Wielka odyseja Apollo-13

Redakcja
Trzecia w historii podróż człowieka na Księżyc zapowiadała się niezwykle ciekawie. Po raz pierwszy lądowanie miało nastąpić w terenie górzystym - na wzgórzach krateru Fra Mauro. Dowódcą misji został 42-letni James Lovell. Był to jego czwarty lot w kosmos. Wraz z nim lecieć mieli: Fred Haise - 36-letni inżynier i pilot oblatywacz w NASA oraz Thomas Mattingly - 34-letni oficer marynarki wojennej, mający pełnić funkcję pilota statku macierzystego.

Trójce astronautów groziła wieczna wędrówka po Układzie Słonecznym

Zgodnie z tradycją, załoga ochrzciła statki, nadając lądownikowi księżycowemu LM imię "Aquarius" (Wodnik), a statkowi macierzystemu "Odyssey".
Na początku kwietnia jeden z rezerwowych astronautów zaraził się od dziecka różyczką, inny miał kontakt z odrą. Lekarze przeprowadzili szybko badania i stwierdzili, że Mattingly nie jest odporny na te choroby. Na 72 godziny przed startem miejsce Mattingly’ego zajął Jack Swigert z załogi rezerwowej - 38-letni inżynier mechanik, jedyny kawaler w grupie astronautów.

Apollo-13 wystartował w sobotę, 11 kwietnia 1970 r. o godz. 13.13 czasu Houston. Po 12 minutach statek wraz z trzecim stopniem rakiety nośnej znalazł się na orbicie wokółziemskiej.
Podczas drugiego okrążenia ponownie włączony został silnik trzeciego stopnia, co spowodowało odlot w kierunku Księżyca.
Po odłączeniu się Apolla od ostatniego stopnia rakiety nastąpił rutynowy już manewr - połączenie z lądownikiem "Aquarius". Pierwsze dwa dni lotu przebiegły spokojnie.
Otworzono właz do LM i uruchomiono jego systemy. Fred Haise z wielkim upodobaniem lubił otwierać zawór wyrównujący ciśnienie między statkami, co powodowało mały huk i nerwowe drgawki u kolegów. W poniedziałek, 13 kwietnia astronauci donieśli o zaobserwowaniu komety Benneta. Tego dnia o godz. 20.24 przeprowadzono transmisję telewizyjną.
W jakiś czas później Houston podało Lovellowi i Swigertowi kilka poleceń, m.in. przemieszania wodoru i tlenu w zbiornikach kriogenicznych umieszczonych w członie napędowym statku. Tlen i wodór dostarczane były do trzech ogniw paliwowych, gdzie wytwarzany był prąd elektryczny i woda. Część tlenu służyła do wytwarzania atmosfery w kabinie. Swigert uruchomił mieszadła w zbiornikach.
Nagle astronauci usłyszeli huk połączony z wibracją, pojawiło się też kołysanie statku. W pierwszym odruchu Lovell pomyślał, że to Haise znowu otwarł w LM zawór ciśnieniowy, jednak tym razem było to co innego. Na tablicy przyrządów zaświeciły się czerwone i żółte światła awaryjne, w słuchawkach zabrzęczał sygnał alarmowy. - Houston, mamy tutaj problem - zawołał Swigert. Dyżurujący przy mikrofonie Jack Lousma poprosił o powtórzenie. Wtedy odezwał się Lovell: - Houston, mamy problem - spadek napięcia na szynie B. W ośrodku kontroli dane telemetryczne wykazały brak ciśnienia w zbiorniku tlenu nr 2, także spadek ciśnienia w dwóch ogniwach paliwowych.
Sytuacja była coraz bardziej dramatyczna: dwa z trzech ogniw przestały dawać energię, szyna A również zaczęła tracić napięcie, statek wciąż się huśtał, a silniczki sterujące automatycznie odpalały, próbując go ustabilizować. Gdy Lovell spojrzał przez okno, zobaczył obłok wyciekającego gazu. Przyczyną awarii był wybuch zbiornika tlenu nr 2, uszkodzone zostały dwa ogniwa paliwowe. Okazało się, że zbiornik tlenu nr 1 również traci ciśnienie, stąd chmura gazu widziana za oknem.
Astronauci wyłączyli dwa uszkodzone ogniwa, jednak nie powstrzymało to wycieku. Zapasy energii i tlenu zgromadzone w kabinie załogowej wystarczały na 10 godzin, a są przeznaczone na czas wejścia kabiny w atmosferę, nie można ich było teraz zużywać. Tymczasem statek znajdował się bliżej Księżyca niż Ziemi i czekał go co najmniej 70-godzinny lot.
Na tym etapie lotu nie wchodziło w grę natychmiastowe zawrócenie, gdyż wymagałoby długiego odpalenia silnika rakietowego. Tymczasem uruchomienie silnika głównego statku było raczej niemożliwe, uszkodzenia w członie napędowym mogłyby spowodować eksplozję paliwa. Należało okrążyć Księżyc i skierować się w stronę Ziemi. Niestety, statek nie poruszał się po tzw. trajektorii swobodnego powrotu, zapewniającej beznapędowy powrót na Ziemię - trójce podróżników groziła wieczna wędrówka po Układzie Słonecznym. Należało więc dokonać korekty kursu.

Na szczęście do Apolla przyłączony był LM - "Aquarius" dysponujący własnymi silnikami, sześcioma akumulatorami i pełnymi zbiornikami tlenu. Mógł on stać się teraz holownikiem, który sprowadzi uszkodzoną "Odyseję" na Ziemię. Zanim ostatnie ogniwo paliwowe przestało działać, Haise i Lovell przeszli do LM i zaczęli włączać jego systemy. Musieli też wprowadzić do jego komputera dane nawigacyjne. Mieli na to około 15 minut. Swigert tymczasem wyłączał kolejne urządzenia "Odysei" do czasu powrotu na Ziemię. Gdy zakończył te czynności, przepłynął tunelem do "Aquariusa".
W Houston opracowano szybko procedurę sprowadzenia statku na Ziemię. Zdecydowano się użyć silnika hamującego lądownika LM do wykonania korekty kursu, wprowadzającej statek na trajektorię swobodnego powrotu. Wcześniej manewr ten sprawdzili na symulatorach lotu astronauci przebywający na Ziemi m.in. Alan Shepard i Edgar Mitchell - przyszła załoga Apolla-14.
Ostatecznie, 14 kwietnia o godz. 2.43 silnik lądownika został uruchomiony na 30,7 s. Aby przyspieszyć powrót i trafić na Pacyfik, zdecydowano się na ponowne odpalenie silnika po okrążeniu Księżyca w punkcie PC +2. Na Ziemi wykonano niezbędne obliczenia.
Wcześniej jednak, o godz. 18.15 statek znalazł się po drugiej stronie Księżyca. Przerwa w łączności trwała 18 minut. Przelatując nad powierzchnią Srebrnego Globu Haise i Swigert delektowali się widokiem, jaki niewielu ludziom dane było oglądać, robili też zdjęcia.
Aby odpalić silnik trzeba było precyzyjnie ustawić statek. Nie można było posłużyć się namiarem na gwiazdy, gdyż wokół statku utworzyła się chmura świecących cząstek. Trzeba było liczyć na pierwotne ustawienie platformy inercjalnej, posłużono się też mniej dokładnym namiarem Słońca. O godz. 20.40 odpalono silnik "Aquariusa" w punkcie PC +2, pracował on
4 min. 24 s.
Lovell postanowił tak rozplanować czas, aby każdy z astronautów mógł się trochę przespać. Na zmianę wchodzili oni do ciemnej "Odysei", gdzie spali w śpiworze.
W środę, 15 kwietnia pojawił się nowy problem: w kabinie LM niebezpiecznie wzrastał poziom dwutlenku węgla. Astronauci musieli wykonać filtr powietrza, wykorzystując oczyszczalnik z "Odysei". Cyrkulację powietrza wspomagał przewód wykonany z rur od skafandrów, połączonych i uszczelnionych... skarpetką i taśmą samoprzylepną.
Ponieważ trzeba było oszczędzać prąd, statki stopniowo zamieniały się w lodówki, astronauci marzli, nie mogąc włączyć ogrzewania. W "Odysei" powstawały kałuże wody z pary kondensującej na ścianach. Swigert przez nieuwagę przemoczył nogi, potem ich nie mógł rozgrzać przez dwa dni. Haise nabawił się gorączki i zapalenia pęcherza, dostał też dreszczy. Ponieważ statek zbaczał z kursu, potrzebne były jeszcze dwie małe korekty: w środę, 15 kwietnia silnikiem hamującym LM-a oraz w piątek, 17 kwietnia silniczkami sterującymi.

Nadszedł wreszcie 17 kwietnia, dzień powrotu na Ziemię. Swigert ponownie uruchomił systemy "Odysei". W końcu odłączono człon napędowy Apolla. Teraz astronauci mogli obfotografować go. Wielkie wrażenie zrobił widok szkód wywołanych eksplozją. Wyrwany został fragment obudowy. Przyszła kolej na pożegnanie się z "Aquariusem". Cała trójka zajęła miejsce w "Odysei", właz został zamknięty, po czym rozłączono człony. Powietrze z tunelu odepchnęło lądownik, który poleciał własnym torem, by po wejściu w atmosferę spłonąć doszczętnie, podobnie jak człon napędowy. Teraz "Odyseja" leciała sama, by wtargnąć w atmosferę i opaść na spadochronach na wody Pacyfiku.
Na oceanie tymczasem flota oczekiwała na powrót bohaterów. Telewizja prowadziła bezpośrednią transmisję, miliony widzów zgromadziły się przed ekranami. Być może pobity został rekord oglądalności. Nie było pewności, czy kabina, pod którą 4 dni temu wybuchł zbiornik z tlenem, wytrzyma wejście w atmosferę, kiedy pod jej dnem wytworzy się temperatura blisko 3 tysiące stopni.
O 11.54 kabina weszła w atmosferę, łączność na prawie
4 minuty została przerwana. W końcu radio odezwało się znowu. Z chmur wynurzyły się trzy spadochrony, na których zwisała stożkowa kabina. O 12.07 nastąpiło wodowanie. W niektórych kościołach rozhuśtały się dzwony, oznajmiając szczęśliwe zakończenie wyprawy.
Po powrocie astronautów specjalna komisja prowadząca śledztwo stwierdziła, że przyczyną eksplozji zbiornika tlenowego nr 2 było zwarcie między przewodami mieszadła elektrycznego. Spowodowało go uszkodzenie izolacji przewodów podczas błędnej procedury opróżniania zbiornika w czasie prób przedstartowych.
ADAM MARTYNIEC

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3