W sąsiedztwie sławnych ludzi

W sąsiedztwie sławnych ludzi

7 oddziałów

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Robert Trojan, Sebastian Sołtys i Antoni Pietryka lubią Rząskę i niecierpliwie czekają na nowe boisko Fot. Barbara Ciryt

Robert Trojan, Sebastian Sołtys i Antoni Pietryka lubią Rząskę i niecierpliwie czekają na nowe boisko Fot. Barbara Ciryt

Starsza pani spaceruje z maleńkim pieskiem. Przygląda się ogródkom, z krótko przyciętą trawą i zielonymi krzewami. - Czasem w tych ogródkach można dojrzeć grządkę z warzywami, ale z dawnych pól zasianych zbożem, zasadzonych ziemniakami już nic nie zostało. Wszystko wysprzedane pod budownictwo - mówi Maria Trzask z Rząski, która sprowadziła się tu 56 lat temu.
Robert Trojan, Sebastian Sołtys i Antoni Pietryka lubią Rząskę i niecierpliwie czekają na nowe boisko Fot. Barbara Ciryt

Robert Trojan, Sebastian Sołtys i Antoni Pietryka lubią Rząskę i niecierpliwie czekają na nowe boisko Fot. Barbara Ciryt

Robert Trojan, Sebastian Sołtys i Antoni Pietryka lubią Rząskę i niecierpliwie czekają na nowe boisko Fot. Barbara Ciryt

Rząska jest jak Kraków; domy, sklepy i autobus co 15 minut. Choć to wioska - znanych artystów i sportowców można spotkać codziennie, a krowa na ulicy jest zaskoczeniem.

Zainteresowanie gruntami w tym miejscu jest ogromne.
Ludzie znani z pierwszych stron gazet i telewizji kupili tu domy. Każdy wie, że w Rząsce mieszkają: Dymna, Frankowski, Sikorowski, prof. Dźwigaj ma tu pracownię rzeźbiarską. - Pewnie ci ludzie, którzy objechali kawał świata wiedzą, wiedzą gdzie jest najlepiej i to miejsce wybrali do zamieszkania. Inni zwykli mieszkańcy już nie muszą szukać. Dla tych sław się tu sprowadzili - snuje teorię pan Tadeusz. - Idąc ulicą mogę spotkać muzyka, którego płyty przed chwilą słuchałem. Pozdrowię go, on rękę poda - cieszy się mężczyzna. Tylko te domy za wielkimi murami, zamykanymi na ciężkie żelazne bramy mu nie odpowiadają. - Obwarują się, zastawią parkanami i tylko nazwy firm ochroniarskich migają przed oczami - przyznaje pan Tadeusz.

Ewelina Borkowska sprowadziła się do Rząski 15 lat temu. Nie ze względu na sławnych ludzi. - Dla ciszy, spokoju i wygody - mówi. Przyszła tu do męża. - Dobrze mi się żyje. Ludzie są przyjaźni, jest bezpiecznie, chodniki przy drogach, rozbudowana szkoła, przedszkole, plac zabaw - cieszy się pani Ewelina, bo ma dwóch synów Adriana, który chodzi do podstawówki, a w wózku małego Mikołaja. Przybysze narzekają jedynie na ceny działek. - Drogo, bo za ar trzeba zapłacić 20 do 40 tys. zł, zależy od miejsca, widoku, dojazdu - mówią.

Rdzenni mieszkańcy opowiadają, że zainteresowanie Rząską było od dawna. - Nawet kardynał Adam Sapieha tu kupił tereny - mówi jeden z mieszkańców. Dlaczego? - Żeby sprowadzić zakonnice, które biednych poratowałyby miską strawy, albo dały jakąś pracę - mówi dawny sołtys wioski Tadeusz Niedbała.

Kiedyś Rząska była podzielona na część duchowną, podlegającą kościołowi Mariackiemu i szlachecką. - Kardynał Sapieha kupił ziemie po stronie szlacheckiej i oddał je siostrom albertynkom. Zakonnice wynajmowały ludzi do uprawy ziemi i karmiły biedotę. Jeszcze teraz przy domu zakonnym bezrobotni mogą liczyć na jakąś zupę - mówi Niedbała.

Dziś tylko starsi tęsknią za widokiem ludzi uwijających się w polu, za łanami pszenicy i żyta. Na ulicach czasem pojawia się krowa. Gospodarzy, którzy mają zwierzęta jest trzech może czterech. - Krów w wiosce ze sześć - liczy były sołtys. Ale kiedy krowa wychodzi na ulicę ludzie patrzą jak na nieziemskie zjawisko. - Co one tu robią? - dziwi się sprzedawczyni ze sklepu. - Przecież to wieś - odpowiadają tubylcy, ale wiedzą, że ich wieś zmieniła się i lada dzień jedynymi zwierzętami będą tu psy na smyczach.

- Teraz Rząska jest jak Kraków. Starych domów niewiele, są za to nowe, kolorowe, ładne osiedla - mówi Maria Trzask. Wspomina, że kiedyś byli tu głównie chłopo-robotnicy. Pani Maria sama pracowała w polu i zawodowo w krakowskich zakładach tytoniowych. - Wioska była wtedy biedna, ani sklepu, ani dobrej drogi nie mieliśmy, tylko kurz się unosił - wspomina. - Dziś wszędzie sklepy, a autobusy jadą co 15 minut. Kiedy ja pracowałam, trzeba było chodzić na nogach - mówi.
1 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo