Vivat semper wolny stan!

Redakcja
Gdy król Jan odsiekał się już, jak pan Bóg przykazał, pod Wiedniem, rycerstwo co koń wyskoczy wracało w rodzinne strony. Było się do czego śpieszyć: na jednego herbowego przypadało wtedy w Polsce, w końcu siedemnastego wieku s i e d e m dziewic. Siedem! Chryste Panie! Brać i wybierać!

Felieton

Ale imaginujcie sobie państwo, że dwaj zakuci w stal bracia, Stefan i Zbigniew, na progu rodzinnego domu poprzysięgli sobie, że Vivat semper wolny stan, czyli nie ma niewiast w naszej chacie! Wzmo-cnieni psychicznie wyjechali w sam dzień Sylwestra do sąsiedniego Kalinowa, do pana Miecznika.

Przyjęto ich serdecznie, acz z pewną rezerwą: ich stryjenka doniosła już gospodarzowi, że "Choć to moi krewni, jakoś po męsku rzewni, ani niepodobni do swego protoplasty, zabobonni, trwożliwi, istne dwie niewiasty". Zła kobieta twierdziła również, że Stefana i Zbigniewa płeć piękna nie interesuje, że chcą spać wyłącznie razem, etc, etc. Dziś w Kalinowie potraktowano by takie rzeczy jako normalkę, ale pan Miecznik, mający dwie córki na wydaniu, dostał żyły: - "Takich zięciów nie chcę wcale!" - porykiwał, gdy w wieczór sylwestrowy panienkom wylał się z wosku rycerz. Bracia usiłowali coś tam tłumaczyć, lody zaczęły topnieć, ale - sylwester nie sylwester - trzeba było iść spać. Panny, zamiast w pościeli, schowały się jednak za portretami prababek i udawały duchy.

Nastrój tej sylwestrowej nocy był piękny. Stary zegar, wieża, światło księżyca, piszczące panny... No a jeszcze, gdy przed zegarem, który kuranty ciął jak z nut, spotkało się dwu zazdrosnych i, jak się okazało, chutliwych braci?... Klasyczna sytuacja, grożąca mordo- lub szablobiciem, na szczęście okazało się, że jednego myśli ściga panna Hanna, a drugiego Jadwiga. Zaś panienki, pewne już zwycięstwa, zaczęły prześcigać się w deklaracjach: "Gdy z woli Nieba ofiary trzeba - to narzeczona trwogę pokona. Nad ślubne gody rycerzu młody sama ci wskaże święte ołtarze". I oni, Stefan i Zbigniew w tę zaczarowaną noc w kalinowskim dworze gotowi byli w to uwierzyć. Mało: uwierzyli... Zaiste,straszny to był dwór...

Rano instynkt samozachowawczy, choć przytępiony, kazał braciom w ostatniej chwili wyjeżdżać, ale Miecznik zagrał im na ambicji: - Cóż to, strach was obleciał? No więc,ugodzeni tymi słowami w miękkie podbrzusze, przyklękli i poprosili o ręce (?) Hanny i Jadwigi, a obie te piranie, już pewne swego, zaczęły sobie dworować: "Jakże będzie, panie bracie, gdzie wasz niezależny stan? Nie ma niewiast w waszej chacie?". Czyli: panowie, pod pantofel i ruki pa szwam.

Ten tragizm, ten apel o nieuleganie wzruszeniom nawet w noc sylwestrową wiernie oddał Moniuszko, ale cóż... Nikt jak dotąd nie odczytał jego opery jako osobistej tragedii dwu młodych herosów, zmuszonych do rezygnacji z udziału w czynie zbrojnym na rzecz bezsensownej pracy na roli, z chłopami, wśród, za przeproszeniem, gumien.

Panowie, w Sylwestra, błagam, nie podchodźcie zbyt blisko zegarów, osobliwie tych z kurantem. Tzw.podniosły nastrój rodzi nieprzemyślane decyzje i bezsensowne deklaracje, które potem ciężko jest odwołać, a których skutki my, młodzi herosi, odczuwamy potem, choćby wybierając się np. na firmowe wyjazdowe spotkanie integracyjne. Poczekajmy z przyklękiem do nowego roku, po co się spieszyć? Niech sobie najpierw te wszystkie Hanny i Jadwigi trochę koło nas poskaczą.

Leszek Mazan

dziennikarz, krakauerolog i szwejkolog

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie