Wnioski na przyszłość

Redakcja
Coraz rzadziej słyszy się z ust polityków Unii wspierających tzw. oś Berlin - Paryż wymówki i połajanki pod adresem Polski i pozostałych krajów przystępujących do Unii, jednak nie sposób nie zauważyć objawów niechęci, a nawet zgorszenia naszą postawą. Przede wszystkim naszą, i to powinno wpłynąć na wzrost poczucia wartości własnej Polaków i docenienie wreszcie znaczenia naszego kraju w Europie. Jesteśmy największym i najbardziej liczącym się państwem wśród dziesiątki nowych członków dzięki rozsądnej i dalekowzrocznej polityce prezydenta Kwaśniewskiego (bez względu na to, jakie błędy popełnia w polityce wewnętrznej), odgrywamy wiodącą rolę w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej i dlatego nasze stanowisko wobec wojny w Iraku wywołało tak wielkie zgorszenie wśród jej przeciwników.

Krystyna Grzybowska Europa i reszta świata

   Wchodzimy do Unii Europejskiej w znacznie mniej korzystnym czasie niż miało to miejsce w przypadku Irlandii, Hiszpanii, Portugalii, a nawet Szwecji czy Austrii. Niekorzystnym nie tylko ze względu na rosnące rozdźwięki polityczne między państwami "15", ale przede wszystkim dlatego, że Europę Zachodnią nękają kryzysy społeczno-ekonomiczne, co powoduje, że kasa Unii jest szczuplejsza i nasz wkład musi być większy niż moglibyśmy oczekiwać. W wielu krajach Unii obserwuje się proces odchodzenia od ideałów państwa opiekuńczego, choć może to zabrzmi dziwnie, ale przechodzą one coś w rodzaju transformacji z systemu socjalnego do kapitalistycznego. Prywatyzacji wielkich przedsiębiorstw pozostających w rękach państwa, takich jak koleje, linie lotnicze itp. towarzyszą protesty, strajki i demonstracje. Jednak jest ona nieunikniona, podobnie zresztą jak reforma rynku pracy i systemu socjalnego. Europa po wojnie poszła inną drogą niż Stany Zjednoczone, urzeczona socjalizmem promieniującym z Niemiec i Francji stworzyła model rozdawnictwa pieniędzy i słusznych idei kosztem inicjatywy własnej obywateli. Okazało się, że tego nie są w stanie wytrzymać na dłuższą metę nawet najbogatsze i największe kraje Europy, Francja i Niemcy.
   We wdrażaniu niezbędnych reform lepiej radzi sobie Francja, a to chociażby z tego powodu, że u władzy jest centroprawica, z założenia wróg klasy robotniczej i komunistycznych związków zawodowych. Znacznie gorzej jest w Niemczech, gdzie rządzą socjaldemokraci i równie lewicowa partia zielonych. Na dodatek 80 procent socjaldemokratycznych deputowanych do Bundestagu stanowią działacze związkowi. Kanclerz Schröder wykorzystał antyamerykańskie i pacyfistyczne nastroje społeczeństwa do odwrócenia uwagi od krytycznej sytuacji gospodarczej w kraju. Niestety, nie na długo. Wszystkie kalkulacje przeciwników wojny w Iraku okazały się chybione. Wojna trwała za krótko, za mało było ofiar wśród ludności cywilnej i alianci zachowywali się w Iraku za przyzwoicie, a ludność zbytnio ucieszyła się z obalenia Saddama Husajna. A więc - nie dało się wykorzystać tej wojny do umocnienia własnej pozycji jako kanclerza i przewodniczącego SPD.
   Dziś w licznych sondażach obywatele Niemiec domagają się ustąpienia Schrödera ze stanowiska szefa rządu, on sam nie jest w stanie przeprowadzić głębokich reform wskutek oporu własnych towarzyszy, zadłużenie kasy państwa rośnie, bezrobocie osiągnie jeszcze w tym roku 5 milionów, co będzie najgorszym wskaźnikiem w całej historii Republiki Federalnej. W polityce międzynarodowej też nie ma spodziewanych sukcesów. Montowanie mocno dwuznacznej osi Berlin - Paryż - Moskwa nie zagroziło w niczym pozycji Stanów Zjednoczonych jako jedynego supermocarstwa na świecie - przy czym Waszyngton liczy się jedynie z Francją, co wyraża się w zapowiedzi sekretarza stanu Colina Powella zrewidowania wzajemnych stosunków.
   Patrząc na polityczny i ekonomiczny krajobraz Unii Europejskiej, powinniśmy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Nie musimy przerabiać tego samego, co Niemcy czy Portugalczycy i przyśpieszyć prywatyzację oraz ograniczyć rozdawnictwo pieniędzy na cele socjalne czerpanych z kieszeni obywatela, nękanego zbyt wysokimi podatkami. Nawet po przystąpieniu Polski do UE polityka zagraniczna Warszawy powinna być przede wszystkim korzystna dla naszego kraju, a więc oparta na sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, co nie wyklucza dobrych, a nawet bardzo dobrych stosunków z Europą - lecz stosunki te nie mogą być wymuszone lękiem i poczuciem niższości. To powinno być autentyczne partnerstwo ze wszystkimi, a nie tylko z najsilniejszymi. Ci bowiem mogliby nas używać do realizacji własnych ambicji, a używszy porzucić.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie