"W chmurach"

Redakcja
Fot. Kino Polska
Fot. Kino Polska
Nie przypominam sobie, abym ostatnio widział podobnie zimny film, jak ten - od tytułu zaczynając. Bohater jest dosłownie "zalatany": spędza ponad 300 dni w roku na pokładzie samolotów, przerzucając się ze stanu USA w stan dla wykonania swej misji.

Fot. Kino Polska

Władysław Cybulski: ZAPISKI KINOMANA

Jest nią specyficzne zajęcie, czyli kryzysowe zwalnianie ludzi z pracy w korporacjach z podstępną przykrywką, że chodzi o otwarcie nowej drogi do kariery na innym stanowisku. Ów bohater to siwiejący już starszy elegancki pan, ujmujący i miły w scenerii chłodnych i lśniących zimnym niklem wnętrz hal przylotowych i odlotowych na lotnisku, standardowych pomieszczeń hotelowych i własnego, nieogrzanego mieszkania.

Owszem, dla ocieplenia wizerunku jest tu inteligentny żart, jest nawet romans, są dwie atrakcyjne kobiety - każda w innym typie (Anna Kindrick i Vera Fermiga), obie role doskonale zagrane. I mężczyzna nominowany do Oscara, George Clooney. To chyba szczytowy moment w karierze popularnego aktora. W tym filmie zdobywa się kilkakrotnie na ironiczny uśmieszek, co czyni bardziej "ludzką" osobę o niehumanitarnej profesji. Tłem i celem jego czynności są przecież redukcje kadrowe w sytuacji kryzysowej, w czym czuje się świetnie, nie obarczony żadnymi zobowiązaniami rodzinnymi. Jednak przychodzi wreszcie moment, kiedy musi się zastanowić nad taką egzystencją w samotności i rozważyć, czy ów ciągły lot "w chmurach" ma życiowy sens. Narracja w tym filmie Jasona Reitmana poprowadzona została znakomicie, balansując między monotonią a refleksją, między dramatem a komedią, powagą i dowcipem. Clooney nie narzuca w swej grze wyraźnej ekspresji, znalazł stan spokojnej równowagi między tym, co go gna w przelotach samolotowych, a tym, co go trawi od środka w życiowych rozterkach (przypomina mi w tym Cary Granta). Lotnicze podróże zdają się nie mieć kresu, lecz przecież gdzieś tkwi zalążek innych decyzji.

W relacjach między reżyserem a trójką głównych wykonawców wyczuwa się atmosferę porozumienia. Jason Reitman zrealizował wcześniej tylko dwa - jeśli nie zawodzi mnie pamięć - filmy - debiutancki "Dziękujemy za palenie" i "Juno" o dziewczynie w ciąży. Scenariusz "W chmurach" powstał na podstawie powieści Waltera Kinga - tak dobry, że zyskał nominację do Oscara, ale Reitman musiał nadać mu własną techniczną i narracyjną sprawność. I zrobił to wspaniale. "W chmurach" oglądałem bez wewnętrznego zaangażowania jako historię człowieka wciąż będącego "w przelocie", choć już podskórnie tęskni on do tego, by wylądować na twardym gruncie obiema stopami. Ktoś napisał, że "W chmurach" powinno się wyświetlać w samolocie. Najlepiej w klasie biznes...

Mam kartkę wyrwaną z całego zeszytu, nie bardzo więc jestem pewien, ale wydaje mi się, że to "Przekrój", gdzie autor dorzuca jeszcze: "na szczęście Reitman nie mówi, jak żyć, jedynie tworzy przenikliwy portret człowieka, który stoi w miejscu, żywiąc przy tym przekonanie, że jest w ciągłym ruchu". Zacytowałem cudzą myśl, bo wyjątkowo przypadła mi do gustu. Koledze więc dziękuję i czuję, że nie mam już nic do powiedzenia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie