Uśmiech fortuny

zab
Wilamowice pokonały na własnym boisku Czaniec 2-0 (0-0), trzeci zespół bielskiej "okręgówki". Szalę na swoją korzyść gospodarze przechylili w ostatnich 10 minutach spotkania.

Wilamowice przerwały pasmo nieszczęśliwych porażek, w Czańcu eksperymentują pod kątem przyszłorocznych rozgrywek

    - Po raz ostatni wygraliśmy blisko miesiąc temu, także na własnym boisku, z rezerwami Podbeskidzia - przypomina kierownik Wilamowic Dariusz Buczek. - Po nim zanotowaliśmy dwie wpadki no i przecież pauzowaliśmy. Zarówno w Ustroniu (3-5) jak i w Bestwinie (2-3), przegraliśmy dość pechowo. Wreszcie fortuna trochę się do nas uśmiechnęła. No, i najważniejsze, że wreszcie w tyłach wyszliśmy "na zero". Po raz ostatni ta sztuka udała nam się bodajże w połowie kwietnia, z rezerwami żywieckiej Koszarawy - Dariusz Buczek miał kłopot z odszukaniem daty tego spotkania w swojej pamięci.
   W Wilamowicach cieszą się, że proces odmładzania zespołu zdaje egzamin. Wilamowice na półmetku rozgrywek zajmowały 10. miejsce, ale traciły tylko 5 punktów do 5. w tabeli Kuźni Ustroń. W drużynie doszło jednak do rewolucji kadrowej. Mariusz Wójcik pociągnął za sobą do IV ligi małopolskiej Tomasza Borowczyka. Przemyk przeniósł się do Górnika Brzeszcze, Paweł Antos do Rajska, Sebastian Gniza wrócił do Bojszów, a Marcin Herman obrał kurs na Orła Kozy.
   Do zespołu dołączyło trzech juniorów, czyli Łukasz Sztafiński, Paweł Broszka i Grzegorz Krywult. Jedynym nowym zawodnikiem z zewnątrz jest Dominik Natanek. - Z 12 rozegranych sparingów tylko raz przegraliśmy, trzykrotnie remisując, natomiast osiem razy schodziliśmy z murawy w roli zwycięzców. To pozwalało nam optymistycznie patrzeć w przyszłość. Życie pokazuje, że się nie pomyliliśmy - cieszy się Dariusz Buczek.
   Nieco smutną minę po meczu miał trener Czańca Wojciech Madej. Wprawdzie jego zespół już w tym sezonie o nic nie walczy, ale przecież nikt nie lubi przegrywać. - Jeśli o zwycięstwie decydowałby okres posiadania piłki, to nikt nie miałby wątpliwości, komu należy się komplet punków. Jednak to są tylko czysto teoretyczne rozważania - zwraca uwagę Wojciech Madej. - Mieliśmy w zespole trochę kontuzji. Na ławce posadziłem Tomalę ze Śleziakiem, którzy zazwyczaj prowadzą grę, by dać szansę młodzieży. Ich gra dla oka była bardzo ładna, ale zabrakło wykończenia i - co za tym idzie - bramek. Przed nami trzy kolejki, więc będzie jeszcze okazja do przejrzenia kadr pod kątem przyszłorocznych rozgrywek - dodaje Wojciech Madej.
(zab)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie