W rodzinie trenera Wisły nawet święta uzależnione są od meczów

Piotr Tymczak
Kazimierz Moskal z synami: Kamilem (z lewej) i Dawidem
Kazimierz Moskal z synami: Kamilem (z lewej) i Dawidem Andrzej Banaś
Kiedy w przedszkolu szliśmy na spacer, zawsze brałem ze sobą piłkę – mówi Kazimierz Moskal. Tak jest do dziś. W jego domu króluje futbol. Jeden syn jest piłkarzem, drugi zagorzałym kibicem. W Poniedziałek Wielkanocny razem z mamą siądą przed telewizorem i zacisną kciuki za „Białą Gwiazdę”

Moskal Kazimierz! Nie rusz Kazika, bo zginiesz! – tę przyśpiewkę zna każdy fan Wisły Kraków. Tłumy na stadionie przy ul. Reymonta śpiewały ją już wówczas, kiedy Kazimierz Moskal jako zawodnik prowadził „Białą Gwiazdę” do sukcesów. Gdy został jej trenerem, tysiące osób przywitało go tym samym hasłem.

_– To ogromna radość! Jak tylko słyszymy te słowa, serce z dumy bije nam mocniej _– podkreślają synowie Dawid i Kamil.

A kibice śpiewają tak nie dlatego, że Kazimierz Moskal jest groźny, ale dlatego, że zapamiętali jego serce do walki, nieustępliwość i przywiązanie do klubu. Wiedzą, jak porządnym jest człowiekiem i nie dadzą mu zrobić krzywdy.

– Każdy kibic potrafi wyrobić sobie zdanie na temat poszczególnych zawodników. Myślę, że swoją postawą dałem powody do tego, aby tak mnie odbierano. Od najmłodszych lat nie ukrywałem tego, że Wisła jest dla mnie wyjątkowa, zawsze chciałem w niej grać, a później pracować. Wkładałem w to całe moje serce – zapewnia trener Moskal.

Jego serce dla futbolu bije od dziecka, a od ponad 20 lat do żony Jolanty i synów. Tworzą zgraną rodzinę, w której piłka i Wisła są na porządku dziennym. Mówią, że inaczej być nie może.

Nawet wtedy, kiedy trener z synami umawia się z nami na rozmowę, to w takim miejscu, by mieć na oku wiślacki stadion. Gdy trzeba zrobić wspólne zdjęcie, nie ma szans, by zapozował gdzie indziej niż na pobliskim boisku. I koniecznie z piłką.

Na wywiad nie zgodziła się tylko żona trenera, pani Jolanta. –_ Życie rodzinne to prywatna sprawa. A o piłce to wy będziecie opowiadać _– usłyszał od żony pan Kazimierz.

Nie przekonały ją nawet zapewnienia, że tematem będą święta. Może dlatego, że w rodzinie Moskalów nawet Wielkanoc będzie typowo piłkarska. Wszystko przez działaczy odpowiadających za terminarz ekstraklasy. Wymyślili, że Wisła w Poniedziałek Wielkanocny zagra na wyjeździe z Jagiellonią w Białymstoku. Trzeba przejechać 500 km. Niemal całą Polskę.

Rodzinnie było w Ziemi Świętej
Mecze podczas Wielkanocy to całkiem normalne wydarzenie nie tylko w naszym kraju. Kazimierz Moskal nie pamięta jednak takich sytuacji, by z powodu piłki nie miał choćby trochę czasu na świętowanie z rodziną.

Szczególnie zapamiętał takie momenty z czasów, kiedy grał w klubach w Izraelu, a Wielkanoc pokrywała się z żydowskim świętem Pascha. Różnica była taka, że jego sąsiedzi pochodzenia żydowskiego zasiadali do kolacji, a on wraz z rodziną świętował przy śniadaniu. Meczów wtedy nie rozgrywano.

– __W tym roku, żeby zjeść śniadanie, musimy wstać bladym świtem – przyznaje Kazimierz Moskal.

Mecz w Białymstoku zaplanowano w Poniedziałek Wielkanocny o godzinie 18. Drużyna w tak dalekie trasy wyjeżdża zawsze dzień wcześniej, aby piłkarze w dniu spotkania nie czuli zmęczenia. Odjazd wstępnie wyznaczono więc w Wielką Niedzielę około godz. 12. Zanim drużyna wsiądzie do autokaru trzeba będzie jednak jeszcze przeprowadzić w Krakowie obowiązkowy poranny trening. A to oznacza, że zawodnicy podczas śniadania będą musieli pamiętać o diecie. Trener będzie miał nieco lepiej, ale i tak braknie czasu na spróbowanie wszystkich świątecznych specjałów.

Przy stole na pewno nie zabraknie rozmów o zbliżającym się meczu. Już podczas życzeń zapewne pojawią się i takie związane z Wisłą i wygraną w Białymstoku_przypuszcza Kamil, który jest piłkarzem._

– Już dawno się pogodziliśmy, że będziemy mieć takie święta. Nawet zastanawiałem się, czy nie jechać na mecz, ale w święta postanowiliśmy zostać z mam_ą _– dodaje Dawid, zagorzały kibic.

To on z całej rodziny najbardziej przeżywa mecze Wisły, szczególnie prowadzonej do boju przez ojca. Kiedy niedawno Kazimierz Moskal objął zespół „Białej Gwiazdy”, pierwsze spotkanie przyszło mu grać z Legią w Warszawie. Wydawało się, że gorzej trafić nie mógł.

Wisła, która nie wygrała żadnego meczu w tym roku, pojechała do lidera tabeli, obrońcy mistrzowskiego tytułu. Dawid był tak zdenerwowany, że wolał oglądać mecz sam. W drugim pokoju. Niewiele brakowało, a wiślacy by wygrali. Skończyło się straconą bramką w ostatniej minucie i remisem. Uważa, że to i tak był dobry wynik. W rodzinie Moskalów odetchnęli z ulgą, ale tylko na moment. Za tydzień zbliżało się kolejne arcyważne spotkanie – derby u siebie z Cracovią. Wisła wygrała, a nowy trener zdaniem ekspertów zaliczył wejście smoka.

W domu Moskalów zapanowała radość, ale nie strzeliły korki od szampanów. Wszyscy zdają sobie sprawę, że liczyć się będzie miejsce na koniec sezonu.

Futbol, ewentualnie skoki
Po derbach była wolna niedziela. Moskalowie mogli się zrelaksować, posiedzieć wspólnie przy rodzinnym stole. Usiedli w dużym pokoju i... O godzinie 12.30 włączyli telewizor, bowiem mecz grała pierwszoligowa Termalica Bruk-Bet Nieciecza, którą w przeszłości prowadził Kazimierz Moskal (klub reprezentował też jego syn Kamil).

Gdy już zaczęli oglądać, zeszło do północy. Bo o 14.30 przyszedł czas na szlagier ligi angielskiej: Liverpool – Manchester United. Po nim trener Moskal zmienił kanał, aby zobaczyć, jak radzą sobie rywale z polskiej ligi (był transmitowany mecz Podbeskidzia Bielsko-Biała z Koroną Kielce). O godz. 18 nie mogli przecież opuścić hitu polskiej ekstraklasy: Lech Poznań podejmował Legię. A wieczorem o godz. 21 obowiązkowo zasiedli przed telewizorem, aby zobaczyć mecz na szczycie w Hiszpanii, czyli Gran Derbi FC Barcelona – Real Madryt.

Pani Jolanta już się przyzwyczaiła, że w domu jej mężczyźni stawiają głównie na futbol. – Nie tylko – przysięga Dawid. – Często wspólnie zasiadamy też przed ekranem i oglądamy skoki narciarskie.__

Dla Wisły mógł zostać kucharzem
Pierwsze wspomnienia, jakie Kazimierz Moskal zachował z dzieciństwa, związane są – jakżeby inaczej – z piłką.

– Nie rozstawałem się z nią od dziecka. W przedszkolu nawet jak wychodziliśmy całą grupą na spacer, to piłkę obowiązkowo zabierałem ze sobą__– opowiada trener „Białej Gwiazdy”.

Wszystko to działo się w Sułkowicach, gdzie przyszedł na świat w 1967 r. W rodzinnym mieście trenował w Gościbi. Od najmłodszych lat marzył jednak, aby trafić do Wisły i zamieszkać w Krakowie. Pod tym kątem wybrał szkołę średnią. Zainteresował się technikum elektronicznym, bowiem przeczytał w ulotce, że ta placówka współpracuje z piłkarskimi klubami, w tym z Wisłą.

To zadecydowało o wyborze szkoły. Gdyby taką współpracę z Wisłą prowadziło technikum gastronomiczne, to poszedłbym się kształcić na kucharza – zapewnia.
Jego plan się powiódł, bowiem szybko trafił do wymarzonej Wisły. Później wszystko też spełniało się jak we śnie. W pierwszej drużynie „Białej Gwiazdy” zadebiutował w wieku 18 lat. To był 1985 rok. Wisła spadła do drugiej ligi. Później powrócił z nią do najwyższej klasy rozgrywkowej. Założył rodzinę.W Krakowie jako zawodnik był znany, ale wtedy, pod koniec lat 80., nie miało to wielkiego przełożenia na zarobki.

– Jako piłkarze nie mogliśmy narzekać na to, ile zarabialiśmy i jak nam się żyło, ale z dzisiejszymi czasami to nie ma nawet co porównywać. Wtedy o odkładaniu pieniędzy nie było mowy__– wspomina.

Zapamiętał, że przez pół roku składał grosz do grosza, żeby kupić sobie magnetowid w Peweksie. _– _Po dżinsy chodziło się „na Tandetę”. Trzeba było na nie przeznaczyć całą pensję. Dla ludzi, którzy nie pamiętają tamtych czasów, teraz jest to niepojęte__– dodaje.

Kibice nie chcieli go puścić
Bardzo przeżył pierwsze rozstanie z Wisłą. Był już wyróżniającym się piłkarzem w naszym kraju. A krakowski klub miał problemy finansowe. Po Moskala zgłosił się zamożny Lech Poznań. Zaoferował dwa miliardy starych złotych. Nie pomogły demonstracje kibiców „Białej Gwiazdy” pod klubowymi budynkami Wisły.

Z żalem, ale też z konieczności, musieliśmy sprzedać Moskala. Uzyskane w ten sposób pieniądze pozwolą drużynie piłkarskiej na w miarę spokojne życie– tłumaczył wtedy Ludwik Miętta-Mikołajewicz, ówczesny dyrektor Wisły.

Moskal ze łzami w oczach musiał opuścić Kraków. – Przejście do Lecha było głosem rozsądku, a nie chęcią robienia większej kariery. Ta oferta pozwoliła Wiśle egzystować. Mnie też – przyznaje.

Dziś zdradza, że dużą rolę w tej decyzji odegrał aspekt rodzinny. W kontrakcie z Wisłą miał wpisane, że klub zapewni mu mieszkanie. Z powodu przemian na początku lat 90. Wisła nie mogła tego warunku spełnić. A w 1990 roku urodził się Dawid. – Nie mieliśmy gdzie mieszkać. Lech zapewniał, że będzie na mnie czekać odpowiednie lokum w Poznaniu. W końcu się znalazło, ale nie do końca było tak różowo jak podczas negocjacji – opowiada trener.

W Lechu spędził cztery sezony, zdobył dwa mistrzostwa Polski. – Wtedy nikt nie myślał o tym, że grając w Polsce można się dorobić. Każdy chciał grać jak najlepiej i myślał, że może uda się wyjechać za granicę i wtedy coś zaoszczędzić – opowiada.

Jemu się udało. Dostał ofertę z Izraela, którą przyjął. Tak trafił do Hapoelu Tel Awiw. Na początku był tam bez rodziny. Bardzo przeżywał rozłąkę z najbliższymi. Po treningu wracał do domu, był sam i nie mógł sobie znaleźć miejsca. Myślał o żonie i synach. Kiedy w końcu mogli do niego dołączyć, był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

W Izraelu początkowo mieli obawy o bezpieczeństwo, ale z czasem – w wolnych chwilach zaczęli coraz więcej zwiedzać. Na początek była Jerozolima.

Czuli się bardzo dobrze. Patrzyli, jak rosną synowie, którzy, tak jak ojciec, od najmłodszych lat gonili za piłką. –W Izraelu nie zawsze się z żoną wysypialiśmy – _przypomina sobie. – S_ynowie wstawali wcześnie rano i budzili nas, rozgrywając swoje mecze, przy tym głośno je komentując. Szybko podchwytywali słowa ze stadionu albo telewizyjnych transmisji i je powtarzali.

W jego ślady poszedł młodszy syn Kamil. Zaczął trenować w Wiśle, z czasem zaczął wyjeżdżać na mecze i obozy. Dawid zostawał w domu z mamą. Wspólne rodzinne weekendy stały się świętem. Problem też był z tym, aby znaleźć czas na wakacje. Trzeba było zwalniać synów na tydzień ze szkoły.

Dawid podkreśla, że jak tata był piłkarzem to mecze z jego udziałem oglądało się na dużo większym luzie niż teraz.

Zwłaszcza wtedy, kiedy Kazimierz Moskal, po dziewięciu latach, wrócił do Wisły, która dzięki obecnemu właścicielowi Bogusławowi Cupiałowi stała się krajową potęgą. Poza tym, odpowiedzialność piłkarza jest dużo mniejsza niż szkoleniowca. – Czytam różne komentarze po meczach. Jak coś nie pójdzie tak jak trzeba, to najbardziej obrywa trener – zauważa Dawid.

Nie ma życia bez piłki
Kazimierz Moskal zastrzega, że nie planował pracy jako trener. – _B_iorę co przynosi życie– zaznacza. –Mam wyuczony zawód technik elektryk – przypomina. – Nie wyobrażałem sobie jednak życia bez piłki – dodaje.

O jego przekwalifikowaniu się z piłkarza na trenera zadecydował przypadek. Wszystko odbyło się płynnie. Kiedy był jeszcze czynnym zawodnikiem ówczesny trener Wisły, Werner Liczka, zaproponował, aby pomógł mu w pracy. A Kazimierz Moskal do dziś na takie propozycje ma jedną odpowiedź: –__Wiśle się nie odmawia.
Później był asystentem kilku trenerów „Białej Gwiazdy”, a po zwolnieniu niektórych, przez pewien czas samodzielnie prowadził zespół.

Po raz ostatni asystentem w Wiśle był za czasów trenera z Holandii Roberta Maaskanta, który tak go polubił, że na jego cześć dał swojemu synowi imię Kaziu. Z tego powodu Maaskant nie pojawił się nawet na jednym z treningów. Później żalił się dziennikarzom, że przytrzymali go w polskim urzędzie. Tłumaczyli, że nie mogą zarejestrować imienia Kazio, a wyłącznie Kazimierz. Ostatecznie syn dostał imię... Kaziuflynn. Na takie urzędniczka zgodziła się jednak dopiero wtedy, gdy napisałem oświadczenie, że to imię holenderskie__– śmiał się trener Maaskant.

Niedługo później z powodu spadku formy drużyny Holender został zwolniony z Wisły. Zastąpił go jego asystent, czyli trener Moskal. To była praca, która miała potrwać dłużej.

Zaczęło się wyśmienicie. W grudniu 2011 roku z Wisłą wywalczył awans z grupy w Lidze Europy. Kłopoty zaczęły się wiosną. Najpierw „Biała Gwiazda” odpadła z europejskich pucharów po dwóch remisach ze Standardem Liege, a później po porażce 0:1 z Koroną Kielce stracił pracę. Znów musiał rozstać się z Wisłą.– Bardzo to przeżyłem – nie ukrywa.

Choć było trudno, nadal razem z synami zasiadali wspólnie przed telewizorem i kibicowali Wiśle. Nerwów było trochę mniej. Później synowie zaczęli też oglądać mecze Termaliki, w której trener Moskal znalazł kolejne zatrudnienie. Był bardzo blisko tego, aby wywalczyć z tym zespołem awans do ekstraklasy. O niepowodzeniu zadecydował gol stracony w kluczowym meczu, który został strzelony w ostatnich sekundach przez bramkarza rywali – Olimpii Grudziądz. Odebrał to jako wielkie rozczarowanie.

Kolejny klub, który poprowadził, to pierwszoligowy GKS Katowice. Piłkarze byli zadowoleni, do dziś go bardzo dobrze wspominają, ale działacze uznali, że wyniki nie były godne oczekiwań i jesienią ubiegłego roku został bez pracy. Znów nadeszły ciężkie chwile.

– W każdym zawodzie przychodzą gorsze dni i trzeba sobie z tym jakoś poradzić. Ciężko to jest lekko żyć. Gdyby wszystko tak łatwo przychodziło, pewnych rzeczy byśmy nie doceniali. Kiedy są porażki, to zwycięstwo jest słodsze__ – mówi trener Moskal.

Gdy był na bezrobociu starał się spędzać z żoną każdą wolną chwilę. Zwiedzali muzea, wybrali się na wszystkie krakowskie kopce, chodzili do teatru, kina.

Kamil nie ukrywa jednak: –Wolę przeżywać występy zespołów prowadzonych przez tatę, niż patrzeć na to, jak jest niezadowolony, kiedy nie ma pracy, nie może się zajmować tym, co najbardziej lubi robić.

Wszystko potoczyło się szybko
W tym roku Wiśle szło wręcz fatalnie. Po kolejnych porażkach zaczęły się spekulacje, kto może zastąpić trenera Franciszka Smudę. Kibice wśród kandydatów wymieniali nazwisko Moskala. Klub zaczął z nim rozmowy. W domu utrzymywał jednak wszystko w tajemnicy niemal do samego końca.

–__Nie powiem, że dowiedzieliśmy się o tym z internetu, ale prawie tak się stało – mówi Dawid.

Dzień przed ogłoszeniem, kto będzie nowym trenerem, szedłem na zajęcia na uczelni i __zobaczyłem, że tata jedzie samoc_hodem w stronę stadionu Wisły. Nawet się nie zatrzymał. Coś zacząłem przeczuwa_ć – dodaje Kamil.

– Sam do końca nie wiedziałem, jak będzie. Wszystko potoczyło się bardzo szybko – wyjaśnia trener Moskal.

Po podpisaniu umowy z Wisłą życie w jego domu znów się zmieniło. Powróciła dawna dynamika, entuzjazm.– Teraz tata jest bardzo zapracowany. Nie jest tak, że rano prowadzi trening, a później cały dzień ma wolny – opowiada Dawid. –___Ni_eraz wracam do domu wieczorem, a tata jeszcze siedzi przed komputerem czy notatkami, obmyśla taktykę, planuje treningi, rozpracowuje rywali. Tak jest codziennie.

Jego pracę podgląda już młodszy z synów, 23-letni Kamil. Obecnie gra w trzecioligowym Górniku Wesoła Mysłowice. Chciałby jeszcze trochę pokopać, ale z powodzeniem skończył już też kurs trenerski pierwszego stopnia. Wyjściem awaryjnym są studia na kierunku turystyka i rekreacja.

25-letni Dawid skończył studia licencjackie ze specjalizacją dziennikarską i pisze relacje z piłkarskich meczów do portalu Futbol Małopolska. Nadal się chce rozwijać w tym kierunku. –__Nigdy nie chciałem narzucać synom, co mają robić. Choć zdaję sobie sprawę, że to ja zaraziłem ich zamiłowaniem do futbolu – komentuje trener Moskal.

Przyznaje, że nie za bardzo lubi zmieniać środowisko. W Wiśle czuje się najlepiej. Zdaje sobie sprawę, że szczególnie w pracy trenera nie można myśleć o stabilizacji. Ale wierzy, że teraz nadszedł czas, aby poprowadzić „Białą Gwiazdę” do sukcesów.

Najbliżsi będą jeździć za nim na mecze albo zaciskać kciuki przed telewizorem. Tak też będzie w świąteczny poniedziałek. Synowie nie mają wątpliwości: – Gra Wisła i temu trzeba wszystko podporządkować.__

***

Kazimierz Moskal urodził się 9 stycznia 1967 r. w Sułkowicach, jest wychowankiem tamtejszej Gościbi. Od 1982 r. związany z Wisłą Kraków. W jej barwach w ekstraklasie zadebiutował w czerwcu 1985 r. W 1990 r. z Wisły przeszedł do Lecha Poznań (zdobył z nim dwa mistrzostwa kraju i dwa Superpuchary), co pozwoliło krakowskiemu klubowi zyskać pieniądze na przetrwanie. Później grał w izraelskim Hapoelu Tel Awiw (4 sezony) i Maccabi Irony Ashdod (1 sezon). Po powrocie do Polski przez dwa lata był zawodnikiem Hutnika Kraków, a później wrócił do Wisły.

Grał jeszcze w Górniku Zabrze. W reprezentacji wystąpił sześć razy i zdobył jednego gola. W Wiśle rozegrał 289 spotkań. Zdobył z nią dwa tytuły mistrza Polski, dwa puchary kraju i jeden Puchar Ligi. Trenerskiego fachu uczył się w Wiśle jako asystent trenerów: Wernera Liczki, Jerzego Engela, Tomasza Kulawika, Dana Petrescu, Dragomira Okuki, Adama Nawałki i Roberta Maaskanta. Samodzielnie prowadził Wisłę przez część 2007 r. oraz na przełomie lat 2011/2012. Później był trenerem Termaliki Bruk-Bet Nieciecza i GKS-u Katowice. Od marca prowadzi Wisłę.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3