W Kanadzie wiosną...

Redakcja
Trafiłem akurat na czas kiedy i tam ruszyła. I to pospolite tegoroczne wiosny ruszenie mogłem obserwować akurat w tamtejszej skali. Nigdzie nie znajdzie się w Europie podobnych proporcji. Takiej przestrzeni, takiej intensywności Natury...

Leszek Długosz: Z BRACKIEJ

Ale poleciałem do Kanady nie z powodu turystyki. Choć przecież wszędzie po drodze to „turystyka”. Wszystko nowość! Natura tak blisko, że i w miastach po ogródkach, pod domami zające, wiewiórki, szopy harcują. Poleciałem tam ze swoją robotą. 10 dni, trzy koncerty. Dobrze wyważone proporcje. Całość organizacyjno-pobytową, tak to ujmę, wzięła na siebie, mająca siedzibę w Ottawie, TV Niezależna Polonia (Wacław i Elżbieta Kujbidowie). Kapelusz z głowy wobec staranności, gościnności tegoż „Sprawcy”. No i dopisała Publika!

Cóż mogłem „zaoferować” w zamian? Nic innego tylko to, co ja po świecie wożę w mojej walizce z piosnkami, z wierszami. Przecież wożę i coś więcej? I jeszcze inne „ciężary”. Coś, na co, rozproszeni po świecie rodacy – zwłaszcza moi rówieśnicy (w szczególności krakusy) czekają. Wzruszenia z „tamtych lat”. Wspólną pamięć. Poczucie przynależności do wspólnoty kulturowej, narodowej, regionalnej. A konkretnie przywożę Kraków, Rynek i Piwnicę, Jaszczury dawne, i Uniwersytet, i Planty, i wszystko inne „tamto”. Programy, koncerty, spotkania w rozmaitych miejscach i czasach – wszystko to, co mimo odległości, przestrzeni i lat żyje nadal. Przywożę przecież i to nowe. Co stanowi niespodziankę. To, co dziś układam, piszę... Poczucie więzi się udziela. I artysta występujący o trzeciej, czwartej po północy, swojego czasu, krzesze z siebie siły (umie, wie, nie myli się, pamięta), wydobywa moce i świeżość, dla niego samego niepojętą! Jak się to określa, „stojące owacje” najlepszym są wyrazem tej współobecności. Wspólnych wzruszeń, więzi. Zmęczenie, to dopiero potem. Właściwie dopiero po wylądowaniu. W domu. Tam nie ma na to czasu.

Z atrakcji turystycznych, jakie zdołałem „przebiec” (wziąć próbki), to oczywistości. Urokliwa stara (starożytna jak na proporcje amerykańskie) portowa dzielnica Montrealu. Jakże francuska. Bo z czasów ich kolonizacji. Śmiałe nowoczesne centrum Ottawy. Robi wrażenie. Można rzec – to specjalności cywilizacji kanadyjskiej. No i „obiekt firmowy Kanady” – Niagara! Przecież nie będę się wysilał, by rzucić się w próbę opisu. Ale udało mi się zrealizować coś, co przeszło moje wyobrażenia – wycieczka specjalnym stateczkiem podpływającym niemal pod sam „odmęt” tego żywiołu. Niewielki, jakże silny, a zwrotny ten śmiałek, podpływa tak uporczywie i zuchwale, że dech zapiera. Pogrąża się w huraganie wody ten „stwór”. Z zażartością rozjuszonego pieska, nieustraszony prze do przodu. Podpływa się niemal „na dotyk”. Z walącym sercem, kompletnie zmoczonym, wychłostanym „huraganem wodnym”, z uczuciem ulgi zawraca się... Niebywałe odczucie potęgi. Na brzegu sielanka. Akurat lazur śródziemnomorski. Barwy wszelakiego kwiecia i wiosennej zieleni. Defilada ludności świata. Istna i też kolorowa wieża Babel. Wszystko, co żyje, chce tam być. Ujrzeć Niagarę!

A na nabrzeżu w samiutkim centrum, o zdumienie moje, okazała tablica sławiąca postać jednego z najbardziej zasłużonych obywateli Kanady! Uwaga – inżyniera Kazimierza Stanisława Gzow­skiego! Emigranta osiadłego tam po powstaniu listopadowym... Coż to za życie, jaka szlachetna niebywała biografia, jaki dorobek? Słyszeliście Państwo? Ze wstydem wyznaję, ja nie. I to jest do odrobienia!

 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie