Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Wielka klapa na polskim rynku sztuki

Łukasz Gazur
Kontrowersje. Spółka Artnews, następca Domu Aukcyjnego Abbey House, wyceniła na nowo posiadane obrazy. Okazało się, że są tańsze o ponad 80 procent! Już dwa lata temu pisaliśmy, że ceny dzieł młodych artystów, które wystawiał DAAH, były przeszacowane.

Obecnie wartość prac artystów oszacowano na 4,4 mln zł, zamiast 25,7 mln zł.

– Dziwi mnie, że jest to obniżka o ponad 80 proc. To znaczy – żeby było jasne – że jest to tylko te ponad 80 proc. – mówi Andrzej Starmach, jeden z najbardziej znanych polskich marszandów, właściciel krakowskiej galerii Starmach.

Zarząd spółki Artnews (jest następczynią Abbey House) wyjaśnia, iż podjęcie uchwały „aktualizującej” było związane w głównej mierze z „zaprzestaniem prowadzenia działalności gospodarczej polegającej na obrocie dziełami sztuki”. Spółka sprzedała swój szyld galeryjny na rzecz Ernst Hilger, nieznanej szerzej galerii wiedeńskiej. Teraz zapowiedziała działania na rynku mediów o sztuce. Ale w jej posiadaniu pozostało ponad 2000 dzieł, które spółka – jak zapowiada – będzie starała się w miarę możliwości upłynniać.

Do niedawna Abbey House zajmowało się obrotem dziełami sztuki. Choć w nazwie ma „dom aukcyjny”, trzeba raczej traktować je jako galerię, która miała swoją stajnię młodych artystów i próbowała ich obrazy sprzedawać. Drogo – dodajmy od razu. Przykłady? Obrazy Anny Szprynger na aukcjach organizowanych w Abbey House można było kupić w cenach od 20 do 35 tys. zł, choć wcześniej na innych licytacjach sprzedała dwa obrazy za 400 zł i 1,4 tys. zł.

Prace Stanisława Młodożeńca do niedawna można było kupić za sumy od 600 zł do 4 tys. zł. W Abbey House wyceniono je nawet na 46,4 tys. zł. Co ciekawe, nie stało się nic, co zwyczajowo podnosi tak niebotycznie ceny prac młodych artystów: współpraca z ważnymi polskimi i zagranicznymi galeriami – jak choćby Gagosian, Podnar, Saatchi, a w Polsce Starmach, Zderzak lub Fundacja Galerii Foksal.

Nie znaleźli się też w kolekcjach muzealnych, w ważnych opracowaniach naukowych czy publikacjach z zakresu historii sztuki. Była co prawda w galerii Saatchi wystawa obrazów z kolekcji Abbey House, ale nie w ramach zaproszenia przez tę cenioną instytucję, a w formie siedmiodniowego pokazu w wynajętej sali – taki może sobie zorganizować każdy, kto zapłaci.

Pikanterii sprawie dodawał fakt, że samo Abbey House podpisywało z artystami umowy na kilka tysięcy złotych miesięcznie, w ramach których zobowiązani byli dostarczać kilka, a nawet kilkanaście dzieł miesięcznie. To jasno pokazywało, że sama instytucja wyceniła ich pracę od kilkuset złotych do kilku tysięcy miesięcznie. Później chciała je sprzedawać za znacznie większe pieniądze.

– To była próba sztucznego napompowania rynku sztuki. Nie mogła się udać, bo poważni kolekcjonerzy są doskonałymi obserwatorami tego, co w świecie artystycznym się dzieje. Znają ważnych krytyków i marszandów. Nie wystarczą modne słowa, jak start-up, by odnieść sukces na rynku sztuki – dodaje Andrzej Starmach.

O tym, że ta historia może się tak właśnie skończyć, pisaliśmy już dwa lata temu. Zaznaczaliśmy, że ceny zupełnie nie przystają do realiów rynku. Co więcej, znany malarz Edward Dwurnik dziwił się wtedy, że praca zupełnie nieznanej szerszej publiczności Anny Spryn­ger wyceniona została na 35 tysięcy złotych. Dyskusję krytyków, kolekcjonerów i galerzys­tów wywołała cena obrazu Agaty Kleczkowskiej, przedstawiającego jelenia na rykowisku. Przypomnijmy: jej obraz miał się sprzedać za 160 tys. zł, co byłoby absolutnym cenowym hitem w Polsce – praca żadnego z artystów urodzonych po 1971 roku za taką sumę nie została dotychczas u nas zakupiona.

– Mówiliśmy już w momencie ogłoszenia pierwszych planów Abbey House, że te ceny są nie do utrzymania, że rynek je prędzej czy później zweryfikuje. Mam nadzieję, że nikt albo niewiele osób straciło na tych transakcjach. A przede wszystkim, że nie podważono zaufania odbiorców do rynku sztuki – mówi Janina Górka-Czarnecka, właścicielka galerii Artemis, wiceprezes Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich.

Pytanie, czy ktoś stracił, jest uzasadnione, bo DAAH prowadziło – poza sprzedażą prac artystów – także fundusz inwestujący w twórczość reprezentowanych przez siebie artystów. „Większość umów o charakterze leasingu dzieł sztuki lub Art Lokaty już dobiegła końca i została rozliczona. Pozostałe, stanowiące niewielki udział, które kończą się w tym lub na początku przyszłego roku, zostaną doprowadzone do końca” – czytamy w przesłanym oświadczeniu. Dokładne dane są tajemnicą handlową, twierdzą w DAAH.

O wątpliwości związane z nową wyceną dzieł sztuki zapytaliśmy Artnews. W oświadczeniu zarząd odniósł się do wielu kwestii biznesowych, informował o kierunkach rozwoju, „restrukturyzacji”, nowych inwestycjach w „inne segmenty rynku”, natomiast nie znalazły się tam odpowiedzi na zadane pytania. „Zmiana polityki rachunkowości stosująca nowy model wyceny dzieł sztuki odnosi się do historycznego kosztu nabycia, jednocześnie w dalszym ciągu zapewniając spółce zysk przy zbyciu obrazów” – czytamy w oświadczeniu.

Napisz do autora:
[email protected]

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: „Wojna cenowa” sklepów. Ile sklepy na tym zarabiają?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski