reklama

Wilgotne mankiety spodni

RedakcjaZaktualizowano 
Dusza pośpiesznie zbliża się do kresu. Ściemniło się nieco. Właśnie skonał. Mucha łazi po spokojnym już ciele.

Paweł Głowacki - Dostawka

   Jorge Luis Borges
   
   Mało książek i dużo powietrza. Tylko tyle tu jest. Jak na przechadzce, bo ileż książek można wziąć na spacer, gdy się wędruje nie do, lecz od oficjalności? Jedną. Jedną i małą, na miarę kieszeni. Pokarmy, co tkwią w świeżej Księgarni Hiszpańskiej przy Małym Rynku 4, są tylko na ludzką miarę i tylko w ludzkich proporcjach. W kruchej dziupli od oficjalnej ulicy - spłoszona garść ksiąg. Na tyłach oficjalności, w komnacie od podwórza - głaz pustki. Tam można kupić - _mówi Ewa, co ma skórę w kolorze miodowych kastylijskich cieni. _A tu można być. Tu będzie można być, bo tu będą fotele ciemne, wina z krainy Cervantesa, wilgotny szelest flamenco w powietrzu i cień cudnej palmy. Gdy tu będziesz, zawsze sam będziesz.
   Na dworze ściemnia się nieco. Słucham Ewy. Ściskam w kieszeni tomik na miarę ludzkiej kieszeni, kruchość w twardych okładkach barwy jeszcze ciepłego popiołu, dwunasty z rzędu tomik dzieł Borgesa. Muskam ciepły popiół "Spiskowców" ("Prószyński i S-ka", Warszawa 2004) i znów pojąć nie mogę, skąd tu, gdzie narasta mentalność Huty Lenina, biorą się pomysły na rzeczy ludzkie, bo małe? Wokół - Huty Lenina empików, walcownie multikin, stalownie supermarketów, odlewnie oszalałych tygodników papuzich, dzienników bez liter, radiostacji głuchych jak pnie, telewizji po kurzemu ślepych i teatrów ociekających chlebem i igrzyskami, a tu - przecież ledwie pięć oddechów od Huty Lenina Rynku Głównego - hiszpańska dziupla z komnatą za plecami, tandem, który z miejsca się nie ruszając, chce wędrować nie do, lecz od oficjalności!
   Ale nie dłubię w tym naiwnym zdumieniu. Nie chcę spłoszyć. Może w ciszy niewielki cud księgarni ludzkiej, bo małej, uchowa się dłużej, niż miesiąc. Cienie się wydłużają. O zmierzchu wydaje się, że książek jest jeszcze mniej. O zmierzchu powietrze puchnie. Stoję w komnacie od podwórka, milczę, słucham Ewy. Borges w kieszeni, w płucach wiór tlenu, co kapnął z głazu powietrza - pokarmy na ludzką miarę i w ludzkich proporcjach. Nie słychać skowytów dookolnych Hut Lenina. Nie chce się wracać ze spaceru.
   Ewa znów mówi o palmie, której cień kiedyś tu będzie. Jest takie późne zdjęcie Borgesa: zamarły ślepy starzec siedzi w fotelu na werandzie hotelu w Palermo. Kamień twarzy w kolorze ciepłego popiołu wystawił na słońce, którego nie widzi. Z tyłu - palma. Ona też jest tylko powietrzem. Starzec już chyba nie pamięta, kiedy pierwszy raz zobaczył ciemność nieusuwalną. Od tamtego mgnienia cierpkiego wszystko było dla niego tylko powietrzem, wielkim, puchnącym zmierzchem nie do odwrócenia. Nawet rzeczy. Gdy ich dotykał, musiało być tak, jakby dotykał twardego powietrza. Pod tamtą palmą jest maj 1984 roku. W 1985 wolno kamieniejący starzec wyda swój tom finalny. W 1986 - umrze. Parę oddechów po finalnych "Spiskowcach", sobotnim czerwcowym świtem - ostatnim z nieprzeliczonego szeregu świtów, których nie widział - kolejny wiór tlenu już nie kapnie z powietrza. Mucha przejdzie przez spokojne ciało.
   Owszem, po "Spiskowcach" napisze jeszcze opowiadanie "Pamięć Szekspira", ale w "Spiskowcach" jest chyba summa naprawdę istotna, dyskretna koda, spacer po motywach, co były sednem tej alchemicznej literatury. Wiersze, łupiny prozy, długie cienie, które wciąż rzucają za siebie jakości dawno obrócone w proch, zmierzchy, wyprawy na drugą stronę Styksu, powolne zamieranie w labiryntach czasu, stygnięcie wśród niepojętych paradoksów, znikające pręgi tygrysów, pochody mieszających się mitów, mieczy, koni i bohaterów. I coś jeszcze - smak ostatniego pożegnania. W każdej chwili z klepsydry spływa ostatnia kropla... Tego wieczoru, Abramowicz, powiedziałeś mi bez słów, że powinniśmy wejść w śmierć, tak jak wchodzi się w święto... Wieczór pradawny cały dom spowija. Ten z wczoraj, dzisiaj i ten, co nie mija... A przecież jest coś, co jeszcze zostaje. A przecież jest coś, co ciagle się żali...
   Tak pomachał na długie pożegnanie - jak zawsze nieuchwytnie, bo od zawsze pisał wyłącznie nieuchwytnie. Zdążył zostawić "Spiskowców". Zdążył zapytać: O czym może śnić Czas aż do dzisiaj, które jak każde dzisiaj jest niedościgłe? I zdążył odpowiedzieć. Czas wyśnił wszystko. Nawet: Wyśnił, że Ktoś o nim śni. Zapytał, odpowiedział i przeszedł na drugą stronę pajęczej sieci, po której spacerował pisząc. Zagubił się w powietrzu, które dlań było wszystkim. Przestał śnić czas. W ludzkiej, bo małej, Księgarni Hiszpańskiej nieuchwytność "Spiskowców" - normalnieje. Ba! Na sycylijskim zdjęciu Borges ma wilgotne mankiety spodni. Pewnikiem trawnik, po którym spacerował przed wystawieniem twarzy na niewidzialne słońce, był w rosie. Tak, aż takie cudeńka normalności się przypominają, gdy Ewa mówi o cieniu palmy i nie myśli o Hutach Lenina.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3