MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Michał Żyro: Chcę udowodnić, że zasługuję na grę

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Bartek Ziółkowski/wislakrakow.com
Michał Żyro zaliczył bardzo udane wejście na boisko w drugiej połowie meczu ze Zniczem. Strzelił pierwszego gola dla Wisły Kraków, był bardzo aktywny. Na pewno jego wejście na boisko rozruszało grę „Białej Gwiazdy”.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Swoim wejściem na boisku i golem rzucił pan sygnał drużynie, żeby gonić wynik. Zresztą takim sygnałem było już pana i Davida Junki pojawienie się na placu gry od początku drugiej połowy.
- Na pewno zmiany w przerwie są po to, żeby odmienić oblicze meczu, jeśli nie idzie. Mnie udało się zrobić to, po co wszedłem na boisko, czyli zdobyłem bramkę. To rzeczywiście nas ożywiło, chcieliśmy strzelać kolejne bramki i to nam się też udało.

- Jest pan doświadczonym zawodnikiem. Skąd się bierze coś takiego, że zespół wygląda tak słabo w jednej połowie, by później udowodnić, że jednak potrafi grać w piłkę?
- Nie było mnie na boisku i trochę nie wypada mi oceniać tej pierwszej połowy choćby z szacunku do kolegów. Powiem tyle, że po remisie w Płocku wiedzieliśmy, że ze Zniczem po prostu musimy wygrać. Przez cały tydzień narracja do momentu wyjścia z szatni była taka sama, czyli powtarzaliśmy sobie, że przyjechaliśmy do Pruszkowa zwyciężyć i nie stracić też gola. Bo też tylko z Miedzią Legnica zagraliśmy na zero z tyłu, więc chcieliśmy to zmienić. Już w Płocku mówiliśmy sobie, żeby nie stracić gola, bo graliśmy z drużyną, która jest z nami równo w tabeli. I również straciliśmy tam bramkę, a w Pruszkowie już nawet dwie. To nie zależy zatem od treningu, bo przecież nad tym pracujemy. Nie od trenera, bo przecież nas na to wszystko uczula. Zależy to zatem przede wszystkim od nas samych. Popełniamy błędy indywidualne i kończy się tak, że rywal dwa razy kopnął w kierunku bramki i miał 2:0. Nie ma racjonalnego wytłumaczenia tego w jeden sposób. Moim zdaniem chodzi o indywidualne zachowania, które trzeba jak najszybciej zmienić. Klub zmienia trenerów, pracujemy pod to, żeby nie tracić bramek, a jak je traciliśmy za łatwo, tak tracimy. Dobrze choć tyle, że dzięki naszym umiejętnościom udaje nam się te mecze odwracać, wygrywać, bo to przecież nie jest taki pierwszy przypadek.

- Skoro mowa o umiejętnościach, to kluczem do odwrócenia losów tego meczu były mocne i precyzyjne dośrodkowania Davida Junki. Zgodzi się pan z tym?
- Tak, ale również liczyła się zmiana ustawienia. Patrzyłem na to z boku i uważam, że w pierwszej połowie nie byliśmy najlepiej ustawieni. Za mało nas było w ofensywie. Po przerwie David zaczął grać praktycznie jako skrzydłowy. Dzięki temu, że on grał wyżej, robiliśmy przewagą na boku i to przynosiło efekt.

- Pamięta pan kiedy ostatni raz strzelił pan bramkę?
- Szczerze? Nie pamiętam. Oczywiście gol cieszy, ale ja byłem mocno zdenerwowany tym i zresztą dalej jestem, że dostaję mało szans na grę. Uważam, że mogę grać zdecydowanie więcej i pomagać drużynie tak jak w Pruszkowie. Mam dzisiaj wewnętrzną siłę, żeby pokazywać, że jestem potrzebny, że mogę pomagać. Chciałbym to pokazywać chłopakom i przede wszystkim trenerowi, który mnie nie znał. Chcę udowodnić, że zasługuję na grę. Uważam, że w treningu wyglądam dobrze, ale chciałbym kolegom pokazać na boisku w meczach, że mogą na mnie liczyć.

- Ten gol to z pana strony kolejny konkret w ostatnim czasie, bo swój udział przy bramkach miał pan już w meczach z Miedzią Legnica i z Wisłą Płock. Teraz doszedł do tego już gol.
- Tak, a w przerwie na reprezentację grałem w sparingu ze Stalą Rzeszów z pewnym problemem z biodrem, o którym trener wiedział, a mimo to dałem asystę do Dejviego Bregu. To są małe rzeczy, na które zwracam uwagę. I przyznam, że serce mnie trochę bolało, że nie mogłem w większym wymiarze pomóc wcześniej. Chcę być bardziej potrzebny, bo czuję, że mogę tej drużynie jeszcze pomóc.

- Zamykając sprawę meczu w Pruszkowie, wiadomo, że miejscowi kibice kibicują również Legii Warszawa. Nie było panu zatem tak zwyczajnie przykro, że pana, który z tą Legią zdobył tyle trofeów, teraz pana ordynarnie wyzywali?
- Nie zwróciłem na to uwagi szczerze mówiąc. Byłem tak mocno skoncentrowany na grze, że zupełnie odciąłem się od tego, co dzieje się na trybunach. Cóż, wyzywają nas w różnych miejscach. W Płocku np. też mnie wyzywali jak jeszcze się rozgrzewałem. Jestem w sumie przyzwyczajony do takich rzeczy i nie robią na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia.

- Przed wami w lidze trzy mecze z drużynami z dołu tabeli, trzema ostatnimi dodajmy. Trudno sobie wyobrazić, że zlekceważycie rywali i że nie zdobędziecie w tych spotkaniach kompletu punktów…
- Wiemy, jaka jest sytuacja w tabeli. Na razie trzeba patrzeć na wtorek, na mecz z Resovią. Tu już nawet nie pomoże nam trener, tylko każdy musi wymagać od siebie. Róbmy to tak jak w drugiej połowie meczu ze Zniczem, wrzucajmy wiele razy piłkę w pole karne, a będą sytuacje. To są takie rzeczy, których brakowało nam np. w Głogowie. Trzeba robić cały czas w tym polu karnym zamęt. To jest w tej lidze klucz do wygrywania.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Świątek w finale turnieju w Rzymie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Michał Żyro: Chcę udowodnić, że zasługuję na grę - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski