Wisła Kraków. Radość z awansu, chóralne śpiewy i gol ze specjalną dedykacją

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Serafin Szota celebruje radość po swojej bramce w meczu ze Stalą Mielec. Swoje pierwsze trafienie w barwach Wisły Kraków młody obrońca zadedykował zmarłej niedawno cioci
Serafin Szota celebruje radość po swojej bramce w meczu ze Stalą Mielec. Swoje pierwsze trafienie w barwach Wisły Kraków młody obrońca zadedykował zmarłej niedawno cioci wisla.krakow.pl
Kilkanaście minut po końcowym gwizdku meczu Stal - Wisła Kraków w I rundzie Pucharu Polski było bardzo głośno w budynku klubowym na stadionie w Mielcu. Wszystko za sprawą piłkarzy, trenerów i generalnie całej ekipy „Białej Gwiazdy”, której gromkie śpiewy z szatni niosły przez dobre kilka minut. Tak krakowianie świętowali awans do kolejnej rundy. Pierwszy od czterech lat.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Jeśli popatrzeć historycznie, to ten awans w przypadku Wisły nie jest oczywiście żadnym wielkim wydarzeniem. Krakowianie cztery razy zdobywali bowiem Puchar Polski, do tego sześć razy grali jeszcze w finałach tych rozgrywek, a o dotarciu na szczebel półfinału czy ćwierćfinału nie ma nawet co wspominać, bo tego również zebrałoby się sporo. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, jaką pułapką Puchar Polski był dla Wisły w ostatnich latach, to łatwiej zrozumieć taką reakcję. Również z tego powodu, że mieleckie zwycięstwo przyszło akurat po klęsce 0:5 w Poznaniu z Lechem. I również z tego powodu, że w klubie postawiono sprawę jasno - Puchar Polski ma być traktowany bardzo poważnie w tym sezonie.

Wisła w tym meczu problemy miała tak naprawdę dwa razy. Na jego początku, gdy na moment wymknęła się jej kontrola nad grą i Stal miała dwie, trzy dobre okazje na gola. Następnie już w drugiej połowie, gdy nagle niespodziewanie padł gol na 2:1 i przez moment gospodarze uwierzyli, że jeszcze mogą coś w tym spotkaniu ugrać. Ich nadzieje szybko zgasił najlepszy gracz meczu Yaw Yeboah, który wywalczył, a następnie wykorzystał rzut karny, ale trener Adrian Gula i tak podkreślał, że jego podopieczni zdecydowanie powinni załatwić sprawę w środowy wieczór znacznie wcześniej.

- Najważniejszy jest awans do następnej rundy - podkreślał po końcowym gwizdku trener Wisły. - Na początku meczu przeciwnik pokazał się z dobrej strony, miał swoje sytuacje. Nam pomogła pierwsza bramka, a później graliśmy dobrą piłkę. Przeciwnik miał czerwona kartkę, my graliśmy cierpliwie, ale powinniśmy zamknąć ten mecz wcześniej trzecim golem. Stal jest dobrą drużyną, strzeliła gola na 2:1 i dobrze, że potrafiliśmy szybko odpowiedzieć bramką na 3:1. Mentalnie dobrze zareagowaliśmy w tym spotkaniu.

Duże powody do zadowolenia po końcowym gwizdku miał Serafin Szota. Życie, również to piłkarskie, pisze czasami ciekawe scenariusze. Dwa lata temu ten młody piłkarz popełnił faul, który w konfrontacji z Błękitnymi Stargard przyniósł gospodarzom rzut karny, zamieniony na gola, co w konsekwencji doprowadziło do sensacyjnego odpadnięcia Wisły z Pucharu Polski z II-ligowcem. Dwa lata to jednak w futbolu wieczność, a dzisiaj Szota jest już zupełnie w innym miejscu swojej kariery, co podkreślił w Mielcu nie tylko dobrą grą, ale też golem na 2:0. Golem, z którego radość celebrował w specjalny sposób, a już po końcowym gwizdku okazało się komu to swoje pierwsze trafienie w barwach Wisły dedykował.
- Cieszę, się, że udało mi się zdobyć bramkę akurat w tym meczu, bo był on dla mnie szczególny i wiele mnie kosztował. Niedawno zmarła moja ciocia, która była dla mnie jak babcia i to właśnie jej dedykuję to trafienie. Wiem, że czuwa nade mną z góry - powiedział obrońca Wisły.

Odniósł się również do tego, co „Białą Gwiazdę” spotkało w meczu z Lechem i jak zareagował na to zespół. - Porażka w Poznaniu bolała i to mocno, ale jesteśmy zawodowymi piłkarzami - mówi Szota. - To nie jest przyjemne uczucie, kiedy przegrywa się aż tak wysoko, ale takie mecze się zdarzają i po prostu trzeba umieć podnieść się po takim wyniku. Nam się to udało i w Mielcu pokazaliśmy się z dobrej strony, choć początek meczu nie był łatwy. Szczególnie pierwszy kwadrans, który sporo nas kosztował i wymagał dużej czujności w defensywie. Drużynie należą się jednak brawa, że przetrwaliśmy ten trudny moment i finalnie odnieśliśmy zwycięstwo, którego bardzo potrzebowaliśmy.

Dla Wisły ta wygrana może być dobrym bodźcem przed kolejnym meczem. W niedzielę „Biała Gwiazda” podejmuje Pogoń Szczecin, która z kolei wydaje się być w lekkim dołku formy, o czym świadczą nie tylko trzy kolejne mecze w lidze bez wygranej, ale również poraża z II-ligowym KKS Kalisz w Pucharze Polski. Zadanie jednak, jakie stoi przed Wisłą wcale łatwe nie będzie, bo nawet jeśli „Portowcy” mają obecnie swoje problemy, to wciąż są mocnym i jakościowym zespołem.

PZPN ukarany za zachowanie kibiców!

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Radość z awansu, chóralne śpiewy i gol ze specjalną dedykacją - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie