Ucieczka z płonącej rzeki

Redakcja
Jak to się robi w Ameryce (3)

ZBIGNIEW BARTUŚ

ZBIGNIEW BARTUŚ

Jak to się robi w Ameryce (3)

Myślenie było proste: żeby zarobić milion dolarów, trzeba zbudować wielki piec, szyb, albo taśmę produkcyjną. Stawiać kominy. Zatrudniać tysiące ludzi, najlepiej tanich imigrantów. To myślenie obowiązywało aż do końca lat 60., mimo sygnałów ostrzegawczych.

Gdyby Neil Armstrong poleciał w kosmos miesiąc wcześniej, spacerowałby po Księżycu akurat w momencie, gdy jego rodzinne miasto przeżywało największy dramat w historii. Był czerwiec 1969 roku. Przepływająca przez Cleveland rzeka Cuyahoga... eksplodowała i stanęła w płomieniach. W całych Stanach żartowano potem, że "w Ohio podpalili rzekę, żeby ich ziomek mógł ją dostrzec z Księżyca".
Na przełomie lat 60. i 70. Cleveland - mekka wielkiego amerykańskiego przemysłu, ośrodek nauki (NASA) i superbiznesu, w którym fortuny dorobił się sam John D. Rockefeller - stał się pośmiewiskiem Ameryki, wykpiwanym w dowcipach i spadającym błyskawicznie w rankingach atrakcyjności miast. Na samo dno.
 Słowo "dno" używane było wtedy w przeróżnych znaczeniach. Nikt nie mógł dostrzec dna Cuyanogi, ani jeziora Erie, do którego ona wpada, ani w ogóle żadnego z Wielkich Jezior; stały się one ogromnymi zbiornikami ścieków przemysłowych. Dna nie mogli też dostrzec analitycy koniunktury w sztandarowych branżach Cleveland: przemyśle maszynowym, samochodowym, oponiarskim, a zwłaszcza hutnictwie, w którym pracowało ponad 40 tysięcy ludzi. Upadek był szybki, po masowych zwolnieniach stopa bezrobocia sięgnęła 25 proc. Słynna niegdyś uliczka milionerów, Millionares Row, już od pewnego czasu popadająca w ruinę, stała się miejscem podłym i niebezpiecznym...
 Analitycy prestiżowego magazynu Forbes wyrzucili okręg Cleveland poza drugą setkę regionów, w których warto żyć i inwestować. Ludzie, zwłaszcza wykształceni, zaczęli masowo uciekać. Zamykano fabryki. Pozostał krajobraz po przemyśle rozkwitłym w czasach, gdy dbałość o środowisko nie była przesadnie popularna. "Czy to piekło? Nie, to Cleveland" - odnotował przygnębiony reporter wpływowej "Chicago Tribune".
 - Przemysł, zwłaszcza ciężki, przeżył wtedy silny wstrząs, a okręgi takie jak nasz, z głównych centrów rozwoju w kraju przemieniły się nagle w "ośrodki problemowe", wymagające głębokich reform i totalnej rewolucji w myśleniu - wspomina William C. Bernard, jeden z redaktorów największego dziennika w stanie Ohio, "The Plain Dealer" - Sytuacja była taka, jak u was na Śląsku, gdzie jest podobna koncentracja zakładów przemysłu ciężkiego, wydobywczego i ciężkiej chemii (red. Bernard słyszał o tym, bowiem jeden z koncernów z Cleveland zainwestował w śląskie huty - przyp. ZB). Trzydzieści lat później to, co wydawało się wtedy niemożliwe, stało się faktem. Cleveland przestał być "ośrodkiem maszyn i stali", uciekł od zabójczej monokultury. Stał się miastem wysokich technologii, zaawansowanej medycyny na światowym poziomie (zwłaszcza kardiologii), która zatrudnia już ponad... 150 tys. osób, odkryć naukowych (tu stworzono sztuczny chromosom ludzki) oraz - sztuki i doskonałej rozrywki.
 Sierpniowy sobotni wieczór. Zza hałd popiołów i żużlu, jota w jotę takich jak w Chorzowie i Rudzie Śląskiej, wyłania się olśniewający widok. Smukłe, wspaniale oświetlone wieżowce, ulokowane z głową, rysują na horyzoncie nadzwyczajny krajobraz. Przecinająca miasto na pół śliczna ulica 9. Biegnie do jeziora, nad którym pobudowano zapierające dech w piersiach obiekty: piramidę Rock'n'Roll Hall Of Fame i futurystyczne Centrum Nauki Wielkich Jezior. Za plecami - w porcie - parowiec - muzeum i łódź podwodna. Nieopodal na pagórku - połyskujący wielkimi neonami nowy stadion futbolowy. Browns grają z sąsiadami. Na stadionie tłum. Echo niesie okrzyki kibiców po porcie i krystalicznie dziś czystych wodach Erie. Po niebie co chwilę śmigają odrzutowce i helikoptery. Nad nami sunie rozświetlony tysiącami żarówek sterowiec Goodyeara. Nagle - po obu stronach stadionu - strzelają w niebo kolorowe ognie sztuczne. Z okazji zwycięstwa. Widok jak z bajki...
 "Czy to raj? Nie, to Cleveland" - napisze jutro zachwycony reporter "Chicago Tribune"...

Granice wyobraźni

 Historia Cleveland była zawsze historią przemysłu. Przez 170 lat Cleveland znaczył tyle, co "miasto kominów". Przez 170 lat najbardziej charakterystycznymi ludźmi w regionie byli: górnik i hutnik, a zaraz za nimi - oponiarz i samochodziarz. Przez 170 lat miejscowe rodziny zdążyły do szpiku przesiąknąć tradycją, zgodnie z którą syn hutnika zostawał hutnikiem, a syn mechanika - mechanikiem. Przez 170 lat imigranci z Europy - głównie z Niemiec i Polski - przybywali tu, by znaleźć ciężką, ale dającą szansę na godziwe życie pracę w jednej z dymiących fabryk. Więc przeciętnemu mieszkańcowi nie mieściło się w głowie, że może być inaczej.
 Co gorsza, nie mieściło się to również w głowach tych, którzy przez lata robili tu biznes, tworząc dziesiątki tysięcy miejsc pracy. W XIX wieku Cleveland stał się światowym centrum przemysłu hutniczego i stoczniowego. Wytwarzał jedną piątą amerykańskiej stali. Więc kolejni biznesmeni chcieli zbijać swe fortuny na stali i okrętach. Nieopodal Cleveland, w niewielkim Akron, wyprodukowano więcej opon niż gdziekolwiek na świecie. Kolejni biznesmeni chcieli zbijać fortuny na oponach. Rockefeller, który założył w Cleveland Standard Oil Company, stał się najbogatszym człowiekiem Ameryki dzięki ropie. Kolejni łowcy fortun próbowali stawiać szyby...
 Myślenie było proste: żeby zarobić milion dolarów, trzeba zbudować wielki piec, szyb, albo taśmę produkcyjną. Stawiać kominy. Zatrudniać tysiące ludzi, najlepiej tanich imigrantów. To myślenie obowiązywało aż do końca lat 60., mimo sygnałów ostrzegawczych. Pierwsi zreflektowali się jednak nie ekonomiści, lecz... badacze środowiska naturalnego. W latach 60. stwierdzili, że jezioro Erie obumiera. Nikt nie chciał słuchać. Przemysłowcy komentowali, że "ekolodzy już od półwiecza straszą klęską, a nic przerażającego się nie wydarzyło". Wkrótce potem Cuyahoga stanęła w płomieniach z powodu niespotykanego nagromadzenia chemikaliów...
 Wywołało to burzliwe protesty nie tylko ekologów, ale i zwykłych mieszkańców. Powstał program oczyszczenia rzeki i jeziora. W ciągu 20 lat tylko z lokalnych środków (głównie biznesu) przeznaczono na ten cel ponad 10 mld dolarów.
 - Ci, którzy postanowili dać pieniądze na rewitalizację środowiska, nie zrobili tego li tylko dlatego, że bolało ich, iż w Cuyanodze i Erie nie da się znaleźć żywej ryby, ale głównie dlatego, że wizerunek Cleveland zaczął odstraszać inwestorów, turystów oraz imigrantów, którzy latami wzbogacali miasto - mówi William Miller z "Plain Dealera". - Nagle zaczęliśmy być postrzegani jako gospodarczy skansen. Opanowany przez monopole dzierżące fabryki - molochy i przez roszczeniowo nastawione związki zawodowe. Odstraszało to potencjalnych inwestorów, zwłaszcza z Dalekiego Wschodu, którzy wkroczyli na rynek USA z odmiennymi standardami pracy, wymaganiami co do jakości, wydajności, wszystkiego... Japończycy zaczęli bić na głowę nasze fabryki. Kryzys naftowy spowodował wzrost zainteresowania oszczędnymi japońskimi autami. Więc w Cleveland, drugim po Detroit ośrodku motoryzacyjnym w USA (m.in. zakłady Forda), poszły na bruk tysiące robotników. Amerykanie zaczęli używać na masową skalę opon radialnych. Więc tradycyjne, olbrzymie zakłady w Akron znalazły się w tarapatach.
 Okręg Cleveland, który kiedyś brylował w innowacyjności i zarzynał innych, nie wytrzymał konkurencji. Płonąca rzeka to był początek pasma nieszczęść, a z propagandowego punktu widzenia - bo wszyscy zaczęli nas z nią kojarzyć - gwóźdź do trumny. Teraz pozostało nam jedynie pochować trupa i patrzeć na masową emigrację z okręgu, albo... doprowadzić do zmartwychwstania. Uciec od rozpowszechnionego w całym kraju stereotypu "stanu i miasta Płonącej Rzeki".
 _- Wszyscy - od menedżera po robotnika - zrozumieli, że minął czas dominacji przemysłu ciężkiego, że światowa gospodarka wkracza w nową fazę, że trzeba się przestawić na nowe branże i technologie, zróżnicować działalność gospodarczą -_ opowiada Charles Webb z Korporacji Rozwoju Obszaru Cleveland.
 W Polsce podejmowano akurat decyzję o budowie siedmiu nowych kopalń i Huty "Katowice"...

Wespół w zespół

 Jeśli nie wielkie piece i hałdy, to co? Zróżnicować działalność gospodarczą? Przyciągnąć inwestycje? Pobudzić miejscową przedsiębiorczość? Jak to zrobić przy tak fatalnych notowaniach regionu wśród inwestorów, finansistów i w mediach?
 Opracowaniem programu, obok władz lokalnych, zajęli się przedsiębiorcy skupieni w Stowarzyszeniu Rozwoju Wielkiego Cleveland. To największa w Stanach izba handlowa, skupiająca w tej chwili ok. 16 tys. podmiotów. Liderzy izby podkreślają, że swój wielki sukces zawdzięcza Cleveland wielkiej solidarności przedsiębiorców, przyłączaniu się do stowarzyszenia kolejnych podmiotów i ich wspólnemu działaniu. - Mówiąc górnolotnie, Cleveland stał się miejscem, gdzie ludzie podali sobie ręce, by wspólnie dokonać wielkich zmian - komentuje Charles Webb.
 Izba uruchomiła wiele pionierskich programów dla przedsiębiorców i pomagała wdrażać je w poszczególnych firmach i całych okręgach, wychodząc z założenia, że restrukturyzacja dotyczy nie tylko samych zakładów pracy. Dosłownie każda firma i każda miejscowość (dzielnica) zrealizowała skuteczny program szkoleń dla pracowników i ich rodzin. W Cleveland dopracowano m.in. Programy Dostosowania Przemysłowego (PDP) dla restrukturyzowanych lub zamykanych fabryk (np. hut) oraz miejscowości (dzielnic), w których one działają (działały). PDP pojawiły się ostatnio również w Polsce - ich autorzy, mający za sobą doświadczenia w restrukturyzacji "regionów problemowych" w Stanach, chcą służyć radą Ślązakom, trzebinianom, oświęcimianom.
 PDP polegają na wciągnięciu w proces przemian wszystkich lokalnych podmiotów: dyrekcji fabryk, związków zawodowych, szeregowych robotników, władz wojewódzkich, powiatowych i gminnych, biur pracy, ośrodków pomocy społecznej, poradni zawodowych, szkół, inkubatorów przedsiębiorczości, organizacji społecznych itp. - Chodzi o to, by od naturalnego szoku i buntu przeciwko zmianom doprowadzić ludzi do akceptacji reform - i znalezienia pracy w nowym podmiocie - mówi Charles Webb. PDP przyniosły w Cleveland świetny efekt: choć w porównaniu z rokiem 1980 zatrudnienie w produkcji zmalało z 600 do 300 tys. osób, bezrobocie w okręgu należy do najniższych w historii: 3 proc.
 Przy udziale Stowarzyszenia Rozwoju stworzono Kampanię na rzecz Nowego Cleveland (NCC), niezależną organizację non-profit, której głównym celem jest promocja nowego wizerunku miasta i blisko trzymilionowego okręgu. Promocja nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie było co promować. - Co zrobić, żeby miasto przestało odstraszać ludzi? - zastanawialiśmy się ćwierć wieku temu. Doszliśmy do wniosku, że Cleveland musi się odrodzić jak Feniks z popiołów. Dosłownie. Fizycznie - komentuje Webb. Władze lokalne przy wydatnym wsparciu przedsiębiorców z Izby, stosując system potężnych ulg, wyłożyły ogromne pieniądze na upiększenie miasta. Zaczęto od restauracji kilkuset budynków i głównych ulic w centrum. Ponieważ efekty okazały się zachęcające (w uporządkowanym mieście pojawili się inwestorzy reprezentujący nowe gałęzie gospodarki, m.in. biotechnologię, a za nimi przyszli inni, którzy zbudowali nowoczesne hotele i restauracje), postanowiono pójść za ciosem. Tylko w latach 1986-96 na upiększanie i modernizację centrum poszła połowa z 15 mld dolarów wyasygnowanych na projekty rozwojowe w Wielkim Cleveland. Większość z nich finansowana była wspólnie - ze środków publicznych i prywatnych.
 - Zapyta ktoś: jaki interes mają prywatni biznesmeni w ładowaniu pieniędzy w jakieś budynki użyteczności publicznej, muzea, miejskie alejki, lampy itp.? Ano, okazuje się, że wszystkim nam po prostu bardzo się to opłaca. Bo piękne miasto z atrakcjami przyciąga ludzi i nakręca koniunkturę na lokalnym rynku - uśmiecha się Webb.
 Cleveland - zjednoczywszy wszystkie lokalne siły - stoczył na początku lat 90. morderczą walkę o ulokowanie w nim Rock'n'Roll Hall Of Fame. Przebiło innych kandydatów nie tylko tym, że pojęcie rock'n'roll narodziło się właśnie tutaj (stworzył je dyskdżokej Alan Freed), ale i futurystycznym projektem światowej sławy architekta I.M. Peia. Ukończona w 1995 roku kosztem 92 mln dolarów sześciokondygnacyjna szklana piramida muzeum (w stylu paryskiego Centrum Pompidou) jest dziś dla fanów rock'n'rolla - i w ogóle współczesnej muzyki - najfantastyczniejszym miejscem na świecie. Równie atrakcyjne - zwłaszcza dla miłośników najnowszych odkryć i technologii - jest sąsiednie Centrum Nauki.
 Nieopodal, nad czyściutką Cuyahogą, pobudowano centrum restauracyjno-rozrywkowe. Za ponad pół miliarda dolarów postawiono imponujące centrum sportu (stadion do baseballu, hala hokeja i koszykówki) i wielki stadion futbolowy. Odnowiono też Centrum Sztuki i Rozrywki (dziś drugie w USA pod względem wielkości), z licznymi teatrami, baletem, operą, a także wiele innych historycznych obiektów (m.in. siedzibę orkiestry uważanej za najlepszą w USA). Wpływy z turystyki wzrosły siedmiokrotnie i wciąż rosną. Uroki miasta przyciągają pieniądz. Pieniądz pozwala czynić miasto jeszcze bardziej uroczym.
 Równocześnie, nie żałując środków, NCC przypuściła prawdziwy szturm na wpływowe media w kraju: od gazet, przez telewizję po Internet. - Rzetelna informacja! Zwraca się wszystkim z nawiązką -_ przekonywał Charles Webb. I oto Cleveland powrócił do grona 10 najatrakcyjniejszych miast wg magazynu Forbes.
 -
A czemu nie usuwamy tych olbrzymich hałd popiołów i żużla znad Cuyanogi? - zastanawia się Webb. - No, pewnie bez nich byłoby estetyczniej. Ale to w końcu nie jest Disneyland. To jest prawdziwe miasto, które poradziło sobie z poplątaną historią._
 Poza tym turyści podkreślają, że hałdy są bardzo romantyczne...

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie