Wiele rzeczy zostało niedokończonych...

Redakcja
PAWEŁ KURTYKA, syn tragicznie zmarłego w katastrofie pod Smoleńskiem Janusza Kurtyki, prezesa Instytutu Pamięci Narodowej mówi nam o wielkim smutku, trosce o Polskę i potrzebie uczenia historii

Odwiedziłeś miejsce katastrofy. Natrafiliście tam na część prezydenckiego tupolewa. Takiego znaleziska chyba nikt Z Was się nie spodziewał...

- Każdy z nas spodziewał się, że na miejscu tragedii dalej znajdują się szczątki samolotu. Teren nie jest zabezpieczony, każdy może tam wejść przez nikogo nie zatrzymywany. Myślę, że przy dokładniejszych oględzinach można by znaleźć o wiele więcej kawałków niż ten jeden.

- Co czułeś?

- Wielki smutek widząc miejsce tragedii, które upamiętnia jedynie kamień oraz kilka metrowej wysokości krzyży przywiezionych z Polski przez odwiedzające to miejsce grupy ludzi. Rząd i polska ambasada nie postarała się nawet w minimalnym stopniu o godne upamiętnienie tego miejsca, chociażby przez postawienie dużego drewnianego krzyża.

- Założyłeś stowarzyszenie "Studenci dla Rzeczpospolitej". Co to jest?

- Jesteśmy stowarzyszeniem, które chce zainteresować młodych ludzi życiem publicznym, ale nie popieramy żadnej opcji politycznej. Chcemy organizować spotkania z ekspertami, którzy przybliżą aktualne problemy państwa i życia publicznego. W maju mieliśmy zebranie założycielskie, uchwaliliśmy statut i teraz staramy się włączać w tę inicjatywę kolejne osoby. Siedzibą jest Kraków, ale chcemy, aby stowarzyszenie działało w większych miastach w całej Polsce. Niedługo otwieramy filię w Warszawie.

- To od Ciebie wyszedł pomysł?

- Zainspirował mnie przyjaciel ojca. Ale program został zaprojektowany przeze mnie i moich najbliższych współpracowników.

- Mówisz, że każdy u Was może przedstawić własny punkt widzenia. A co, jeśli poglądy poszczególnych członków nie będą się ze sobą zgadzać?

- Nasza inicjatywa ma łączyć, a nie dzielić. Codziennie jesteśmy świadkami, jak polska scena polityczna zmienia się w miejsce wyniszczającej wojny, prowadzonej za pomocą często bardzo brutalnych metod. Młodzi ludzie nie są związani z tą wojną, a mimo to tworzą się wśród nich bardzo wyraźne podziały. Dlatego chcemy stworzyć forum porozumienia. Oczywiście każdy z nas może mieć swoje zdanie, ale naczelnym celem powinna być troska o dobro Rzeczpospolitej.

- I stąd nazwa stowarzyszenia?

- Tak. Nazwa odwołuje się do zapomnianego już u nas pojęcia służby państwowej. Obecnie jej w zasadzie u nas nie ma, jest za to olbrzymia ilość konfliktów o podłożu indywidualnym i prywatnym. Chciałbym, aby właśnie ta troska była czynnikiem spajającym. Niezależnie, czy mamy poglądy liberalne czy konserwatywne, wszyscy chcemy pracować dla dobra ogółu społeczeństwa i Polski.

- Twoje zaangażowanie ma jakiś związek z tym, że chcesz podążać śladem ojca?

- Ojciec wpoił we mnie pojęcie troski o państwo. Myślę, że katastrofa pod Smoleńskiem uaktywniła nie tylko mnie, ale i wielu innych ludzi w różnym wieku, którzy zajęli się działalnością publiczną, wyrażając tym samym swoje zaniepokojenie sytuacją po 10 kwietnia, kiedy państwo polskie zostało pozbawione części swej elity. Cała działalność ojca koncentrowała się na tym, żeby polska historia składała się z faktów, a nie ich subiektywnej interpretacji. Aby opowiadała to, jak było - ze wszystkimi trudnymi i czasem wstydliwymi momentami oraz z uwzględnieniem ludzkich słabości.
- Ludzie mówią Ci, że odziedziczyłeś po ojcu jakieś cechy charakteru?

- Zawsze, kiedy ktoś mówi mi coś takiego, traktuję to jako wielki komplement. Mam do ojca bardzo duży szacunek. Każda taka uwaga jest dla mnie w pewnym sensie nobilitacją.

- Jakim zapamiętałeś swojego ojca?

- Na pewno był człowiekiem, który więcej starał się działać niż mówić. Nie tolerował czczego gadania, które nie niosło za sobą żadnych konkretów. Tego należy życzyć naszym politykom.

- W domu dużo rozmawiało się o polityce i historii?

- Od dziesiątego roku życia przysłuchiwałem się dyskusjom, później sam też brałem w nich udział. Dlatego wydaje mi się naturalne, że trzeba o tym rozmawiać i tym się interesować. Niestety, teraz w polityce edukacyjnej rządu istnieje tendencja, aby historii nie uczyć. Odchodzi się od tego, bo rzekomo nie jest to przydatne. Faktycznie, jeśli chce się zostać inżynierem czy matematykiem, może się wydawać, że rzeczywiście tak jest. Ale historia jest pomocna w jednym ważnym aspekcie - w byciu świadomym obywatelem. Uczy zrozumienia polityki, bo tak naprawdę sama nią jest. Ten, kto rozumie historię, jest mądrzejszym człowiekiem - inaczej postrzega sprawy, które dzieją się współcześnie, inaczej potrafi je interpretować, widzi źródła problemów. Dlatego uważam, że nauczanie historii jest jednym z fundamentalnych obowiązków państwa.

- Masz żal o sposób prowadzenia śledztwa?

- Mam żal i jako osoba, którą to bezpośrednio dotknęło, i jako obywatel. Po pierwsze dlatego, że była tak duża skala zaniedbań już podczas samego przygotowywania lotu. Wydaje mi się też, że polski rząd nie wykazuje woli wyjaśnienia przyczyny tej tragedii. Karmi się społeczeństwo informacjami o kolejnych materiałach otrzymywanych od Rosjan, a tak naprawdę nie wpływa to na realne postępy dochodzenia. Polska prokuratura od samego początku jest w posiadaniu filmu nagranego w miejscu zdarzenia przez pana Wiśniewskiego, a do tej pory go nie przeanalizowała. Ciężko z takiego obrazu wyciągać pozytywne wnioski.

- Co myślisz o sporze o krzyż pod pałacem prezydenckim?

- Musimy tą sprawę analizować z kilku perspektyw. Po pierwsze należy odpowiedzieć na pytanie, co było przyczyną całej tej sytuacji. Moim zdaniem była nią decyzja prezydenta Komorowskiego, że krzyż należy usunąć. To bardzo nieostrożne posunięcie, które nie uwzględniało uczuć ani poglądów ludzi, którzy cały czas tam przychodzili. Drugą kwestią jest to, czy pomnik w ogóle powinien powstać. Moim zdaniem, jak najbardziej tak, i to w bardzo znaczącym miejscu stolicy. Państwo powinno zadbać, aby godnie upamiętnić polską elitę i polskiego prezydenta, którzy lecieli, aby oddać hołd zamordowanym obywatelom polskim.

- Planujesz swoje przyszłe życie związać z polityką?

- Nie jestem w stanie planować przyszłości politycznej długofalowo. Wszystkim rządzi czas i przypadek. Jeżeli będzie szansa, bym w jakiś sposób mógł pozytywnie wpłynąć na losy państwa w dużej lub małej skali, to jak najbardziej będę się poczuwał do tego obowiązku.
- Czujesz się zobowiązany do tego, żeby kontynuować to, co rozpoczął Twój ojciec?

- Na razie jestem studentem archeologii na trzecim roku i mam zamiar je zakończyć. Złożyłem też podanie na studia historyczne, więc zapewne od października je rozpocznę. Na pewno jest dużo rzeczy, które pozostały niedokończone i które warto kontynuować.

Rozmawiała Jadwiga Nowak

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie