W bacówce na Jazach

WR
Danusi z Maruszyny, wsi w gminie Szaflary, podoba się w tej okolicy, jakże różnej od jej rodzinnych stron. Dziewczyna uczy się w Technikum Gastronomicznym w Zakopanem. Na długi majowy weekend przyjechała do taty Andrzeja Stramy. On jest bacą na tej "nizinnej bacówce" na Jazach. Kilkunastu gazdów z Podhala zrzeszonych w Związku Hodowców Owiec i Kóz powierzyło mu swoje owce - stado liczące ponad 400 sztuk. Są w nim już i takie, którym "w paszporcie", w rubryce miejsce urodzenia można wpisać: Niepołomice. W ubiegłym roku górale zawitali na niepołomickie osiedle Jazy "eksperymentalnie". Sprawdzali, jak "tutejsi" przyjmą ich sąsiedztwo, czy będzie zbyt na frykasy z owczego mleka. Ściągnął ich w te okolice Czesław Trzos, gazdujący po sąsiedzku, tyle że "na bacówce z końmi". - Niepołomicki burmistrz pochodzi z gór, ze Spytkowic. To i on też jest nam rad, bo pewnie tęskni w rodzinne strony - Andrzej Strama trochę żartobliwie komentuje swoje gazdowanie w tych okolicach. Może i coś w tym jest, co baca mówi, skoro w zeszłym roku pomysłowi sprowadzenia tu owiec burmistrz Kracik przyklasnął, oddał na wypas stada gminne łąki. Podobnie jest i w tym roku. \*\*\*

Najwyraźniej górale polubili ceprów z tych okolic. Okazali się dla nich gościnni, życzliwi i na przysmaki z owczego mleka "okrutnie łakomi". I podhalańskim owcom najwyraźniej posmakowała niepołomicka trawa z nadpuszczańskich łąk, skoro znów się pasą przy bacówce na Jazach. A to oznacza, że do górali opiekujących się tam stadem można przyjechać po oscypki, bundz i żętycę. I tak będzie do późnej jesienni.

Danusi z Maruszyny, wsi w gminie Szaflary, podoba się w tej okolicy, jakże różnej od jej rodzinnych stron. Dziewczyna uczy się w Technikum Gastronomicznym w Zakopanem. Na długi majowy weekend przyjechała do taty Andrzeja Stramy. On jest bacą na tej "nizinnej bacówce" na Jazach. Kilkunastu gazdów z Podhala zrzeszonych w Związku Hodowców Owiec i Kóz powierzyło mu swoje owce - stado liczące ponad 400 sztuk. Są w nim już i takie, którym "w paszporcie", w rubryce miejsce urodzenia można wpisać: Niepołomice. W ubiegłym roku górale zawitali na niepołomickie osiedle Jazy "eksperymentalnie". Sprawdzali, jak "tutejsi" przyjmą ich sąsiedztwo, czy będzie zbyt na frykasy z owczego mleka. Ściągnął ich w te okolice Czesław Trzos, gazdujący po sąsiedzku, tyle że "na bacówce z końmi". - Niepołomicki__burmistrz pochodzi z gór, ze Spytkowic. To i on też jest nam rad, bo pewnie tęskni w rodzinne strony - Andrzej Strama trochę żartobliwie komentuje swoje gazdowanie w tych okolicach. Może i coś w tym jest, co baca mówi, skoro w zeszłym roku pomysłowi sprowadzenia tu owiec burmistrz Kracik przyklasnął, oddał na wypas stada gminne łąki. Podobnie jest i w tym roku.

\\\*

Gdy przyjeżdżają goście, Danusia znika we wnętrzu bacówki. Za chwilkę wynosi na talerzu pokrojony w grube plastry bundz, czyli owczy ser. Serdecznie zaprasza do poczęstunku. Podsuwa sól. Z Danką przyjechał tu także brat Wojtek - też jeszcze uczeń, tyle że zawodówki w Nowym Targu. Dowcipkuje, przekomarza się, ciepło pokpiwa z ceprów, co nie odróżniają gazdy od bacy czy juhasa. Dla chłopaka to pracowite odwiedziny. Juhasowi Władysławowi Zwijaczowi z Bańskiej Wyżnej właśnie pomaga w dojeniu. Obaj żartują, że ta praca to taka odprawa celna dla owiec. Żadna nie wyjdzie poza ogrodzenie bez dojenia, nie pokonawszy ich "bramki". Sonia, Pepik i Dunaj leżą w tym czasie w trawie. Psy pomagają w opiece nad owcami, w zaganianiu stada. W czasie dojenia mogą trochę odpocząć, ale ani na chwilę nie tracą czujności. Na zawołanie Danki natychmiast przybiegają. Oczywiście psiaki też przyjechały tu z gór. Pracy pasterza Pepik był nawet specjalnie uczony. Stado jest dojone dwa razy dziennie: rano o czwartej i po południu o 15. Trwa to około dwóch godzin. Kto chce spróbować świeżutkiego bundzu lub serwatki z owczego mleka, czyli żętycy, niech tu przyjedzie najlepiej około pół godziny po zakończeniu dojenia. Po popołudniowym owce znów wychodzą na łąki. Na nocleg przy bacówce wracają ok. 21.

\\\*

- Na niepołomickiej trawie oscypki, żętyca czy bundz są równie smaczne i zdrowe - przekonuje Andrzej Strama. Gospodarzy tu od dwu tygodni i nie narzeka na zbyt wyrobów. - _Nie mogliśmy trafić do waszej bacówki. Przejechaliśmy zjazd z głównej drogi. Zawróciliśmy aż w Zabierzowie Bocheńskim i po prostu jechaliśmy tu na węch. Trafiliśmy za zapachem wędzonego - trochę skarżą się _Nina i Zbigniew Nowińscy z Wieliczki. O bacówce małżeństwo dowiedziało się z telewizji. Oni także zostali poczęstowani bundzem, a w nagrodę za wytrwałe szukanie bacówki znalazła się dla nich także żętyca. Po te zdrowe smakołyki wieliczanie przyjechali przecież specjalnie. Dla pana Andrzeja te poszukiwania bacówki to znak, że drogę do gospodarstwa trzeba lepiej oznaczyć. I już teraz myśli, jak przygotować swoje "stoisko" na Dni Niepołomic od 1 do 3 czerwca. Danka z Wojtkiem też chcą tu wtedy przyjechać.
Do góralskiego gospodarstwa na Jazach nietrudno trafić. Z drogi wojewódzkiej nr 964 trzeba w Niepołomicach-Jazach skręcić w prawo, tuż przy szyldzie informującym o budowie kościoła pw. Matki Bożej Różańcowej. Droga (na końcu piaszczysta) sama zaprowadzi do bacówki, leżącej za rekreacyjnym szałasem Czesława Trzosa. Owce pozostaną na "niepołomickich halach" do ostatnich dni października. W góry będą wracać na własnych nogach ok. pięć dni. A po zimowej przerwie znów można będzie wyglądać ich powrotu. Tekst i fot.: (WR)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie