Wisła Kraków. Rafał Boguski: Dostałem więcej wiadomości niż na święta…

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
- Wiadomo, że chciałem dośrodkować, a nie strzelać. Wyszło jednak, jak wyszło. Wpadło bramkarzowi „za kołnierz”. Takie rzeczy w futbolu nie są czymś całkiem niecodziennym - mówi Rafał Boguski bohater niedzielnego meczu Wisły Kraków w Płocku z miejscową Wisłą. „Boguś” strzelił w nim dwie bramki, a „Biała Gwiazda” wygrała 3:1.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Proszę powiedzieć szczerze, spodziewał się pan, że doczeka się jeszcze w Wiśle Kraków takiego meczu, jak ten w Płocku?
- Tak naprawdę nie zakładałem, że spotka mnie tak spektakularny występ. Chcę po prostu cieszyć się grą. Ułożyło się jednak pięknie.

- Poczuł pan, że „orkiestra jeszcze gra” jak za starych, dobrych lat?
- Przede wszystkim poczułem, że wciąż potrafię strzelać bramki. Uświadomiłem sobie, że od mojego ostatniego trafienia w ekstraklasie minęły ponad dwa lata. To bardzo przyjemnie uczucie przypomnieć sobie, jak to smakuje.

- Po pierwszym golu miał trochę zdziwioną minę…
- Chyba nie tylko ja. Przecież wiadomo, że chciałem dośrodkować, a nie strzelać. Wyszło jednak, jak wyszło. Wpadło bramkarzowi „za kołnierz”. Takie rzeczy w futbolu nie są czymś całkiem niecodziennym.

- Z drugiej strony, żeby wypracować sobie pozycję do tego dośrodkowania, strzału, musiał pan przyjąć piłkę pod kryciem, ustać na nogach, popychany jeszcze przez przeciwnika i znaleźć miejsce, gdzie można było posłać piłkę w kierunku bramki.
- Starałem się przede wszystkim osłaniać piłkę. Resztę zrobiłem trochę automatycznie. Myśl była przede wszystkim taka, żeby albo znaleźć miejsce do dośrodkowania, albo przynajmniej wywalczyć rzut rożny.

- Przy drugim golu zachował się pan już jak bardzo doświadczony piłkarz, gdy przełożył pan obrońcę.
- Pierwsza myśl była taka, żeby uderzyć bez przyjęcia. Zobaczyłem jednak, że nadbiega obrońca i w ułamku sekundy zdecydowałem się go przeczekać. Wyszło bardzo dobrze, bo upadając zdołałem oddać precyzyjny strzał.

- Zdaje pan sobie sprawę z tego, że te dwa gole strzelił w wyjątkowym dla siebie meczu?
- Wyjątkowym? Dlaczego?

- Bo był to pana 329 mecz w ekstraklasie dla Wisły, dzięki czemu dogonił pan Władysława Kawulę w tej klasyfikacji. Obaj zajmujecie wspólnie trzecie miejsce, a przed wami już tylko Arkadiusz Głowacki i Paweł Brożek.
- Wiedziałem, że „Głowa” i „Brozio” prowadzą, ale nie pamiętałem, że mam już tak blisko, żeby wskoczyć na podium. Cóż, miejsce wśród takich legend Wisły Kraków to dla mnie prawdziwy zaszczyt.

- A czytał pan, co po meczu powiedział o panu trener Wisły Płock Radosław Sobolewski, który stwierdził m.in., że zasługuje pan na niesamowity szacunek?
- Żona mi to pokazała i powiem szczerze, że… wzruszyłem się. Tym bardziej, że te słowa padły z ust Radka, który najpierw był moim kolegą w szatni i z którym przeżyliśmy mnóstwo pięknych chwil, ale też tych trudniejszych. Później był moim trenerem, gdy przejmował stery w drużynie. To bardzo porządny człowiek i jeśli po wyprawie do Płocka bardzo się cieszę, to jedyna rysa na tym jest taka, że akurat temu trenerowi narobiłem trochę problemów. A ja trenerowi Sobolewskiemu bardzo kibicuję.

- Dostał pan dużo gratulacji po tym meczu?
- Oj tak, telefon mocno się grzał. Powiem szczerze, że tyle życzeń, wiadomości, to nawet na święta nie dostałem. To bardzo sympatyczna dla mnie sprawa.

- A komentarze kibiców pan czytał?
- Nie, nie czytam takich rzeczy, bo nie robię tego po słabszych meczach, gdy pojawia się krytyka, ani po tych lepszych, gdy jestem chwalony. Może jestem jeszcze ze starej szkoły, ale dla mnie liczy się świat realny, a nie wirtualny.

- Zgodzi się pan, że to zwycięstwo przyszło po najsłabszym meczu pod kierunkiem trenera Petera Hyballi? Więcej w tym wszystkim było walki niż gry w piłkę. O takich meczach mówi się, że to „ligowy dżemik”…
- Dokładnie tak to wszystko wyglądało. Nie graliśmy tak, jak w poprzednich spotkaniach. Duża w tym była zasługa Wisły Płock, której zawodnicy wyszli na boisko bardzo zdeterminowani. Nie pozwolili nam grać tego, co byśmy chcieli. Momentami rzeczywiście wyglądało to na klasyczny „ligowy dżemik”, czyli dużo walki, dużo fauli, dużo piłki w powietrzu, a znacznie mniej ładnego dla oka futbolu.

- Kibice Wisły w tym sezonie przeżywają skrajne emocje. Jak przegracie, to oglądają tabelę na dole, a jak wygracie to liczą punkty do czołówki. Pan jak do tego podchodzi?
- Ja zalecałbym powściągliwość i nie popadanie ze skrajności w skrajność. Trzeba patrzeć na najbliższy mecz i przede wszystkim pracować tak, żeby być jak najlepiej do niego przygotowanym. Jaki to natomiast przyniesie końcowy efekt, przekonamy się za jedenaście kolejek. Na ten moment tabela jest tak spłaszczona, że nie ma sensu snuć teraz zbyt dalekich planów.

- Sprawę utrzymania chyba jednak już załatwiliście, wystarczy kontrolować sytuację?
- Już tyle w życiu piłkarskim przeżyłem, że wolę nie składać takich deklaracji. Niby złapaliśmy trochę oddechu, ale nie można ani na moment tracić czujności. Choć z drugiej strony jesteśmy oczywiście ambitnymi ludźmi i nie zadowala nas ani tylko walka o utrzymanie, ani to miejsce, które obecnie zajmujemy.

- Pan w Wiśle przeżył kilkunastu trenerów. Jak odbiera pan Petera Hyballę, bo patrząc z boku wygląda na to, jakby był wulkanem energii?
- Przede wszystkim widać, że futbol to jego pasja. Warsztat jest na wysokim poziomie. Gołym okiem widać, że jesteśmy bardzo dobrze przygotowani do rozgrywek i że gramy po prostu lepiej.

- Na koniec chciałbym jeszcze wrócić do naszej rozmowy sprzed kilku miesięcy. Podtrzymuje pan to, o czym wtedy rozmawialiśmy, że to ostatni pana sezon w Wiśle Kraków?
- Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek się zmieniło. Na ten moment nie przewiduje innego scenariusza. Kariery jednak nie chcę kończyć. Czuję się bardzo dobrze fizycznie, futbol wciąż sprawia mi przyjemność, więc będę chciał dalej grać w piłkę.

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Rafał Boguski: Dostałem więcej wiadomości niż na święta… - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie