Uliczni artyści

Redakcja
Na ulicach większych miast, szczególnie tych które odwiedzają turyści, coraz częściej można dostrzec ulicznych artystów. Muzycy i śpiewacy, mimowie i malarze, aktorzy teatralni i amatorzy oferują nam swój talent, w zamian za kilka groszy. Zaludniają oni ulice i place, parki, skwery, przystanki, a nawet tramwaje lub autobusy.

Są we Wrocławiu, Warszawie, Pradze, nad Canale Grande w Wenecji, czy bostońskim metrze lub nowojorskim Central Parku

Bach, Schubert...

 Przystańmy na chwilę przy nich. Oto nadchodzi dwójka muzyków. Przystają na rogu ulicy, rozkładają pulpity z nutami, wyjmują z futerałów instrumenty i rozpoczynają koncert. Melodie Bacha, Schuberta, Mendelssohna, splatają się z gwarem ulicy i odgłosami komunika- cji. Nieco dalej inny muzyk. Ten nie gra utworów klasycznych, lecz jazzowe standardy, wspomagając dźwięki gitary kolumną głośnikową.
 Tuż przy krakowskich Sukiennicach grają, ubrani w barwne stroje i grający na instrumentach, których rodowód sięga jeszcze czasów przedkolumbijskich, Indianie z Ameryki Południowej. Ale muzykę etniczną grają nie tylko Indianie, lecz także i inni wykonawcy. Może to być młoda dziewczyna z bandurą, z której płyną kresowe melodie, albo Cygan przygrywający na cymbałach, kataryniarz w fantazyjnym stroju, czy też ukraiński zespół grający i śpiewający kozackie pieśni lub członkowie ruchu Hare Krishna, ubrani w kolorowe szaty i grający na hinduskich instrumentach.
 Kilka ulic dalej usłyszeć możemy dostojne tony gregoriańskich chorałów. Śpiewa je kilkuosobowy chór, perfekcyjnie wykonujący na głosy tę trudną muzykę. Robią to a capella, bez akompaniamentu, tak jak nakazują przepisy liturgiczne.

Żywe pomniki

 Nieopodal możemy zobaczyć stojące w co bar- dziej uczęszczanych miejscach "żywe pomniki", czyli mimów obojga płci, prezentujących przechodniom swoje umiejętności. Przebrani za klownów, antyczne posągi, czy też dawnych błaznów, stoją nieruchomo lub wykonują w zwolnionym tempie kilka ruchów. Zazwyczaj są to ukłony, czy też inna forma pozdrowienia osoby, która wrzuci datek do stojącej w pobliżu skarbonki.
 Obok rozłożyli się malarze i karykaturzyści. Jedni oferują rysowane piórkiem wido-ki miasta i jego najważniejszych zabytków, inni w kilkanaście minut namalują nasz portret lub karykaturę. Ich warsztat pracy to papier, karton, pastele, tusz oraz plażowe krzesełko, na którym sadzają modela.
 Przy parkowych alejkach i na skrawkach chodnika rozłożyli się inni malarze. Za pomocą kolorowej kredy, malują swe dzieła wprost na asfalcie alejki, czy płycie chodnika, nie zwracając uwagi na przechodniów, mijających ich dzieła.
 Tu i ówdzie można też zobaczyć rzeźbiarzy, oferujących przechodniom maski, figurki, krzyżyki i amulety, wycięte z drzewa lub kawałków kory.
 Jeśli mamy szczęście, możemy trafić na uliczny spektakl profesjonalnego teatru, który przyjechał do miasta na gościnne występy lub przegląd teatrów ulicznych. W takim przypadku zobaczymy popisy aktorów, szczudlarzy, mimów, akrobatów, żonglerów, współtworzących wraz z aktorami uliczny spektakl.

Uciążliwe sąsiedztwo

 Czasami mieszkańcy zabytkowych części miasta, gdzie zazwyczaj koncentrują swe działania uliczni artyści, skarżą się na nieporządek i uciążliwe sąsiedztwo kapel lub solistów grających na rozmaitych instrumentach, lecz zazwyczaj obie strony są nastawione do siebie pokojowo. Wszak wszyscy uliczni artyści stanowią o lokalnym kolorycie miasta, a tradycja ich działalności sięga korzeniami średniowiecza, gdy po drogach wędrowali minstrele, kuglarze oraz wędrowne trupy teatralne i kaznodzieje z zakonów żebraczych.
 Jesienią i zimą artyści przestają występować. Na ulicach pozostają tylko nieliczni, ci, którzy nie mają innych szans na zatrudnienie np. w kabaretach, restauracji czy też kawiarni muzycznej. Są też i tacy, którzy przez cały rok uprawiają swą sztukę, nie zważając na pogodę, chroniąc się
od deszczu, śniegu i chłodu
w zacisza bram, czy zabytkowych arkad i podcieni. Tak czyni wielu malarzy i rzeźbiarzy, których postacie wrosły trwale w pejzaż miasta. Zaś ci, którzy z nadejściem jesieni opuścili ulice, w większości powrócą tu za rok, by znów prezentować nam swe umiejętności.
 Ulicznych artystów opisałem na podstawie moich obserwacji, zrobionych podczas wędrówek po Krakowie. Lecz podobnych mimów muzyków, czy malarzy spotykałem i w innych miejscach. Byli we Wrocławiu, Warszawie, Pradze, nad Canale Grande w Wenecji, czy bostońskim metrze lub nowojorskim Central Parku. Wystarczy, że tylko trochę zmienimy repertuar i wykonawców utworów muzycznych oraz dodamy nieco miejscowych realiów, lecz specyficzny nastrój i klimat ulicznej sztuki pozostanie na całym świecie taki sam.

ANDRZEJ NAZAR

Fot. Auto

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie