Usta-usta w szkole

Redakcja
- Kiedyś jedna z uczennic złamała kość udową, a żaden z obecnych nauczycieli nie miał ukończonego kursu. Musieliśmy zaufać intuicji. Umieściliśmy ranną na materacu, wnieśliśmy do szkoły i czekaliśmy na karetkę. Teraz wiem, że w przypadku otwartego złamania trzeba opatrzyć ranę jałowym opatrunkiem i unieruchomić stawy nad i pod złamaniem - opowiada Beata Studzińska-Oracz ze Szkoły Podstawowej nr 20, uczestniczka szkolenia z ratownictwa przedmedycznego, które zorganizowano w Szkole Podstawowej nr 8, a sfinansowano ze środków unijnych.

NOWY SĄCZ. Nauczyciele z sądeckich placówek oświatowych przeszli szkolenie z udzielania pierwszej pomocy. Zdobytą wiedzę będą przekazywać uczniom.

Pierwszego dnia 60 nauczycieli z sądeckich placówek oświatowych poznawało teorię z zakresu udzielania pierwszej pomocy, a drugiego wykorzystywało zdobytą wiedzę w praktyce pod okiem doświadczonych ratowników medycznych z krakowskiej firmy LINMED.

Nauczyciele opatrywali fikcyjne rany, unieruchamiali złamania, tamowali krwotoki, ćwiczyli na fantomach resuscytację krążeniowo-oddechową i pracowali z defibrylatorem. Sprawdzali, czy będą w stanie udzielić pomocy epileptykowi, astmatykowi, zawałowcowi czy osobie, która się zakrztusiła - czyli uratować człowieka, którego życie jest w jakiś sposób zagrożone.

- Życie tworzy różne scenariusze, dlatego staramy się, żeby każdy przypadek zagrożenia został przećwiczony w wielu wariantach - wyjaśniał Jan Koza, jeden z instruktorów ratownictwa przedmedycznego prowadzących szkolenie. - W ten sposób kursantom łatwiej będzie zastosować w praktyce nabytą wiedzę.

Podczas ćwiczeń nauczyciele musieli również wchodzić w rolę instruktorów, bo jednym z głównych celów kursu było przygotowanie ich do prowadzenia zajęć z pomocy przedmedycznej w szkołach. Uprawniający do tego państwowy egzamin zdawali w czwartek.

- Musimy uczyć dzieci i młodzież, że łańcuch czynności ratujących życie ludzkie jest prosty do zapamiętania, a pierwsza pomoc to niekoniecznie skomplikowane zabiegi, lecz często najzwyklejsze wezwanie karetki - mówi Beata Kozieł, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8. Przyznaje, że w szkole nietrudno o wypadek np. podczas przerwy, ale wiedza z zakresu ratownictwa przedmedycznego może się przydać na każdym kroku.

- Wielokrotnie byłem opiekunem na letnich koloniach, zdarzyło mi się ratować dziecko z objawami epilepsji czy podtopione, dlatego moim zdaniem taki kurs jest bardzo potrzebny - przyznaje Sławomir Bodziony ze Szkoły Podstawowej nr 8. - Im więcej praktykujemy na fantomach, tym lepiej - chociaż tak naprawdę żaden kurs i ćwiczenia nas nie nauczą, jak zachować zimną krew w sytuacji zagrożenia życia.

(IF)

izabela.fraczek@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie