reklama

Wimbledon bez tajemnic

RedakcjaZaktualizowano 
Rodzina kibicowała Agnieszce Radwańskiej Fot. Agnieszka Bialik
Rodzina kibicowała Agnieszce Radwańskiej Fot. Agnieszka Bialik
Pierwszy finał oglądało dwustu widzów. Każdy z nich kupił bilet za jednego szylinga. W ciągu 48 minut tytuł mistrzowski zdobył 27-letni Spencer Gore. Taki był początek w 1877 roku. Obecnie na korty przychodzi dzień w dzień ponad 45 tysięcy widzów. Setki milionów śledzi rywalizację tenisistów przed telewizorami, a bilety na finał można kupić jedynie w ogólnoświatowym losowaniu. To szaleństwo zaczynające się "zawsze na sześć tygodni przed pierwszym poniedziałkiem sierpnia" nosi nazwę: WIMBLEDON.

Rodzina kibicowała Agnieszce Radwańskiej Fot. Agnieszka Bialik

Ekskluzywny, elegancki, luksusowy, najstarszy, najsłynniejszy, najbardziej prestiżowy. Magia trawiastych kortów sprawia, że corocznie do Londynu przyjeżdżają dziesiątki tysięcy kibiców z całego świata.

Obiekt zmienia oblicze
Ekskluzywny, elegancki, luksusowy, najstarszy, najsłynniejszy, najbardziej prestiżowy - taki właśnie jest Wimbledon. Magia trawiastych kortów (jedyna impreza wielkoszlemowa rozgrywana na tej nawierzchni) sprawia, że corocznie do Londynu przyjeżdżają dziesiątki tysięcy kibiców z całego świata. Wielu z nich, by kupić bilety, nocuje w namiotach rozłożonych wzdłuż Church Road. Co sprawia, że niezmiennie od lat londyński turniej cieszy się tak ogromną popularnością? Simon Barnes z "The Times" pisze: "Zmiany to nowa twarz Wimbledonu. Trwa, bo umiejętnie balansuje między przeszłością i przyszłością. Łączy wspaniałą tradycję z wymaganiami techniki. Bo, choć trwa przy swoich pryncypialnych zasadach, zmienia się i modernizuje. Obiekt staje się bardziej przyjazny i wygodniejszy dla kibiców, zawodników, dziennikarzy".
Ktoś, kto był na turnieju dziesięć czy piętnaście lat temu, przeciera oczy ze zdumienia. Przyjęty w 1993 r. długoterminowy plan przebudowy obiektu jest perfekcyjnie realizowany. Najpierw w 1997 r. pojawił się nowy, ogromny kort numer 1, na którym Magdalena Grzybowska pokonała debiutującą w turnieju Venus Williams. Powstały korty numer 18 i 19 oraz wielki telewizyjny ekran z boku nowej "Jedynki". Stary kort numer 1 został zburzony w 1996 r., a jego miejsce w 2000 r. zajęło Millenium Building (nowoczesne centrum prasowe, pomieszczenia dla zawodników i sędziów, restauracje).
Ze starą "Jedynką", kameralną o niepowtarzalnej atmosferze, wiążą się polskie wspomnienia. To tu w 1995 r. swój juniorski tytuł wywalczyła Aleksandra Olsza. Tuż obok, na korcie centralnym, o seniorskie trofeum walczyły wówczas Steffi Graf i Arantxa Sanchez-Vicario. W kolejnym latach powiększano pojemność kortu centralnego, zabudowywano go sklepami, restauracjami, przebudowywano parkingi. W tym roku powstał nowy kort numer 2 o pojemności 4 tys. miejsc w miejscu starego kortu numer 13. Stara "Dwójka" z kolei została zmieniona na numer 3. To szczególny kort zwany "cmentarzyskiem mistrzów". Swoje pojedynki w pierwszych rundach przegrywali tacy mistrzowie, jak Pete Sampras czy siostry Williams.
Ulubiony turniej Isi
Dla Agnieszki Radwańskiej, naszej najlepszej tenisistki, Wimbledon to najlepszy turniej ze wszystkich wielkoszlemowych. - Lubię tu przyjeżdżać nie tylko dlatego, że trawa to moja nawierzchnia. Wszystko jest na miejscu, nie trzeba praktycznie nigdzie jeździć. Nie ma problemu z kortami treningowymi, a na innych turniejach różnie z tym bywa. Świetnie funkcjonuje transport dla zawodników, samochody podjeżdżają non stop. W tym roku nie korzystam z nich, bo wynajęliśmy dom 200 metrów od kortów, ale dotychczas zawsze byłam zadowolona. Nie ma ścisku w restauracji, zawodnicy mają osobną knajpkę do dyspozycji. Na Roland Garros trzeba czekać w długich kolejkach, jest problem ze stolikami. Krótko mówiąc, na Wimbledonie wszystko jest na miejscu i świetnie zorganizowane - powiedziała nam Isia.
Steffi Graf pytana o to, jak po dziesięciu latach od zakończenia kariery znajduje obiekt, powiedziała krótko: "Wimbledon bardzo się zmienił. Nie mogę go poznać. Szatnie dla zawodników są większe i wygodniejsze. Wszystko wypiękniało". Jej występ, 17 maja, w parze z Andre Agassim kontra Kim Clijsters i Tim Henman, zainaugurował nowy rozdział w historii turnieju. Rozdział pt. "Rozsuwany dach nad kortem centralnym". Zbudowany kosztem 80 milionów funtów, robi imponujące wrażenie. Gigantyczna, nowoczesna konstrukcja, której każdy z dziesięciu elementów waży siedemdziesiąt ton, rozsuwa się w ciągu dziesięciu minut. Kolejne dwadzieścia zajmuje przygotowanie do gry: sprawdzenie, czy trawa nie jest wilgotna, a odpowiednia ilość powietrza dostarczana na kort. Dach przykrywa powierzchnię 5200 metrów kwadratowych (odpowiednik 7,5 tys. parasoli). Zadaszenie kortu centralnego kończy raz na zawsze kłopoty organizatorów z kapryśną aurą. Deszcz od zawsze towarzyszył rywalizacji tenisistów na wimbledońskiej trawie. Zdarzały się dni, kiedy z powodu ulewy nie odbito ani jednej piłki, a widzowie otrzymywali zwrot pieniędzy za bilety.
Tradycje i nakazy
Jakie są wimbledońskie tradycje? To jedyny turniej na świecie, gdzie nie zobaczymy reklam na kortach. Ledwo widoczne jest tylko logo Slazengera, firmy dostarczającej piłki. Sponsorów jednak nie brakuje. Ustawiają się w długiej kolejce byle tylko ich firma łączona była z sędziwym turniejem. Oficjalna woda mineralna, wino, szampan, lody, samochód, buty, ręcznik - wielu marzy, by to właśnie ich produkt dostarczany był na turniej i mógł oficjalnie nosić logo mistrzostw. Tylko tu zawodnicy występują w białych strojach. Określenie "predominately in white" (z dominująca bielą) pojawiło się po raz pierwszy w roku 1963 r. W 1995 r. formuła brzmiała już "prawie cały biały". Wskazówki dotyczące odzieży, w której grają zawodnicy, są znacznie dłuższe. Niewielkie elementy czy zdobienia na koszulkach powinny mieć barwy pastelowe, nie ciemne. Niedopuszczalne są kolory fluorescencyjne. Buty, skarpetki, czapeczki mile widziane w bieli. Nie wszyscy gracze chcieli się z tym pogodzić. Andre Agassi, dla którego przed laty firma Nike wymyśliła stroje seledynowo-pomarańczowe, odpuścił jeden Wimbledon wiedząc, że i tak nie zostanie dopuszczony do gry. Wrócił po roku ubrany w nienaganny biały strój. Eleganckie ubrania to osobny rozdział turnieju. Od dwóch lat sędziów i dzieci podające piłki ubiera Ralph Lauren. Kontrakt podpisany z firmą dał organizatorom 10 milionów funtów dochodu. Granatowe marynarki, kremowe spodnie dla panów i spódniczki dla pań, koszule w biało-niebieskie paski prezentują się bardzo dobrze. W sklepie z pamiątkami każdy kibic może kupić koszulkę lub kurtkę amerykańskiego projektanta. Choć ceny przyprawiają o zawrót głowy, chętnych nie brakuje.
Kort centralny
Najważniejszy na Wimbledonie jest kort centralny. Jedyny na świecie z lożą królewską. 74 miejsca w kolorze ciemnozielonym zajmują członkowie rodziny królewskiej, głowy państw, ambasadorowie, lordowie, znane postaci życia publicznego. Królowa, która ponad tenis przedkłada pasję do wyścigów konnych, odwiedziła Wimbledon tylko trzy razy, w roku 1957, 1962 i 1977. Regularnie bywała tu za to księżna Diana. W minionych latach przyjeżdżali m.in. odtwórcy roli Jamesa Bonda: Sean Connery i Pierce Brosnan. Mistrzowie sprzed lat Martina Navratilova, Boric Becker czy John McEnroe oprócz oglądania meczów, komentują ich przebieg dla telewizji BBC. Lista osobistości, które zasiądą w loży, znana jest w konkretnym dniu ze względu na bezpieczeństwo gości. W Royal Box obowiązują eleganckie stroje. Tu przychodzi się jak do teatru lub opery. Spektakl trwa dopóki nie zakończy się pojedynek.
O zwycięstwie na korcie centralnym Wimbledonu marzy każdy tenisista. Wygranie tego turnieju to wpis do historii tenisa. Tu kibice byli świadkami kapitalnych zwycięstw m.in.: Bjoerna Borga, Johna McEnroe, Rogera Federera, Martiny Navratilovej, Steffi Graf. Tu narodził się na korcie Boris Becker. Później sam mówił, że kort centralny to jego drugi dom. Modernizowany i powiększany (może pomieścić 15 tys. widzów), nic nie stracił ze swej magii i niepowtarzalnej atmosfery. Kupienie biletu na jeden z finałów graniczy z cudem. Chętnych jest kilkaset razy więcej niż miejsc. Nic dziwnego, że wejściówki są losowane wśród tych wszystkich, którzy zgłoszą akces, by je kupić.
Truskawki ze śmietaną
Nie samym tenisem żyją kibice na kortach. Najsłynniejsze w wimbledońskim menu są oczywiście truskawki ze śmietaną. Pochodzące z Kentu, pierwszego gatunku, zbierane dzień przed podaniem. Przyjeżdżają na korty o 5.30 rano, gdzie sprawdza się ich jakość. Dziennie publiczność zjada 2 tony (w ciągu całego turnieju 28 tys. kg) tych owoców polewanych 7 tysiącami litrów śmietany. W tym roku za 10 truskawek trzeba zapłacić 2,25 funta. Smak owoców najlepiej podkreśla szampan, którego 17 tys. butelek wypija się podczas trwania mistrzostw. Menu uzupełnia: łosoś, pizza, ryba z frytkami, lody, piwo, herbata i kawa. Catering na turnieju to największa tego typu operacja w Europie, przy której zatrudnionych jest 1800 osób. Obsługa dziennie przyjmuje 45 tys. ludzi.
Gigantyczne zyski
Wimbledon jest jak świetnie funkcjonująca firma. Działa przez 2 tygodnie w roku, a przynosi organizatorom gigantyczne zyski, z których połowa przekazywana jest na szkolenie brytyjskich tenisistów. Sprzedaż praw telewizyjnych, biletów, gadżetów - wszystko to warte jest dziesiątki milionów funtów. Podpisana do końca 2053 r. (!) umowa pomiędzy Brytyjskim Związkiem Tenisowym a organizatorami Wimbledonu, czyli All England Lawn Tennis and Croquet Club, zapewnia związkowi rocznie 55 milionów funtów.
Pieniądze płyną szerokim strumieniem, tymczasem sukcesów brytyjskich tenisistów brak. Na łamach angielskiej prasy rozgorzała dyskusja, czy związek zasługuje na takie pieniądze, skoro od lat nie ma satysfakcjonujących wyników. W drugiej rundzie tegorocznego Wimbledonu z jedenastu graczy do kolejnej rundy awansowało... dwoje. Jeśli wziąć pod uwagę, że Andy Murray świetnie sobie radzi bez związkowych pieniędzy, widać, że Brytyjczycy mają poważny problem. Na szczęście dla nich na Wimbledonie sprzedaje się wszystko, co ma oficjalne logo turnieju. W piątce najpopularniejszych pamiątek kupowanych przez kibiców są: breloczek piłka (za 3 funty), damski i męski ręcznik (takie same, jakich używają zawodnicy, po 25 funtów) i frotka na rękę (5 funtów). Bo, jeśli jesteś już na kortach i kupiłeś bilet, chcesz mieć pamiątkę. Dlaczego? Bo to Wimbledon, najsłynniejszy tenisowy turniej świata.
AGNIESZKA BIALIK
Korespondencja z Londynu

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3