V LIGA piŁkarska - Tarnów

STM
Polan zagrał dla Orła

Polan zagrał dla Orła

Polan zagrał dla Orła

Bruk-Bet Nieciecza - Polan Żabno 0-2 (0-2)

0-1 Pytka 3, 0-2 Pytka (z karnego) 30.

Sędziował: M. Stec z Bochni. Czerwona kartka: Kot (80 min - druga żółta). Żółte kartki: Kot - Hołda, Dawid Kurzawski. Widzów 500.

Bruk-Bet: Dunajko - Cielczyk, Kot, K. Biedroński (70. Fijał) - Budzyński (70 Klich), Pajor, Tomaszewski, Bugajski, G. Biedroński - Piotrowicz (46 Krupa), Nagórzański.

Polan: Łyczko - Grabka, Spinda, Mosio - Pytka, Wójcik, Krzaczek, Daniel Kurzawski (55 Cholewa), M. Łoś (8 Dawid Kurzawski) - Hołda (64 Pietraszewski), Urban (80 P. Łoś).

   Pojedynek dwóch niepokonanych na wiosnę zespołów zakończył się wygraną przyjezdnych. Porażka ta może mieć dla gospodarzy bardzo przykre skutki, gdyż stracili po niej pierwsze miejsce w tabeli na rzecz Orła Dębno.
   Konfrontacja lokalnych rywali (były to gminy derby Żabno) rozpoczęła się bardzo pomyślnie dla Polanu. Już w 3 min goście wywalczyli rzut wolny, po którym Pytka uderzeniem z 17 m zaskoczył Dunajkę. Od tej pory goście cofnęli się do obrony, zmuszając rywala do gry atakiem pozycyjnym, który nie jest (jak większości polskich drużyn) najmocniejszą stroną Bruk-Bet. Wynik meczu ustalony został już po dwóch kwadransach gry. Jeden z miejscowych obrońców zatrzymał wówczas ręką piłkę w polu karnym, a podyktowaną przez arbitra "jedenastkę" zamienił na drugą bramkę, Pytka. Do końca pierwszej połowy optyczną przewagę miał już zespół z Niecieczy, gospodarzom nie udało się jednak zmusić do kapitulacji dobrze spisującego się Łyczki.
   W pierwszych minutach drugiej połowy obraz gry nie uległ zmianie. Nadal więcej z gry mieli gospodarze, przymiarki graczy ich przednich formacji (szczęścia próbowali m.in. Tomaszewski, Nagórzański czy Bugajski) były jednak niecelne, bądź też na ich drodze stawał Łyczko. W ostatnich dwóch kwadransach tempo gry wyraźnie "siadło", na co wpływ miał ogromny upał panujący w trakcie meczu. W końcowych fragmentach spotkania dwukrotnie przed szansą na podwyższenie wyniku stawał jeszcze Hołda, miejscowy bramkarz nie dał się już jednak zaskoczyć. Warto dodać, że miejscowi kończyli ten pojedynek w dziesiątkę, gdyż w 80 min drugą żółtą kartką ukarany został Kot. (STM)

Słuchając wiadomości z Niecieczy

Wietrzychowice - Orzeł Dębno 0-2 (0-1)

0-1 Bernady 2, 0-2 Buch 70.

Sędziował: P. Krzemiński z Tarnowa. Żółta kartka: Mariusz Nowak. Widzów 200.

Wietrzychowice: Pinas - Sacha, Drelicharz (72 Kryczka), Burzawa - Michalczyk (72 Pudełko), Mariusz Nowak (26 Skrzyński), Kocialski (68 J,. Nowak), M. Tułacz, M. Prokop - Liro, Wardzała.

Orzeł: Mikołaj Gurgul - Sakowicz, Pabian, Brożek (80 Trestka) - Zapart, Małysa, Łazarz (69 M. Pałka), Buch, Bernady (65 Bodura) - Kubala (75 Węgrzyn), T. Prokop.

   Mecz w Wietrzychowicach rozgrywany był równolegle z pojedynkiem Bruk-Bet - Polan i piłkarze z Dębna równie co grą zainteresowani byli wynikiem - korzystnym zresztą dla nich - konfrontacji w Niecieczy.
   Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla przyjezdnych, którym już pierwsza akcja przyniosła prowadzenie. W 2 min Buch zacentrował z lewej strony boiska, a Bernady strzałem z pola bramkowego zmusił do kapitulacji Pinasa. Już minutę później mogło być 1-1, ale Wardzała mając przed sobą jedynie Mikołaja Gurgula nie trafił w bramkę. Kolejne minuty przebiegały pod dyktando gości, którzy nie potrafili jednak znaleźć recepty na dobrze spisującą się obronę Wietrzychowic. Kilka razy z dobrej strony pokazał się również Pinas. W ostatnich dziesięciu minutach pierwszej połowy, zespół z Dębna miał dwie dobre okazje do podwyższenia wyniku. W 35 min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Sakowicz główkował w "długi" róg, ponieważ jednak na linii bramkowej znalazło się dwóch jego kolegów z zespołu, arbiter jak najsłuszniej odgwizdał spalonego. Pięć minut później Sakowicz przegrał natomiast pojedynek jeden na jeden z Pinasem.
   W drugiej połowie tempo gry wyraźnie spadło, gdyż piłkarze obu drużyn wyraźnie odczuwali upał. Gra wyrównała się, a miejscowi ruszyli nawet do śmielszych ataków, nie stwarzając jednak większego zagrożenia pod bramką Orła. Swoją wygraną przypieczętowali goście w 70 min. Buch mimo asysty obrońcy odwrócił się z piłką na linii pola karnego, a uderzona przez niego w dalszy róg futbolówka skozłowała jeszcze na nierówności boiska i ponad interweniującym Pinasem wpadła do bramki. W końcówce spotkania przyjezdni nie angażowali się już zbytnio w poczynania ofensywne, miejscowi nie mieli natomiast zbyt wiele atutów, aby zagrozić Mikołajowi Gurgulowi. (STM)

Dobre widowisko w Szczucinie

Wisła Szczucin - Gosłavia Gosławice 3-1 (1-0)

1-0 Sieczkowski 4, 2-0 Kapel 56, 2-1 Szczurek 62, 3-1 Knaga 74.

Sędziował: M. Fudala z Brzeska. Widzów 250.

Wisła: Bebel - Nowakowski, Jarosław Będkowski, Oleksy (59 Kołton) - Knaga, Sieczkowski (62 Majka), Kuter, M. Gądek, Kowal - Kapel, J. Smaś (79 Jacek Będkowski).

Gosłavia: Smęda - Mleczko, Borzęcki, Góral - Bulwa, Chlewski, Kania (57 Krawczyk), Mruk (57 Burnat), Nalepka (88 Tokarz) - Kurtyka, Szczurek.

   Dla obu zespołów spotkanie to nie miało już większego znaczenia jeśli idzie o pozycję w tabeli i być może dlatego kibice byli świadkami ciekawego widowiska.
   Rozpoczęło się ono zdecydowanie po myśli gospodarzy. Na prowadzenie zespół z Szczucina wyprowadził już w 4 min Sieczkowski, wygrywając pojedynek jeden na jeden z Smędą. Szybka utrata bramki nie załamała jednak Gosłavii. Sześć minut później nieznacznie pomylił się Szczurek, uderzając nad bramką, a trzynasta minuta okazała się pechowa dla Kurtyki, który przegrał pojedynek jeden na jeden z miejscowym bramkarzem. W 29 min mogło być 2-0, ale Kapel z 16 m trafił w słupek. W końcówce pierwszej odsłony oba zespoły miały okazje do zmiany wyniku. Najpierw jednak po podaniu J. Smasia w bramkę nie trafił M. Gądek, a później Bebel w dobrym stylu uporał się z przymiarką Mleczki.
   Po zmianie stron miejscowi ruszyli do zdecydowanych ataków i już w pierwszych dziesięciu minutach wynik podwyższyć mogli Kowal oraz J. Smaś. Udało się to jednak dopiero Kaplowi, który w 56 min celnym strzałem zakończył swoją indywidualną akcję. Już sześć minut później Gosłavia ponownie zmniejszyła dzielący oba zespoły dystans do jednego trafienia. Po dośrodkowaniu Kani z rzutu rożnego celnie główkował bowiem Szczurek. Ostatnie tego dnia słowo należało jednak do Wisły. W 74 min Knaga "zgasił" na piersi piłkę wrzuconą w pole karne i uderzeniem z 8 m pokonał Smędę. W 82 min Gosłavia miała okazję do zdobycia kontaktowej bramki, ale Kowal wybił piłkę z linii bramkowej. W samej końcówce spotkania przed szansą na podwyższenie rezultatu stawał jeszcze Majka, bramkarz gości dwukrotnie wygrał z nim jednak pojedynki jeden na jeden. (STM)

Zgodnie z oczekiwaniami

KRIS-Szreniawa Nowy Wiśnicz - Rzezawianka Rzezawa 2-0 (1-0)

1-0 Ponisz 17, 2-0 Wełna 49.

Sędziował: M. Libera z Żabna. Żółte kartki: Kłębek - Grabarz. Widzów 100.

KRIS-Szreniawa: Goc - M. Motak, Sowiński (22 Siodlarz), Wełna (56 Mikulski), Marcin Leśniak - Dzięgiel, Ruchałowski, Ponisz, Kłębek (81 Stabrawa) - Michał Leśniak, Borowski.

Rzezawianka: Szczyrek - Grabski, Piwowarczyk (56 Chudy), Ferens (84 Chruściel), Skrzypek - Grabarz, Biernat, Lekki, Stal - Jonak, Maderak.

   Przegrywając w Nowym Wiśniczu - zgodnie zresztą z oczekiwaniami - zespół z Rzezawy zrobił kolejny krok w stronę występów w przyszłym sezonie w klasie "A".
   Dość nieoczekiwanie pierwszą okazję do zdobycia bramki mieli jednak przyjezdni. W 15 min po wrzutce Ferensa z rzutu wolnego, Stal wykorzystał bowiem gapiostwo miejscowych defensorów, jego główka była jednak nieznacznie niecelna. Sytuacja ta zmobilizowała miejscowych do żwawszych poczynań i na efekty tego nie trzeba było długo czekać. Już dwie minuty później Ponisz przymierzył z 18 m, a uderzona przez niego piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki. Po zdobyciu gola gospodarze poszli "za ciosem". W 22 min centra M. Motaka trafiła do Marcina Leśniaka, który z 2 m nie trafił jednak do bramki. Trzy minuty później, po strzale finalizującego akcję M. Motaka i Siodlarza, Michała Leśniaka, piłka minęła już Szczyrka, ale obrońca Rzezawianki zdołał zatrzymać ją na linii bramkowej. W 39 min aktywny w tej odsłonie M. Motak groźnie uderzył natomiast z rzutu wolnego z 22 m, na posterunku był jednak bramkarz gości.
   Chwilę po wznowieniu gry w drugiej połowie, miejscowi dopięli wreszcie swego. W 49 min po akcji Borowskiego z Dzięgielem, Wełna z prawej strony boiska wbiegł w pole karne i uderzeniem w "okienko" nie dał szans Szczyrkowi. Od tej pory gospodarze zaczęli już szanować piłkę, oddając nieco inicjatywę Rzezawiance. W 56 min przyjezdni byli bliscy zdobycia kontaktowej bramki, ale po lobie Jonaka, Goc zdołał przerzucić piłkę nad poprzeczką. W końcówce spotkania zespół z Nowego Wiśnicza ponownie mówić mógł o szczęściu, gdyż od straty bramki uratowała go poprzeczka. Ofensywne poczynania miejscowych ograniczały się natomiast w tym okresie do dwóch przymiarek Siodlarza (52 i 72 min), które nie zaskoczyły jednak Szczyrka. (STM)

Najniższy wymiar kary

Rylovia Rylowa - Orzeł Cikowice 2-0 (1-0)

1-0 Gdowski 25, 2-0 Klich 85.

Sędziował: M. Libera z Żabna. Żółte kartki: Bieniaś - Majda. Widzów 200.

Rylovia: Michałek - Ludwa, Gdowski, Wilk - Bieniaś, Chlewicki (46 Rydzy), Lis, Klich, M. Handzlik - Wolsza (80 Ł. Kania), T. Kania.

Orzeł: Damian Strach - Bukowiec, Grochot, P. Kmiecik - Piński (60 Węgrzyn), Sitko (46 Nowak), Majda, Gromala, Surma - Kwinta, Szewczyk.

   Wynik meczu absolutnie nie odzwierciedla przebiegu wydarzeń na boisku. Mimo braku Więcka, Fulary oraz Ducha, gospodarze przeważali bowiem zdecydowanie i dwubramkowa porażka była dla gości najmniejszym wymiarem kary.
   Już w pierwszym kwadransie Rylovia miała cztery okazje do zdobycia bramki. W 2 min Damian Strach obronił jednak główkę M. Handzlika, dwie minuty później minimalnie pomylił się Klich, w 10 min Wolsza trafił w słupek, a w 13 min przymiarka tego ostatniego "ostemplowała" jedynie poprzeczkę. Wreszcie w 25 min, Gdowski po indywidualnej akcji minął kilku rywali i uderzeniem z 17 m wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. W końcowych minutach na bramkę gości uderzali jeszcze Wilk (28 i 36 min) oraz T. Kania (32 i 43 min), po ich strzałach piłka mijała jednak poprzeczkę.
   Druga połowa rozpoczęła się od akcji gości, po której w 49 min bezrobotny do przerwy Michałek obronił strzał z 12 m Majdy. W odpowiedzi, sześć minut później Ludwa trafił w słupek. Kolejne minuty przyniosły dalszy napór miejscowych, strzały zawodników Rylovii, bądź to mijały jednak bramkę, bądź też wyłapywał je Damian Strach. W 82 min niewiele natomiast brakowało, aby do remisu doprowadził Kwinta, który w dobrej sytuacji nie trafił jednak w bramkę. Marzenia gości o korzystnym wyniku rozwiał w 85 min Klich, po faulu na Ludwie pokonując bramkarza gości strzałem z rzutu wolnego z 22 m. Dwie minuty później Ludwa po raz trzeci skierował piłkę do bramki, arbiter nie uznał jednak tego trafienia, odgwizdując spalonego.
    (STM)

Bramkowy festiwal

w Ciężkowicach

Ciężkowianka Ciężkowice - Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska 5-4 (3-2)

1-0 Gąsior 16, 1-1 Kułaga 21, 2-1 Marek Szczepanik 35, 3-1 Zięcina 38, 3-2 Kozaka 43, 3-3 Lubera 55, 3-4 Wolański 81, 4-4 Gąsior 82, 5-4 Bureś 83.

Sędziował: A. Klich z Tarnowa. Żółta kartka: Lubera. Widzów 200.

Ciężkowianka: Wilga - Mateusz Szczepanik (46 Kochan), Sikora, Oleksowicz, Kielar - Marek Szczepanik (46 Uchwat), Gąsior, M. Truchan, Zięcina (72 Bureś) - Stanuch, Maciej Szczepanik (46 Śmiertka).

Dąbrovia: Kucharski - Kogut, Gawlik, Urban - Wolański, P. Białas (65 Trędota), Lubera, Dzięgiel, Dorosz - Kozaka, Kułaga.

   Świadkami prawdziwego festiwalu strzeleckiego byli kibice obserwujący ten pojedynek, w którego końcowych minutach sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie.
   Ciężkowianka mogła objąć prowadzenie już w 5 min, ale Gąsior mając przed sobą tylko Kucharskiego zbyt wcześnie zdecydował się na strzał. W 16 min zawodnik gospodarzy uderzył już znacznie precyzyjniej i po wrzutce Kielara z rzutu wolnego, główką z 5 m pokonał bramkarza gości. Dwie minuty później mogło być 2-0, ale Marek Szczepanik z 30 m trafił w poprzeczkę. W 21 min było natomiast 1-1, gdyż Kułaga przejął podanie Mateusza Szczepanika, uderzając w "długi" róg. W odpowiedzi, Zięcina dwukrotnie (23 i 28 min) przegrał pojedynki sam na sam z bramkarzem gości, a po dwóch kwadransach, Maciej Szczepanik w idealnej sytuacji nie trafił na 8 m w piłkę. Druga bramka dla miejscowych padła w 35 min, gdy Marek Szczepanik główką z 5 m sfinalizował dośrodkowanie Sikory z rzutu rożnego. Trzy minuty później Zięcina po indywidualnej akcji nareszcie udowodnił wyższość nad Kucharskim i uderzeniem przy dalszym słupku podwyższył na 3-1. Ostatnie w tej odsłonie słowo należało jednak do gości, a konkretnie do Kozaki, który w 43 min wykorzystał błąd Wilgi, z 5 m posyłając piłkę do bramki.
   W 52 min Kucharski w sobie tylko znany sposób (leżąc już na ziemi) zdołał przenieść nad poprzeczką piłkę uderzoną z 28 m przez Kielara. Trzy minuty później, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Lubera główką ponownie doprowadził do remisu. Kolejne minuty przyniosły niecelne przymiarki z obu stron, a prawdziwych emocji dostarczyła końcówka spotkania. W 81 min Wolański po rzucie wolnym wykonywanym przez Luberę niemal wpadł z piłką do bramki i zrobiło się 3-4. Już minutę później Gąsior wykorzystał jednak podanie z prawej strony Uchwata i było 4-4. O wygranej gospodarzy zadecydował Bureś, który w 83 min w zamieszaniu podbramkowym celnie przymierzył z 4 m.
(STM)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie