Wieczni maturzyści dojrzeli?

Redakcja
Poskutkowały zapowiedzi Ministerstwa Edukacji, że wkrótce za poprawianie matury trzeba będzie płacić. W tym roku młodzi ludzie nieco poważniej podeszli do poprawek niż w poprzednich latach.

EDUKACJA. 100 zł kosztuje przygotowanie egzaminu dla jednego zdającego

Od 2005 r. prawo pozwala, by osoby niezadowolone z uzyskanego na maturze wyniku mogły go poprawić, przystępując kolejny raz do egzaminu. Absolwenci szkół średnich z lat poprzednich mogą też zdawać maturę z zupełnie innych przedmiotów niż za pierwszym razem. Wielu młodych ludzi robi to, by w końcu dostać się na wymarzony kierunek studiów, inni by udowodnić sobie, że stać ich na więcej, niektórzy traktują to jako hobby. Jednak nie wszyscy podchodzą do tego poważnie. Już we wrześniu zapisują się na egzamin, a potem wielu z nich na niego nie przychodzi.
- U mnie w szkole są tacy, którzy już kolejny rok z rzędu deklarują chęć poprawy, ale na egzaminie konsekwentnie się nie pojawiają - mówi Stanisław Pietras, dyrektor V LO w Krakowie.
Nie grożą za to żadne sankcje. Tymczasem zorganizowanie matury sporo kosztuje. Jak podkreśla wiceminister edukacji Zbigniew Marciniak, na przygotowanie egzaminu z jednego przedmiotu budżet państwa musi wydać 30 tys. zł. Do tego dochodzi koszt druku i dystrybucji arkuszy do szkół oraz wynagrodzenia nauczycieli zasiadających w komisjach egzaminacyjnych. Pieniądze te wyrzucane są w błoto, jeśli zdający nie przystąpi do matury. Na marne idzie też wysiłek organizacyjny szkół.
- W tym roku przygotowałem oddzielną salę dla osób poprawiających maturę z wiedzy o społeczeństwie. Miało przyjść 20 osób, a zgłosiło się zaledwie kilka - mówi Stanisław Pietras. W sumie na 150 "poprawiaczy" w V LO na egzaminie stawiło się około 50.
- A przecież nauczyciele mogliby w tym czasie uczyć w młodszych klasach - zauważa Lucyna Szubelak, dyrektorka krakowskiego XI LO, w którym na poprawkę nie przyszło aż 30 z 60 zapisanych.
Dlatego dyrektorzy szkół już od dawna apelują, by za możliwość poprawiania matury pobierać opłaty. Problem w końcu dostrzegły władze oświatowe.
Na początku kwietnia pisaliśmy, że w MEN trwają prace nad propozycją zmian prawa w tym zakresie. - Widzimy marnowane pieniądze - przyznał wówczas w rozmowie z nami Zbigniew Marciniak, wiceminister edukacji. Ministerstwo nie chce na razie szacować, ile miałby kosztować egzamin poprawkowy.
- Moim zdaniem powinno to być przynajmniej 100 zł, tak by opłata w stu procentach pokryła wydatki budżetu państwa - proponuje prof. Krzysztof Konarzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. - Uczniowie chyba przestraszyli się tych zapowiedzi - podejrzewa Marta Łój, dyrektorka III LO w Krakowie. W jej szkole do poprawiania matury zgłosiło się w tym roku 69 osób. Nie przyszło 28. - To i tak mało. W zeszłym roku nie zgłosiła się ponad połowa - mówi Marta Łój. Zmianę na lepsze dostrzega też Aleksander Palczewski, szef I LO w Krakowie. - W tym roku nie dopisali tylko ci, którzy zadeklarowali poprawę egzaminu z WOS-u, aż 18 nie przyszło na egzamin - mówi dyrektor Palczewski. - Większość - z 67 poprawiających - potraktowała poważnie ten egzamin.
Tymczasem jeszcze rok temu na 150 poprawiaczy zgłosiło się zaledwie kilkunastu. - Myślę, że maturzyści w końcu dojrzeli - mówi Aleksander Palczewski.
W tym roku w Małopolsce chęć podwyższenia swojego wyniku zgłosiły 6654 osoby.
Anna Kolet-Iciek
anna.kolet@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie