Wisła Kraków. Tomasz Jażdżyński o Buksie, kulisach transferów, zatrudnianiu trenerów i uszkodzonym kręgosłupie drużyny [WYWIAD]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Wisła Kraków - Piast Gliwice. Czy piłkarze Wisły podniosą się w kolejnych meczach? Andrzej Banas
Tomasz Jażdżyński, przewodniczący rady nadzorczej i współwłaściciel TS Wisła Kraków SA, w rozmowie z Dziennikiem Polskim, Gazetą Krakowską i Interią odpowiada na zarzuty postawione władzom klubu przez ojca Aleksandra Buksy. I odnosi się do wielu innych kwestii: czy Brown Forbes i Mehremić są na sprzedaż? Dlaczego Uryga nie przyjdzie do Wisły już zimą? Po co klub ściąga Mitrofanowa? Kto przeprowadza przy Reymonta transfery i zatrudnia trenerów? Jak wyglądają rozmowy z dyrektorami sportowymi? Czy drużyna Hyballi podniesie się po błędach sędziowskich w meczu z Piastem?

Krzysztof Kawa, Michał Białoński: Ojciec Aleksandra Buksy wydał oświadczenie, wyliczając listę przewin klubu, które doprowadziły do tego, że zawodnik nie zdecydował się na przedłużenie kontraktu. Jak Pan to skomentuje?
Tomasz Jażdżyński: W sumie nawet cieszę, że to się ukazało, bo wszyscy mogą teraz zapoznać się ze stylem argumentacji i jakością argumentów, z jaką zarząd Wisły musiał się borykać od dłuższego czasu. Przykro mi wyłącznie ze względu na Dawida Błaszczykowskiego i Maćka Bałazińskiego, którzy starają się profesjonalnie zabezpieczać interesy klubu, a musieli przeczytać na swój temat taki zestaw pomówień. Wiele z nich kwalifikuje się do, relatywnie łatwego do wygrania, procesu o zniesławienie.

Ja nie będę się szczegółowo odnosił do wszystkich manipulacji, jakie zaprezentował nam Adam Buksa. Skupię się na dwóch – myślę, że świetnie wyjaśnią one charakter tej osoby i zgodność z prawdą całego tego oświadczenia.

Po pierwsze Aleksander nie był zmuszany na spotkaniu do podpisania żadnej wersji umowy. Wymagano od niego jedynie jasnej deklaracji, czy przedłuży kontrakt z klubem. Po długiej rozmowie, kiedy kategorycznie oświadczył, że nie jest skłonny podpisać żadnego kontraktu z Wisłą Kraków, został poinformowany, że klub ma dla niego dwie propozycje – jedną wynegocjowaną z jego ojcem pół roku temu i drugą, oddającą rozmowy z agentem w styczniu w stanie takim, jaki został po tym, gdy zablokowane zostały dalsze negocjacje. Został też poinformowany, że jeśli nie jest gotowy w najbliższym czasie żadnej z tych umów podpisać, to powinien podpisać oświadczenie o odmowie podpisania kontraktu. Taka formalność, przedstawienie umów i uzyskanie potwierdzonej odmowy, jest wymagana przez przepisy FIFA, aby klub miał prawo do ekwiwalentu za wyszkolenie. Również rozmowa z agentem nie dotyczyła już negocjacji umów, a jedynie konsultacji i zatwierdzenia treści oświadczenia o odmowie podpisania zaproponowanego kontraktu. To standardowa procedura konieczna po tym, gdy zawodnik już odmówi podpisania umowy.
Druga manipulacja to kwestia bonusu za podpis. W kontrakcie zapisano, że zostanie ona wypłacona w połowie bieżącego sezonu, a nie zaraz po podpisaniu. To częsta praktyka. Dlatego nie ma jeszcze potwierdzenia przelewu, o który pyta pan Buksa, przy czym świetnie wie, że jest on zagwarantowany w kontrakcie i będzie musiał zostać wypłacony ze względów licencyjnych. Podobnie jak wynagrodzenie za drugą rundę – też nie poszły jeszcze przelewy, ale zgodnie z kontraktem pójdą, bo muszą i czujemy, że zostały one wyłudzone tak samo, jak te z pierwszej rundy.
Pozostałe tezy, a właściwie pomówienia Adama Buksy mają mniej więcej taką wartość merytoryczną, jak dwa przypadki, o których wspomniałem. Szkoda czasu na ich omawianie.
Na koniec chciałbym panu Buksie przekazać, że znam dzieciaki, które w 2019 roku rozbijały skarbonki, żeby sobie kupić jakiś gadżet i ratować klub. Za drobne pieniążki, ale dla nich cały majątek. Pamiętając o tym, mam absolutny absmak czytając łzawe opowieści o oddaniu Aleksandra Wiśle i malowaniu ręcznie pokoju w barwy klubu. Chyba czas już przemalować na inny kolor.

Transferowa karuzela Wisły: Brown Forbes, Mehremić, Hall, Kone

Porozmawiajmy o innych zawodnikach. Czy istnieje ryzyko odejścia Felicio Brown Forbesa już zimą?
- Każdy zawodnik może odejść z Wisły, gdy pojawi się dla niego propozycja, którą uznamy za korzystną dla klubu.

Ale są tacy, których chce się bardziej zatrzymać i są tacy, których zatrzymać się chce mniej.
- Za tych, których się chce zatrzymać, bardziej oczekuje się większych pieniędzy, a za tych drugich mniejszych. Nie mamy tak komfortowej pozycji, żeby powiedzieć, że ktoś na pewno nie odejdzie.

Transfer Tima Halla, z którym kontrakt rozwiązaliście 11 dni po jego podpisaniu, przejdzie do historii.
- Robicie z igły widły. Rozumiem, że to jest niecodzienne wydarzenie i prześmiewcze portale mają z tego pożywkę, ale to jest bardzo prosta opowieść. Tim Hall przyszedł do Wisły. Miał swoje problemy, ale mamy na tyle wrażliwości, aby o nich publicznie nie informować. Na nie nałożył się trudny i ciężki trening, jaki zarządził trener Hyballa. Tim wpadł w ten reżim nagle i znienacka, i po paru dniach stwierdził, że tego nie wytrzyma. Takie rzeczy się zdarzają. Lepiej, że od razu to powiedział, niż żeby miał miesiącami symulować kontuzje i kasować pensję.

Podobno wpadł w depresję po dwóch dniach, zamknął się w mieszkaniu i nie wychodził.
- Odmawiam podawania tego typu szczegółów. Tim stwierdził, że nie da rady. Próbowaliśmy go namówić do podjęcia kolejnych prób. Nie zdecydował się. To nie jest tak, jak piszą, że ściągnęliśmy człowieka nie wiadomo skąd. Hall rok wcześniej bardzo dobrze grał i chcieliśmy go sprowadzić już w lecie. Wtedy się nie udało - Gil Vicente przebił nas może nie kwotowo, ale klimatem i bliskością topowych menedżerów, jacy oglądają ligę portugalską. W Portugalii Hallowi się nie udało, miał tam również problemy zdrowotne, związane z pandemią. Tam się nie przebił, więc trafił do nas. Można się z niego wyśmiewać, ale można też sprawę potraktować po ludzku i przyjąć, że czasami ktoś nie daje rady. Z wieliu powodów. Czym innym by było, gdybyśmy zapłacili za ten transfer dużą kwotę ewentualnie zapłacili zawodnikowi za podpis. Wówczas wiązałoby się to dla nas z dużą stratą. W tym przypadku jedyne, co straciliśmy, to wydatki na bilety i pobyt zawodnika przez kilka dni w Krakowie, czyli tak jakbyśmy go sprowadzili na testy, których by nie przeszedł. I gdzie tu jest afera?

Rzadko się zdarza zerwanie kontraktu po 11 dniach i to nie z powodu kontuzji. Menedżer zawodnika narzekał na trenera Hyballa za rzekomo niegodne potraktowanie piłkarza...
- Nie byłem przy tych rozmowach, nie powinienem więc tego komentować. Trener ma inną opinię na ten temat. Jedni powiedzą, że u Hyballi jest zbyt ciężko, że jest zbyt wymagający, a z drugiej strony niedawno jeden z naszych młodych zawodników stwierdził, że jeżeli ktoś przykładnie pracuje na treningach, to z Peterem Hyballą nie ma żadnych problemów. Nie bywam regularnie w szatni, więc nie powinienem komentować tej sprawy.

Souleymane Kone nie grał w piłkę od ponad roku, a jednak go zatrudniliście.
- To jest piłkarz sprowadzony, aby go odbudować, taki którego zna trener. Wiemy, że długo nie grał w piłkę. Trener Hyballa go trenował i twierdzi, że ma duży potencjał, a on postara się go obudzić. Prawie nic nas to nie kosztuje, nie płaciliśmy za transfer, pensja jest relatywnie niska. Jeżeli przez najbliższe kilkanaście tygodni okaże się, że Kone rokuje, to z nim podpiszemy dłuższy kontrakt. W przeciwnym razie po prostu się rozstaniemy.

To dowodzi, że macie duże zaufanie do trenera.
- Jak już powiedziałem koszty są na tyle niskie, że ryzyko jest stosunkowo niewielkie, a jeśli trenerowi się uda zrealizować plany względem zawodnika to możemy bardzo dużo zyskać.

Zamierzacie zatrzymać bramkarza Kamila Brodę, ale rozmowy z menedżerem Kołakowskim ponoć idą opornie...
- Nie wiem skąd te informacje. W mojej ocenie teraz te rozmowy są znacznie lepsze niż miesiąc temu.

Czy Adi Mehremić zostanie w klubie?
- Mogę powiedzieć o nim dokładnie to samo, co przy Brown Forbesie.

To kwestia wyłożenia za niego 100 tysięcy euro?
- Nie, za tyle na pewno go nie puścimy.

Ale za 200 tysięcy już tak?
- Bez komentarza – jak potwierdzę albo zaprzeczę poda Pan kolejną kwotę. Przy okazji zwrócę uwagę, że przypadek Mehremicia to kamyczek do ogródka wszystkich tych ekspertów, którzy z transferów z ostatniego lata robili sobie żarty i nie zostawiali za nie suchej nitki na zarządzie. Można się mocno pomylić w takich bezkompromisowych osądach.

Wygląda na to, że Alan Uryga nie trafi do Krakowa zimą, tylko dopiero latem. Wisła Płock stwierdziła, że nie zdecydowaliście się na aktywowanie klauzuli.
- Nie znam kontraktu Alana z Wisłą Płock. Z tego, co kojarzę ta klauzula jest bardzo wysoka. Jeśli mówimy o półrocznym przyspieszeniu transferu, to nawet niewarta rozważenia. Chcieliśmy sprowadzić Alana od razu i gdyby Wisła Płock była skłonna podjąć rozmowy o rozsądnych kwotach, to byśmy je podjęli. Nie udało się, a ponieważ Alan Uryga z szacunku dla Wisły Płock powiedział, że nie będzie żadnych nagłych ruchów wykonywał, my to szanujemy i nie będziemy naciskać. Staramy się traktować innych tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Ostatecznie Alan przyjdzie do nas w lecie, z czego się niezmiernie cieszymy. Chcemy, aby Wisła Kraków była klubem wartości. Wisła nie chce być zespołem, w którym gra dziesięciu obcokrajowców i jeden polski młodzieżowiec, bo on akurat grać musi ze względu na przepisy. Nawet jeśli ma to trochę więcej kosztować. Dla nas wychowanek, gwarantujący poziom i dający perspektywy budowania wokół niego kolejnego pokolenia piłkarzy, jest bardzo cenny. Mamy taki moment, że ikony poprzedniej epoki powoli odchodzą – ostatnio Paweł Brożek. Jesteśmy zdeterminowani, aby budować kolejne mocne postaci kojarzące się z klubem, bo chcemy, żeby Wisła Kraków była Wisłą Kraków.

Budowanie zespołu w oparciu o Polaków, a zwłaszcza wychowanków przełoży się na większą identyfikację kibiców z drużyną, a to z kolei pociągnie za sobą większe wpływy do klubowej kasy.
- To jest druga strona tego samego medalu. Oczywiście uważamy, że to tak działa i w dłuższym terminie nam pomoże. Chcemy, żeby ten klub miał tożsamość. Wisła Kraków to miejsce, do którego się wraca. Tak było i tak będzie.

Mateusz Młyński trafi do Wisły jeszcze zimą?
- Rozmawiamy o tym, ale nie jest łatwo. Biorąc pod uwagę, że chodzi o półroczny okres, słyszymy na razie żądania kompletnie nierealne. Negocjujemy dalej, bo fajnie by było go mieć już teraz, ale jeśli się nie uda poczekamy cierpliwie do lata. Młyński to kolejny dowód na to, że mocno już myślimy o tym, jak będzie zespół wyglądał w przyszłym sezonie. I w kolejnych sezonach także. Właśnie pod tym kątem sprowadzamy zawodników młodych i perspektywicznych, tym bardziej, że wielu piłkarzy odejdzie.

Czy jednak ta prowadzona przez was polityka jest wystarczająco efektywna?
- Kibice mają do nas sporo zastrzeżeń. Często czytam, że w Wiśle się wszystko buduje na wariata, na szybko. Niektóre ruchy rzeczywiście wykonywaliśmy nerwowe, ale proszę pamiętać, że weszliśmy do domu, który płonął. Niełatwo się planuje długoterminowo, gdy na głowę lecą płonące krokwie, a wody w sikawce w każdej chwili może zabraknąć.
Oczywiście, kibic jest od tego, żeby kibicować i wymagać bez zastanawiania się, jak osiągniemy cel. Od dziennikarzy oczekiwałbym jednak minimum zrozumienia realiów. Wisła Kraków w 2019 roku była wprawdzie na siódmym miejscu w lidze pod kątem wygenerowanych przychodów ale, pomijając beniaminków, miała trzeci od końca budżet wynagrodzeń w Ekstraklasie. Niższy mieli tylko spadkowicze. My nie możemy tyle co inni wydawać na pensje piłkarzy, bo musimy spłacać stare długi.
Budżet determinuje nasze działania. Ja bym bardzo chciał mieć po 200-300, czy 500 tysięcy euro na transfery, by wyciągać perspektywicznych zawodników, ale my nie mamy takich pieniędzy!

A jakim budżetem w 2020 roku dysponowaliście?
- Zbliżonym do tego z 2019. Większość klubów, z którymi rywalizujemy, ma budżety wyższe od nas co najmniej o połowę. Kilka z nich dwukrotnie. W mojej ocenie dysproporcja w sile drużyn oczywiście jest, ale nie aż tak wielka. Czyli nie jest tak źle z tą naszą efektywnością.
Proszę nas nie porównywać z klubami wydającymi na wynagrodzenia po 50-80% więcej, tylko z tymi, których budżety były na poziomie zbliżonym do naszego. Według mnie wypadamy w takim porównaniu lepiej.

Od wiosny 2019 roku zostało tylko ośmiu zawodników z pola, licząc z dwoma bramkarzami – dziesięciu. To mniej niż połowa. Czy rotacja nie jest zbyt duża?
- Jesteśmy często skazani na wypożyczanie piłkarzy. Weźmy Alona Turgemana – przyszedł na wypożyczenie i podkręcił statystyki rotacji, ale mimo kontuzji pomógł drużynie. Teraz, aby wzmocnić atak, wypożyczyliśmy Żana Medveda. Mamy nadzieję, że podniesie jakość zespołu, ale jest oczywiście duże prawdopodobieństwo, że po sezonie odejdzie. Ja też chciałbym mieć stabilizację na tej pozycji, ale klasowy napastnik to bardzo droga inwestycja, więc radzimy sobie jak możemy.

Kluczowego pomocnika Vukana Savićevicia nie byliście w stanie zatrzymać, sprzedaliście go za 300-400 tys. euro.
- Kwoty nie komentuję. Na takie ruchy jesteśmy skazani, żeby klub mógł przetrwać. Dlatego w efektywności polityki transferowej proszę nas na razie nie porównywać do Legii czy Lecha, ale do klubów dysponujących porównywalnymi do nas kwotami.

Nie za często zdarzają się wam transferowe pudła, jak Dawid Abramowicz?
- Pudło to mocne słowo. Proszę pamiętać, że nie mieliśmy właściwie żadnych środków na transfery, a potrzebowaliśmy zmiennika na lewą stronę. Wisły Kraków nie stać jeszcze na to, żeby zmiennikom płacić po 50 tys. zł miesięcznie. W związku z tym szukaliśmy kogoś, kto mieści się w budżecie zmiennika, licząc, że a nuż sobie poradzi. Dawid przyszedł, dał co mógł, ale uznaliśmy, że chcemy inaczej rozwijać lewą stronę. Oddaliśmy go Radomiakowi - przepływ finansowy z transferów do i z klubu wychodzi prawie na zero, więc gdzie tu jest problem?

Ten inny pomysł na lewą stronę to Krystian Wachowiak?
- Dokładnie tak. To młody utalentowany chłopak z dużymi inklinacjami do gry ofensywnej. Liczymy, że przy Maćku Sadloku i pod okiem trenera Hyballi będzie się szybko rozwijał.

Jednak jeśli jest zbyt dużo rotacji w drużynie, nie ma stabilizacji kadry.
- Proszę porównać tę rotację w Wiśle z wieloma innymi klubami i sprawdzić, czy rzeczywiście aż tak bardzo odstajemy od średniej z tym wskaźnikiem. Obstawiam, że nie, a mamy niemal dwa razy mniej pieniędzy.

Wisła bez dyrektora, ale z komitetem transferowym

A gdyby nad polityką sportową czuwał dyrektor sportowy? Z mocną pozycją, rozliczany co dwa lata?
- Wiecie co mówią dyrektorzy sportowi, którzy mają pozycję i mocne nazwisko, a takich jest w Polsce bardzo mało?

Co takiego?
- Pytają: „Ile macie pieniędzy na budowanie drużyny?”. My odpowiadamy: „Wiesz, na dzisiaj to dość łatwo policzyć, bo mamy tak około zera”. Odpowiedź? „Aaaa, to zadzwońcie proszę, jak już coś będziecie mieli”. O czym my w ogóle rozmawiamy? Zatrudnianie drogiego dyrektora sportowego w naszym wypadku? Myślicie, że zechce taki przyjść do klubu, który nie ma budżetu na transfery?

Jak się zatem odbywają transfery w Wiśle?
- Mamy komitet transferowy złożony z zarządu, dyrektora skautingu Arka Głowackiego, któremu pomaga kilka osób i trenera. Oni omawiają, analizują i rekomendują transfery. Jest też rada nadzorcza złożona z trzech osób, które panowie znają (oprócz Tomasza Jażdżyńskiego, Jakub Błaszczykowski i Jarosław Królewski – przyp. red.) i ona zatwierdza każdy transfer. Stanowi o tym statut spółki ustalony jeszcze za czasów poprzedniego właściciela.

Głosujecie?
- Raczej dyskutujemy i wypracowujemy wspólną decyzję. Przy okazji sprostujmy jeden mit. Ludzie, którzy są nam nieprzychylni, potrafią rzucić tezę, grając rolę obeznanych w temacie: „Kuba Błaszczykowski robi transfery w Wiśle”. Błagam! Kuba naprawdę ma mnóstwo rzeczy na głowie i o większości nazwisk dowiaduje się wtedy, kiedy my. Oczywiście głos Kuby w radzie jest w sprawach sportowych istotny, bo my z Jarkiem mocno zwracamy uwagę na jego opinie. Musielibyśmy być bardzo nierozsądni, aby nie wsłuchiwać się w to, co ma do powiedzenia finalista Ligi Mistrzów, który pracował z najlepszymi trenerami na świecie. Zresztą działa to tak samo w wielu innych przypadkach. Mam na przykład przekonanie, że koledzy bardzo poważnie biorą pod uwagę moje opinie przy operacjach finansowo-biznesowych. Jak trzeba podyskutować o technologii, to prym wiedzie Jarek. Uzupełniamy się i na tym to wszystko polega.
Jeszcze nigdy się nie pokłóciliśmy, zawsze jakoś wypracujemy wspólne zdanie. Nigdy nie poszło „na noże”. Tak na marginesie, próby skłócenia nas dalej się zdarzają, ale są nieskuteczne.

Słyszeliśmy wersję: „Błaszczykowski z Królewskim kontra Jażdżyński”.
- Słyszałem też inne, ale to bzdury. Nie unikniemy sytuacji, w których ktoś usiłuje jednego czy dwóch z nas nastawić przeciw pozostałym. Dzieje się tak choćby teraz, przy okazji kontraktu Buksy. Ale to nie przyniesie efektu, bo mamy ten sam cel i do niego będziemy konsekwentnie dążyć. Wygrywamy razem i przegrywamy razem. Razem zyskujemy, zdobywając partnerów i razem tracimy na nieuczciwym zachowaniu innych.

Tzw. fundusz transferowy Wisły miał odzyskiwać zainwestowane pieniądze z transferów z klubu.
- Wszyscy zawodnicy, których transfery przeprowadziliśmy przy wsparciu z zewnątrz dalej są w klubie.

Interesujecie się 18-letnim pomocnikiem Denisem Mitrofanowem z Kazachstanu?
- Tak. To zawodnik, który być może do nas trafi tym samym tropem co Żukow. Możemy go sprowadzić i sprawdzić praktycznie bez wydatków, z pensją na zaniedbywalnym poziomie. Przyjdzie, potrenuje z drużyną i zobaczymy, co pokaże. To będzie taki dłuższy test, czy rzeczywiście jest takim talentem, jak twierdzą osoby nam go polecające. W przypadku Georgija miały rację, dlaczego nie zaryzykować jeszcze raz? Ale tak jak powiedziałem, to jest potencjał w dłuższej perspektywie, a nie wzmocnienie pierwszego składu na tu i teraz. Nie rozumiem skąd te pretensje, że celujemy zbyt nisko.

Dlaczego Skowronek, dlaczego nie Skorża, a Hyballa

Gdy rozmawialiśmy rok temu, dementował pan plotki, że rozmawiacie z niemieckim szkoleniowcem i wówczas zatrudniliście Artura Skowronka. Tymczasem w grudniu 2020 roku postawiliście na Petera Hyballę.
- Rok temu moją irytację budził fakt, że ktoś wymyślił sobie abstrakcyjne nazwisko, o którym nikt w klubie wcześniej nie słyszał, „sprzedał” je jako pewne, a my musieliśmy się tłumaczyć. To nie miało nic wspólnego z trenerem Hyballą.

Może już rok temu należało sięgnąć po Hyballę?
- Mieliśmy wtedy inną sytuację, mniej kontaktów, był zupełnie inny zarząd. Szukaliśmy bardziej lokalnie. Poza tym, to skoro padło już nazwisko Skowronek, to chciałbym wrócić do tego tematu, bo liczba bzdur i przekłamań, które się pojawiły w publicznym obiegu wymaga wytłumaczenia. Po pierwsze, my zawsze będziemy pamiętać, że trener Skowronek zdecydował się przyjść do Wisły w absolutnie rozpaczliwym momencie. Nie było nikogo innego, kto chciałby przyjść, a jeśli już to wymagania co do długości i wysokości kontraktu były absolutnym science fiction. Przypominam, że wtedy 9 na 10 ekspertów mówiło, że Wisła już praktycznie spadła. Gdy pod koniec rundy wrzuciłem twitta, że z podobnych tarapatów Pogoń się kiedyś wygrzebała, to zostałem uznany za niepoprawnego optymistę.
Po drugie, po wywiadzie Kuby pojawiły mity, że „Błaszczykowski na czuja dobiera sobie trenerów w Wiśle”, co jest skrajną manipulacją tego wywiadu. Sytuacja wyglądała tak, że kiedy trener Skowronek podjął z nami rozmowy i nastąpiła wstępna chęć współpracy, zorganizowaliśmy spotkanie u mnie w Veneo, tak aby utrzymać całą sprawę w poufności. Siedzieliśmy tam we trójkę, z Kubą i trenerem i oni przez wiele godzin rozmawiali o piłce nożnej. Trener Skowronek był świetnie przygotowany, miał gotowe analizy wideo gry Wisły. Powiedział, co by chciał poprawić, jak by chciał grać. Rozmawiali z Kubą o filozofii piłki. Ja, mniej więcej po 5 minutach, przestałem rozumieć, o czym oni mówią. Bo ja jestem laikiem, jeśli chodzi o piłkę nożną, a rozmawiało dwóch profesjonalistów. To wtedy trener przekonał nas do siebie. Wiedzą i przygotowaniem.
Potem w rozmowach czysto operacyjno-finansowych za pierwszym podejściem nie udało się porozumieć i Kuba w wywiadzie powiedział, że gdy się dowiedział, iż negocjacje się rozpadły, to długo nie mógł przejść nad tym do porządku dziennego. Miał przeczucie, że Skowronek to dobry człowiek na moment, w którym wówczas się znaleźliśmy. W związku z tym sam wziął telefon i trenera przekonał.

Robienie z tego afery i kolportowanie uwag, że Błaszczykowski jednoosobowo zwalnia i przyjmuje trenerów w Wiśle, i robi to „na czuja”, jest absolutnie żenujące.

Trener Skowronek został zatrudniony po to, by utrzymać drużynę znajdującą się w skrajnie rozpaczliwej sytuacji i zadanie wykonał. Co więcej, jestem głęboko przekonany, że gdyby nie COVID-19, przerwa, która nas wybiła z rytmu i straszliwie pokiereszowała finansowo, to my byśmy w bardzo dobrym stanie zakończyli miniony sezon. Przypominam, jak bardzo byliśmy rozpędzeni na początku roku 2020. Wygraliśmy między innymi derby na wyjeździe w bardzo przekonywujący sposób. Po restarcie w pandemii graliśmy słabo, ale tylko my wiemy, z jakimi problemami trener Skowronek się musiał mierzyć. Mamy taki system wartości, że po tym, jak on zrobił coś, co się wydawało niemożliwe, to tak jak mu obiecaliśmy, zaproponowaliśmy przedłużenie kontraktu. Jesteśmy z tej grupy ludzi, którzy jak się z kimś umawiają, to dotrzymują słowa.

Co się później stało, że doszło do zwolnienia trenera?
- Pewne rzeczy nie zagrały. Niestety wyczerpała się tamta formuła.

Co to znaczy?
- Oglądaliście grę Wisły, pisaliście różne artykuły. Nie chcę już do tego wracać. Dyskusje o zwolnieniu Maćka Stolarczyka to była jedna z najgorszych nocy, które przeżyliśmy w Wiśle. Ja gorzej czułem się chyba tylko w momencie, gdy dotarło do mnie, że wprowadziliśmy w błąd kibiców przy okazji kontraktu Buksy. Przed zwalnianiem trenera Skowronka również bardzo długo się broniliśmy. Z naszych obserwacji jednak wynikało, że to już nie wypali i nie ma na co czekać, trzeba szukać innego rozwiązania. I znów absolutną bzdurą jest powtarzane tu i ówdzie twierdzenie, że Kuba sobie ściągnął trenera z Niemiec. Kuba trenera Hyballi z czasów Dortmundu nie pamięta. Trener Hyballa został zaproponowany zarządowi przez dział skautingu. Był jednym z kilku poważnych kandydatów.

Macieja Skorży wśród nich nie było?
- Mówię o etapie, w którym zaczęliśmy rozmowy z trenerem Hyballą. Nie będę komentował tych chwilę wcześniejszych. Niektórzy przestraszyli się najwyraźniej czekającego nas wówczas trójmeczu z Cracovią, Legią i Lechem.

W końcu wybór padł na Hyballę.
- Tak. Był jednym z kilku poważnych kandydatów. Wszyscy byli trenerami zagranicznymi. Tak szerokie pole manewru w tak krótkim czasie zawdzięczamy szybkiej reakcji zarządu. Zarząd spotykał się nie tylko z trenerem Hyballą, ale ostatecznie wybór padł na niego. To musiał być szybki i efektywny proces, bo mieliśmy mało czasu. Zgodnie z tym, co publicznie deklarowaliśmy, nie rozmawialiśmy z innymi trenerami przed poinformowaniem trenera Skowronka o naszej decyzji o rozstaniu.

Jak zatrudnienie Hyballi wyglądało od kuchni?
- Po tym, gdy postanowiliśmy, że jest tym najlepszym kandydatem, trener został zaproszony do Krakowa. Przyjechał i spędził w klubie cały dzień, po czym został na kolejny. Było sporo długich rozmów na temat taktyki i filozofii gry. Na ich podstawie podjęliśmy ostateczną decyzję.

Sędzia Jakubik, czyli uszkodzony kręgosłup moralny

Zebrane informacje na temat Niemca potwierdzają się w praktyce?
- Trener Hyballa jest bardzo ekspresyjny. Żyje przy linii, to wpływa dobrze na drużynę. To wiemy na pewno, bo to szybko można zauważyć. Na potwierdzenie, czy spełni nasze oczekiwania i w jakim stopniu musimy poczekać dłużej. Ale widać już inny styl drużyny. Idzie to na razie w dobrym kierunku. Widzieliście panowie pierwsze 30 minut w meczu z Piastem? Piast to dobra drużyna, a w pierwszych dwóch kwadransach de facto nie istniała na boisku. Po 30 minutach powinno być 4:0. Ten mecz by się skończył razem ze strzelonym karnym.

Chyba, że zespół by stracił po przerwie pięć goli?
- Nie żartujmy! Nikt by nam w normalnych warunkach tyle nie strzelił. Brak karnego, po tym jak został podyktowany, podziałał rozluźniająco na drużynę. Każdy pomyślał: „Mamy 4:0, a Piast się załamał”. Potem decyzja została odwołana, a podniesiony na duchu Piast ruszył na nasz rozluźniony zespół. Mam wrażenie, że mimo błędów i słabszej grze w drugiej połowie i tak byśmy dowieźli korzystny wynik, ale znów przydarzył się karny. Dla mnie ten mecz sprowadza się do mema, na którym Forbes, idąc z piłką pod pachą, aby wykonać karnego, mówi: „Nie, no tego meczu już się nie da przegrać”, na co sędzia odpowiada: „Potrzymaj mi piwo”…
Najbardziej boli mnie to, że w pierwszym meczu po przerwie złamano lub przynajmniej uszkodzono naszej drużynie mentalny kręgosłup. Po bardzo ciężkich czterech tygodniach okazałe zwycięstwo z Piastem byłoby sygnałem, że wytężona praca i filozofia trenera ma sens. To dodałoby zawodnikom wiary i poniosło ich do kolejnych sukcesów. Zamiast tego, drużyna dostała od sędziego gonga i jestem pełen obaw o kolejne spotkania.

Faktycznie uważa pan, że po błędach sędziego drużyna będzie grała słabiej w następnych meczach?
- Mam nadzieję, że się jednak podniesie, ale każda osoba zarządzająca zespołami ludzkimi wie, że po tak dramatycznym niepowodzeniu efekt może być długoterminowy. Tak działa psychika człowieka – takie porażki podcinają skrzydła. Jeśli nawet w następnych meczach drużyna zagra dobrze, to my będziemy mieli z tyłu głowy, że być może grałaby jeszcze lepiej, gdyby nie wydarzenia z pierwszej kolejki.

Jak zareagował trener Hyballa?
- Jest zdenerwowany, to oczywiste. Wie, że przegrał mecz, który był wygrany. Widzi błędy, jakie piłkarze zrobili. Człowiek zawsze bierze sobie do głowy: „Wystarczyło nie trafić w poprzeczkę, tylko ciut niżej i byłoby po sprawie, 4:2”. Wystarczyłoby, gdyby Buchalik zachował się lepiej przy drugiej bramce i zeszlibyśmy przy 3:1 na przerwę. Oni to wszyscy wiedzą. A 16-latek Starzyński? Był lepszy od Świerczoka, zablokował piłkę, a przez błąd sędziego chodzi i myśli, że drużyna przez niego przegrała mecz.

Na sędziowanie nie macie jednak wpływu. Nie lepiej skoncentrować się na sobie?
- Robimy to. Jestem przekonany, że docelowo sobie z tym poradzimy. Pamiętajmy jednak o wydarzeniach w meczu z Piastem przy ocenie dokonań drużyny i trenera Hyballi w najbliższym czasie.

Rozmawiali: Krzysztof Kawa (Dziennik Polski, Gazeta Krakowska), Michał Białoński (Interia)

Przeczytaj inne wywiady z Tomaszem Jażdżyńskim

Niesamowity awans Igi Świątek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie