W ciemię bity. Wesoły jak Romek

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Udostępnij:
Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek, a w domku wodę, światło, gaz… - Nie bój, nie bój, wyłonczom ci!

Ten nieśmiertelny dialog, oczywiście z „Misia”, dziś, po 30 latach od upadku komunizmu, ustroju dla którego symbolem był tzw. dwudziesty stopień zasilania, nabiera znów niespodziewanej aktualności – jak powszechnie wiadomo, w zimie w całej UE prądu zabraknie, ale nikt nie robi nic, aby temu zapobiec. Myliłby się jednak ktoś sądząc, że sytuacja wraca do punktu wyjścia. Po pierwsze, świat od tamtej pory poszedł do przodu, i to co za komuny było drobną uciążliwością teraz przerodzi się w apokalipsę.

Wtedy można było na przykład napalić w piecu, dziś bez prądu nie będzie działało nic. Nie da się pompować do rur wody czy gazu (zakładając nawet, że Rosja go Unii sprzeda), zabraknie ogrzewania, staną komputery, handel (nie tylko internetowy – kasy fiskalne!), padną baterie w komórkach, a nawet Facebook - co zaowocuje falą prób samobójczych, częściowo nieskutecznych (produktom współczesnego systemu edukacji trzeba zwrócić uwagę, że przy braku prądu wrzucenie suszarki do wanny nie przyniesie spodziewanych efektów).

Po drugie, co ważniejsze, tzw. pierwsza komuna doceniała rolę prądu w życiu człowieka („Socjalizm to władza rad plus ELEKTRYFIKACJA” – nauczał tow. Lenin). A dzisiaj? Spójrzmy na Zachód, i to nie na pochłaniające całą naszą uwagę Niemcy, ale na Austrię, od której z reguły wszystko się zaczyna (śmierć arcyksięcia Ferdynanda, narodziny pewnego nieutalentowanego akwarelisty w Braunau am Inn). Otóż to Austria jako pierwsza zaleciła obywatelom zapewnienie sobie na własną rękę zaopatrzenia w prąd (domowe generatory) i ogrzewania (butle gazowe), a – co znaczące - pierwsze zalecenia (podchwycone m.in. przez Hiszpanów – w sklepach zabrakło już latarek i owych butli) pojawiły się jeszcze przed ogłoszeniem wyników tzw. szczytu klimatycznego w Glasgow.

Tam właśnie przywódcy 200 państw zadeklarowali ostateczne odejście od paliw kopalnych, czyli po prostu radykalną redukcję produkcji prądu. Bo przecież nikt nie uwierzy, że prądu płynącego z wiatraków wystarczy na cokolwiek poza ładowaniem baterii samochodzików elektrycznych.

W tej sytuacji naszą cywilizację może uratować tylko silny wiatr. Najlepiej, żeby był to wiatr historii. Oby tylko nie wzniecany przez kogoś w typie Lenina.

Firmy mają problem. Dlaczego? Zobacz wyniki badania

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tępy Wsion
>>>dziś, po 30 latach od upadku komunizmu

zapomniał Pan dodać : i 6 latach jego odbudowy
a
aqwa
A u Pana jak zawsze wszystkiemu winna Unia. Komuno wróć.
Dodaj ogłoszenie