Urok włoskich plaż

JUS
Wyprawa pod patronatem "Dziennika"

- Kolejny dzień naszej wyprawy zaczyna się od pytania: "Dokąd dziś dojechać?" - piszą tarnowianie Rafał Płanik i Kuba Rodzaj, przemierzający Europę na rowerach w stronę włoskich wulkanów. - Po długich i burzliwych obradach postanawiamy przejechać ponad 130 km, by dotrzeć na słynne skaliste plaże, znajdujące się na południu Włoch.
Początkowo nasza droga biegnie wzdłuż morza, lecz bez widoku na nie, gdyż zabudowa plaż hotelami zasłania całe piękno okolicy. Dzięki temu nie zatrzymujemy się nigdzie, tylko równo jedziemy wytyczonym szlakiem. Po przejechaniu 30 kilometrów, droga - omijając półwysep - wchodzi w głąb lądu. Tu robi się ciekawiej - zaczynają się górki. Niepokoi nas to, gdyż musimy je przejechać. Włosi są jednak znani między innymi z budowy dróg - potrafią w bardzo niekorzystnym terenie zbudować ładną drogę o małym nachyleniu. Ten odcinek drogi potwierdza tę tezę w stu procentach. Jadąc 30 km w Apeninach pod górę nie męczymy się za bardzo. Droga w 80 procentach składa się z mostów nad dolinami i tuneli w graniach - jazda po naturalnym terenie jest rzadkością.
Tym sposobem, po dwóch godzinach nieustannego pedałowania, postanawiamy wjechać na półwysep, by ochłodzić spalone słońcem ciała w morskiej wodzie. Jadąc w kierunku morza spotykamy sprzedawcę melonów, który serwuje nam gratisowo kilkukilogramowego zimnego arbuza. Po obfitej uczcie wsiadamy na rowery i - pokonując kilka małych wzniesień - docieramy wreszcie nad wymarzone morze. Plaża, na którą trafiamy jest piaszczysta, a woda bardzo wzburzona. Fale wysokości do 1,5 metra zalewają gorący piach na plaży. Pływanie nie ma tu sensu, lecz zabawa na falach jest bardzo fajna. Paczka ciastek "na głowę", puszka z owocami morza od księdza z Ercolano i już zmierzamy - tym razem wzdłuż morza - w kierunku słynnych włoskich plaż. Szokują nas nieco ogromne skały wyrastające wprost z morza. Oznacza to bowiem ciężką drogę. I taka właśnie jest.
Mozolny kilkunastokilometrowy podjazd serpentynami doprowadza nas do małej wioski, gdzie spotykamy grupkę Polaków. Namawiają nas oni na odpoczynek i zapraszają na zimny napój w knajpce. Po pewnym czasie, spędzonym na pogawędkach, przepraszamy gościnnych rodaków i zmierzamy, tym razem obiecanym zjazdem, w dół. Zjazd jednak okazał się tylko krótkim wypłaszczeniem przed kolejnym podjazdem. Na szczycie - szybka kanapka z paprykarzem w towarzystwie kóz wyglądających jak miniaturowe lamy.
Kolejny zjazd jest wreszcie zjazdem - doprowadza nas on do miejscowości Palinuro. Okolica jest przepiękna. Turystyczna wioska położona jest na wąskim półwyspie (półwysep na półwyspie). W tak pięknym plenerze zamierzamy rozbić namiot, lecz najpierw czeka nas podjazd na sam szczyt wzniesienia. Po drodze silny wiatr zmienia nasze plany i z obawy przed sztormem udajemy się do najbliższego kościoła, w którym bez problemów znajdujemy schronienie. Ksiądz wraz z klerem z Meksyku zapraszają nas na ogromne lody do najlepszej knajpki w mieście, po czym udajemy się na nocleg.
Niestety, nasz plan legł w gruzach. Zaplanowaliśmy dojechać do miejscowości Scalea, lecz lądujemy 40 kilometrów przed nią. Dzięki tym zmianom w naszym planie możemy jednak podziwiać wspaniały park narodowy, przez który przejeżdżamy następnego dnia. Podjazd jest niesamowity - ogromne serpentyny wspinają się stromo nad morskim klifem. Doprowadzają nas one na przełęcz, z której roztacza się wspaniały widok na lazurowe morze i malownicze wioski na dnie doliny. Mkniemy przez nie szybkim zjazdem - nasze liczniki pokazują 80 km/h na niektórych odcinkach trasy. Podjazd zajmuje nam 3,5 godzinki, za to zjazd tylko 35 min. Mknąc rozpędzeni nachyleniem terenu, wspomagani grawitacją, szybko pokonujemy kolejne kilometry, docierając wreszcie do jednej z najsłynniejszych plaż we Włoszech - San Nicola Arcella.
Początkowo miejsce to wydaje nam się mocno przereklamowane - mnóstwo turystów na płatnej kamienistej plaży. Po dokładnym oglądnięciu miejsca okazuje się, że plaża składa się z kilku mniej uczęszczanych plażyczek znajdujących się za przejściem w tunelu skalnym. Wtedy jednogłośnie stwierdzamy, że jest to jednak niesamowite miejsce. Ogromne skalne wrota na jednej z plaż wprowadzają nas w stan zachwytu. Pływając w lazurowej wodzie spotkać można mnóstwo jaskiń morskich, gdzie każdy może bez problemu wpłynąć.
Gdy tak pływamy i zachwycamy się miejscem, zastaje nas zachód słońca. Postanawiamy zostać na noc w pobliskiej wiosce. Schronienie znajdujemy w opuszczonej kamienicy, częstowani wyrobami winnymi od sąsiadującego z nami mieszkańca.
Sponsorami ekspedycji rowerowej do Włoch są: RPM Reklama Radiowa, Filabora i Rowmix. Patronat medialny sprawują: "Dziennik Polski" i RDN Małopolska. (JUS)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie