W zwierciadle modlitwy

BK
W swojej Ewangelii św. Łukasz dość pochlebnie wypowiada się o celnikach. Jezus powołuje Lewiego na apostoła (5, 27); jest obwołany „przyjacielem celników" (7, 34); opowiada im najpiękniejsze przypowieści o Bożym miłosierdziu (15, 1-32); wprasza się w gościnę do Zacheusza, zwierzchnika poborców podatkowych (19, 5). Nawet św. Jan Chrzciciel nie uważa ich profesji za grzeszną, pouczając, aby nie pobierali od ludzi więcej ponad to, co im wyznaczono (3, 13). Wbrew pozorom ewangelista nie przedstawia ich wyłącznie w ciemnych barwach.

Fot. THETA

„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik". (Łk 18, 10)

Podobnie rzecz się ma z faryzeuszami. Jedynie św. Łukasz wspomina o tym, że Jezus trzykrotnieje z nimi posiłek, odpowiadając na ich zaproszenie (7, 37; 11, 37; 14, 1), chociaż nie szczędzi im ostrych i gorzkich słów. To oni ostrzegają Je¬zusa przed zbrodniczym zamiarem Heroda (13, 31). Podczas gdy u pozostałych ewangelistów faryzeusze lub uczeni w Piśmie oskarżają Chrystusa o koligacje z Belzebubem, u Łukasza czynią to „niektórzy z tłumu" (11, 15). Wszyscy ewangeliści, z wyjątkiem św. Jana, zanotowali, że faryzeusze nie uczestniczą w procesie Jezusa ani nie rzucają obelg pod krzyżem.

Zasiadanie do stołu jest znakiem wspólnoty. Jezus nie unika ani celników, ani faryzeuszów. Poświęca im sporo uwagi i troski. Czasem odpowiada na ich prowokujące pytania. W sumie bardzo zależy Mu na obu grupach, gdyż reprezentuj ą one dwóch synów kochającego ojca. W każdym z nich wzrasta ziarno dobra wymieszane z chwastem, którego, jak wiemy, Chrystus nie pozwala wyrwać zaniepokojonym sługom.

Zwyczajowa interpretacja przypowieści o faryzeuszu i celniku przeciwstawia ich w sposób radykalny. W kontekście całej Ewangelii św. Łukasza wydaje się jednak, że ten kontrast należałoby nieco złagodzić. Faryzeusz nie ucieleśnia czarnego charakteru, a celnik chodzącej świętości. Ponadto, zgodnie z greckim tekstem, końcowe zdanie z dzisiejszej przypowieści powinno być raczej wyrażone w formie porównania niż zupełnego zdyskredytowania gorliwego faryzeusza: „Celnik odszedł do domu bardziej usprawiedliwiony niż faryzeusz". Ta wersja sugeruje, że Jezusowi nie chodzi jedynie o uwypuklenie, który spośród nich jest lepszy, a który gorszy. Owszem, celnik, zdaniem Jezusa, zasługuje na szczególną pochwałę, ale również modlitwa faryzeusza, pomimo jej napuszoności, nie jest bezwartościowa.

Paradoksalnie przypowieść nie dotyczy wyłącznie różnicy między osobami, lecz odpowiada na pytanie o to, jak powinniśmy się modlić, kiedy stajemy przed Bogiem. Postawa faryzeusza i celnika reprezentuje dwa różne sposoby modlitwy. Poza tym dialog z Bogiem ma doprowadzić do usprawiedliwienia człowieka. Co to znaczy? W sensie ścisłym chodzi o prawne oczyszczenie z zarzutów. Sprawiedliwość wyraża ocalające działanie Boga, który jak adwokat bierze człowieka w obronę. Stosując tę definicję usprawiedliwienia, można powiedzieć, że pokorna „mowa" celnika bardziej oczyściła go z ciążącej na nim winy niż pokazowa modlitwa zadufanego w sobie faryzeusza. Niemniej również ten drugi doznał wewnętrznego oczyszczenia, chociaż jeśli jego postawa nie ulegnie zmianie, będzie musiał długo czekać na pełne usprawiedliwienie.
W obu modlitwach odnajdujemy jeszcze inny kontrast. Moralne osiągnięcia wbijają faryzeusza w dumę, podczas gdy ich brak rzuca celnika na kolana. Jezus nie gani gorliwości i dążenia do doskonałości. Krytykując faryzeuszów, mówi: „Dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać" (Mt 23, 23). Można tak skoncentrować się na detalach, że sprawy istotne usuną się na dalszy plan. Jezusowi chodzi o utrzymanie rów¬nowagi między nimi, czyli ćwiczenie się w zdolności rozróżniania, co rzeczywiście należy w danym momencie uczynić, a czego zaniechać.

Przypowieść poucza nas, że w oczach Bożych żaden człowiek nie pozostaje na przegranej pozycji, obojętnie czy będzie to religijny pyszałek, czy notoryczny grzesznik. Ponadto chrześcijaństwa nie można utożsamiać z wyścigami lub olimpiadą, gdzie relacja z Bogiem i bliźnimi polega na współzawodnictwie i rywalizacji. Kto szybciej przebiegnie lub wyżej skoczy o tyczce, tego uhonorujemy medalem. Jezus wyraźnie mówi: naszych bliźnich mamy kochać, a nie konkurować z nimi i udowadniać swoją wyższość nad innymi.

Faryzeusz ma dobre chęci. Czy od razu trzeba węszyć zło w jego szczerym zapewnieniu, że nie chce być zdziercą, oszustem i cudzołożnikiem? Źródło jego problemu tkwi gdzie indziej. Przede wszystkim zauważmy, że w swojej „modlitwie" wylicza tylko rażące i publiczne wykroczenia, jakby nie istniały inne grzechy. Kiedy Jezus mówi o większej sprawiedliwości niż faryzejska, tłumaczy, że piąte przykazanie zostaje przekroczone już w momencie skrytego życzenia komuś źle i odczuwania nienawiści wobec niego, a nie dopiero w akcie zabójstwa.

Tej różnicy faryzeusz nie dostrzega. Czy nam się często tak nie wydaje? Nie zabiliśmy, nie ukradliśmy, nie cudzołożyliśmy, więc właściwie nie można się do niczego przyczepić. Jesteśmy przykładnymi chrześcijanami. Po drugie, faryzeusz porównuje się z innymi i gardzi „gorszymi" od siebie. Nie żyje się prawdziwą sprawiedliwością, jeśli - jak w przypadku starszego syna z przypowieści o kochającym ojcu - nie można wypowiedzieć do swojego bliźniego słowa „bracie". Dopóki będziemy na innych patrzeć protekcjonalnie, przesłanie Ewangelii pozostanie dla nas niezrozumiałe.

Wiele wskazuje na to, że Jezus przedstawia faryzeusza w sposób karykaturalny, z pewną nutą ironii. Niby na początku „pobożny" Izraelita zwraca się do Boga, okazując Mu wdzięczność, ale w trakcie modlitwy łypie oczami na prawo i lewo, porównując się z modlącym się sąsiadem. Oprócz tego faryzeusz wykazuje przesadną gorliwość, czym naraża się na śmieszność. Chełpi się, że odmawia sobie jedzenia „dwa razy w tygodniu". Jednakże według Prawa cała wspólnota powinna pościć podczas Dnia Przebłagania lub w szczególnych chwilach zagrożenia. Indywidualna i stała praktyka postna, znana w kręgach faryzeuszy, nie była zalecana przez Prawo. Wykluczałaby ona ze wspólnoty stołu, co wówczas byłoby postrzegane jako dziwactwo.
To samo dotyczy drugiej „przechwałki", w której faryzeusz oświadcza, że składa „dziesięcinę z wszystkiego, co nabywa". W rzeczywistości dziesięcina na rzecz świątyni dotyczyła pieniędzy, jedzenia, napojów, zbiorów, a nie każdej rzeczy, która mogła się znaleźć w posiadaniu Izraelity. Niektórzy nadgorliwcy przynosili do świątyni nawet zioła z ogródka. Można sobie wyobrazić uśmiech na twarzach słuchaczy, nie wyłączając faryzeuszów, kiedy usłyszeli o „koledze", który chciał zaimponować swoimi wyczynami samemu Bogu.

Interesujące światło rzuca na tę przypowieść również jej umiejscowienie w Ewangelii. Pojawia się ona między przypowieścią o wdowie i niesprawiedliwym sędzim a spotkaniem Jezusa z dziećmi. Wdowa jest przykładem wytrwałości i nieustępliwości w modlitwie. Z kolei dziecko oznacza duchową postawę ufności, wedle której człowiek nie musi sobie zapracowywać na Boże dary, gdyż może przyjść do Chrystusa, kiedy chce. „Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego" (Łk 18, 17). Postawa samousprawiedliwiania prowadzi do zamknięcia się na bycie obdarowanym.

Bóg chce, aby Go prosić, a nie zdawać relację ze swoich osiągnięć i pobitych rekordów. Jeśli jakieś mamy, to z pewnością pierwszy się o nich dowiedział. Czy dziecko będzie się dwoić i troić, aby zdobyć miłość mamy i taty? Owszem, jeśli rodzice oczekują od niego zbyt wiele. Czy poprosi rodzica o chleb, kiedy jest głodne? Owszem, jeśli jest przekonane, że go dostanie. Parę lat temu złożyłem wizytę pewnej rodzinie. Szybko zauważyłem, że mamie czworga dzieci rola gospodyni domowej ciążyła niemiłosiernie. Każdą prośbę dziecka o zwykłą herbatę zbywała zdziwieniem lub, co gorsza, wrzaskiem. Nic dziwne¬go, że po pewnym czasie dzieci przestały prosić o picie, udając się cichaczem do babci. Zrozumiały, że muszą sobie zasłużyć na dobry uczynek ze strony matki. Jeśli Bóg kojarzy się z taką mamą, taktyka przypodobania się wydaje się jedyną możliwą formą poruszenia Bożego serca.

Tymczasem celnik okazuje skruchę, przyznając bardzo ogólnie, że jest grzesznikiem, bez wchodzenia w szczegóły. Nie próbuje przedstawiać okoliczności łagodzących ani wybielać swojego postępowania. Liczy na zrozumienie Boga. Wyraża to dobitnie mową ciała: wzrok skierowany ku ziemi, bicie się w piersi, poczucie niegodności w zachowaniu dystansu. Te gesty dowodzą, że nie tyle słowna treść powinna rozpalać ogień naszej modlitwy, co stan ducha. Czasem milczenie przerwane jednym słowem wyraża więcej niż wyszukane myśli i monotonne opowiadanie o sobie. Z tego samego powodu w spowiedzi decydujący jest żal i wola poprawy, a nie same grzechy.

Modlitwa to papierek lakmusowy naszej relacji z Bogiem i z ludźmi. Warto się czasem zapytać, jaki obraz odbija się w tym duchowym lustrze. Kogo dostrzegłby ktoś, kto miałby wgląd w mój sposób modlitwy: komedianta, nudziarza, marudę, trajkotkę? Na kogo patrzę z góry, bo mnie się powiodło, a innym nie? Na sąsiada pijaka? Na rozwiedzionych? Na bezdomnych? Na rodziny wielodzietne? Czy najważniejszy w modlitwie jest dla mnie Bóg, w którego ramionach spoczywam jak dziecko albo próbuję zalać Go potokiem słów? Czy poświęcam szczególny czas dla Niego jak dla najbliższej osoby, zapominając o sobie i spełnieniu religijnego obowiązku? Czy w chwilach modlitwy doznaję wewnętrznego pokoju, czując się przyjętym i ocalonym?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie