W starym stylu

Redakcja
Raz jeszcze okazało się, jak trudno zmienić ludzką świadomość i przyzwyczajenia. Model propagandy pozostał ten sam co niegdyś. Panują w nim wielkie zadęcie i pracowicie przygotowywany wizerunek skromnego przywódcy.

WŁADYSŁAW A. SERCZYK: Znad granicy

Raz jeszcze okazało się, jak trudno zmienić ludzką świadomość i przyzwyczajenia. Model propagandy pozostał ten sam co niegdyś. Panują w nim wielkie zadęcie i pracowicie przygotowywany wizerunek skromnego przywódcy.

   Mężowie stanu kochają przebierać się w cudze łaszki, zwłaszcza realizować dziecięce marzenia sprzed lat o "prawdziwej" zabawie w wojsko. Szczególne upodobanie w tym kierunku zdradzają prezydenci i monarchowie. W Polsce powojennej tylko Bolesław Bierut i Henryk Jabłoński nie dali się ubrać w sorty mundurowe, Jaruzelski zaś, ze zrozumiałych względów, nawet na chwilę mundur zdjął i przywdział cywilne ubranie. Natomiast i Wałęsę, i Kwaśniewskiego oglądaliśmy niejednokrotnie w panterkach, w pelerynach i Bóg wie w czym jeszcze przy każdej stosownej okazji. Bush też sobie nie żałuje, chociaż wcale to nie poprawia jego wizerunku.
   Z kolei Putin szalał zaraz po nominacji na prezydenta, pojawiając się w mundurze na lotniskach, w garnizonach i koszarach, pragnąc zapewne w ten sposób pozyskać sobie wojskowych, od których w znacznej mierze zależała trwałość jego rządów. Teraz, gdy w Rosji zbliżają się kolejne wybory prezydenckie, Putin przypomniał sobie o starej, dobrze wypróbowanej i nad wyraz skutecznej metodzie pozyskiwania zwolenników. Znów ruszył między prostych marszałków i zwykłych generałów, nie zapominając o włożeniu na siebie mundurka, gustownie skrojonego i uszytego przez nadwornego kremlowskiego krawca. W Rosji, gdzie istnieje tradycja mocnych jednostek budujących silną władzę centralną, tego rodzaju gest zrobić musiał również dobre wrażenie na cywilach, bo przecież rosyjski prezydent do wielkoludów nie należy i wzrost ma, mówiąc elegancko, średni. Inna sprawa, że chłodne, beznamiętne spojrzenie, jakie kieruje czasem na wyższych od siebie, przypomina, iż to właśnie on ma wystarczającą władzę, by tę różnicę zlikwidować.
   Teraz zaczął kampanię w starym stylu, świadomie odwołując się do niedawnej tradycji i łącząc z ludźmi, dla których - jak stwierdził - rozpad ZSRR stanowił dramat osobisty. Doradcy podpowiedzieli mu zapewne, że dodatkowo byłoby dobrze utrwalić przekonanie o istotnej konieczności stopniowego przywracania supermocarstwowego znaczenia państwa rosyjskiego, zwłaszcza że po marsjańskich sukcesach NASA zapomniano o rosyjskich rakietach, a przecież katastrofa amerykańskiego promu kosmicznego spowodowała, iż stały się one obecnie jedynymi środkami komunikacji łączącymi Ziemię z wybudowaną wspólnymi siłami stacją kosmiczną.
   Próba zademonstrowania rosnącej potęgi militarnej Moskwy, jak wiadomo, zakończyła się całkowitą klapą. Pierwsza wystrzelona rakieta spadła do morza w odległości kilkuset metrów od miejsca startu; drugą trzeba było zniszczyć w locie, bo poleciała nie tam, gdzie powinna; wystrzelenie trzeciej wstrzymano, gdyż prawdopodobnie sama zaklinowała się w wyrzutni atomowej łodzi podwodnej, ale - na szczęście - nie wybuchła, jak przed laty w czasie tragedii "Kurska". Do tego wszystkiego, jakby mało było kompromitacji, dowodzący manewrami generał oświadczył, tłumacząc ostatnie z wymienionych wydarzeń, że wszystko odbyło się zgodnie z planem, bo rakieta nie miała być wystrzelona, a chodziło tylko o sprawdzenie procedur związanych z jej odpaleniem.
   Na zakończenie zabrał też głos sam prezydent, informując, że Rosja ma nowe wielogłowicowe rakiety o celności kilkakrotnie przekraczającej dotychczasowe osiągnięcia światowego przemysłu zbrojeniowego. Najwidoczniej przemówienie to znajdowało się w planach przedwyborczo-inspekcyjnej podróży Putina i z pewnością zabrzmiałoby groźnie, gdyby powiodły się zaplanowane próby z bronią rakietową, natomiast po ich fiasku wywołało diametralnie odmienne wrażenie.
   Raz jeszcze okazało się, jak trudno zmienić ludzką świadomość i przyzwyczajenia. Po Moskwie jeżdżą nowoczesne samochody; w przeszklonych hipermarketach sprzedaje się te same towary, co na Zachodzie; stosowanie cen obliczanych w dolarach i euro staje się coraz powszechniejsze, wypierając ruble na bazary oraz do stołówek i sprzedających byle jaką żywność "gastronomów" - jednak model propagandy pozostał ten sam co niegdyś. Panują w nim: wielkie zadęcie, pracowicie przygotowywany wizerunek skromnego przywódcy troszczącego się o byt każdego obywatela, zwłaszcza zaś tego, któremu jest najtrudniej i - rzecz jasna - z drugiej strony, wielkie sukcesy rodzimych wynalazców, krajowego przemysłu oraz największych na świecie krasnoludków.
   Dążenie Rosji do odzyskania dawnego znaczenia na arenie międzynarodowej jest całkowicie zrozumiałe. Dysponuje ona potężnym potencjałem surowcowym, a także coraz nowocześniejszą bazą przetwórczo-produkcyjną. Niestety, wciąż jeszcze brakuje w niej gotowości do dokonania kolejnej po pieriestrojce zmiany sposobu myślenia. Nawet ostatnia demonstracja Gazpromu wobec Białorusi została przeprowadzona w starym stylu: w trosce o własne interesy, ale zupełnie bez zwracania uwagi na innych, w tym wypadku Niemcy i Polskę. Trzeba i nam pomyśleć o sobie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie