Wizyta druga - bez wizy

Redakcja
Udostępnij:
Gdy w październiku 1998 jechałem do Polski, wydawało mi się, że wiem, czego się mam spodziewać. W Ameryce mam przyjaciół związanych z Polską, rozmawiałem z nimi przed moją podróżą. I choć uprzedzali mnie, że zmiany, jakie zaszły w Polsce od 1988 roku, mogą mnie zaskoczyć, stwierdzam dzisiaj, że nie byłem przygotowany do tej podróży. Polska była totalnie inna niż ją pamiętałem.

Chciałbym się podzielić moimi wrażeniami i obserwacjami. Jestem Amerykaninem i oczywiście nie czuję się ekspertem od spraw Polski. Zdobyłem się jednak na parę słów, gdyż mam do tego kraju specjalny stosunek, pokochałem go i polubiłem Polaków, których spotkałem na trasie moich podróży.
Byłem w Polsce tylko trzy razy, po raz pierwszy pod koniec 1985 roku, drugim razem w lipcu 1988 i ostatnio w październiku 1998. Za każdym razem przyjeżdżałem do Polski pociągiem lub samochodem z Niemiec. Mieszkałem u moich znajomych, mam nadzieję, że pozwoliło mi to lepiej poznać ten kraj i jego ludzi.
Przekroczenie granicy polsko-niemieckiej zawsze sprawiało kłopoty. Podczas pierwszych podróży potrzebowałem polskiej wizy i musiałem posiadać wouczery, wykupione dużo wcześniej w polskiej ambasadzie w Chicago. Kiedy jechałem ostatnio, było już dużo łatwiej - w ogóle nie potrzebowałem wizy i nikt mi już nie narzucał, że w Polsce muszę wydać tyle i tyle dolarów.
Wysiadłem z pociągu w Legnicy, na szczęście znajomy Arek, którego nie widziałem od 10 lat, rozpoznał mnie. Już wówczas gdy wiózł mnie samochodem do swojego mieszkania, zauważyłem pierwsze zmiany - tym razem nie widziałem rosyjskich żołnierzy. Kiedy byłem tam ostatnio miasto było ich pełne.
I tak właśnie rozpocząłem szukanie zmian, jakie zaszły w tym kraju od upadku komunizmu. Najpierw wymiana pieniędzy. Nie miałem ze sobą ani grosza (polskiego), ale miałem paskudne doświadczenia z moich poprzednich podróży: wiele godzin spędzonych w kolejkach, by wymienić wouczery na złotówki. Teraz użyłem mojej karty kredytowej i bankomat obdzielił mnie złotówkami. Ten system działa tak jak w Ameryce!
Przy okazji banku i pieniędzy - bardzo się zdziwiłem, jak drogie są w Polsce kredyty - 23 procent! A jeśli ja miałbym pieniądze w polskim banku, dostałbym co najwyżej 17 procent rocznie. W USA bez kłopotów można dostać kredyt 7- lub 8-procentowy, a pieniądze na moim koncie procentują 4 do 5 procent rocznie. Chyba banki zarabiają w Polsce za dużo.
Zaskoczyło mnie, że tak wielu moich polskich przyjaciół inwestuje pieniądze na giełdzie - to ekscytujące i ryzykowne. Dziwne jednak, że zyski z giełdy nie są w Polsce opodatkowane. W Ameryce to niemożliwe - jeśli jest zysk, to musi być podatek. Podoba mi się odwaga moich przyjaciół, którzy podjęli trud, by poznać mechanizmy giełdy, a teraz podejmują ryzyko inwestycji. Chociaż to przecież my w Ameryce mówimy: "Zero ryzyka to zero dochodu".
Podczas mojego pierwszego pobytu w Polsce pamiętam, że pytałem mojego przyjaciela Piotra, czy jest prawdą, że cudzoziemcy muszą meldować swój pobyt w Polsce w ciągu 24 godzin od przybycia do miasta. Powiedział mi, że tak jest rzeczywiście, ale nikt tym się nie przejmuje. Teraz dowiedziałem się, że przepis formalnie rzecz biorąc dalej obowiązuje. Czy policja nie ma ważniejszych rzeczy do robienia niż monitorowanie odwiedzających miasta turystów? Po co istnieje prawo, którego nikt nie przestrzega?
Podczas pierwszej podróży do Polski zdziwiły mnie "kolory" miast. To samo zresztą dotyczyło NRD: miasta były szare, brudne i wyblakłe. No, i nie było ŻADNYCH REKLAM. Teraz wiele budynków zostało odnowionych i pomalowanych w żywe kolory. Zbudowano wiele nowych; dowiedziałem się też, że sporo kamienic i domów zostało zwróconych dawnym właścicielom. A wielkie napisy w stylu "Socjalizm jest jedyną drogą" zostały zastąpione reklamami Pepsi-coli i Marlboro.
Byłem zdumiony, jak szybko biznes z Zachodu przeniósł się do Polski. Bary McDonald’s są już chyba w całym kraju, tylko przejeżdżając przez Łódź widziałem ich chyba trzy. Kraków jest pełen nowych restauracji i pubów. Wszędzie spotykałem Pizza Hut, Dunkin Donuts, dealerów Forda, Nissana... Zaskoczyły mnie też nowoczesne stacje benzynowe i myjnie samochodowe. Pewnie żaden z tych biznesów nie działał 10 lat temu. Prawdziwym szokiem była wielka liczba nowoczesnych i modnych samochodów. Przecież one kosztują mnóstwo pieniędzy...
W Polsce dużo łatwiej porozumieć się po angielsku niż 10 lat temu, sam widziałem wiele ogłoszeń o lekcjach. Wcześniej, jak sądzę, to rosyjski był drugim językiem w Polsce.
Pamiętam, że podczas poprzednich wizyt widziałem wiele ludzi stojących w kolejkach przed sklepami, w których nie było towarów. Kiedy pytałem moich znajomych, na co oni czekają, odpowiadali mi, że nie wiadomo co przywiezie zaopatrzenie, ale widocznie jest szansa, że będzie to coś atrakcyjnego. Ludzie stali w kolejkach, choć nie wiedzieli co będzie można kupić!
Podczas mojej pierwszej podróży młody człowiek domyślając się, że jestem zachodnim turystą, zapytał mnie w autobusie, czy nie mógłbym mu sprzedać kolorowego filmu fotograficznego. Za kilka dni miał ślub, a w sklepach nie można było kupić kolorowych klisz. Dałem mu kilka jako weselny prezent. A teraz? Teraz w sklepach można kupić cokolwiek chcesz, jedynym problemem są pieniądze.
Mieszkam w Milwaukee w stanie Wisconsin. To miasto, w którym znajduje się jeden z największych amerykańskich browarów - Miller. Byłem w szoku, kiedy ujrzałem to piwo na półkach krakowskiego Geanta. Przecież to piwo z mojego rodzinnego miasta! Kilka lat temu to było niemożliwe. Muszę jednak napisać, że alkoholowe zmiany zaszły również w amerykańskich sklepach. W tej chwili w "moim" supermarkecie mogę kupić Leżajsk, EB pils, Dojlidy (5 rodzajów), Okocim (4 rodzaje), Żywiec, Krakus i Tyskie.
Wypada w tym miejscu podkreślić, że podczas ostatniej podróży do Polski wypiłem zdecydowanie mniej wódki niż poprzednio. To mnie cieszy, nigdy nie przepadałem za wódką, ale podobno wypadało ją w Polsce wypić...
Zmieniło się również sporo na rynku telewizyjnym, teraz większość ludzi ma telewizję kablową, porządne odbiorniki TV i oglądają amerykańskie seriale, np. Ostry dyżur, Cagney and Lacy, MASH, Archiwum X, Mr. Ed i wiele innych. Co więcej - w kablu jest HBO, TNT, Discovery i CNN.
Jedno, co się na pewno nie zmieniło przez te lata, to styl ubierania się Polaków. Zawsze dziwiło mnie, jak to się dzieje, że ludzie w kraju o tak wielkich problemach ekonomicznych są tak dobrze i modnie ubrani. Poprawiliście również stan waszego uzębienia. Wygląda na to, że opieka dentystyczna przeszła w Polsce prawdziwą rewolucję.
Kiedy spacerowałem po Krakowie, czułem jednak, że trudno mi się wtopić w tłum. Widać było, że jestem turystą (Amerykaninem?). Zapytałem mojego przyjaciela, co musiałbym zrobić, by wyglądać tak jak Polak. Poradził mi, abym zmienił moje adidasy, raczej nie chodził w krótkim rękawku, a przede wszystkim starł amerykański uśmiech goszczący non stop na mojej twarzy. Nie rozumiem, dlaczego Polacy boją się uśmiechnąć na ulicy...
Podczas moich wcześniejszych podróży w ogóle nie zauważyłem w Polsce bezdomnych. Czy ich wówczas nie było? To samo dotyczy bezrobotnych. Sądzę, że nie było tego problemu, ponieważ wiele firm pracowało nie tak wydajnie, jak mogłyby. Kiedy przed laty chciałem w polskim banku wymienić moje wouczery na złotówki, to w tę operację było zaangażowanych kilka osób, choć wystarczyłaby jedna. Teraz załatwia to automatycznie bankomat - coś się z tamtymi ludźmi, którzy mnie obsługiwali, musiało stać...
Choć mamy w Ameryce problem z bezdomnymi i bezrobotnymi, to jednak wielka ich liczba na krakowskich ulicach była dla mnie zaskoczeniem. Być może prawdą jest to, że większość z nich przyjechała do Polski z innych krajów szukać lepszego życia, ale w czasach komunistycznych w ogóle nie widziałem w Polsce bezdomnych. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Jak wtedy żyli ludzie, którzy nie mogli znaleźć pracy z powodu złego stanu zdrowia, alkoholizmu albo zwykłej do niej niechęci?
Obserwując moich znajomych widzę, że po upadku komunizmu Polacy muszą więcej pracować. To się już robi trochę amerykańskie, wielu wygląda na zestresowanych swą pracą. Mamy to samo w Stanach. Moi przyjaciele, rodzina i ja sam pracujemy bardzo ciężko; zostaje nam mało wolnego czasu.
Ale choć w całym życiu Polaków zaszły zmiany, wiele pozytywnych rzeczy pozostało niezmiennymi. Wciąż obowiązuje "Gość w dom, Bóg w dom". Bardzo mi się podoba ta polska gościnność i polska kuchnia (tym razem zjadłem nawet flaczki).
Kiedy wróciłem do domu po moim pierwszym pobycie, opowiadałem, że w Polsce najważniejszą rzeczą są więzy rodzinne i wielka wiara w Boga. Według mnie było to najbardziej charakterystyczne dla Polaków. I bardzo mi się to podobało. To był dla mnie wyznacznik "polskiego charakteru". Teraz, choć w Polsce zachodzą wielkie zmiany, nie wiem, czy ludzie są z ich powodu bardziej szczęśliwi.
ROBERT Kreuser, luty 1999
Opr. Krysztof Samborski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie