Wisła Kraków. Hubert Sobol: „Biała Gwiazda” była mi pisana…

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Hubert Sobol jest już w pełni zdrowy. W Myślenicach przygotowuje się do nowego sezonu w barwach Wisły Kraków
Hubert Sobol jest już w pełni zdrowy. W Myślenicach przygotowuje się do nowego sezonu w barwach Wisły Kraków Andrzej Banaś
- Przyjechałem do Krakowa już kilka miesięcy temu na weekend. Byłem też na meczu Wisły z Lechem. Pozwiedzałem i mocno wtedy się „zajarałem”, w jakim mieście ja będę mieszkał. Coś pięknego! A teraz, jak doszły jeszcze treningi, jak wreszcie mogę robić to, co kocham, to już w ogóle czuję się przeszczęśliwy. Proszę nawet nie pytać o jakieś negatywy, bo nie widzę żadnego - mówi mocno podekscytowany perspektywą gry dla Wisły Kraków jej nowy napastnik Hubert Sobol.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Trudno nie rozpocząć rozmowy z panem od pytania o stan zdrowia. Wszystko już w porządku z pańską stopą?
- Tak, na szczęście nie odczuwam już żadnych skutków kontuzji. Czuję się w tym momencie super.

- Pauzował pan wiele miesięcy. Skąd aż takie problemy ze zdrowiem?
- Sprawa była dość mocno skomplikowana. Niedługo po podpisaniu kontraktu z Wisłą doznałem urazu stawu skokowego. Pojechałem na badania USG, na których stwierdzono, że zerwałem więzadło. Przez miesiąc rehabilitowałem się zgodnie z tą diagnozą. Ból nie ustępował jednak, więc podjęliśmy decyzję, że potrzebne są dodatkowe badania. Po nich wyszło, że jest awulsja stawu skokowego i ostatecznie konieczny był zabieg. Miałem ustalony termin, ale trzy dni przed nim stwierdzono u mnie koronawirusa. I znów wszystko się przesunęło w czasie.

- Wygląda na to, że ostatnie pół roku w Lechu Poznań można w pana przypadku podsumować jako sumę wszystkich nieszczęść…
- Zdecydowanie tak. A jakby tego było mało, gdy już byłem zdrowy i mogłem teoretycznie grać, to na przeszkodzie stanęły przepisy, bo w związku z występami w pierwszej drużynie zamknęła się dla mnie droga do występów na finiszu II ligi. Efekt tego wszystkiego jest taki, że ostatni mecz zagrałem w grudniu w ekstraklasie, gdy Lech grał z… Wisłą. Debiutowałem zresztą również w meczu z „Białą Gwiazdą”, więc wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że była ona mi pisana.

- Gdyby nie kontuzja, grałby pan normalnie w rezerwach Lecha wiosną, bo z tego, co wiem, w Poznaniu nikt nie miał do pana pretensji o podpisanie kontraktu z Wisłą.
- Grałbym, bo w Lechu nawet zabiegali o to, żeby Wisła zostawiła mnie jeszcze w Poznaniu przez pół roku, żebym mógł spokojnie dokończyć sezon w II lidze. Nikt nie miał rzeczywiście pretensji, wszystko odbyło się bardzo profesjonalnie. Koniec końców, pożegnałem Lecha w bardzo dobrej atmosferze i w dobrych relacjach z ludźmi.

Kraków rozświetlony w trójkolorowych barwach Wisły

- No to czas na nowy rozdział w pańskim życiu, czyli Wisłę Kraków. Jak pierwsze wrażenia?
- Zacznę od mocnego słodzenia, ale proszę mi wierzyć, że mówię szczerze. Przyjechałem do Krakowa już kilka miesięcy temu na weekend. Byłem też na meczu Wisły z Lechem. Pozwiedzałem i mocno wtedy się „zajarałem”, w jakim mieście ja będę mieszkał. Coś pięknego! A teraz, jak doszły jeszcze treningi, jak wreszcie mogę robić to, co kocham, to już w ogóle czuję się przeszczęśliwy. Proszę nawet nie pytać o jakieś negatywy, bo nie widzę żadnego.

- W szatni, w której są znani piłkarze pewnie nie ma pan problemu się odnaleźć, bo w Lechu też ich nie brakowało?
- Dla mnie najważniejsze jest to, kto, jakim jest człowiekiem. W Wiśle od razu zorientowałem się, że jest super atmosfera. Są żarty, takie normalne, piłkarskie życie, ale jak się wychodzi na trening, to jest praca. Tak to powinno wyglądać.

- Jak pan odbiera trenera Adriana Gulę po pierwszych dniach?
- Na razie nie było między nami jeszcze takiej dłuższej, bezpośredniej rozmowy, ale myślę, że to wszystko przyjdzie z czasem. Pierwsze wrażenie jest jednak bardzo dobre, bo trener z jednej strony potrafi zadbać o dobrą atmosferę, rzuci żartem, ale z drugiej widać, że to człowiek bardzo mocno skoncentrowany na swojej pracy, dbający o najmniejsze detale w czasie treningu. Jeśli miałbym określić trenera jednym słowem po tych kilku dniach, to powiedziałbym, że to pasjonat. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Jeszcze bardziej chce się trenować pod kierunkiem kogoś takiego.

Wisła Kraków rozpoczęła świętowanie jubileuszu 115-lecia. Ms...

- Zanim zapytam pana o marzenia, związane z grą w Wiśle, chciałbym wrócić do pańskiego dzieciństwa. Pochodzi pan z Dobrego Miasta na Warmii. Pamięta pan co czuł, gdy w wieku zaledwie 15 lat przenosił się z tak małego, 10-tysięcznego miasteczka do dużego Poznania?
- Pierwsze co muszę powiedzieć i koniecznie proszę to podkreślić, to że Dobre Miasto to wspaniałe miejsce na ziemi, naprawdę! A co do mojej przeprowadzki do Poznania, to były dwie strony medalu. Byłem z jednej strony bardzo podekscytowany faktem, że idę do tak dużego klubu jak Lech, że to dla mnie naprawdę szansa. Czułem, że idę tam spełniać marzenia. Druga strona była taka, że musiałem sobie poradzić z rozłąką z rodziną, z przyjaciółmi. To w tak młodym wieku było bardzo cenne doświadczenie, które w jakimś sensie ukształtowało mnie jako człowieka. Nauczyłem się radzić sobie z trudnymi sytuacjami.

- Mieszkał pan bursie?
- Tak i mam z niej wiele wspomnień. Poznałem tam mnóstwo ludzi.

- Pewnie działo się tam…
- Oj działo się, działo... Miliony historii, miliony wspomnień.

- Ze znanych dzisiaj piłkarzy z kim pan się w tamtym okresie trzymał najbardziej?
- Z „Modziem” mieszkałem przez rok. Z „Puchą” często oglądaliśmy Top Model. Paru chłopaków z tamtych lat, z którymi się trzymałem, gra dzisiaj w II lidze. Mógłbym długo wymieniać nazwiska naszej paczki - Aleksander Theus, Michał Skóraś, Mateusz Skrzypczak. Z Sarafinem Szotą też byłem w internacie, a teraz spotkaliśmy się w Wiśle.

- Jak tak przyjaźnił się pan z „Modziem” i „Puchą”, czyli - wyjaśnijmy to czytelnikom - Jakubem Moderem i Tymoteuszem Puchaczem, to pewnie dzisiaj jeszcze mocniej kibicuje pan reprezentacji Polski na Euro, w której grają tak dobrzy koledzy?
- Super sprawa, że oni tam grają! Cały czas jesteśmy w kontakcie. Rozmawiamy ze sobą, wymieniamy się informacjami, co u nich, co u mnie.

Wisła Kraków. Kadra drużyny - jesień 2021 w piłkarskiej ekst...

- W Lechu Poznań ostatecznie nie przebił się pan. Czy przyjęcie oferty z Wisły należy tłumaczyć w taki sposób, że miał pan dość bycia czwartym, piątym napastnikiem w drużynie?
- W Lechu byłem sześć lat. Przeszedłem wszystkie szczeble juniorskie, by trafić do pierwszej drużyny. Później poszedłem na wypożyczenie do Warty Poznań, następnie do Odry Opole i powiedzmy sobie szczerze, że oba te epizody nie były dla mnie udane. W Warcie nie grałem prawie wcale, w Odrze przez większość czasu byłem kontuzjowany. Nie ma co się jednak tłumaczyć obiektywnymi trudnościami. Po prostu był to słaby okres dla mnie i tyle. Skończyło się jednak tak, że po powrocie do Poznania nie trafiłem do pierwszej drużyny, a do rezerw. Gdy dowiedziałem się, że mam trenować w drugim zespole, byłem mocno sfrustrowany. Nie mogłem mieć jednak do nikogo pretensji. Sam zawaliłem sprawę i trzeba się było mocno wziąć w garść. Powoli zacząłem odbudowywać swoją dobrą dyspozycję strzelecką i wróciłem do pierwszej drużyny. Brakowało jednak w tym wszystkim stabilizacji, bo raz byłem w jednej drużynie, za chwilę w drugiej. W tym okresie pojawiła się oferta Wisły i zacząłem to wszystko analizować. Wiedziałem, że w Lechu jest naprawdę duża konkurencja w ataku. Wiedziałem, że będą stawiać bardziej na Filipa Szymczaka, że chcą inwestować w tego chłopaka. Wniosek dla mnie był jeden - czas na zmianę. A skoro pojawiła się oferta z takiego klubu, jak Wisła, to długo nie musiałem się zastanawiać. Decyzję podjąłem praktycznie w dwa dni.

- Wiem, że ze strony Wisły w ten transfer mocno zaangażowany był Arkadiusz Głowacki. To on pana namawiał na przenosiny do Krakowa?
- Tak, bardzo sympatyczny człowiek, który opowiadał mi o Wiśle, odpowiadał praktycznie na wszystkie moje pytania. Pomagał mi również w organizacji przyjazdu do Krakowa, żebym zobaczył, jak to tutaj wszystko wygląda. Na pewno odegrał dużą rolę w moich przenosinach do Krakowa.

- On też kiedyś pokonał taką drogę jak pan teraz…
- Tak, wiem. O tym również rozmawialiśmy.

- W Wiśle na razie konkurencja w ataku nie jest tak duża jak w Lechu. To na co pan liczy? Ma pan 21 lat, więc można już zacząć wymagać.
- Wiek nie gra roli. Bez względu na to, ile kto ma lat, to jeśli jest w kadrze takiego klubu jak Wisła, to musi coś sobą reprezentować. Powiedziałem sobie, że dla mnie to jest nowa karta. Muszę patrzeć tylko na siebie, nastawiam się na ciężką pracę. A jeśli mam powiedzieć, jaki jest mój plan na Wisłę, to powiem krótko - chcę być zdrowy i grać.

- Mówi pan sobie, że teraz albo nigdy?
- Nie podchodzę tak do tego. Bardziej nastawiam się na to, żeby codziennie dawać z siebie wszystko, a życie, trenerzy, kibice będą weryfikować moje umiejętności, to jak gram. Jeśli zasłużę, to będę grał w Wiśle, ale jeśli się nie uda, to nie skończę grać w piłkę, bo to moja pasja. Liczę jednak, że ta misja się powiedzie, bo po to tu jestem.

- Trener Adrian Gula potrafi wprowadzać młodych piłkarzy do drużyny…
- Słyszałem o tym, ale powtórzę jeszcze raz, najważniejsze są umiejętności. Może ktoś mieć nawet kilkanaście lat, ale jak potrafi grać w piłkę, to będzie grał.

- Poukładał pan sobie bytowe sprawy w Krakowie?
- Tak, wynająłem już mieszkanie. Na razie sam dojeżdżam na treningi do Myślenic, ale myślę, że z czasem będziemy jakoś dogadywać się i jeździć razem. Na razie cały czas odczuwam wielką ekscytację, którą jeszcze podsyca we mnie kolega, wielki kibic Wisły.

- Może pan coś powiedzieć więcej na ten temat?
- To krakowski raper - Jan-Rapowanie. To właśnie on był moim przewodnikiem po Krakowie, gdy przyjechałem tutaj poznać miasto. On znał się już wcześniej z Tymkiem Puchaczem i przyjechał kiedyś do Poznania, gdy Wisła grała z Lechem. Wtedy właśnie się poznaliśmy, a teraz Janek pomaga mi się szybciej zaaklimatyzować w Krakowie.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

Tokio Raport odc. 2

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Hubert Sobol: „Biała Gwiazda” była mi pisana… - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie