Walka o ogień

Redakcja
Zapalnik TIP, najbardziej udatna nowość naszych czasów
Zapalnik TIP, najbardziej udatna nowość naszych czasów
Swego czasu wyświetlano film pod takim tytułem. Opowiadał o wyprawie trzech śmiałków z plemienia Ulam po ogień, który wcześniej utracili w wyniku napadu neandertalczyków. W czasie długiej niebezpiecznej wędrówki musieli staczać walki z tygrysami szablozębymi i plemieniem kanibali. Wszystko jednak kończy się happy endem mimo, iż rzecz dzieje się jakieś 80 tysięcy lat temu. Dziś, by skrzesać ogień nie trzeba stawiać czoła takim trudnościom; nawet neandertala stać na zapałki lub zapalniczkę.

Zapalnik TIP, najbardziej udatna nowość naszych czasów

Kraków Jana Rogóża

Ale od stosunkowo niedawna; jeszcze przed stuleciem wspomniane przybory nie były aż tak powszechnie dostępne i tanie. Z końcem XIX stulecia zapalniczka była nowinką wartą odnotowania nawet w prasie poświęconej poważnym sprawom kultury i sztuki. "Jeśli ktoś chce mieć ciągle pod ręką źródło ognia - donosi "Tygodnik Ilustrowany" - niech sobie sprawi krzesiwo elektryczne. Gracik ten w kształcie lwa, wyrobiony artystycznie, może stać na biurku lub kominku w salonie. W postumencie mieści się suchy element galwaniczny. Od niego biegnie prąd elektryczny do spirali platynowej umieszczonej w paszczy lwa, do której chcąc otrzymać ogień przyciskamy benzynową lampkę. Knot zapala się bezzwłocznie. Dla naładowania wyczerpanego długą służbą elementu trzeba odśrubować śrubkę między tylnemi nogami lwa, następnie 4 inne w postumencie, wyjąć puszkę i wlać do niej ługu sodowego, by nasycić watę między elektrodami. Wypada też zmieniać preparowany koks służący jako dodatni biegun ogniwa." Gracik ten, nowoczesny, bo elektryczny, kosztował jednakowoż ok.30 koron, był wnosząc z powyższej instrukcji uciążliwy w eksploatacji i raczej mało przenośny.

Zapalniczki podobne do dzisiejszych pojawiły się ok. roku 1900. "Nowiny" reklamują "Bardzo pięknie niklowany zapalnik TIP, który jest najbardziej udatną nowością naszych czasów. A służy już to do zapalania cygara lub też jako lampka kieszonkowa wyświadcza znakomite usługi".

Kosztował 2 korony, stosunkowo niewiele, ale kosztował. Dlatego większość palaczy tytoniu poza domem, na mieście, korzystała z darmowej usługi przypalania w budkach z tytoniem z pomocą - zapomnianego już dziś prostego przyboru - fidybusa, czyli zwitka papieru lub patyczka. Ale też nie bez problemów. "Fidybusy papierowe i drewniane - alarmują "Nowiny" - przez palaczy tytoniu bywają częstokroć nieostrożnie rzucane w sąsiedztwie trafik na ziemię bez zagaszania, co grozi pożarem, a dla kobiet przechodzących może stać się niebezpiecznem dla życia [z racji długich sukien zamiatających chodniki]. Z tego powodu wydała policya praska rozporządzenie, przychylnie przez publiczność przyjęte, by w budkach z tytoniem nie było wolno fidybusów używać, natomiast winny być zaprowadzone płomyki gazowe lub spirytusowe. Zaiste, przydałoby się podobne rozporządzenie w Krakowie!"

Długo zapałki i zapalniczki były towarem stosunkowo drogim. A przecież są niezbędne nie tylko ofiarom nikotynizmu. Krzesiwka potrzeba by rozniecić w piecu, uwarzyć strawę czy zapalić knot świecy lub naftowej lampy. Do legendy przeszły opowieści o dzieleniu przed drugą wojną zapałki na czworo. A były to przecież czasy pokojowe, w miarę stabilne, choć kryzysowe. A czasem bywa jeszcze marniej.

"W codziennem życiu towarzyskiem mizerya wojenna - żali się felietonista IKC-a z roku 1916 - stłumiła eleganckie maniery i formy dobrego wychowania. - Czy mogę prosić o ogień? - Czy nie ma pan zapałeczki? - było to przed wojną pytanie prośba, z którą nawet do nieznajomego na ulicy każdy się śmiało zwracał. Zapytajmy dziś o to choćby przyjaciela. Jeśli źle wychowany, odpowie: - a tym sam nie możesz sobie kupić? - Hipokryta odpowie krótko: - nie mam. - A jeśli prawdziwie życzliwy, to wyjmie pudełko z kieszeni, z niego zapałkę i obejrzawszy ją na wszystkie strony z westchnieniem poda ci ognia. Ale czy można dziwić się tej nieusłużności jeśli na kartki dostaje się 4 pudełka zapałek na miesiąc (po oddzieleniu odpowiednich odcinków "świecowych"). Zapałki są - jak zresztą wszystko - w handlu pokątnym ale po cenach tak wygórowanych, że chyba dla bogaczy. Nie tak dawno pudełko zapałek kosztowało w pasku koronę, a pojedyncze zapałki sprzedawano po 2 halerze! Dziś u paskarza dostanie pudełko za 50 halerzy. Czy nie jest wobec takich stosunków impertynencją zagadnąć kogoś: - nie ma pan przypadkiem zapałeczki?
Bez wątpienia jest. Tak, jak u schyłku PRL-u gdy cukier był na kartki, ludzi dzielono na tych dobrze wychowanych i tych, którzy słodzą. W tamtych trudnych czasach my także mieliśmy okazję generalnie posmakować wspominanej przez felietonistę IKC-a mizeryi, chociaż wcześniej nie doświadczaliśmy żadnej wojny, a jedynie eksperymentu społecznego nazywanego realnym socjalizmem. Był wtedy w ciągłej sprzedaży tylko ocet, poza tym brakowało wszystkiego; zapałki rzucano - jak mawiali handlowcy - chyba okresowo. I jak przed laty funkcjonował czarny rynek wszelkich dóbr zaopatrujący po dużo wyższych cenach. W przejściu podziemnym przy dworcu kolejowym można było nabyć, do konsumpcji na miejscu, kielonek reglamentowanej gorzałki, po toaście zapalić też papierosa sprzedawanego na sztuki, nawet z przypaleniem, gdy nie miało się własnego krzesiwka. Gdy zamówiło się wódeczkę i papieroska przypalenie było gratis. Pełna kultura.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie