Wirtualna wojna 2010

Redakcja
Myśleliście, że ten rok należał będzie do gry „Modern Warfare 2”, która zarobiła rekordowy miliard dolarów? Jesteście w błędzie! Rywal, czyli firma EA, przypuściła kontratak – niedawno do sklepów trafił „Battlefield Bad Company 2”.

„Modern” był pierwszy i czerpał z tego globalne profity liczone w cyfrach z wieloma zerami. W międzyczasie twórcy zdążyli się jednak pokłócić o kasę (a jakże!), część z nich wyleguje się zapewne na plażach Hawajów, ktoś zniknął podobno z teczką pełną banknotów, kogoś wylano z pracy w atmosferze skandalu. Tymczasem coraz więcej graczy narzeka – na problemy z rozgrywką (lagi!), na monotonne mapy, na brak uaktualnień, na cheaterów, którzy obchodzą wątłe zabezpieczenia.

W tym momencie na front rusza „Bad Company 2”, sequel jednej z najsłynniejszych wojskowych serii na piecyki i konsole. Pogrobowiec „Battlefield 1942”, „Battlefield 2” i „Bad Company 1”, a więc tytułów, w które gra się nierzadko do dzisiaj. Zanim ujrzeliśmy finalny produkt w pudełku z monochromatyczną okładką, odbyło się globalne testowanie. EA udostępniła setkom tysięcy graczy wersję beta, chłonąc uwagi i dokonując usprawnień. Dzięki temu finalna wersja gry nie sprawia tylu problemów, co „Modern”, który karierę rozpoczął od globalnego zwisu z powodu przeładowania sieci chętnymi do zabawy. Oczywiście pewne problemy są, zwłaszcza z łączeniem z serwerami, lecz nie blokują one zabawy, a programiści nad nimi pracują (tak przynajmniej nas zapewniają komunikaty z EA).

Produkcja studia Digital Illusions i EA Dice to współczesny sieciowy shooter, czyli wieloosobowa strzelanka. Ale nie tylko – dodano również tryb dla pojedynczego gracza, zapewne dla tych, którzy lubią udowadniać swojemu komputerowi, kto kim rządzi. I tu zaskoczenie. Akcja zaczyna się, uwaga, w roku 1944! Nie zdradzę więcej, żeby nie posuć zabawy…
Wszystko się sypie

„Bad Company 2” kontynuuje sprawdzony patent poprzednich serii. Nie ma pseudo patentów znanych z „Moderna”, przede wszystkim hostowania gry przez uczestników zabawy. Jest wszystko jak natura przykazała – lobby serwerów, które daje możliwość wyboru rozgrywki według pinga, mapy i trybu. Nie zmusza się nas do biegania po nielubianej mapie, wprost przeciwnie – mamy pełną, demokratyczną swobodę.

Mapy to całkowite przeciwieństwo „Moderna”. Ciasne zaułki, krzaki pełne kamperów, dwieście milionów zakamarków, w których ktoś się czai? Nic z tego! Biegamy po tak rozległych połaciach terenu, że twórcy „Moderna” dostaliby agorafobii. Przejście z jednego końca na drugi zajmuje ładnych kilka minut, więc lepiej wspomóc się pojazdem. Oczywiście zakamarków jest sporo, ale zaczajeni kamperzy nie mają łatwego życia.

Pamiętacie wielkie głazy z „Moderna”, na które nie dało się wspiąć? Albo pancerny płot, przez który nie przechodziły kule? „Bad Company 2” ma to prostą receptę – większość scenografii łatwo ulega zniszczeniu. Wystarczy jeden cios nożem, by zniszczyć drzwi albo drewnianą palisadę. Strzał z działa czołgu nie tylko przebija ścianę domu, ale rozsypuje ją na części pierwsze. Ktoś kampi na poddaszu? Jego problem. Dwa strzały i traci osłonę.

Tak, „run Forest, run”. W tej grze trzeba się nabiegać, zmieniać pozycje, kombinować i główkować. Logiczne myślenie jest zaletą, a nie balastem. A najważniejsze to mieć „złą kompanię”, czyli zgraną drużynę.
Prezent z apteczką

Serię „Battlefield” polecam wszystkim socjopatom. Masz problem z komunikacją ze społeczeństwem? Zagraj, szybko przełamiesz fobie i polubisz kompanów z rozgrywki. Tu nie wygrywają samotne wilki, lecz ci, którzy potrafią grać zespołowo. Altruizm jest w cenie, egoizm prowadzi wprost na respa.

„Bad Company 2” kontynuuje ten socjalny trend. Cztery klasy, które mamy do dyspozycji – szturmowiec, medyk, inżynier i snajper (zwany tu „zwiadem”) – doskonale się uzupełniają. Medyk leczy, szturmowiec rozdaje amunicję, inżynier naprawia pojazdy, a snajper wzywa nalot. Gdyby można być wszystkimi naraz…

Na szczęście nie można. Musimy współpracować. I to dla mnie jest najpiękniejsze. Ten altruistyczny gest, gdy ktoś nieznajomy rzuca ci pod nogi apteczkę, a ty rewanżujesz się paczką z amunicją.

Bonusy bez choinki

Altruizm to oczywiście ograniczony, bo za wszystko dostaje się punkty, zwłaszcza za pomaganie kolegom. A za punkty są awanse i unlocki, czyli nowe bronie, gadżety, itp. itd. W przeciwieństwie do „Moderna” odblokowanie wszystkiego nie zajmuje średnio 2 tygodni. Ta gra jest obliczona na miesiące, ba – może nawet na lata rozgrywki.

Warto się starać, bo do wygrania są kultowe dla miłośników militariów bronie, m.in. F2000, HK416, Wintorez, Barrett, Uzi czy M60. Można do nich dokładać kolimatory, lunety, granatniki. Co prawda „Modern” oferował więcej gadżeciarskich opcji, ale ja akurat nigdy nie byłem zwolennikiem dekorowania broni na podobieństwo choinki.
Nie jesteśmy też zmuszeni do nieustannego zdzierania butów. Do dyspozycji mamy arsenał sprzętu jeżdżącego, latającego i pływającego, czyli czołgi, helikoptery, motorówki czy quady. Dzięki nim mapy zdecydowanie się zmniejszają. Część pojazdów jest uzbrojona i tu wprowadzono przemyślne rozwiązanie – najsilniejsze bronie pokładowe strzelają seriami, więc likwidowanie wrogów wymaga umiejętności. Poza tym pojazdy łatwo ulegają zniszczeniu dzięki licznym wyrzutniom rakiet przeciwpancernych.

„Modern Warfare 2” – a co to takiego? Zdążyłem już kompletnie zapomnieć o tamtej grze. „Bad Company 2” skutecznie przyssało mnie do myszki i klawiatury. Muszę kończyć, bo gra czeka…

Rafał Stanowski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie