W szatni narodził się kolektyw

Redakcja
Martin Voznik jest dobrej myśli przed pojedynkami finałowymi. Fot. Maciej Zubek
Martin Voznik jest dobrej myśli przed pojedynkami finałowymi. Fot. Maciej Zubek
Co się działo w szatni po niedzielnym wygranym spotkaniu po którym zakończyliście zwycięsko półfinałową batalię z GKS Tychy?

Martin Voznik jest dobrej myśli przed pojedynkami finałowymi. Fot. Maciej Zubek

Dzień przed pierwszym meczem finału rozmawiamy z hokeistą Wojasa Podhale MARTINEM VOZNIKIEM

- Przede wszystkim wielka radość, ulga i satysfakcja. Biorąc pod uwagę problemy z jakimi borykamy się od początku sezonu to ten awans do finału jest naszym olbrzymim sukcesem a wierzę, że to nie jest jeszcze nasze ostatnie słowo.

To było jedno z najlepszych spotkań nie tylko tego sezonu, ale chyba i kilku poprzednich. Zgodzi się Pan z tym?

- Myślę, że tak. Faktycznie w tym dniu każdy z nas zagrał na 100 procent swoich możliwości. Wszyscy co do jednego byliśmy doskonale, przede wszystkim mentalnie przygotowani do tego meczu. Byliśmy prawdziwym kolektywem i jednością. Dwudziestu ludzi wyszło na lód z jednym jasnym celem i dzięki ogromnej woli walki i zaangażowaniu udało się nam go osiągnąć.

W czwartym meczu serii przegrywacie u siebie 2-6 by w szóstym rozgromić Tyszan 6-0. Skąd taka metamorfoza?

- To wszystko siedzi w głowach. W czwartym meczu zabrakło nam odpowiedniego podejścia. Każdy myślał, że jakoś to będzie. I to przełożyło się na naszą postawę. Zagraliśmy fatalnie pod każdym względem. Paradoksalnie ten mecz jednak nas zjednoczył i dał nam takiego pozytywnego "kopa". Byliśmy ogromnie źli sami na siebie i ta sportowa złość wypłynęła nas w tym ostatnim meczu.

Półfinałowym potyczkom towarzyszyło sporo emocji. Dużo było wzajemnych złośliwości i zagrań na pograniczu gry faul...

- Taki jest właśnie play-off. To jest esencja całego sezonu. Tu każdy walczy o życie. Wychodzisz na lód i zapominasz o tym, że w drużynie przeciwnej grają koledzy. Walczysz z całych sił aby pokazać się przed kibicami czy rodziną. Czasem zdarzają się faule czy nieczyste zagrania, ale one wynikają z ferworu walki a nie ze złośliwości.

Najwięcej kontrowersji wzbudził oczywiście faul Dimitri Suura na Łukasze Sokole. Jak z Pana pespektywy to wyglądało?

- Znam zarówno "Dimę" jak i Łukasza z którym przecież cały sezon grałem w Toruniu. Wiem, że gdyby Łukasz zapiął porządnie kask - czego nigdy nie miał w zwyczaju - to myślę, że praktycznie nie ucierpiał by w tym starciu. Atak Dimy moim zdaniem - a analizowałem go po meczu na video klatka po klatce - był czysty. Może w ostatniej fazie Dima podniósł delikatnie łokieć, ale nie do tego stopnia, żeby zrobić krzywdę Łukaszowi. W Stanach Zjednoczonych przykładowo nikt by tego starcia nie gwizdnął jak faulu. U nas inaczej jest to interpretowane. Na pewno jednak żadnej złośliwości i celowości ze strony Dimy tu nie było. On sam mocno przeżywa tę sytuację i czeka na decyzję Wydziału Gier i Dyscyplin.

Kierownik GKS Tychy Karol Pawlik na konferencji prasowej po tym pamiętnym meczu uznał atak Surra za celowy i dokonany z premedytacją. Winą za całą tą sytuację obarczył trenera Milana Jancuskę, który jego zdaniem podburzał was do tego typu zachowań...

- Myślę, że te słowa były powiedziane na gorąco. Kierowały nim emocję. Z drugiej strony szkoda, że pan Pawlik zapomniał już o wydarzeniu z ubiegłorocznego finału Tychów z Cracovią, kiedy w jednym ze spotkań Proszkiewicz bezpardonowo kijem zaatakował twarz Bondarevsa. I mimo, iż pokazywane to było przez telewizję i widziały to miliony ludzi to zawodnika nie spotkała za to żadna kara. Moim zdaniem to zasługiwało nawet na karę kilku miesięcy dyskwalifikacji. Czemu wtedy pan Pawlik tak głośno nie domagał się sprawiedliwości?
Pora zapomnieć o półfinałach. Teraz przecież przed wami walka o "złoto". Wielu nie daje wam większych szans w starciu z Cracovią. W czym Pan widzi szansę na nawiązanie walki z "Pasami"?

- Właśnie w tym, że już na starcie nas praktycznie przekreślono. Głośno mówi się, że Cracovia ma z nami bonus, że na osiem meczy w tym sezonie wygrała siedem. To wszystko prawda, ale tak naprawdę w play-off to nie ma znaczenia. Najlepiej pokazuje to choćby nasza ćwierćfinałowa rywalizacja z Jastrzębiem. Z nim też mieliśmy bonus, wygraliśmy z nimi siedem meczy, a wszyscy wiedzą jak ta rywalizacja wyglądała. Na Cracovii ciąży presja. Ona jest faworytem i musi zdobyć mistrzostwo. Z nas już to obciążenie spadło. Zrealizowaliśmy więcej niż zakładano. To jednak może być naszym dodatkową siłą. Po tym ostatnim meczu z Tychami w naszej szatni narodził się kolektyw i mam nadzieję, że tak zostanie już do końca sezonu a naprawdę możemy sprawić niespodziankę.

Te półfinałowe boje z Tychami i wcześniejsze z Jastrzębiem kosztowały was mnóstwo sił. Zdrowia wystarczy wam jeszcze na finał?

- Powiem tak - w tej kwestii też wszystko rozstrzyga się w głowach. Sercem i ambicją można przezwyciężyć każdy ból. Jeżeli idzie ci dobrze, a przy tym całej drużynie to nie myślisz o zmęczeniu czy o tym co boli. Poza tym mamy młody zespół. Większość spotkań graliśmy na cztery piątki i to na pewno w jakiś sposób odciążyło każdego z nas. Jesteśmy w rytmie meczowym i to też może być nas plus. Moim zdaniem te 10 dni przerwy jakie miała Cracovia może im bardziej zaszkodzić nić przynieść korzyści.

Czy zgodzi się Pan z opinią, że powstrzymanie Leszka Laszkiewicza będzie decydującym czynnikiem do wyeliminowania Cracovii?

- Na pewno tak. Leszek jest bez dyskusji jednym z najlepszych polskich zawodników i w głównej mierze gra Cracovii opiera się właśnie na nim. Dlatego jasne jest, że trzeba mieć szczególną uwagę na niego. I tu nie chodzi o to by jeden konkrety gracz za nim się uganiał. Każdy z nas, który będzie z nim na lodzie musi go uważnie pilnować.

Cracovia to zespół biorąc pod uwagę potencjał kadrowy, drużyna bardzo podobna do Tychów. W czym Pan widzi różnicę pomiędzy tymi drużynami?

- Dla mnie Tychy to jest zlepek indywidualności. Z kolei Cracovii przede wszystkim jest mocna jako drużyna. To głównie zasługa trenera Rohaczka, który jest świetnym szkoleniowcem. Potrafi nie tylko odpowiednio zmotywować zawodników, ale i każdego z nich zdyscyplinować. Jego chyba największą zaletą jest umiejętność doskonałego przygotowania zespołu do sezonu. Wiem to doskonale bo sam spędziłem w Krakowie pod jego dowództwem cały sezon.

Największe atuty Cracovii i Podhala?

- Co do Cracovii to jak już wspomniałem ich największą siłą jest Leszek Laszkiewicz. Na pewno będą też doskonale przygotowani pod względem taktycznym. Jeżeli chodzi o nas to uważam, że mamy drużynę w który doświadczenie doskonale uzupełnia się z młodością.
A słabości?

- To są już dwa najlepsze zespoły dlatego ciężko szukać słabych punktów. Powiem tak na pewno przewagą Cracovii nad nami jest dłuższa ławka. Mają możliwość większego manewru formacjami. U nas odpukać, kontuzja jednego czy drugiego zawodnika mocno komplikuję sytuację.

W ilu meczach skończy się finałowa rywalizacja?

- Moim zdaniem będzie maksymalna ilość spotkań i wszystko rozstrzygnie się w Nowym Targu. Wierzę mocno, że to my będziemy świętować tytuł!

Rozmawiał MACIEJ ZUBEK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie