reklama

Władca wyobraźni

RedakcjaZaktualizowano 
Wiadomość o ekranizacji "Władcy Pierścieni" zelektryzowała fanów dzieła Tolkiena. Na początku pytano: kim jest ten człowiek? Peter Jackson nie był bowiem znany szerokiej publiczności. Ci jednak, którzy widzieli Jacksonowskie "Niebiańskie istoty" czy "Przerażaczy" - z nutką optymizmu w głosie szeptali: "Teraz może się udać".

Filmowa trylogia według Tolkiena - jaka jest, jaka mogła być, jaka będzie

   Wcześniejsze adaptacje "Władcy Pierścieni" albo pozostały na etapie przygotowań, albo kończyły się spektakularną klęską (jak np. dzieło awangardowego rysownika Ralpha Bakshiego w latach 70.). Tymczasem "Drużyna Pierścienia" Jacksona przyniosła świetne recenzje i była bliska pobicia rekordów frekwencji. Pisano, iż reżyserowi udało się wyczarować fantastyczny świat Śródziemia, który dotychczas istniał tylko na kartach powieści. Rok później do kin trafiły "Dwie Wieże" - przyjęte już przez fanów z zastrzeżeniami. Wreszcie - w kinach oglądać możemy "Powrót Króla", który ma być triumfalnym zwieńczeniem historii.

Wyprawa do świątyni Tolkiena

   - Jackson poszedł trochę inną drogą niż inni filmowcy - twierdzi pisarz i publicysta Marek Oramus. - Nie chcę powiedzieć, że podszedł do "Władcy Pierścieni" na kolanach, ale z ogromną pieczołowitością i wiernością materiałowi literackiemu. Nie tworzył własnej wariacji na temat Tolkiena, ale pokazał świat "Władcy Pierścieni" tak, jak, być może, widział go sam autor. Mam silne wrażenie, że gdyby Tolkien obejrzał filmy Jacksona, byłby zadowolony.
   - Jako adaptacja kultowej książki filmy Jacksona są wielkim osiągnięciem - ocenia Jacek Dukaj, autor książek fantastycznonaukowych i scenariusza nominowanej do Oscara "Katedry". - Nawet u ludzi, którzy wielokrotnie czytali Tolkiena i zbudowali sobie bardzo konkretne wyobrażenia jego świata czy postaci, kreacja Jacksona nie wywołuje reakcji alergicznej, wchodzi gładko w wyobraźnię, a to w adaptacjach fantastyki wielka rzadkość.
   Podobnego zdania jest Maciej Parowski, pisarz, scenarzysta i zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "Nowa Fantastyka": - Dla Jacksona świat Tolkiena jest tak realny jak dla Wajdy świat okupacji i czasów powojennych przedstawiony w "Popiele i diamencie". On wchodzi do swojej rzeki, do swojej świątyni, do domu swojego dzieciństwa, to po prostu jego świat i widz podczas seansu to czuje.
   Dr Joanna Wojnicka, filmoznawca z Instytutu Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego, zarazem miłośniczka literatury Tolkiena, jest pełna podziwu dla Petera Jacksona: - Zwłaszcza dla jego wyczucia w kreacji przedstawionego świata, a także powagi, z jaką przedstawił całą historię. Trafne było obsadzenie w rolach głównych aktorów znanych, jednak niebędących wielkimi gwiazdami kina. Dzięki temu na ekranie możemy podziwiać doskonałego aktora szekspirowskiego sir Iana McKellena jako Gandalfa czy Christophera Lee jako Sarumana. Pięknie poprowadzono także postać Sama, jednego z ulubionych bohaterów samego Tolkiena. Fantastycznie w rolę Galadrieli wcieliła się Cate Blanchett, której prostymi środkami wyrazu udało się ukazać niezwykłość, "nieziemskość" elfów. Najwspanialsza jest jednak wizualizacja świata Tolkiena. Jackson uniknął ześlizgnięcia się w banał, nie chciał, by jego film przypominał zwykłe dzieła fantasy. W efekcie powstała niezwykła estetyka.
   Wszyscy zgodnie podkreślają, iż atutem jest doskonałe połączenie efektów specjalnych z tradycyjnymi środkami filmowymi. - "Władca Pierścieni" wprowadził nową jakość obrazu filmowego - ocenia Allan Starski, wybitny scenograf uhonorowany Oscarem za pracę przy "Liście Schindlera". - Udało się perfekcyjnie powiązać efekty komputerowe z akcją filmu. Dotychczas efekty tylko uzupełniały fabułę, były swego rodzaju retuszem, tłem. U Jacksona po raz pierwszy pojawiają się na pierwszym planie. Reżyser zdołał także połączyć sekwencje komputerowe z popisami kaskaderów. Dzięki temu obrazy bitew są jednorodne, a odbiór filmu - wspaniały.
   - Jeśli chodzi o efekty specjalne, na pewno technicznie jest to krok naprzód i popis pierwszej klasy specjalistów - mówi Tomasz Bagiński, reżyser "Katedry" i specjalista od efektów specjalnych z firmy Platige. - Podziwu godny jest rozmach przy jednoczesnym dbaniu o najmniejsze detale. W kategoriach technicznych to majstersztyk.
   Allana Starskiego urzekła także scenografia dzieł Jacksona: - Idzie cały czas po linii opowieści, jest idealnie dobrana do tej pięknej bajki. Nie jestem miłośnikiem Tolkiena, a jednak obejrzałem "Władcę Pierścieni" z dużym zainteresowaniem.
   - U Jacksona wszystko jest pod silną reżyserską kontrolą. Kontrolą, powiedziałbym, serca i kompetencji. Widać, że reżyser tą książką żyje - dodaje Andrzej Parowski.
   - Czy film mi się podobał? - pyta retorycznie Tomasz Bagiński. - Odpowiem nie wprost. Gdybym był młodszy, mniej złośliwy, bardziej idealistyczny, gdybym znowu miał 15 lat, to pewnie nie mógłbym dojść do siebie z wrażenia. Pewnie obejrzałbym filmy jeszcze pięć razy, uznał za arcydzieło absolutne i wybudował im ołtarzyk. Byłem wielkim fanem Tolkienowskiego świata, a film jest dokładnie w duchu powieści. Myślę, że Tolkienowi nie mogła się marzyć lepsza ekranizacja. Sęk w tym, że ja z wiekiem zgubiłem, być może szkoda, sporo naiwności, bez której świat "Władcy Pierścieni" jest niepełny. Nie potrafię tej historii odbierać już bezkrytycznie i wstyd się przyznać - wynudziłem się mocno na "Władcy Pierścieni".
   Czy rzeczywiście sam Tolkien byłby zadowolony z przeniesienia "Władcy Pierścieni" na ekran? - Jak wynika z jego listów, uważał swoją trylogię za absolutnie nieprzekładalną na język filmu, zwłaszcza gdyby miało być to kino disneyowskie - mówi dr hab. Andrzej Szyjewski, religioznawca, prowadzący kurs "Tolkien, mit, religia" w Instytucie Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.
   Zdaniem dr. Szyjewskiego, jeśli pod wpływem ekranizacji Jacksona świadomość współczesnego człowieka, uważanego przez Tolkiena za istotę głęboko upadłą, ulegnie przekształceniu - po obejrzeniu filmu odzyska on wiarę w takie zapomniane wartości, jak bohaterstwo czy zachwyt pięknem świata, to zamysł autora "hobbickiej" trylogii został osiągnięty.

Dylemat od "Dwóch Wież"

   - Pierwsza część - "Drużyna Pierścienia" - jest moim zdaniem, najlepsza i wydaje się, bez zarzutu - twierdzi dr Joanna Wojnicka. - Problemy pojawiają się podczas analizy drugiego, a zwłaszcza trzeciego filmu. Jackson nie do końca poradził sobie z wielością wątków, chwilami narracja się rozsypuje. Ostatnia część wygląda na mocno pociętą i skróconą, zupełnie jakby wyrzucono z niej całe partie.
   Dr Joanna Wojnicka uważa, iż poziom filmowej trylogii obniżył się w "Dwóch Wieżach", krytykuje m.in. nieudane wprowadzenie postaci Arweny: - Zostało to zrobione niezręcznie, a reżyser zdaje się kreować elfitkę i Aragorna na parę, która przeżywa kryzys uczuciowy. Wygląda, jakby twórcy starali się przystosować opowieść do wrażliwości współczesnego widza. Podobnie nie podoba mi się Gimli w drugiej i trzeciej części, postać będąca w książce kontrapunktem dla heroicznego Aragorna. W filmie krasnolud z poczuciem humoru rozładowującym napięcie ześlizgnął się do roli, którą nazwałabym "pomocnikiem policjanta".
   - Takie są reguły gry - mówi dr Andrzej Szyjewski. - Produkcja adresowana do masowego odbiorcy jest realizowana tak, by osiągnąć zwrot zaangażowanych w nią, olbrzymich zresztą, kosztów. Pewne wątki muszą zniknąć, kosztem innych, nadmiernie rozbudowanych jak sceny militarne. Niezmiernie trudno jest ukazać na planie fizycznym "wojnę o sumienia", zmagania sił światłości z siłami ciemności, które rozgrywają się na kartach książki, zwłaszcza że Tolkien nie komentuje wprost jej rezultatu, pozostawiając czytelnikom dwie interpretacje: przypadek lub opatrzność.
   Dr Andrzej Szyjewski uważa też, że z wyjątkiem kilku scen, na przykład narady w domu Elronda w Rivendell, Jacksonowi nie udało się w pełni przedstawić dylematów głównego bohatera, jakim jest Frodo. - Choć cierpi z powodu brzemienia, jakim jest dla niego Pierścień Władzy, to jednak opuszczenie Shire i dalsza wędrówka do Mordoru była jego świadomym wyborem - mówi dr Szyjewski. - Tymczasem w filmie wygląda to tak, jakby był nieustannie popychany, działał wbrew własnej woli. Znacznie lepiej został zarysowany problem Golluma, nieszczęsnej istoty, która mimo że wpadła w sidła zła, w przeciwieństwie do potężnych wojowników, poddających się Sauronowi, potrafi jeszcze opierać się jego mocy.
   Zastrzeżenia ma także Tomasz Bagiński: - Są sceny bezdyskusyjnie wielkie, są znakomite sceny batalistyczne, ale są też potworne dłużyzny, a po godzinie patrzenia na światłych i pięknych bohaterów bez skazy prosi się niebo, żeby choć powinęła im się noga. Nie można też nie zauważyć, że najmniej sztucznym aktorem jest Gollum, sztuczny z założenia... I nie chcę tu rzucać gromów na aktorów ani na reżysera, bo wywiązali się z zadania najlepiej jak mogli. Niemożliwe jest po prostu pokazanie chodzących ideałów bez sztuczności. Jak mówię, wina leży po mojej stronie. Nie potrafię odbierać już tego filmu tak, jak powinienem. Spóźniłem się co najmniej o 10 lat. Trochę nad tym ubolewam.
   Także dr Joanna Wojnicka krytycznie ocenia niektóre kreacje aktorskie: - Widać przepaść między wybitnymi: Ianem McKellenem, Christopherem Lee czy grającym Bilba Ianem Holmem a aktorami z Hollywood: Viggo Mortensenem czy Elijah Woodem. Ten ostatni zawiódł mnie najbardziej, nie do końca udźwignął ciężar roli. Podobnie Orlando Bloom jako Legolas, który tak naprawdę gra dwiema minami. Kreacja Mortensena jako Aragorna wspaniale się zaczyna, lecz później obniża loty, jakby zostaje dostosowana do potrzeb popularnego widza. Zaprzepaszczono także dramat Denethora, który jest postacią jak z Szekspirowskiego "Króla Leara". Koszmarne okazuje się rozwiązanie wątku Sarumana. Padają tylko słowa, iż został zamknięty w wieży. Czytałam, że Christopher Lee był na twórców obrażony za takie potraktowanie granej przez niego postaci. Generalnie Jackson zbyt mocno skoncentrował się na batalistyce.
   - Brakuje mi na koniec sceny rewolty w Shire - dodaje filmoznawca. - Pokazuje ona w książce, iż wojna zmienia cały świat i nic już nie będzie takie samo. "Władca Pierścieni" nie jest opowieścią, która dobrze się kończy. Tymczasem u Jacksona, zamiast wieńczącej dzieło symfonii, mamy pseudohollywoodzki, popkulturowy finał z pocałunkiem Arweny i Aragorna.
   Joanna Wojnicka podkreśla, iż nieco inaczej należy oceniać wersje reżyserskie "Władcy Pierścieni", poszerzone o nowe wątki i sceny: - Filmy te są lepsze, mogą zaspokoić miłośników literatury Tolkiena. Interesujące, jak kilka nowych ujęć potrafi całkowicie zmienić obraz filmu. Trzeba także pamiętać, iż literatura z natury rzeczy buduje szerszy obraz przedstawionego świata, a film posiada wiele ograniczeń narracyjnych. Powieść składa się na przykład z sześciu zamkniętych części. W filmie wątki trzeba było wymieszać, inaczej nie sposób było pokazać całej historii. Nie wydaje mi się, żeby istniał inny klucz do ekranizacji Tolkiena niż ten, który wybrał Jackson. Tę opowieść, wzorowaną zresztą na tradycyjnym eposie, należało przedstawić jako drogę do zniszczenia Saurona, usianą bitwami z wojskami zła.
   Andrzej Parowski dodaje: - Gdy kulę prozy przekłada się na sześcian obrazu, zawsze coś musi odstawać. Niemniej reżyser zrobił to jak człowiek, który rzeczywiście kocha to, co filmuje i który cały czas myśli o tym, co filmuje. Ustępstwa na rzecz tego zachłannego medium, jakim jest kino, nie są wielce dolegliwe. Uważam te filmy za adaptację zrobioną con amore.

Co dalej?

   W ankiecie przeprowadzonej niedawno przez internetowy serwis filmowy Stopklatka "Władca Pierścieni" został uznany za najlepszą trylogię wszech czasów, zdobywając 42,4 proc. głosów. Pobił i "Gwiezdne Wojny" (14,2 proc.), i "Matriksa" (7,1 proc.), i Hoffmanowskie dzieła na podstawie Sienkiewicza (1,7 proc.). Czy jesteśmy świadkami premiery jednego z najlepszych cykli filmowych w dziejach kina?
   - Trylogia Jacksona raczej przejdzie do historii - ocenia dr Joanna Wojnicka. - Przede wszystkim dzięki perfekcyjnemu wykorzystaniu współczesnych środków filmowych. Teraz nie będzie już łatwo nakręcić film fantasy. Jackson podniósł poprzeczkę niezwykle wysoko. To przykład wybitnego filmu w swoim gatunku. "Władca Pierścieni" nie wniósł natomiast nic nowego do sposobu filmowania, został klasycznie zrealizowany i zagrany. Nie jest współczesnym "Obywatelem Kane’em".
   Czy "Władca Pierścieni" przywróci do świetności film z gatunku fantastyki, który w ostatniej dekadzie przeżywa kryzys? Czy po tym, co zobaczyliśmy u Jacksona, jest jeszcze sens adaptowania książek fantastycznonaukowych?
   - Sens jest tym większy, iż na razie bardzo marnie to wychodzi - mówi przekornie Jacek Dukaj. - Film SF jest kilkadziesiąt lat w tyle za literaturą SF, nie wspominając o fantasy, która uważana była dotąd za gwarancję filmowej klapy. Sporo oryginalnego kina może powstać na kanwie literatury science fiction, jeśli Hollywood wydobędzie się ze schematów plastikowych rewii efektów specjalnych dla kretynów.
   - Odrodzenie fantastyki? Byłabym ostrożna z podobnymi stwierdzeniami - dodaje dr Joanna Wojnicka. - Gatunki filmowe nie wskrzeszają się same z siebie, muszą trafić na odpowiedni czas i miejsce. "Władca Pierścieni" prawdopodobnie zawsze odniósłby sukces, i teraz, i dziesięć lat temu. Uważam natomiast, że filmy Jacksona mogą zostać uznane za kultowe i stać się częścią świata miłośników sagi Tolkiena. Na fali koniunktury pojawią się pewnie historie w jakiś sposób podobne do omawianej trylogii. Wkrótce premierę będzie miała "Troja", także wielki fresk batalistyczny, gdzie grają nawet ci sami aktorzy, co u Jacksona. Sądzę, że wkrótce będziemy mogli zobaczyć więcej dzieł starających się wykorzystać sukces "Władcy Pierścieni".
RAFAŁ STANOWSKI,
PAWEŁ STACHNIK, B.CH., ET

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3