Uwaga, fajerwerki!

Redakcja
Jutro w Sydney ceremonia otwarcia XXVII Igrzysk Olimpijskich

Korespondencja "Dziennika" z Australii

Jutro w Sydney ceremonia otwarcia XXVII Igrzysk Olimpijskich

Korespondencja "Dziennika" z Australii

 Andrzej Wroński zjawił się akurat w chwili, gdy na maszt wciągano flagę Bermudów. Zapadł zmrok, więc ceremonia powitania ekip kolejnych pięciu krajów odbyła się w miniamfiteatrze wioski olimpijskiej, w świetle reflektorów.
 Była środa, godzina 19.35. Niespełna 47 godzin do rozpoczęcia XXVII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Sydney.
 Nasz znakomity zapaśnik Andrzej Wroński był nieco zmęczony dniem, ale wyraźnie ożywił się, gdy usłyszał pytania dotyczące roli, w jakiej ma w piątek wystąpić.
 Dwukrotny mistrz olimpijski w zapasach będzie chorążym polskiej ekipy, wnosząc na stadion biało-czerwoną flagę.

 - Przećwiczył Pan tę rolę?
 - Nie, nikt żadnej próby generalnej nie zorganizował. Wiem, że będę szedł na czele naszej ekipy. Przyglądałem się takim osobom z bliska podczas poprzednich olimpiad. Zresztą my nie będziemy wchodzić na Stadion Olimpijski pierwsi, więc jeszcze podpatrzę, jak postępują ci przede mną. Z utrzymaniem flagi oczywiście nie będzie problemu, ale mam nadzieję, że gdy wejdziemy do naszego sektora, będę mógł ją oprzeć o ziemię. Przecież ceremonia otwarcia trwa dość długo.
 - Słyszał Pan o przesądzie - chorąży z reguły nie zdobywa medalu?
 - Słyszałem, ale się tym nie przejmuję. Gdyby to były moje pierwsze igrzyska, to pewnie bym się nad tym mocno zastanowił. Ale ja generalnie nie jestem przesądny. Ponadto, przecież byli tacy, którzy wnosili flagę, a potem zdobywali medale. (Chwilę się zastanawia) Choćby judoka Waldemar Legień, który przywiózł złoty medal z Barcelony. Postaram się pójść w jego ślady.
 - Czy decyzję, iż będzie Pan chorążym, ktoś z Panem konsultował?
 - Nie było takiej potrzeby. To duży zaszczyt i nie sądzę, by ktokolwiek odmówił pełnienia takiej funkcji. W każdym razie ja bardzo się ucieszyłem.
 - Tym bardziej, że to pewnie Pana ostatnia olimpiada...
 - W roli zawodnika na pewno, ale mam nadzieję na udział w następnych już w innej roli.
 Wroński minął bramki, przy których ochroniarze dokonują kontroli wchodzących i zniknął w zmroku. Bryza znad Darling Harbour rozwinęła flagę Bermudów. Taką samą, jaką w piątek wniesie na Stadion Olimpijski amazonka M.J. Tumbridge.
 - Czy Pan wie, że jej wychowawcą jest Michał Gutowski? Ona do dziś mówi, że wywarł na nią największy wpływ, mimo że od tamtej pory ułynęło blisko 20 lat - zagaduje Joan Taplin, szefowa jednoosobowej ekipy jeździeckiej Bermudów, gdy dowiaduje się, że jestem z Polski.
 - Jak to się stało, że Gutowski został jej trenerem?
 - Zaczęła startować w 1972 roku, gdy miała 8 lat. Szkolili ją miejscowi trenerzy. Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy postanowiono zatrudnić kogoś z zagranicy. I właśnie zdecydowano się posłać ją do Gutowskiego, który mieszkał w Kanadzie. Wiedzieliśmy, że już przed wojną występował na igrzyskach i ma wielkie doświadczenie. Z "MJ", jak ją nazywamy, wyrosła wspaniała zawodniczka. To jej druga olimpiada - startowała na igrzyskach w Barcelonie, a przed Atlantą jej koń doznał kontuzji i musiała zrezygnować. W ubiegłym roku wygrała Igrzyska Panamerykańskie w Winnipeg. Gutowski wychował jeszcze trzech innych olimpijczyków z Bermudów.
 - Czym się teraz zajmuje?
 - Ma ponad 90 lat, więc już nie trenuje. Wiem, że nadal mieszka w Kanadzie, ale przeprowadził się gdzieś na wschód.
 Pytam Joan, czy słyszała o przesądzie dotyczącym chorążych. - O, nie! - złapała się za głowę - to niemożliwe. Naprawdę jest taki? Na wszelki wypadek nic nie powiem "MJ". Zresztą ona nie musi się tego obawiać. Przecież urodziła się w miejscowości Happy Valley, a koń, na którym wystąpi w Sydney, nazywa się "Bermuda’s Gold".
 Gorączka złota, która przygnała do Australii 10 tysięcy sportowców z 200 krajów, staje się coraz bardziej wyczuwalna. Opanowuje całe ciało, wdzierając się nawet przez usta i uszy. W położonym w Parku Olimpijskim centrum prasowym właśnie podano komunikat:
 "Rozpoczynająca się próba ceremonii otwarcia narazi was na ogromy hałas i trudności z oddychaniem. Radzimy pozostać wewnątrz budynku".
 Chwilę później usłyszeliśmy odgłos helikoptera, potem głośne śpiewy, wreszcie wybuchy, od których zatrzęsła się podłoga. Oczywiście, mimo ostrzeżeń, wszyscy rzucili się do wyjścia. To był wspaniały widok - Sydney rozświetlały tysiące różnokolorowych fajerwerków.
 A przecież była to tylko kilkuminutowa namiastka. Co nas czeka na Stadionie Olimpijskim w piątek o godzinie 18?

Krzysztof Kawa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie