewozy Regionalne. Kolej w naszym regionie też ucierpiała w pandemii, ale nie zlikwidowała połączeń i dziś przeżywa wielki renesans. – Musimy się rozwijać, a w Małopolsce będziemy się rozwijać szczególnie dobrze. Już to widać. Normalnie w miesiącu przewoziliśmy około pół miliona podróżnych, z czego 250 tys. korzystało z biletów jednorazowych. A w czerwcu, lipcu i sierpniu 2022 przybyło 150 tys. pasażerów z biletami jednorazowymi i szacujemy, że oni się pojawili w ramach turystyki – mówi Andrzej Siemieński.

Jest duża szansa, że już w październiku liczba pasażerów, którzy skorzystali z coraz lepszej oferty Polregio, będzie większa niż w dobrym 2019 (wynik z 2021 został pobity w sierpniu). Po zakończeniu remontów torów oraz zakupie nowoczesnych pociągów (największa tego typu transakcja w Europie!), liczba szybkich i wygodnych połączeń wzrośnie. Skorzystają na tym wszyscy: i mieszkańcy, bo uwolnią się od korków, i turyści, bo dotrą szybko i komfortowo koleją do większości atrakcji w Małopolsce.

W całej Małopolsce mamy 1359 turystycznych obiektów noclegowych, najwięcej w powiecie tatrzańskim (476), Krakowie (243) oraz powiatach nowotarskim (186) i nowosądeckim (154), a najmniej w dąbrowskim (3), proszowickim (4) oraz chrzanowskim i miechowskim (po 5).

Turystyka jest i może być kołem zamachowym Krakowa i Małopolski. Razem damy radę

- Rollercoaster – takiego słowa użył pan w tytule prezentacji podsumowującej lata 2018-2022 z punktu widzenia Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Jak wynika z zawartych w niej danych, nie miał pan na myśli wyłącznie najsłynniejszej małopolskiej kolejki górskiej w Zatorze, do której ciągną setki tysięcy turystów, ale też sytuację w całej, szeroko pojętej branży turystycznej.
Grzegorz Biedroń, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej: - To prawda. W 2018 i 2019 roku mówiliśmy o dynamicznym rozwoju turystyki w Małopolsce i planowaliśmy spokojnie i racjonalnie jej dalszy wzrost. Tymczasem w efekcie dwóch lat pandemii, a obecnie rosyjskiej agresji w Ukrainie, znaleźliśmy się w rzeczywistości, w której nie wiemy, co czyha za rogiem.

- Przypominam sobie badania nastrojów przedsiębiorców przeprowadzone przez GUS wiosną 2020 roku, najgorsze w historii: ponad 90 procent firm w hotelarstwie i gastronomii obawiało się, że nie przetrwa tego kryzysu.
Grzegorz Biedroń: - Owszem, wszyscy byli zamknięci i nie wiedzieli, co się stanie dalej. Na krakowskim lotnisku, na którym chwilę wcześniej kłębił się tłum podróżnych – ponad 700 tys. osób miesięcznie – nagle zrobiło się pusto. W kwietniu 2020 obsłużyło – literalnie – 52 pasażerów. Trudno było zachować spokój, jeszcze trudniej było pozostać optymistą. Natomiast pozytywne w tym wszystkim jest to, że branża – i lotnisko, i hotele, i restauracje – potrafiła się w tej piekielnie trudnej rzeczywistości odnaleźć.

- W jednych rejonach Małopolski wyglądało to wręcz spektakularnie, w innych do dziś jest dużo gorzej niż przed pandemią.
Grzegorz Biedroń: - Nie jest wielkim odkryciem, że najbardziej dotknięta przez pandemię została branża turystyczna w Krakowie. Powodów jest kilka, a głównie chodzi o to, że z powodu zamknięcia granic i obaw przed lataniem znikło większość turystów zagranicznych, a równocześnie wśród osób łaknących podróży i wypoczynku dominowała chęć obcowania z przyrodą, a wizyty w miastach utraciły swą atrakcyjność. Więc faktycznie inaczej na cały kryzys popatrzymy z punktu widzenia Podhala, gdzie w wielu wypadkach wskaźniki turystyczne w okresie pandemii okazały się korzystniejsze niż przed nią…

- Weźmy Gorczański Park Narodowy…
Grzegorz Biedroń: - To przykład miejsca, które odnotowało rekordowy wzrost napływu turystów. Z perspektywy czasu można tu wręcz mówić o pozytywnym wpływie pandemii. I to w szerszym kontekście: z powodu zakazów lub utrudnień w lataniu za granicę wielu Polaków udało się na dłuższe lub krótsze wycieczki po Polsce, co pozwoliło im odkryć mnóstwo fantastycznych miejsc, których – jak przypuszczam - w normalnych warunkach nigdy by nie odkryli. Właśnie takich, jak Gorce. Bardzo pozytywne jest także to, że lokalni przedsiębiorcy potrafili wykorzystać szansę: stworzyli dla przyjezdnych świetne warunki, co pozwoliło wypromować ten kierunek.

- Ludzie chętnie tam wracają?
Grzegorz Biedroń: - Właśnie! Natomiast Kraków… Wszyscy widzieliśmy, jak w pewnym momencie opustoszał. Muszę przy tym wyznać, że dziwiły mnie wówczas głosy niektórych, że… to dobrze. Część komentatorów zaczęła wręcz twierdzić, że turystyka to jest dla Krakowa problem i z satysfakcją wyznawać, iż wreszcie mogą się świetnie poczuć na Starym Mieście, gdy turystów tam nie ma. Z całym szacunkiem, ale rezerwat przyrody to my możemy mieć w Gorcach czy Tatrach, ale nie powinien nim być krakowski Rynek. Takie opinie świadczą tylko o krótkowzroczności, braku wyobraźni ich autorów. Są dla mnie kompletnie niepoważne.

- Dlaczego?
Grzegorz Biedroń: - Ponieważ myśmy się wszyscy w pandemii przekonali, jak wszystko jest ze sobą ściśle powiązane. Dotyczy to zwłaszcza poszczególnych segmentów gospodarki. Sama turystyka przynosiła przed pandemią miastu 400 mln złotych dochodów z podatków…

- Turyści wydawali w hotelach, pensjonatach, sklepach, zakładach usługowych ponad 7 mld złotych rocznie.
Grzegorz Biedroń: - Chyba nie muszę mówić, jak bardzo te wydatki wpływały na przychody naszych przedsiębiorców. Ale tu mamy także cały transport, całą rozrywkę, muzea, biznes wystawienniczy, konferencyjny, handel i usługi, a także drobną i większą wytwórczość żyjącą z turystów. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz: turystyka promuje Kraków jako wspaniałe miejsce nie tylko do wakacyjnego czy weekendowego wypadku, ale także miejsce do życia. Pamiętajmy, że mamy w Krakowie dziesiątki tysięcy cudzoziemskich pracowników…

- Stanowią około już 10 procent wszystkich zatrudnionych.
Grzegorz Biedroń: - Właśnie, w pandemii okazało się, że nie wszyscy chodzący po ulicach ludzie posługujący się obcymi językami, to turyści. Część z nich to po prostu…

- Krakowianie.
Grzegorz Biedroń: - Tak, mieszkańcy, pracownicy. Natomiast wracając do turystyki: z powodu kryzysu turystyki miejskiej, Kraków, który był tutaj kierunkiem bardzo atrakcyjnym, najbardziej odczuł osłabienie napływu turystów zagranicznych. Owszem, turysta krajowy zaczął się pojawiać, ale musimy pamiętać, że on jeździł raczej na Podhale niż na krakowski Rynek, a po drugie wydaje ciągle mniej pieniędzy niż turysta zagraniczny: średnio nieco ponad 800 zł, wobec 1200 zł w przypadku cudzoziemców. Ta różnica była kiedyś nawet dwukrotna, teraz jest mniejsza, bo też dociera do nas z zagranicy turysta mniej zamożny; ten biznesowy rzadziej podróżuje. Ale nadal jest to przewaga wyraźna, co przekłada się na przychody branży. Dlatego z punktu widzenia hoteli, gastronomii i innych obszarów gospodarki - my po prostu potrzebujemy stałego napływu turystów zagranicznych.

- Muszę zadać pytanie niewygodne dla branży: turyści wrócili, nawet jeśli mniej zamożni niż poprzednio, a tymczasem wiele firm pogrążyło się w problemach kadrowych. W statystykach zatrudnienia widać, że jest ono w branży znacznie niższe niż przed pandemią, choć w wielu miejscach turystów jest tyle samo lub nawet więcej. To jak zapewnić jakość ich obsługi?
Grzegorz Biedroń: - To jest trafne pytanie. Z przyczyn niezawinionych przez większość przedsiębiorców, w okresie przedłużających się lockdownów i ograniczeń z branży odeszło do innych zajęć tysiące pracowników. Większość nie wróciło, bo znalazło nową pracę, która wydała im się bardziej stabilna od zależnej od wielu czynników turystyki. To jest realny problem. Jedne firmy potrafiły sobie z nim poradzić lepiej, robiąc wszystko, by w kryzysie utrzymać załogę i być gotowym na poprawę koniunktury. Inni trochę to zaniedbali i mają dziś z tego powodu kłopoty.

- Zmienił się także sposób podróżowania, zwłaszcza do Krakowa.
Grzegorz Biedroń: - Owszem i muszę przyznać, że jest to fundamentalna zmiana, o ogromnym wpływie na funkcjonowanie całej branży. Mówiąc najprościej: wcześniej mieliśmy do czynienia z przewagą turystyki zorganizowanej, co oznaczało planowanie i zamawianie miejsc w hotelach, posiłków itp. ze sporym wyprzedzeniem, np. półrocznym. Wiedząc, ilu gości przyjedzie w jakim czasie, właściciel hotelu mógł wszystko zaplanować, zapewniając odpowiedni poziom usługi. Teraz planowania właściwie nie ma, bo turystyka stała się w ogromnej mierze indywidualna, a zarazem impulsywna. Ludzie wpadają w czwartek na pomysł, że pojadą gdzieś w piątek lub sobotę, bo ma być tam dobra pogoda. I rezerwują coś na ostatnią chwilę. Właściciele obiektów mówią, że czasem im się w czwartek wydaje, że będą mieli w weekend pusto, a w sobotę się okazuje, że jednak mają obłożenie 90 procent. Strasznie trudno tutaj planować zatrudnienie i w ogóle organizację pracy. Trzeba być przygotowanym na szybkie, bardzo elastyczne działanie.

- Żyjemy w czasach internetowych serwisów pozwalających łatwo i szybko sprawdzić, gdzie są wolne miejsca i zarezerwować je na ostatnią chwilę.
Grzegorz Biedroń: - Tak. To odmieniło sposób funkcjonowania całego biznesu. Wszyscy w branży powinni zrozumieć, że inaczej zapewne już nie będzie. Powrót do masowych rezerwacji wydaje mi się raczej niemożliwy, przynajmniej w obecnych uwarunkowaniach. Dochodzą do tego nowe zjawiska, np. część ludzi zatrzymuje się w Krakowie po to, by pojechać do Zatora, do Energylandii, a niekoniecznie po to, by zwiedzać Kraków. Nie można się na to obrażać.

Turystyczne gminy i powiaty Małopolski pod naporem kryzysów

- A jak w tych przedziwnych czasach odnalazły się gminy i powiaty, w których turystyka odgrywa istotną lub wręcz pierwszoplanową rolę?
Kazimierz Barczyk, przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski: - Nasze Stowarzyszenie monitorowało sytuację od samego początku i reagowaliśmy na bieżąco, prezentując nasze stanowisko. Przypomnę choćby nasz apel do premiera i rządu o wprowadzenie sektorowej tarczy antykryzysowej dla turystyki z 12 maja 2020 roku. Jako Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski apelowaliśmy też do prywatnych właścicieli i samorządów o obniżenie czynszów dla restauratorów. W wielu miejscach faktycznie zastosowano ulgi, często pięćdziesięcioprocentowe. Myśmy byli wtedy pozamykani w domach, cała turystyka była zamknięta, krakowskie lotnisko obsłużyło w kwietniu 2020 symbolicznych 52 turystów, gdy ledwie kilka miesięcy wcześniej mieliśmy 700 tys. miesiąc w miesiąc. Znaleźliśmy się w realiach jak po uderzeniu bomby atomowej. Ludzie bali się nie tylko latać, ale i jeździć autobusami i pociągami, co uderzyło w te sektory gospodarki. Samorząd województwa przygotował wtedy tarczę antykryzysową, która bardzo pomogła. Apelowaliśmy wówczas także o bon turystyczny i on – w końcu uruchomiony – także pomógł ożywić naszą turystykę po okresie zamrożenia.

Grzegorz Biedroń: - Na samym Podhalu Polacy wydali w oparciu o bon ponad 300 milionów złotych. Tysiące rodzin, których w normalnych warunkach nie byłoby stać na wyjazd, ruszyło z dziećmi do Zakopanego.

Kazimierz Barczyk: - To jest naprawdę wspaniałe. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wycieczek szkolnych nie było w Krakowie prawie wcale. Turystów zagranicznych, jak powiedzieliśmy, przyjechało zdecydowanie mniej. Tąpnęło to bardzo mocno. Trzeba dodać, że przed pandemią, w roku 2019, przyjechało do Krakowa i Małopolski prawie 18 milionów osób, z czego prawie 4 miliony z zagranicy. Więc puste ulice w pandemii to był szok. On trwał rok i dłużej, przede wszystkim w Krakowie, ale też w innych częściach Małopolski – z wyjątkiem Podhala. Ostatni rok to było znaczące odbicie. Ale trzeba pamiętać, że Kraków to jest lwia część małopolskiej turystyki, to są kilkumiliardowe wydatki turystów w hotelach, restauracjach, sklepach, to jest także jeden z najważniejszych na świecie celów pielgrzymów religijnych, jedyne miasto świata odwiedzone przez trzech ostatnich papieży. To jest, wreszcie, jedna ze stolic kultury, z wielowiekową tradycją.

- Ale świat wie o tym stosunkowo od niedawna.
Kazimierz Barczyk: - To prawda, że myśmy przez ostatnich 30 lat mocno zapracowali na tę atrakcyjność i wizerunek. Kiedy 32 lata temu zostałem przewodniczącym Rady Miasta Krakowa, w obrębie plant działały trzy kawiarnie i cztery restauracje. A tuż przed wybuchem pandemii było ich tam już pięćset. To pokazuje, jak wielu ludziom turystyka dała źródło dochodu. Przecież restauracje to odbiorcy żywności, ale też usług, ktoś je wybudował, wyposażył itp. Dlatego myśmy jako samorząd gminny, a potem także jako samorząd wojewódzki, zawsze wspierali inwestycje w obszarze turystyki. One pobudzają rozwój innych dziedzin gospodarki. Z tego samego powodu samorząd wojewódzki zawsze wspierał rozwój krakowskiego lotniska, bo to jest nie tylko nasze okno na świat, ale i drzwi ze świata do nas. Najwięcej zagranicznych turystów przybywa do nas drogą lotniczą.

Lotnisko w Krakowie: od 8,4 mld do 52 pasażerów i z powrotem

- Pamiętam, jak świętowaliśmy 8,4 mln pasażerów Kraków Airport w 2019 roku, a tu nagle, kilka miesięcy później, siedzimy i rozmawiamy w całkowicie pustym terminalu krakowskiego lotniska…
Radosław Włoszek, prezes Międzynarodowego Portu Lotniczego im. Jana Pawła II Kraków - Balice: - Nigdy nie zapomnę tamtego wywiadu. Ciemno, zimno, pustka. A pośród niej - zasadnicze pytanie: co dalej? Ile to będzie trwało? Tego nie wiedzieliśmy i – tak, jak pan prezes i pan przewodniczący - byliśmy świadkami bardzo dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości. A właściwie: jesteśmy. Wyniki lotniska i w ogóle lotnictwa, podobnie jak wyniki w transporcie drogowym czy na kolei, ale też w hotelach i gastronomii, oddają to, co dzieje się w globalnej polityce i gospodarce.

- Pandemia – miejmy nadzieję! – jest czymś, co udało się opanować. Kraków Airport jako jeden z pierwszych wprowadził wiele rozwiązań, które w tym bardzo pomogły i wciąż promuje zachowania prosanitarne i prozdrowotne. W efekcie - w danych widać wyraźne odbicie, liczba pasażerów wzrosła szybciej niż się wszyscy spodziewaliśmy i niż sami prognozowaliście.
Radosław Włoszek: - To prawda, dynamika powrotu do normalności okazała się szybsza od prognoz.

- Zakładaliście 5,4 mln pasażerów w tym roku. Będzie 7 mln?
Radosław Włoszek: - Z pokorą podchodzimy do każdego pasażera. Na koniec września mieliśmy ponad 5,4 mln, więc te 7 mln jest możliwe, ale sytuacja zależy od tak wielu zmiennych i niewiadomych, że nie chciałbym wypowiadać stanowczych deklaracji. Z jedne strony za niespełna miesiąc przypada święto Wszystkich Świętych, a w grudniu okres Świąt Bożego Narodzenia, wiele osób sygnalizuje chęć odwiedzenia bliskich po dwuletniej pandemicznej przerwie, ponadto będziemy mieli w regionie dwa ważne wydarzenia gospodarcze – w Zakopanem i Krynicy. Wszystko to pozwala zakładać, że ożywienie na krakowskim lotnisku, którego jesteśmy świadkami w tym roku, utrzyma się.

- Z drugiej strony mamy od miesięcy zamknięte niebo nad Rosją i Ukrainą, cały czas silne są obawy związane bezpośrednio z rosyjską agresją.
Radosław Włoszek: Właśnie. Nie wiadomo też, jak obecny kryzys energetyczny odbije się na dochodach Polaków i reszty Europejczyków, a co za tym idzie - na branży lotniczej i całej turystyce. Przekonaliśmy się wszyscy, że nasza branża jest niezwykle wrażliwa na gwałtowne zmiany w polityce i gospodarce. Turystyka potrzebuje pokoju. My z panem redaktorem jesteśmy z Oświęcimia, miasta sąsiadującego z miejscem i symbolem największego w dziejach ludobójstwa. To miasto stało się w ostatnich dekadach miastem pokoju. Pokój jest potrzebny nam wszystkim, ale turystyce szczególnie, bo ona bez niego ulega całkowitej destabilizacji, trudno cokolwiek przewidzieć i planować.

- Musimy w tym miejscu wspomnieć, że zmieniła się struktura pasażerów obsługiwanych przez Kraków Airport.
Radosław Włoszek: - To prawda: mocno przybyło wylatujących kosztem przylatujących do nas. Wynika to przede wszystkim z faktu, że wielu Polaków, po dwóch latach zamknięcia, było wręcz rekordowo spragnionych zagranicznych podróży. I postanowiło odpocząć w ciepłych krajach.

- Było ich na to stać.
Radosław Włoszek: - Tak. Pragnienie spotkało się z możliwościami. I polecieli gremialnie. Trzeba pamiętać, że struktura podróżujących ma znaczenie, bo wyjeżdżający zostawiają pieniądze przede wszystkim za granicą, a przyjeżdżający – głównie u nas. Dlatego musimy razem nadal pracować nad dalszą odbudową turystyki przyjazdowej, także biznesowej oraz bardzo ważnej religijnej, o której mówił pan przewodniczący Barczyk. Turystykę postrzegam jako swego rodzaju sztafetę pokoleń – jedna generacja coś tworzy, by wypracować lepszą pozycję do biegu kolejnym. Teraz my dzierżymy pałeczkę i spada na nas odpowiedzialność.

- Ale to nie koniec jazdy rollercoasterem.
Radosław Włoszek: - Pewnie jesteśmy przed kolejną pętlą, ale pamiętajmy, że udało nam się wcześniej razem pokonać wiele pętli i trudnych zakrętów. To, iż udało się nam powtórnie zapełnić terminal – choć nie są to jeszcze tłumy widziane przed pandemią – wynika z systematycznej wspólnej pracy nas wszystkich: pana redaktora i mediów oraz wszystkich instytucji, które tu reprezentujemy. Dzięki temu krakowska turystyka zaczęła się podnosić z największego kryzysu od II wojny. Co więcej, te nasze wspólne doświadczenia i wnioski wyciągnięte z pandemii, sprawiły, że turystyka będąca wcześniej fundamentem gospodarczym, a potem i medycznym, stała się także w chwili potrzeby fundamentem humanitarnym. Obiekty turystyczne udzieliły schronienia rzeszy ukraińskich uchodźców po rosyjskiej napaści, stając się – obok domów prywatnych – głównym miejscem niesienia pomocy. Czyli nasza turystyka zapracowała w dużym stopniu na świetny w skali Europy i świata wizerunek Polski i Polaków w ostatnim czasie. Bardzo za to dziękuję. I zarazem pielęgnuje w sobie nadzieję, że i tym razem – razem damy radę.

Kazimierz Barczyk: - Wiele regionów utrzymuje lotniska regionalne i dopłaca do nich gigantyczne pieniądze, a my mamy w Krakowie największe i przed pandemią najszybciej rozwijające się lotnisko regionalne, które generuje ruch turystyczny, napędza gospodarkę w metropolii krakowskiej i całym regionie, płaci podatki. Powiedzmy sobie także szczerze: nie byłoby w Krakowie tylu globalnych firm, gdybyśmy nie mieli takiego lotniska. Myślę, że samorząd województwa małopolskiego, który jest ważnym udziałowcem Kraków Airport, doskonale to rozumie i dlatego od zawsze stawia na rozwój lotniska i ten rozwój wspiera. Podobnie się ma rzecz z rozwojem infrastruktury kolejowej, pozwalającej coraz wygodniej dotrzeć do wielu atrakcji w naszym regionie.

Kolej w Małopolsce: Polregio bije kolejne rekordy

- Od zawsze jestem miłośnikiem kolei i zwolennikiem jej rozwoju, bo to jest najlepszy, najbardziej komfortowy, ekologiczny i potencjalnie najszybszy środek transportu na średnich dystansach, np. między Krakowem a wszystkimi miastami w Małopolsce, a także z terenu Krakowa i Małopolski do innych miejsc. Jeżdżę i widzę, że pociągi znowu się zapełniają.
Andrzej Siemieński, Dyrektor Polregio - Przewozy Regionalne sp. z o.o., Oddział Małopolski w Krakowie: - Coraz więcej Polaków, w tym Małopolan, przekonuje się do kolei. To poniekąd nieuniknione. Kolej musi się rozwijać, a w Małopolsce będzie się rozwijać szczególnie dobrze. Oczywiście, w pandemii przeszliśmy także przez potężny kryzys. Kolej nie jest może branżą tak wrażliwą jak hotelarstwo czy gastronomia, bo w najcięższych czasach woziliśmy Małopolan dojeżdżających do pracy, ale turyści w owym czasie całkowicie znikli, podobnie studenci i uczniowie, którzy przeszli na pracę zdalną, tak samo część pracowników wykonujących zawodowe obowiązki z domów. Ale pociągi Polregio cały czas kursowały.

- Zarząd Województwa podjął tutaj kluczową decyzję, że nie odwołujemy niczego.
Andrzej Siemieński: – Tak. Należeliśmy tu nielicznych regionów, które tak zrobiły. Ta decyzja okazała się nie tylko słuszna – w czasach pandemii w wielu miejscowościach przestały jeździć prywatne busy i kolej stała się jedynym środkiem transportu – ale i bardzo roztropna. Po totalnym spadku w 2020 roku, następny rok okazał się już znacznie lepszy. Muszę tu wspomnieć o roli, jaką odegrał bon turystyczny – nie tylko w obiektach hotelowych, czy restauracjach, ale też na kolei. Otóż na niektórych trasach, np. do Zatora, w 90 procentach jechały rodziny, które wykorzystywały bon turystyczny. Podobnie na Podhalu, podobnie na trasie do Krynicy. Powiedziałbym, że bon bardzo rozruszał całe towarzystwo. A w roku 2022 zobaczyliśmy już wyraźną poprawę.

- Jak dużą?
Andrzej Siemieński: - Normalnie w miesiącu przewoziliśmy około pół miliona podróżnych, z czego 250 tys. korzystało z biletów jednorazowych i tyle samo z okresowych. Tymczasem w czerwcu, lipcu i sierpniu 2022 sprzedawaliśmy 400 tys. biletów jednorazowych i od 210 do 215 tys. okresowych. Wiadomo, że tych drugich było mniej, bo w wakacje nie ma uczniów i studentów, ponadto część pracowników bierze urlopy. Natomiast pasażerów z biletami jednorazowymi przybyło około 150 tysięcy i my szacujemy, że oni się pojawili w ramach turystyki. Trend jest wzrostowy i mamy nadzieję, że on się utrzyma. Wzrost przewozów w tym roku w porównaniu z dobrym rokiem 2019 jest w granicach 17 procent. Już na koniec sierpnia 2022 zrobiliśmy lepszy wynik niż za cały rok 2020 i 2021. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to poziom z 2019 r. przekroczymy w połowie października.

- Pomagają wam wysokie ceny paliw?
Andrzej Siemieński: - Owszem, to jest czynnik motywujący mieszkańców do korzystania z pociągów. Zwłaszcza, że Taryfa Małopolska jest naprawdę bardzo tania.

- Ceny są niższe niż w autobusach na tej samej trasie.
Andrzej Siemieński: - To prawda. Ale – powtarzam – widzimy również duży napływ turystów. Wszystko to prowadzi do renesansu kolei. To zjawisko występuje we wszystkich krajach zachodnich. Jest pewne, że transport kolejowy będzie się rozwijał. A już na 100 procent on się będzie rozwijał w Małopolsce, gdzie mamy w tej chwili największe w historii nakłady na modernizację i rozbudowę infrastruktury, torów i dworców, oraz na zakup nowego taboru. Można rzec, że z powodu totalnego zakorkowania miast i braku miejsc parkingowych oraz różnych ograniczeń, jak strefy transportu, lobby samochodowe traci argumenty. Natomiast kolej zyskuje.

- Wiele zależy od siatki połączeń i czasu przejazdu.
Andrzej Siemieński: - Jasne, że teraz trwają remonty, co wydłuża podróż na różnych trasach, np. z Krakowa do Oświęcimia. Ale nie zmienia to faktu, że kolej ma na takich trasach największy sens, podobnie zresztą jak na trasach podmiejskich. W większości kierunków idą już teraz dwa tory, w stronę Tarnowa wychodzimy właśnie czterema torami, podobnie w kierunku Balic i na Katowice. Remonty komplikują życie przewoźnikom, jak my, ale one się skończą za 2, 3, może 4 lata. I potencjał przewozów na tych trasach zostanie uwolniony. Kiedy kilka lat temu ruszyła tzw. kolej podhalańska, Nowy Targ-Zakopane, pociągi kursowały co 40 minut i ludzie chętnie nimi jeździli. Skorzystały na tym stacje pośrednie, Szaflary, Poronin, bo turyści mając takie połączenie doszli do wniosku, że nie muszą wcale mieszkać w samym Zakopanem, tylko mogą wynająć fajną, a tanią kwaterę kawałek wcześniej. Teraz tam jest remont, ale on się skończy i ruch turystów wróci. Podobnie sprawdza się relacja Nowy Sącz – Piwniczna. Doliną Popradu jeździ chętnie masa turystów.

Kazimierz Barczyk: - My, jako Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski, upominamy się też od kilkunastu lat o rozwój szybkiej kolei aglomeracyjnej. To jedyny sposób na odkorkowanie Krakowa, przez które mnóstwo ludzi traci bardzo dużo czasu. A zarazem coś, co pomoże nie tylko mieszkańcom - pracownikom, studentom, uczniom – ale i turystom – tak, jak to jest w innych europejskich miastach.

Turystyka w Małopolsce w 2022 roku: wojna u sąsiadów i inne nieszczęścia. Skąd wykrzesać optymizm?

- Panowie, uporaliśmy się z pandemią, jedni zyskali, inni jeszcze z niej nie wyszli, ale walczą, a tymczasem dopadł nas kolejny kryzys: wojna w Ukrainie. Po bestialskiej napaści Rosji na sąsiadów, mnóstwo gości, którzy zarezerwowali wcześniej miejsca w krakowskich obiektach turystycznych, odwołało te rezerwacje. Połowa zrezygnowała w pierwszych tygodniach wojny, w okresie największej niepewności i zarazem największego napływu uchodźców. Rekord odwołań pobili Francuzi, potem Amerykanie i Kanadyjczycy, wreszcie Włosi i Brytyjczycy. Turyści z tych krajów odwołali wtedy od jednej trzeciej do blisko połowy rezerwacji… Najbardziej wstrzemięźliwi okazali się Słowacy, Czesi i Węgrzy, którzy poniekąd jadą z nami na jednym wózku…

Grzegorz Biedroń: - Może panów zaskoczę, ale powiem coś optymistycznego. Republika Federalna Niemiec przeżyła swój najbardziej dynamiczny rozwój dokonując cudu gospodarczego w warunkach nieomal wojennych. W głębi terytorium niemieckiego stacjonowały wojska sowieckie, setki tysięcy żołnierzy z rozmieszonymi taktycznymi ładunkami jądrowymi i rakietami w gotowości do odpalenia. Napięcia między Zachodem a Blokiem Wschodnim były ogromne, otarliśmy się o wojnę atomową. Nie przeszkodziło to Niemcom zachodnim odnieść spektakularnego sukcesu gospodarczego. Oczywiście my jesteśmy w fazie dynamicznej konfliktu, ale nawet w tej sytuacji nie powinniśmy zapominać o wizerunku.

- Czyli?
Grzegorz Biedroń: - Musimy wspólnie popracować nad wizerunkiem Polski w świecie. Odnieśliśmy w ciągu ostatnich 30 lat ogromny sukces gospodarczy. Oczywiście, wszyscy krytykujemy, co było i jest. Ale obiektywna prawda jest taka, że to, czego dokonaliśmy, powinno być przykładem pokazywanym na całym świecie jako sukces. A mało kto o tym wie. W Europie Zachodniej nadal jesteśmy często odbierani jako element wschodni. Może nie zadają już nam pytań, czy mamy lodówki lub telewizory, ale wciąż brak nam wizerunku kraju nowoczesnego, co przekłada się wprost na wyobrażenia turystów zagranicznych oraz partnerów biznesowych.

- Zatem potrzebna jest umiejętna promocja.
Grzegorz Biedroń: - Ona jest absolutnie niezbędna, wręcz fundamentalna. Mówię tu o wydatkach województwa, ale przede wszystkim o promowaniu Polski przez agendy rządowe, jak Polska Organizacja Turystyczna. Myśmy w Polsce przez lata wydawali na promocję turystyczną kraju cztery razy mniej niż Czechy. A Czechy to jest kraj cztery razy mniejszy od nas.

- W przeliczeniu na liczbę mieszkańców wydawaliśmy zatem 16 razy mniej niż oni…
Grzegorz Biedroń: - I to w dużej mierze wyjaśnia, dlaczego Praga jest tak popularnym miejscem dla turystów. Nie mają wysokich gór, nie mają morza, ale mają bardzo wielu turystów zagranicznych. Cieszy więc to, że ministerstwo i Polska Organizacja Turystyczna planują wydać w roku przyszłym więcej pieniędzy. Ale do odrobienia straconych lat w budowaniu wizerunku jest jeszcze bardzo wiele.

- Igrzyska europejskie pomogą?
Grzegorz Biedroń: - To jest duża szansa. Ale nie wystarczy świetnie przygotować to wydarzenie. Trzeba je jeszcze umiejętnie sprzedać w mediach i wykorzystać to do budowania wizerunku kraju, promocji turystyki. To podejście ma, niestety, kontestatorów. Mnie czasem ręce opadają, kiedy np. robię misję gospodarczą, by promować Małopolskę w Dubaju - i potem mamy turystów z Dubaju, a mimo to część obserwatorów komentuje, że „radny sobie poleciał na wycieczkę do Dubaju, bo chciał zobaczyć egzotykę”. Jak mamy mieć turystów ze Zjednoczonych Emiratów, z Chin, ze Stanów, jeżeli nie będziemy tam jeździć i promować miasta i regionu?

- Realizujecie wspólnie z Krakowem i województwem świetny projekt: Małopolska cel podróży. Pozyskaliście na to środki unijne.
Grzegorz Biedroń: - Tak, ale proszę sobie wyobrazić, że też spotykam się z zarzutem, że może lepiej było przeznaczyć te pieniądze na drogi albo na jakiś budynek.

- A ci komentatorzy nie rozumieją, że dzięki tym pieniądzom przyjadą turyści, którzy wygenerują pieniądze na tysiąc dróg i budynków?
Grzegorz Biedroń: - Mnie się to wydaje oczywiste, ale dla niektórych pieniądze zainwestowane w budowanie wizerunku Małopolski, to są pieniądze zmarnowane.

- Mówimy tu słusznie o konieczności promocji turystyki. Równocześnie jednak w tej turystyce, w zakwaterowaniu i gastronomii, nastroje przedsiębiorców znów zaczynają być podłe. Może jeszcze nie tak, jak w szczycie pandemii, ale gorsze niż w globalnym kryzysie finansowym dekadę temu. Sen z powiek spędzają koszty, nowe rachunki za energię elektryczną i ogrzewanie zwalają z nóg. Ludzie grożą zamykaniem biznesów.
Grzegorz Biedroń: - Ten problem pojawił się w Europie już wiosną. Kiedy rozmawiałem wówczas z przedstawicielami branży we Włoszech, ci pytali mnie, czy wszystkie hotele w Polsce się otwarły. Bo tam część obiektów w okresie zimowym czy wiosennym stała zamknięta ze względu na wysokie ceny energii. Dziś sytuacja na rynku energii i surowców energetycznych jest skrajnie rozchwiana. Np. cena hurtowa energii elektrycznej w Polsce wynosi 100 euro, w Niemczech 200 euro, na Słowacji 230 euro, a równocześnie firmy energetyczne proponują kontrakty na kolejny rok po 2000, a nawet 3000 zł. Z tym sobie nie poradzi żaden przedsiębiorca – ani hotelarz, ani restaurator, ani właściciel wyciągu narciarskiego. Wydaje się, że rząd powinien to ukrócić jak najszybciej.

- Przedsiębiorcy mówią, że bez takiej interwencji ciężko będzie im przetrwać tę zimę.
Grzegorz Biedroń: - Wierzę w to, że Polska i cała Europa zapanuje nad chaosem i wyjdzie z tego kryzysu bardzo wzmocniona. Znajdziemy innych dostawców surowców, zwiększymy szybko udział źródeł odnawialnych i ceny energii spadną. W najcięższych chwilach optymizm jest potrzebny, bo jeżeli ktoś z góry zakłada katastrofę, to znowu nie będzie dawał umów długoterminowych dla pracowników i potem, kiedy nagle okaże się, że turyści jednak są, krajowi i zagraniczni, to nie będzie miał kto tych turystów obsługiwać. Dlatego – wierząc w ostateczne zwycięstwo Europy – kontynuujemy budowanie wizerunku Polski i Małopolski. Program Małopolska cel podróży rozwija się z każdym tygodniem w krajach zachodnich. Dołączymy do tego promocję igrzysk europejskich.
Kazimierz Barczyk: - Mamy do czynienia z bardzo ciężkim kryzysem spowodowanym przez barbarzyńską agresję Rosji na Ukrainę i imperialną politykę Kremla. Skokowy wzrost cen energii, gazu, węgla to jest coś, czego żaden przedsiębiorca w branży turystycznej w Polsce i Europie, nie uniesie. Dlatego wszędzie rządy interweniują.

- Niemiecki zapowiedział, że wyda na walkę z kryzysem energetycznym 200 miliardów euro. To więcej niż wszystkie wydatki polskiego budżetu państwa…
Kazimierz Barczyk: - To oddaje skalę problemu. Niespotykana od II wojny inflacja w Europie, także w strefie euro, oraz w Ameryce, gigantyczny wzrost kosztów, prowadzi do niebywałych zawirowań i zagraża cywilizacji europejskiej. Także znakomita passa Polski, dynamiczny rozwój przez 30 lat, może zostać przerwana. Dlatego tak ważne jest wsparcie dla samorządów, które muszą ogrzać i oświetlić szkoły, przedszkola, przychodnie, szpitale, obiekty kultury, oraz dla przedsiębiorców, którzy bez tego wsparcia zwiną lub zawieszą biznesy. Hotele, restauracje opustoszeją jak terminal krakowskiego lotniska tuż po wybuchu pandemii. A wtedy grozi nam wszystkim ciężka i bardzo bolesna recesja, która z kolei otworzy drogę do politycznych rewolucji ze strony skrajnej lewicy i skrajnej prawicy. Wtedy Putin wygra. Unia Europejska musi w tych warunkach działać solidarnie i skutecznie. Chwała Bogu, mamy wsparcie Ameryki, która jest bardzo mocno zaangażowana.

- Przedsiębiorcy też nie siedzą bezczynnie. Na masową skalę inwestują w fotowoltaikę, pompy ciepła, ocieplają obiekty, wprowadzają systemy podnoszące efektywność energetyczną. A wszystko, żeby się uwolnić z pętli uzależnienia od drogich dostawców - monopolistów.
Kazimierz Barczyk: - Sam mam fotowoltaikę i pompę ciepła. Świetnie się sprawdza, pod warunkiem, że sieć energetyczna działa poprawnie. A nie działa, bo jest potwornie niedoinwestowana. W ciągu ostatniego roku moc paneli fotowoltaicznych zamontowanych na polskich dachach, głównie przez gospodarstwa domowe, ale też przedsiębiorców, podwoiła się.

- To już ponad 10,5 GW, gdy łączna moc wszystkich elektrowni opartych na węglu kamiennym wynosi 25 GW.
Kazimierz Barczyk: - Właśnie, plany na rok 2045 dotyczące fotowoltaiki zrealizowaliśmy w 2022. I bylibyśmy jeszcze dalej z instalacją źródeł odnawialnych, gdyby nie stan sieci, który uniemożliwia przyłączenia. To trzeba zmienić, bo to – jak widać - ma silny wpływ na całą gospodarkę, w tym turystykę.

- A warto w tych dziwnych i niepewnych czasach kontynuować rozbudowę lotniska?
Radosław Włoszek: - To oczywiste. Nie mam tu żadnych wątpliwości. Po pierwsze, mam nadzieję, że Ukraina wygra tą wojnę, a wspominany przez niektórych scenariusz atomowy nigdy się nie spełni. Powtarzam: pokój dla świata jest dziś kluczowy dla gospodarki, zwłaszcza turystyki i lotnictwa cywilnego. Natomiast niezależnie od tego wszystkiego – lotnisko działa i będzie działać. I my je rozbudujemy dla obecnych i następnych pokoleń. Protesty, jakie się przy takich okazjach pojawiają, są czymś naturalnym w świadomych społeczeństwach. Ludzie pragną zabezpieczyć swoje prawa. Paradoks polega na tym, że wielu ludzi nie chce lotniska, spalarni czy drogi S7 w pobliżu swojego tomu, a zarazem wszyscy chcą korzystać z lotniska i taniej energii ze spalarni oraz jeździć trasami szybkiego ruchu. Staramy się uczciwie rozmawiać o tym z mieszkańcami, proponując rozwiązania jak najbardziej przyjazne sąsiadom i środowisku.

- Nie wspomnieliśmy jeszcze o jednej bardzo ważnej zmianie: społeczeństwa Zachodu szybko się starzeją, polskie - najszybciej w Europie, co oznacza, że i turyści są coraz starsi.
Radosław Włoszek: - To był jeden z tematów wrześniowego Szczytu Międzynarodowej Rady Portów Lotniczych, czyli ACI Customer Experience Global Summit, jednego z najważniejszych na świecie wydarzeń w branży lotniczej, zarówno dla pracowników, jak i podróżujących. Byliśmy gospodarzem tej konferencji, a zjechali do nas absolutnie topowi eksperci i przedstawiciele branży z całego świata, co było doskonałą okazją nie tylko do wymiany opinii i doświadczeń, ale i do promocji Krakowa i Małopolski oraz Polski na arenie międzynarodowej. Wracając do osób starszych – cała branża turystyczna musi wziąć pod uwagę zjawisko starzenia się turysty, dostosować usługi i infrastrukturę do rosnącej grupy osób wymagających wsparcia, także o różnym stopniu niepełnosprawności.

- I bierze?
Radosław Włoszek: - Branża wykazała się w pandemii umiejętnością współpracy i elastycznego reagowania na szybkie zmiany sytuacji, więc ja długoterminowo jestem spokojny o jej rozwój. Natomiast krótkoterminowo musimy przyjąć do wiadomości, że będziemy się musieli mierzyć przez najbliższe miesiące z wysokimi kosztami, które będą przekładane na ceny. Na razie nie wiemy, jaki jest poziom, do którego klient będzie chciał kupić bilet… Równocześnie wciąż narażeni jesteśmy na skutki decyzji politycznych oraz gospodarczych. W kierunkach podróżowania wiele zmienił Brexit. Restrykcyjna polityka Chin wobec covid też wywołuje określone reperkusje: zamknięcie tak potężnego rynku lotniczego zaburza całkowicie rynek lotniczy, a więc turystykę w wymiarze światowym. Kursy walut też mają wpływ...

Pociąg do wszystkich atrakcji w Małopolsce

Andrzej Siemieński: - Oczywiście najbliższe dwa lata, dwie zimy, ze względów energetycznych, będą bardzo trudne, ale ja wierzę, że Europa, cały wolny świat, poradzi sobie z tym problemem, bo nie z takimi problemami sobie radziliśmy. Równie silnie wierzę w rozwój kolei w Małopolsce. Mamy już teraz dobrą ofertę przewozów do Tarnowa, pociągi jeżdżą na tej trasie co pół godziny. Podobnie do Miechowa. I do Katowic. I – jak się skończy remont - do Oświęcimia, do wyboru, przez Trzebinię lub Zator. Jest kwestia zwiększenia liczby połączeń do Zakopanego, do Krynicy, do Wadowic. Teraz w Małopolsce jeździmy w granicach 7,5 do 8 milionów pociągokilometrów. Śmiem twierdzić, że w 2028 - 2030 roku to będzie 15 milionów pociągokilometrów. Pamiętajmy o linii do Myślenic, o łącznicy przez Szczakową, którą już jeździmy na Olkusz, ale możemy jeździć szybciej. Jest pomysł reaktywowania Niepołomic. Do tego droga okrężna wokół Krakowa, czyli mała obwodnica i duża obwodnica. Te 15 milionów w 2030 roku jest zatem jak najbardziej do zrobienia.

- A co z jakością składów? Wiele tych, którymi jeżdżę, pamięta naprawdę dawne czasy…
Andrzej Siemieński: - Tu też pozostaję optymistą, dlatego, że Polregio szykuje się do zakupu 200 elektrycznych zespołów trakcyjnych. Przetarg już jest ogłoszony, konsultacje techniczne są zrobione z producentami taboru - wchodzą w grę polscy producenci. To jest przedsięwzięcie warte 6 miliardów złotych, a więc największy zakup w historii i największy kontrakt w Europie. Z tych 200 pojazdów na pewno 25 przyjdzie do Krakowa. To w najbliższej przyszłości, bo w tej nieco dalszej rozwinie się zapewne infrastruktura wodorowa. Jedna lokomotywa na wodór już w Polsce jeździ. Przy takim postępie technicznym i skali inwestycji Małopolska będzie się rozwijać w obszarze komunikacyjnym bardzo mocno. Społeczeństwo tego oczekuje. Skorzystają na tym wszyscy: i mieszkańcy, bo uwolnią się od korków, i turyści, bo dotrą szybko i komfortowo koleją do większości atrakcji w Małopolsce.

Turystyka w Krakowie i Małopolsce: dokąd pędzi rollercoaster? Hotele, restauracje, lotnisko, kolej w epoce kolejnych kryzysów. Damy radę?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski