W miejskim rolnictwie jest wielki potencjał

Anna Agaciak
Anna Agaciak
fot. Anna Kaczmarz
- Jeśli nic się z tym nie zrobi, produkcja rolna z granic miast będzie znikać. To niepokojące zjawisko - mówi dr Wojciech Sroka z Uniwersytetu Rolniczego

- Kraków jest uznawany za najbardziej rolnicze miasto w Polsce. Oznacza to, że mamy najwięcej gospodarstw rolnych w granicach miasta?

-Raczej chodzi o udział ziemi rolnej w granicach administracyjnych Krakowa. Szacuje się, że to ok. 45 procent powierzchni miasta. Z ostatnich wyliczeń wynika, że w Krakowie mamy 4,5 tys. gospodarstw rolnych. W tym 3038 to gospodarstwa do jednego hektara, czyli de facto małe działki rolne. One w przeważającej mierze nie prowadzą działalności rolniczej, ale ich ziemie uznaje się za rolną. Gospodarstw powyżej jednego hektara mamy 1445. Szacuje, że ok. 50 proc. z nich prowadzi działalność rolniczą.

- Czym się więc zajmują?

- Trzeba pamiętać, że w centrum miasta działalności rolniczej nie ma. Koncentruje się ona na obrzeżach Krakowa. Tam rolnicy prowadzą działalność bardzo podobną do tej na obszarach wiejskich. Uprawiają zboża, warzywa i inne rośliny, a nawet, choć znacznie rzadziej, utrzymują zwierzęta. Duży odsetek obszarów rolnych zajmują użytki zielone, które często nie są użytkowane. Raz w roku są wykaszane, aby rolnik mógł dostać dopłaty unijne. Szacuję, że duży odsetek gruntów rolnych (nawet 50 proc.) w polskich miastach jest wyłączony z produkcji. Jeśli nic się z tym nie zrobi, to produkcja rolna z granic miast będzie znikać. To niepokojące zjawisko. W wielu państwach rolnictwo w granicach miast się rozwija i otrzymuje stosowne wsparcie. Ma bowiem wpływ nie tylko na rewitalizację cennych przyrodniczo obszarów, stanowi alternatywę dla miejskiego stylu życia, ale może być także gwarancją bezpieczeństwa żywnościowego dla miasta w razie ewentualnych kryzysów.

- Co ma Pan na myśli?

- Już w starożytności utrzymywanie działalności rolniczej w miastach było dość powszechne, zalecane i wspomagane przez władców. Chodziło głównie o zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego np. na wypadek oblężenia, ale również ceniono estetyczne walory terenów zielonych. Te same motywy rozwoju rolnictwa w miastach wymieniane są również współcześnie. Tam, gdzie są duże zbiorowości ludzkie, miasta są uzależnione od dalekich i drogich źródeł zaopatrzenia w żywność. Rolnictwo miejskie może być rozwiązaniem np. w czasach kryzysu paliwowego lub w czasach wojen. Podstawowe produkty rolne można produkować w pobliżu miast i zapewnić jego mieszkańcom bezpieczeństwo.

- Jak do tego podchodzą rolnicy w polskich miastach?

- Niestety, większość całkowicie wycofuje się z produkcji rolnej. Zwycięża tu rachunek ekonomiczny. Za hektar gruntu rolnego sprzedanego na cele budowlane dostaną miliony. Tymczasem gdybyśmy ten sam hektar przeznaczyli np. na bardzo intensywną uprawę warzyw, to takich kwot już się nie uzyska. Dla miejskich rolników grunt jest więc trzymany głównie po to aby go sprzedać, albo, aby dać dzieciom pod przyszłą działkę budowlaną. Nawet nie muszą tego gruntu odralniać. W polskich miastach plany miejscowe nie zabezpieczają terenów rolnych. Taki teren nie jest chroniony. Planiści ustalają, że ten teren może być w przyszłości przeznaczony pod zabudowę, a to błąd. Obliczono, iż w Polsce na terenach przeznaczonych pod zabudowę, w uchwalonych przez gminy planach miejscowych zagospodarowania przestrzennego i studiach uwarunkowań, mogłoby zamieszkać ponad 300 milionów osób. Czy potrzebujemy aż tak dużych rezerw pod zabudowę?

- Czy w tej sytuacji jest więc nadzieja dla rolników w mieście?

- Sądzę, że tak. Obserwując co dzieje się w krajach zachodnich, powinniśmy brać od nich przykład. Tam gospodarstwa, wchłonięte przez rozrastające się miasta, dostosowują się do nowych warunków. Na przykład stają się lokalnymi producentami żywności dostarczającymi ją do restauracji czy spółdzielni skupujących żywność od sprawdzonych, lokalnych rolników. Oczywiście nie mogą być to gospodarstwa działające przy autostradach lub ruchliwych drogach. Rolnicy mogą też przekszałcać swą działalność na cele pokazowe, edukacyjne, np. organizować kursy dla dzieci ze szkół. We Włoszech, Niemczech i Austrii funkcjonuje to doskonale. Dobrze byłoby, aby gospodarstwa współpracowały. Jedne np. organizowały pokazy pieczenia chleba, drugie lepienia pierogów, warsztaty rękodzielnicze. Mogą się też przekwalifikować w gospodarstwa agroturystyczne, tworzyć mini-zoo itp. Takie gospodarstwa w Polsce już się pojawiają.

- Co jeszcze przemawia za wspieraniem miejskiego rolnictwa i ogrodnictwa?

- Pełni ono szereg funkcji. Nie tylko dostarcza dobrych jakościowo produktów żywnościowych, ale także wpływa na integrację społeczną w ramach wspólnych inicjatyw np. ogrody społeczne, działkowe, partyzantka ogrodnicza (zagospodarowanie bez uzyskiwania pozwoleń - terenów leżących odłogiem). Rolnictwo w miastach tworzy miejsca pracy np. dla osób z zaburzeniami fizycznymi czy umysłowymi, a także ochroni klimat, ogranicza emisję CO2, zmniejsza efekt miejskiej wyspy ciepła itp.

- Czy w mieście borykającym się ze smogiem uprawa warzyw jest bezpieczna?

- Oczywiście nie namawiam do uprawy sałaty na balkonie czy skwerze obok alei Trzech Wieszczów. Ale z dala od głównych ulic wydaje się ona uzasadniona. Nie mamy wprawdzie badań takiej żywności, ale jaką mamy pewność, że to co kupujemy w sklepach, jest w pełni bezpieczne, że było produkowane z dala od fabryk czy autostrad? Taka działalność poprawia samopoczucie mieszkańców, a nawet stan ich zdrowia. Wiem, że w Krakowie powstały co najmniej trzy ogrody społeczne, które cieszą się dużym powodzeniem. Z tego samego powodu należy chronić ogrody działkowe i tereny rolne, które są oazami zieleni w miastach.

WIDEO: Magnes. Kultura Gazura - odcinek 11

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
aby lenia lewaka wychowac

na socjalu

G
Gość

Obszar Krakowa to absurd. To idiotyczne, by Cło, Wolica, Węgrzynowice, Kantorowice, Soboniowice itd. znajdowały się w granicach miasta Krakowa. Powinno się wschodnią granicę miasta przesunąć do stanu sprzed 1973 roku, południowa -częściowo też, ale zachodnią i północną pozostawić. Miasto jest za duże.

G
Gosc

Metale ciezkie gratis.

Dodaj ogłoszenie