W osłabieniu łatwiej

BL
Karpaty Siepraw - Pogoń Miechów 1-0 (1-0)

IV liga Piłkarska - zachód

Karpaty Siepraw - Pogoń Miechów 1-0 (1-0)

1-0 Nowak 45+1.

Sędziował Zbigniew Walus (Oświęcim). Żółte kartki: Ciężarek dwie - Frączyk, Włudarz, Kazieczko. Czerwona kartka - Ciężarek 56. Widzów 50.

Karpaty: Wróblewski 5 - P. Wyroba 6, Nowak 7, A. Wyroba 5, Kroczek 5 - Bała 6 (90 Madej), Ciężarek 0, Przała 5 (66 Galas), Pasternak 6 - T. Szablowski 7, Połomski 5 (84 Kaczor).

Pogoń: Szot 6 - R. Dudziński 4, Szymanek 5, Włudarz 5 - Płocha 5, Gacek 4 (46 Kazieczko 5), Kosałka 4, Pytel 6 (67 Byrski), Frączyk 5 - Salamon 6, Podsiadło 5.

   Robert Nowak, grający trener Karpat, zdobył zwycięskiego gola dla sieprawian, zapewniającego im utrzymanie się w lidze. Bramka padła w doliczonym czasie I połowy. Po kornerze stoper gospodarzy, przez nikogo nieatakowany, wyskoczył do główki i trafił pod poprzeczkę. - To miłe uczucie, choć nie pierwsza taka moja bramka - powiedział Nowak. - Trenujemy ten stały fragment gry, bo w trudnych meczach takie zagranie czasami decyduje o wyniku.
   Gospodarze wygrali I połowę, choć grali w niej słabo, ba, mogli nawet przegrywać... 0-3. Tak się nie stało, gdyż miechowianie okazali się nieskuteczni. W 15 min Frączyk w sytuacji sam na sam strzelił prosto we Wróblewskiego; kwadrans później na czystej pozycji znalazł się Salamon, lecz zamiast uderzyć z woleja, niepotrzebnie chciał przerzucić piłkę nad obrońcą. Wreszcie w 43 min mało zabrakło, by padł kuriozalny gol, gdy Dudziński strzelał lub dośrodkowywał, futbolówka odbiła się wysokim kozłem przed Wróblewskim, przeskoczyła go, ale golkiper Karpat zdołał ją jeszcze wybić spod poprzeczki.
   Gdy w 56 min Ciężarek za dwa niesportowe zagrania opuścił boisko, wydawało się, że Pogoń wykorzysta przewagę liczbową. Tymczasem kolejne gole mogli zdobyć... sieprawianie. W 58 min Pasternak główkował tuż obok słupka, w 77 min uderzenie Szablowskiego sparował na korner Szot, w 80 min - po błędzie Dudzińskiego - Szablowski w 100-procentowej sytuacji trafił w słupek, a 3 minuty później Galas w poprzeczkę.
   Miechowianie grali źle, bez pomysłu, często z tyłu zostawało 5-6 zawodników, choć nie mieli nikogo do krycia. A należało przecież śmielej atakować. W 63 min strzał Kosałki obronił Wróblewski, a kwadrans później Włudarz w zamieszaniu trafił piłką w rękę A. Wyroby. Było to w polu karnym, ale sędzia nie odważył się podyktować "11".
   Porażka postawiła Pogoń w dramatycznej sytuacji, choć nie beznadziejnej. Był to jej 10. z rzędu mecz bez zwycięstwa (2 remisy i 8 porażek, bramki: 3-19). Atmosfera w klubie jest coraz bardziej nerwowa. Działacze mają pretensje do zawodników, zawodnicy do działaczy.
(RK)

Cytat meczu

"Nie odzywaj się, jak się nie znasz na grze"

Monika, narzeczona Wojciecha Salamona, do jednego z kibiców po jego głośnym i nieoddającym prawdy komentarzu na temat starcia piłkarza Pogoni z P. Wyrobą

Zdaniem grajĄcych trenerów

Robert Nowak, Karpaty:

- Wyszliśmy ze strefy zagrożonej. W dziesiątkę grało nam się lepiej, wyszło nam kilka kontr, dwie powinny się skończyć golami. Czy była ręka na naszym polu karnym? Nie mówię tak, nie mówię nie. Był to strzał w zamieszaniu, może nawet nasz zawodnik został trafiony, ale nie wykonał ruchu ręką do piłki. Czy był to Arkadiusz Wyroba? Było zamieszanie, przypuszczam, że być może...

Marek Byrski, Pogoń:

- Mieliśmy stuprocentowe sytuacje w pierwszej połowie, ale jak się nie strzela, to się nie wygrywa. Znów straciliśmy gola po rzucie rożnym. Ręka w polu karnym była ewidentna, powinien być karny dla nas.

Remis

w dziewięciu

Słomniczanka - Cracovia II 2-2 (0-2)

0-1 Szwajdych 19, 0-2 Dudziński 22, 1-2 Piszczek 56, 2-2 Sowula 70.

Sędziował Mariusz Stolarz (Brzesko). Żółte kartki: Kijowski, Mirek, Rożek - Dudziński. Widzów 350.

Słomniczanka: Strycharz 5 - W. Zagrodzki 5, Burmer 5, Rożek 6 - Sowula 6, Urbański 4 (46 Kijowski 5), Pater 5, Socha 5, Zaranek 5 (58 Łukaszyk 4) - Mirek 5, Domagała 4 (46 Piszczek 6).

Cracovia II: Gliwa 6 (46 Zachariasz 6) - Piątek 6, Madoń 6, Wiącek 6, Rosiek 6 - Suślik 6, Szwajdych 7, Biegajło 6, Jeleń 6 - Tatara 6, Dudziński 7.

   Istotne znaczenie dla losów spotkania i przede wszystkim dla wyniku miał fakt, iż po przerwie rezerwy Cracovii zmuszone były kontynuować grę w osłabieniu. Wynikało to z tego, że Jeleń i Tatara dzień wcześniej występowali w drużynie juniorów młodszych i przekroczyliby limit 90 minut.
   Pierwsze minuty dla gospodarzy, jednak Domagała zmarnował dwie świetne okazje. Z upływem czasu goście zaczęli poczynać sobie coraz śmielej. W 19 min po centrze z prawej Piątka Szwajdych "główką" z bliska zaskoczył Strycharza posyłając piłkę w krótki róg.
   Gospodarze nie ochłonęli jeszcze po stracie gola i wtedy spotkał ich kolejny cios. Szwajdych z Dudzińskim rozklepali defensywę miejscowych, potem z prawej strony dokładnie dośrodkował Tatara i wchodzący w pole karne Dudziński celną "główką" zakończył akcję.
   Po przerwie grający w osłabieniu goście nie mogli już prowadzić otwartej gry, co z kolei wykorzystała Słomniczanka rozpoczynając frontalne ataki.
   W 56 min po strzale Patera z 18 m bramkarz odbił piłkę, po czym obronił dobitkę Zaranka, ale był już bezradny wobec poprawki Piszczka z 5 m. W 70 min po dośrodkowaniu Rożka z lewej piłka trafiła do Sowuli, który mocnym uderzeniem z 14 m zaskoczył Zachariasza.
   Goście nie ograniczali się wyłącznie do obrony, a trzy wyprowadzone przez nich kontry powinny przynieść bramki (Dudziński 2, Szwajdych).
BOGUSłAW LIMBERGER

Coś jest nie tak

Nie tak powinna wyglądać sytuacja w rezerwach I-ligowego klubu aspirującego do gry w europejskich pucharach. Już w 26. kolejce w meczu z Garbarzem podopieczni Roberta Mazanka przystąpili do gry w dziesiątkę.

- Od momentu, gdy zapewniliśmy sobie utrzymanie, drużyna jest traktowana po macoszemu, zresztą wcześniej też nie było z tym najlepiej - powiedział jeden z piłkarzy Cracovii II, proszący jednak po zachowanie anonimowości. - Bez podania powodu działacze oświadczyli, że nie wypłacą nam zaległych premii za wywalczone zwycięstwa. Stwierdzili wręcz, że za grę w Cracovii to my powinniśmy dopłacać. W drużynie nie ma kierownika, masażysty, od wszystkiego jest trener. Gramy praktycznie dla siebie, dla własnej satysfakcji i z sentymentu, stąd nasza dzisiejsza determinacja.

Ograni przez dwóch

Orzeł Piaski Wielkie - Bolesław Bukowno 4-1 (2-0)

1-0 Łabuś 8, 2-0 Kossak 36, 3-0 Kozień 58, 3-1 Bieda 60, 4-1 Mazela 89.

Sędziował Paweł Płoskonka (Tarnów). Żółte kartki: Korta, Peterman - A. Szczypciak. Widzów 150.

Orzeł: Korta 6 - Kożuch 5, Bańbuła 5, Marek 5 - Peterman 4 (46 Wolak 5), Kossak 6 (71 Chachlowski), Łazarczyk 5, Kucabiński 5, Cieloch 6 - Łabuś 7 (87 Wajda), Kozień 8 (77 Mazela).

Bolesław: Lato 5 - A. Szczypciak 3, Szczepanowski 4, Waszkiewicz 5, Kwiecień 3 - T. Szczepanik 4, Kulawik 5, Barnaś 4, Bieda 5 (71 Leśniak) - P. Szczepanik 5 (84 Jasik), R. Szczypciak 6.

   Udał się piłkarzom Orła rewanż za porażkę w I rundzie w Bukownie 0-4, choć sobotnie zwycięstwo powinno być jeszcze wyższe.
   Ogromny udział w triumfie mają napastnicy gospodarzy Łabuś i Kozień. Kilkakrotnie w tym meczu rozmontowali kiepsko spisującą się defensywę Bukowna. Efektownym dryblingiem i przeglądem pola imponował zwłaszcza Kozień. W pierwszych 20 minutach czterokrotnie wrzucił futbolówkę w pole karne do niepilnowanych partnerów, ale tylko raz - po strzale Łabusia piłka znalazła drogę do siatki (w pozostałych przypadkach: Cieloch minął się z nią, później po jego dość przypadkowej "główce" piłka trafiła w słupek, ponadto strzał Łabusia obronił Lato).
   Goście coś ciekawego pokazali po półgodzinie gry. Najpierw dośrodkowanie Kwietnia trafiło wprost na głowę Kulawika, ale ten strzelił w golkipera. Chwilę później uderzenie z dystansu Waszkiewicza nieznacznie minęło bramkę. W odpowiedzi Kossak z rzutu wolnego (okolice 25 m) - mimo interwencji bramkarza i stojącego na przy słupku Szczepanowskiego - umieścił piłkę w "okienku".
   Po zmianie stron bukownianie ostro ruszyli do przodu i kto wie, jak potoczyłyby się losy tego spotkania, gdyby w 56 min P. Szczepanik lepiej przymierzył.
   Kilkadziesiąt sekund później kontrę Łabusia lewą stroną ładnie wykończył strzałem zza "16" Kozień. Wprawdzie chwilę później promyk nadziei przyjezdnym dał Bieda (po podaniu R. Szczypciaka), ale mimo iż krakowska obrona grała coraz słabiej, gola nie udało się gościom zdobyć.
   Długo ta sztuka nie udawała się także sprytnie kontrującym gospodarzom. W 65 min Kozień przeprowadził kolejny rajd, po raz wtóry przedryblował kilku rywali, ale mając już przed sobą tylko bramkarza, z kilku metrów posłał piłkę za wysoko. Jeszcze gorzej gracze Orła celowali w końcówce. W ostatnich 5 minutach sytuacji sam na sam z Latą nie wykorzystali Wolak, Mazela i Kucabiński. Zrehabilitował się tylko ten drugi, który w kolejnej próbie, po "położeniu" bramkarza trafił wreszcie do siatki.
Tekst i fot. ARTUR BOGACKI

Józek siĘ poprawi(Ł)

W końcówce w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali nie popisał się Mazela. - Józek się poprawi - pocieszał kibiców i dopingował zawodnika spiker. Faktycznie, kilkadziesiąt sekund później Mazela ponownie znalazł się oko w oko z Latą i okazji nie zmarnował. - A co przed chwilą powiedziałem? - triumfował spiker.

Tylko obiekt imponował

Proszowianka - Puszcza Niepołomice 0-2 (0-2)

0-1 Kępski 7, 0-2 Bernas 28.

Sędziował Tomasz Kita (Brzesko). Żółte kartki: Strojek, Górski, Kępski. Widzów 400.

Proszowianka: Łaciak 6 - Głąbicki 5, Gawlik 5, Wtorek 4 - Przeniosło 4, Walczak 4, Karpiński 4, Łach 5, Mach 4 - Wołczyk 5, Pater 5 (55 Pituła 4).

Puszcza: Kwedyczenko 5 - Strojek 6, Orzechowski 6, Górski 6 - Trybuch 5 (46 Sendorek 5), Bernas 6, Satora 6 (84 Nowak), Szczepański 5, Zięba 6 - Kmak 6, Kępski 7 (66 Maśnica).

   Licznie przybyli na mecz kibice z Niepołomic z dużym uznaniem wyrażali się o obiekcie Proszowianki. Jeszcze więcej słów pochwały mieli zawodnicy Puszczy dla płyty miejscowego boiska. Jednak efektowny obiekt to było wszystko, czym mogli wczoraj zaimponować gospodarze przyjezdnym.
   Na boisku dominacja Puszczy nie podlegała dyskusji. W trakcie pierwszej połowy można było odnieść wrażenie, że niepołomiczanie przyjechali na mecz pucharowy do którejś z drużyn z niższych klas. Byli szybsi, lepiej panowali nad piłką, bezkarnie wymieniali pomiędzy sobą całe serie podań, zamykając momentami Proszowiankę na jej połowie.
   Na efekty takiej gry nie trzeba było długo czekać. Już w 7 min z prawej strony ostro dośrodkował Satora, a dobrze znany miejscowym kibicom Kępski efektowną główką pokonał Łaciaka.
   Przewaga Puszczy trwała nadal. Jedyne, czym mogła się rewanżować Proszowianka, to rzadkie kontrataki, z których jednak żaden nie zakończył się mocnym i celnym uderzeniem. Choćby takim, jakie w 28 min oddał z okolic szesnastki Bernas. Pomocnik gości uderzył bez namysłu, piłka po drodze trafiła jeszcze w nogę któregoś z obrońców i obok bezradnego po raz drugi Łaciaka wpadła do siatki.
   Po zmianie stron proszowianie zagrali z większym zaangażowaniem, starali się częściej niepokoić Kwedyczenkę. Uratowali dzięki temu przynajmniej częściowo twarz w oczach swoich sympatyków, ale powtórki ze spotkania z Orłem, gdy doprowadzili ze stanu 0-2 do remisu, nie było - Puszcza to zbyt dobra drużyna. Indywidualne próby Łacha czy Wołczyka skazane były na niepowodzenie wobec uważnie grającej niepołomickiej defensywy. To samo dotyczy częstych wrzutek w pole karne ze stałych fragmentów gry. Wysocy Walczak czy Karpiński nie potrafili odnieść korzyści ze swoich dobrych warunków fizycznych.
   Goście z kolei wyszli na drugą połowę głównie z zamiarem niezaprzepaszczenia tego, na co uczciwie zapracowali w ciągu pierwszych 45 minut. Sztuka się udała, choć gdyby Kmak czy Maśnica (głową) uderzali nieco precyzyjniej w sytuacjach, które mieli, zwycięstwo Puszczy mogło być bardziej okazałe.
    Tekst i fot.: ALEKSANDER GĄCIARZ

Najpierw był piknik

Alwernia - Dalin Myślenice 1-0 (0-0)

1-0 Strączek 58.

Sędziował Konrad Kolak (Nowy Sącz). Żółte kartki: Jajko, Jasieczko - Dudzik, Tajs, Lech. Widzów: 100

Alwernia: Ciupek 6 - Dukała 5, Prokopiuk 5, Taborski 5 (66 Tekielak) - Balonek 6, Jajko 7, Strączek 7, Jasieczko 6, Borowczyk 5 (78 Ficek) - Józkowicz 6 (89 Feluś), Harańczyk 5 (90 Zieliński).

Dalin: Szuba 6 - Matusiak 4, Banaszkiewicz 5, Cygal 4, Tajs 4 - Stelmach 4 (55 Mistarz, 60 S. Kański), Lech 4 (70 Ostrowski), Dudzik 5, R. Kański 5 - Zieliński 4 (80 Suder), Włodarczyk 5.

   W doliczonym czasie gry, po rzucie wolnym Dudzika z 20 m, do odbitej przez Ciupka piłki ruszył S. Kański. Miał przed sobą pustą bramkę, w tym momencie jednak wywrócił się i Dalin stracił szansę na wyrównanie. Trener Dalinu Piotr Kocąb pokręcił z niedowierzaniem głową, ale po meczu przyznał, że gospodarze zasłużyli na wygraną.
   Szkoleniowiec gości myślał pewnie o II połowie, bo do przerwy miejscowi tak naprawdę raz zagrozili bramce rywali. W 10 min Józkowicz po podaniu Strączka uderzył z narożnika "piątki", ale Szuba szczęśliwie obronił. Niebezpiecznie było jeszcze po szarży lewą stroną i dośrodkowaniu Jasieczki wzdłuż bramki. W tej sytuacji żaden z partnerów nie zdążył zamknąć akcji. Poza tym mecz toczył się w piknikowej atmosferze. Z lasu otaczającego stadion Alwerni dochodził śpiew ptaków i w tym błogim nastroju oba zespoły dotrwały do przerwy.
   Dalinowi, który przyjechał osłabiony w każdej formacji brakiem: Gąsiorka, Muniaka i Wasilewskiego, taki przebieg spotkania pewnie odpowiadał.
   W II połowie gospodarze, zachęcani przez szkoleniowca Mariusza Wójcika, zaatakowali jednak bardziej zdecydowanie i mecz nabrał rumieńców. Efektem przewagi gospodarzy była bramka, której autorem był Strączek. Jego uderzenie z 14 m poprzedziła składna akcja, rozpoczęta przez Balonka, a potem kontynuowana przez Józkowicza z Borowczykiem.
   Następne gole wydawały się kwestią czasu. Przynajmniej dwukrotnie na listę strzelców mógł wpisać się Harańczyk. Najpierw po dograniu Balonka uderzył nad poprzeczką, a w 60 min był nawet w sytuacji sam na sam, ale przegrał pojedynek z Szubą. W 74 min z kolei Jasieczko dostał piłkę na 30 m i ruszył z impetem na bramkę gości, lecz zbyt długo zwlekał ze strzałem i został zablokowany. W ostatnim kwadransie na brak zajęcia nie narzekał także jego vis-á-vis Ciupek, broniąc strzały Włodarczyka i R. Kańskiego. Raz w zamieszaniu piłka otarła się o słupek po uderzeniu S. Kańskiego. Jak się okazało po sytuacji opisanej na wstępie, w tym dniu nie miał on po prostu szczęścia.
BOGUSŁAW KWIECIEŃ

Dobra passa

Trener Mariusz Wójcik, który objął zespół Alwerni w przerwie zimowej, nie widział jeszcze, jak jego podopieczni przegrywają. Tak się składa, że jedyną porażkę piłkarze MZKS ponieśli w Niepołomicach, gdzie jednak zabrakło ich szkoleniowca w związku z komunią syna. - Duchem byłem jednak z zespołem. Tak czy inaczej, ta dobra passa cieszy i mam nadzieję, że uda się ją utrzymać do końca - powiedział trener.

Letnie mikołajki

Skawa Wadowice - Trzebinia Siersza 3-1 (0-1)

0-1 Bartuś 6, 1-1 Rapacz 59, 2-1 Mikołajczyk 66, 3-1 Mikołajczyk 76.

Sędziował: Mirosław Krzyżak (Kraków). Żółte kartki: Skawina - Tanistra, Dziedzic. Widzów 200.

Skawa: Kubas 6 - Bzduła 6, Wojtulewicz 6, Jurzak 6 - Kalinowski 4 (46 Gałuszka 7), Wiecheć (22 Dyrcz 7), Rapacz 6, Skowronek 5, Skawina 6 (77 Graca) - Frączek 4 (46 Mikołajczyk 8), Praciak 5.

Trzebinia Siersza: Budka 5 - Dąbek 5, Strzeboński 5, Rolka 5 - Jędrzejczyk 5, Tanistra 6 (69 Dziedzic), Oczkowski 5, Durzyński 5 (81 Pieprzyca), Buczek 5 (73 Augustynek) - Stojewski 5 (81 Witkowski), Bartuś 6.

   Wprawdzie do grudnia pozostało jeszcze trochę czasu, ale wadowiczanie urządzili rywalom mikołajki. W głównej roli wystąpił oczywiście Tomasz Mikołajczyk, którego pojawienie się na boisku przypominało "wejście smoka". To właśnie jego trafienia pogrążyły przyjezdnych.
   W 66 min napastnik Skawy zaatakował prawą stroną, uderzając z lewej nogi w przeciwny róg. Potem wykorzystał zagranie z lewej strony Gałuszki, uderzając do siatki z niewielkiego wyskoku. Trener Sławomir Frączek, oglądający to spotkanie wtedy już z ławki rezerwowych, miał powody do satysfakcji. Zmiennicy przesądzili o wyniku spotkania. - Niestety, w ostatnich dwóch kolejkach nie da się zmienić godzin meczu. Okazuje się, że granie przed południem nam służy - stwierdził po meczu szkoleniowiec Skawy. Oprócz niego jeszcze trzech innych piłkarzy gospodarzy oraz Dziedzic z Trzebini wybierali się wieczorem na wesela i stąd zmiana godziny rozpoczęcia spotkania.
   Jednym z weselników był właśnie Mikołajczyk, który po strzelonych golach nie zaprezentował tanecznych umiejętności, co zapowiadał przed spotkaniem. - Cieszę się, że w końcu strzelecko się przełamałem. Chciałem, by moje gole przypieczętowały pierwszą wygraną w tej rundzie na własnym boisku i tak się stało - podkreślił po meczu szczęśliwy strzelec.
   Jednak na początku spotkania dominowali goście. W 6 min w niegroźnej sytuacji faulował Bzduła. Z 20 m uderzył Stojewski, Kubasowi piłka wypadła z rąk, więc do siatki wepchnął ją Bartuś. Został przy tym mocno poturbowany, ale szybko stanął na nogi. Bartuś był najbardziej widoczny wśród trzebinian. W 19 min urwał się lewą stroną, gubiąc trzech rywali, ale po wycofaniu piłki na 5 m nikt z partnerów jej nie sięgnął. Potem z kolei przypadła mu rola egzekutora. W 24 min zbyt lekko uderzył głową, stojąc kilka metrów przed bramką po dograniu z prawej strony od Tanistry.
   Gospodarze pierwszy strzał na bramkę rywali oddali dopiero w 40 min. Odważył się na niego Dyrcz i trzeba przyznać, że niewiele zabrakło mu do pełni szczęścia. Potem jeszcze w polu karnym w dobrej pozycji znalazł się Praciak, lecz zamiast strzelać, odgrywał piętą (45 min).
JERZY ZABORSKI

Zdaniem trenerów

Sławomir Frączek, Skawa:

- Korekty w składzie zdały egzamin. Trzebinia nie rozwinęła skrzydeł.

Antoni Gawronek, Trzebinia:

- Zamiast przy jednobramkowym prowadzeniu coś dorzucić, zostaliśmy trafieni.

Czarne chmury

Clepardia Kraków - Garbarz Zembrzyce 1-4 (1-0)

1-0 Jamróz 45, 1-1 Mańka 57, 1-2 Mańka 59 karny, 1-3 Świerkosz 68, 1-4 Kardaś 88.

Sędziował Krystian Kiwior (Tarnów). Żółte kartki: Gągol, Król, Bochenek, Makowski - Pacyga. Widzów 40.

Clepardia: Szymski 4 - Gągol 3 (72 R. Duda), Jamróz 5 (60 Miarka), D. Brussman 4 - Mazur 5, Bochenek 4 (72 Halota), Król 4 (79 Przygodziński), Makowski 5, Marzec 4 - Ptak 3, Mrowca 3.

Garbarz: Sulikowski 6 - Nosal 4 (82 Gałuszka), Sałapatek 5, Raczek 5, Wojtaszczyk 5 (90+1 Elżbieciak) - Pacyga 6, Cienkosz 7 (66 Kopacz), Skrzypek 4 (63 Kardaś), Jończyk 6 - Świerkosz 7, Mańka 8.

   W bardzo dobrych humorach schodzili na przerwę piłkarze Clepardii. Kilkadziesiąt sekund przed jej końcem gospodarze wykonywali rzut wolny spod linii bocznej pola karnego. Do piłki podszedł Jamróz i tak uderzył, że piłka wpadła w "okienko" bramki przyjezdnych.
   W przerwie nad stadion zaczęły nadciągać ciemne chmury, ale ulewa zaczęła się dwie minuty po zakończeniu spotkania. Jednak Garbarz "zlał" miejscowych już podczas drugich 45 minut.
   Mocne uderzenie gości zaczął w 57 min Mańka, który wykorzystał dobre podanie Jończyka i z bliska pokonał Szymskiego. Dwie minuty później Bochenek sfaulował w polu karnym Cienkosza i sędzia bez wahania wskazał na "wapno". Pewnym egzekutorem rzutu karnego był wspomniany Mańka.
   Zresztą już w 52 min mogła być podyktowana "11" dla gości. Wtedy Mańka znalazł się w polu karnym gospodarzy, gdzie został wzięty w kleszcze przez dwóch obrońców Clepardii. Piłkarz z Zembrzyc upadł, lecz sędzia orzekł, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.
   Krakowianie starali się odrobić straty, lecz ich ataki były anemiczne. Za to przyjezdni bardzo groźnie kontratakowali. W 61 min Cienkosz przejął piłkę w środku boiska, podał prostopadle do Świerkosza, który jednak przegrał pojedynek sam na sam z Szymskim.
   Przez bramkarza Clepardii, który popełnił duży błąd w 68 min, padła trzecia bramka dla przyjezdnych. Na 2 minuty przed końcem spotkania Garbarz wyprowadził kontrę, Świerkosz podał do Mańki, ten znalazł się w polu karnym gospodarzy. Przez chwilę wydawało się, że Clepardia nie straci czwartej bramki, gdyż Mańka "zgubił" futbolówkę. Jednak dopadł ją Kardaś i umieścił w siatce. W 90 min świetną okazję do zmniejszenia rozmiaru porażki miał Ptak, lecz jego strzał z bliska obronił Sulikowski.
RAFAŁ CZERKAWSKI

Dobra rada

Pierwszą połowę rozgrywano przy prawie pustych trybunach, gdyż okoliczni fani futbolu woleli oglądać mecz Azerbejdżan - Polska. Jednak garstce fanów Clepardii nie można było odmówić poczucia humoru. W 38 min, gdy Świerkosz będąc kilka metrów od bramki Szymskiego nie trafił w futbolówkę, jeden z kibiców krakowskich dał mu radę: - Widzisz piłkę? Trzeba trafić w to coś okrągłego.

Potem nie było mu pewnie do śmiechu, gdy Świerkosz "tym czymś okrągłym" trafił do bramki krakowian w II połowie.

Tabela i najbliŻsze mecze

1. Garbarnia 27 66 49-11

2. Fablok 27 55 48-22

3. Proszowianka 28 53 42-26

4. Alwernia 28 47 35-25

5. Puszcza 28 45 41-28

6. Dalin 28 38 43-24

7. Garbarz 28 38 33-43

8. Cracovia II 28 36 37-37

9. Karpaty 28 34 26-38

10. Bolesław 28 33 28-37

11. Trzebinia 28 32 31-38

12. Orzeł 28 30 31-49

13. Clepardia 28 29 25-39

14. Pogoń 28 28 30-39

15. Słomniczanka 28 26 24-42

16. Skawa 28 26 34-59

7 czerwca: Fablok - Garbarnia, 11 czerwca: Cracovia II - Fablok, Pogoń - Alwernia, Dalin - Skawa, Trzebinia - Orzeł, Bolesław - Puszcza, Garbarz - Słomniczanka, Garbarnia - Karpaty, Clepardia - Proszowianka.

(MARO)

Strzelcy IV ligi

17 - Świerkosz (Garbarz)

13 - Smoleń (Fablok), Wołczyk (Proszowianka)

12 - Skiba (Dalin), Salamon (Pogoń)

11 - Sikora (Fablok), Sendorek (Puszcza)

10 - Nazarewicz (Garbarnia)

9 - Mańka (Garbarz)

8 - Józkowicz (Alwernia), Przepiórka (Alwernia/Fablok), Lipecki (Garbarnia), Łabuś (Orzeł)

7 - Wasilewski (Dalin), Podgórski (Garbarnia), Mikołajczyk (Skawa), Bartuś, Lickiewicz (Trzebinia)

IV-ligowcy

w ocenie "DP"

6,33 - Łaciak (Proszowianka)

6,29 - Wołczyk (Proszowianka)

6,26 - Małota (Dalin/Garbarnia)

6,12 - Lipecki (Garbarnia)

6,08 - Szuba (Dalin), Nazarewicz (Garbarnia)

6,07 - Woźniak (Garbarnia)

6,00 - Sikora (Fablok), Salamon, Szot (Pogoń)

5,96 - Piszczek (Dalin/Garbarnia)

5,95 - Śliwa (Garbarnia), Fudali (Proszowianka)

5,92 - Przepiórka (Alwernia/Fablok), Szczepański (Puszcza)

5,87 - Pytel (Pogoń)

(BL)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie