Vivaldi i Bach w stodole

Redakcja
W Niemczech jest wiele miejsc, do których zmierzają corocznie znane orkiestry świata oraz melomani. Jednym z regionów, który od czerwca do września tego roku jest takim muzycznym magnesem, jest Meklemburgia wraz z jej festiwalem.

Młodzieżowa Orkiestra Kameralna Concerto Lamelli gościła w Meklemburgii

 Na zaproszenie dr. Wolfganga Drolla z Kulturscheune Woldzegarten, na przełomie lipca i sierpnia do niewielkiego Woldzegarten w Meklemburgii podążyła, pracująca przy Śródmiejskim Ośrodku Kultury w Krakowie pod dyrekcją Wiesława Grzegorskiego, Młodzieżowa Orkiestra Kameralna Concerto Lamelli. Był to drugi w tym roku wyjazd orkiestry poza granice kraju - w lipcu koncertowała z powodzeniem na prestiżowym festiwalu muzycznym w Pecs na Węgrzech.
 Woldzegarten to niewielka wioska składająca się z ok. 20 gospodarstw. Nie ma tam ani kościoła, ani też restauracji czy choćby kawiarni. Są tylko budka telefoniczna, skrzynka pocztowa i automat, w którym można kupić papierosy. Przechadzając się po Woldzegarten, delektując się czystością i niemiecką schludnością, nie bez strachu myślałem o koncercie. Zastanawiałem się, dla kogo jest organizowany. Wszak poprzedniego wieczoru słyszałem, jak diabeł ziewał nad miejscowym jeziorem Tangahn, mówiąc światu dobranoc! Moje wątpliwości rozwiewały się stopniowo wraz z pojawiającymi się na parkingu samochodami. Na koncert sprzedano ponad 200 biletów! A goście zjeżdżali aż z Berlina!
 W Woldzegarten koncert odbył się w niespotykanej scenerii. Licząca kilkaset miejsc sala koncertowa znajduje się bowiem w olbrzymiej - ponoć jednej z największych w Niemczech - zabytkowej stodole-spichlerzu. Całe gospodarstwo rolne, stodoła - gdzie mieści się sala koncertowa oraz inne pomieszczenia, w których mogą pracować muzycy czy plastycy, i obszerny budynek mieszkalny - gdzie pomieszczono hotelik z krytym basenem i sauną, zaadaptowane zostały na potrzeby centrum kultury. Jak stwierdził dyrygent Wiesław Grzegorski, w różnych już miejscach występował z orkiestrą, ale nigdy w stodole. Niełatwo było muzykom przystosować się do "drewnianej akustyki" (Holzscheunen-Akustik) - nazywanej tak i zachwalanej przez Niemców. Ale w końcu orkiestra zabrzmiała. I to jak!
 Zaprezentowano dość obfity - jak na młodych muzyków - program, trwający bez mała dwie godziny. Jego pierwszą część wypełniły Cztery pory roku Vivaldiego. Concerto Lamelli zagrało je z niemiecką solistką, 15-letnią, dobrze rokującą skrzypaczką, Antonią-Alexą Georgiew, której wróży się znakomitą muzyczną przyszłość. Naukę gry na skrzypcach rozpoczęła w wieku 6 lat. Od 10. roku życia uczestniczy w konkursach, również międzynarodowych, zdobywając główne nagrody. Jako solistka bierze udział w wielu koncertach w swym kraju oraz w Austrii, gdzie od pewnego czasu przebywa na prestiżowym stypendium Deutschen Stiftung Musikleben. Tylko w roku obecnym Georgiew zagrała już osiem poważnych koncertów, w roku minionym wystąpiła już w Woldzegarten z białoruską orkiestrą z Mińska.
 Interpretacja Czterech pór roku zaproponowana przez młodziutką skrzypaczkę przyjęta została przez publiczność gorącymi oklaskami zachęcającymi solistkę do bisów. Długo nie trzeba było prosić... Gdy zapadła cisza, spod smyczka Antonii wypłynęła pełna wirtuozerii La Cadenza Wieniawskiego. Jak powiedziała mi skrzypaczka, Wieniawski to jej ulubiony kompozytor.
 W części drugiej fortepianowy Koncert d-moll _J.S. Bacha zagrał Maciej Kanikuła, a solistami w _Koncercie g-moll _Vivaldiego na dwie wiolonczele byli Szymon Krzemień i Jan Kalinowski. Całość zwieńczona została niespodziewanie malowniczym brzmieniem w "drewnianej akustyce" utworu Griega _Z czasów Holberga. Gdy wybrzmiał ostatni dźwięk i na pulpit opadła batuta dyrygenta, owacjom dla Concerto Lamelli nie było końca.
 Ma zatem Woldzegarten swoją publiczność. Od kilku lat odbywają się w tej przestronnej stodole koncerty i warsztaty muzyczne adresowane głównie do europejskich orkiestr młodzieżowych. Posiada też Woldzegarten swego spiritus movens - cenionego berlińskiego neurologa i psychiatrę dr. Wolfganga Drolla, fascynującego się muzyką i procesem pracy z orkiestrą. Sam, grając na kilku instrumentach, od dzieciństwa marzył o muzykowaniu. W swej rodzinnej miejscowości na południu Niemiec, w niewielkim kościółku mógł grać na organach. Całe życie interesował się muzyką i fascynował jej odtwórcami; z błyskiem w oku wspomina na przykład jeden z ostatnich koncertów Rubinsteina, który zagrał w bardzo kameralnym gronie. Największe marzenie Wolfganga Drolla to dyrygowanie orkiestrą (w skrytości przyznaje, że rozczytuje partytury orkiestrowe i czasami zaprzyjaźnieni muzycy pozwalają stanąć mu z batutą za dyrygenckim pulpitem).
 Przekształcając gospodarstwo rolne w centrum muzyki dr Droll udowodnił, że niemożliwe staje się możliwe. Kto wie zatem, czy za jakiś czas nie usłyszymy o orkiestrze z Woldzegarten pod dyrekcją dr. Drolla?

JANUSZ M. PALUCH

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie