Wojna na przystankach

Redakcja
Punktem zapalnym jest realizacja ustawy o gospodarce komunalnej, która mówi, że burmistrzowie i wójtowie muszą zapewnić transport zbiorowy na terenie miasta, lub gminy.

Komunikacja miejska walczy o pasażerów z prywatnymi liniami

GORLICE: Zaostrza się konflikt pomiędzy prywatnymi przewoźnikami i Miejskim Zakładem Komunikacji. Ci pierwsi dowodzą, że są dyskryminowani przez MZK, który próbuje zmonopolizować rynek przewozów. Sam Zakład twierdzi tymczasem, iż utracono kontrolę nad transportem pasażerów, w którym zapanował chaos.
    MZK obejmuje zasięgiem nie tylko miasto, ale i gminy Biecz, Gorlice, Lipinki, Moszczenica oraz Sękowa. Docierające tam autobusy kursują w ramach komunikacji miejskiej. Stanowią jednak konkurencję dla prywatnych przewoźników, którzy tłumaczą, że przecież nie wożą mieszkańców miasta, lecz wsi. Sprawę miały załatwić wspólne ustalenia dotyczące dopasowania prywatnych linii do rozkładu jazdy. Okazało się jednak, że nie zawsze były one respektowane. Prywatne autobusy w godzinach szczytu podjeżdżały na przystanki wcześniej, niż miejskie, odbierając pasażerów MZK.
   - Nieprawda - przekonuje Ryszard Maciuszek, właściciel jednej z 18 firm przewozowych działających w Gorlickiem. - MZK przestał respektować ustalenia i zmniejszył odstępy pomiędzy kursami o połowę. Efekt był taki, że w ciągu 15 minut na przystanek podjeżdżały trzy różne autobusy, a przez kolejne trzy kwadranse nie jechało nic. Jeśli ktoś się spóźnił, to nie miał czym dojechać po pracy do domu.
   Piotr Śliwa, likwidator MZK, które w grudniu przekształci się w spółkę ze stuprocentowym udziałem miasta twierdzi jednak, że do "podbierania" pasażerów przez prywatnych przewoźników mimo wszystko dochodzi. Znaleźli oni nawet sposób na omijanie przepisów.
   - Niektórzy celowo wydłużają kurs o kilka kilometrów, by nam udowodnić, że jadą na zupełnie innej linii, więc koordynacji rozkładu nie muszą traktować sztywno - tłumaczy Piotr Śliwa. - W ten sposób dochodzi do nadużyć. Trzeba jednak pamiętać, że wbrew pozorom MZK pozostaje na straconej pozycji, bo jest zobowiązany do zapewnienia komunikacji, ma duże koszty własne, a jednocześnie jego działalność nie ma charakteru komercyjnego. W odróżnieniu od prywatnych przewoźników.
   Tezy tej broni burmistrz miasta Kazimierz Sterkowicz, który przypomina, że pojawienie się prywatnych przewoźników spowodowało przed rokiem 20-procentowy spadek zysków MZK. Efektem było zwolnienie 30 pracowników.
   - Gdyby podliczyć liczbę osób zatrudnionych w prywatnych firmach przewozowych, to nie byłaby ona wcale mniejsza, niż w całym MZK - ripostuje Ryszard Maciuszek. - Władze miasta powinny pamiętać, że my również tworzymy miejsca pracy, płacimy też podatki. Powinniśmy być traktowani poważnie, a nie jak zło konieczne, które należy tolerować.
   Władze miasta zapewniają, że postarają się doprowadzić do porozumienia zwaśnionych stron. W połowie listopada w Starostwie Powiatowym dojdzie do spotkania z przedstawicielami gmin. Celem będzie m. in. uzgodnienie zasad udzielania zgody na działalność prywatnych przewoźników w granicach miasta.

PAWEŁ SZELIGA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie