Wiara w cud

Redakcja
Wywiad z Andrzejem Wawrzykiem, dwa tygodnie temu. Siedzimy we czwórkę; on, dwóch dziennikarzy, fotoreporter. Słońce świeci, dookoła kręcą się przypadkowi ludzie. Nikt nie zwraca na nas uwagi, nikt nie rozpoznaje w tym wielkim facecie pięściarza, który 17 maja będzie walczył o tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. Okulary i łagodna twarz faktycznie mogą mylić. Jednak w pewnym momencie podchodzi do nas kobieta - pewnie, taka myśl przebiega przez głowę, po autograf.

Przemek Franczak: SPORTY BEZ FILTRA

- Przepraszam, czy pomogliby mi panowie przenieść kilka pudeł? Strasznie są ciężkie - patrzy na nas błagalnym wzrokiem, który najwyraźniej nie dostrzegł rozłożonych dyktafonów i sprzętu fotograficznego. - Ależ oczywiście, że pomożemy, droga pani, choć jesteśmy właśnie w trakcie robienia wywiadu z przyszłą gwiazdą światowego boksu.

- Aha, to bardzo przepraszam - spogląda zdziwiona na Wawrzyka. Do dźwigania został oddelegowany fotoreporter, przez przypadek najwątlejszy z nas. - To jest właśnie moja rozpoznawalność. Siedzi wysoki facet, z dużymi łapami, silny, to pewnie bez problemu przeniesie trochę ciężarów. Ha, a potem zobaczą w telewizji i będą się dziwić: o, patrz ten facet został mistrzem świata - śmieje się Wawrzyk.

Wesoły, strasznie sympatyczny człowiek. Pieniędzy na niego w walce z Powietkinem nie postawię, ale będę trzymał kciuki. Rzadko, bo rzadko, ale cuda czasem się zdarzają.

Jest taka historia z igrzysk olimpijskich w Seulu 1988 roku, którą pamiętam lepiej niż złote medale Legienia i Wrońskiego. Może dlatego, że ani wcześniej, ani później nie widziałem niczego, co w bardziej skondensowanej formie pokazywałoby nieprzewidywalność sportu. W turnieju bokserskim jednym z murowanych kandydatów do złota był niejaki Kelcie Banks, Amerykanin walczący w wadze piórkowej, mistrz świata amatorów. Był większym pewniakiem do zwycięstwa niż w swoich kategoriach późniejsi mistrzowie: Maske, Mercer i Lewis. Banks rozpoczynał rywalizację od walki z Regilio Tuurem, nieznanym Surinamczykiem z Holandii. Bułka z masłem. Amerykanin, wyższy i lepiej zbudowany, tańczył wokół rywala, bawił się z nim, nisko opuszczał ręce. Nagle Tuur doskoczył do niego, wyprowadził szybki cios na podbródek i po chwili znosili nieprzytomnego Banksa z ringu. To była pierwsza runda pojedynku.

A więc, panie Wawrzyk, nadzieja (na cud) ma w piątek umrzeć ostatnia.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie